Plaga brudnicy nieparki w Oporowie
Lipy bez liści i ogródki pełne robaków
W ciągu dwóch tygodni brudnica nieparka zniszczyła około stu lip w Oporowie. Nie ma szans, aby drzewa w tym roku się odrodziły. Szkodniki przeniosły się do ogródków i na posesje. Pomoc przyszła zbyt późno, choć mieszkańcy od zeszłego roku zastanawiali się, jak zażegnać problem.
Gałąź jabłoni oblepiona szkodnikami to w Oporowie teraz powszedni widok
Angelika Wiatr (na zdjęciu z lewej) i Karolina Cudo oglądają gałęzie jabłoni oblepione brudnicą nieparką. Wiedzą, że z tego drzewa owoców już w tym roku na pewno nie skosztują. Teraz muszą uważać, kiedy wychodzą do ogrodu, bo szkodniki w każdym momencie mogą im spaść na głowę. W Oporowie przy drodze wiodącej z Łabiszyna do Lubostronia rośnie około 100 lip, które sadzone były jeszcze przed wojną. Stanowią one piękną aleję, a korony drzew tworzy swego rodzaju zadaszenie nad kilkuset metrami drogi. Nie jest to jedyna aleja lipowa w tej okolicy, ale jedyna, która całkowicie zniszczona została przez brudnicę nieparkę.
Karolina Cudo i Angelika Wiatr, mieszkanki Oporowa mające widok z okien wprost na lipy rosnące przy drodze podkreślają, że problem zaczął się już w zeszłym roku, ale nie przybrał on tak wielkiej skali, jak tym razem. W 2010 r. szkodniki zniszczyły wszystkie liście już po kwitnięciu drzew na około 80% lip. W tym roku lipy nie zdążyły nawet zakwitnąć, a szkodniki w ciągu dwóch tygodni pochłonęły liście niemal z wszystkich drzew. Aleja lipowa w środku lata wygląda jak w czasie głębokiej jesieni.
Brudnica nieparka to nocny motyl, szkodnik, którego gąsienice żerują na liściach dębu, drzew owocowych, klonu i lipy od kwietnia do końca czerwca. Co kilka lat pojawiają się masowo i powodują głodożery, które obniżają plon, osłabiają roślinę i jej odporność na mrozy. Oprysk należy stosować w czasie pękania pąków aż do fazy zielonego pąka. Jeśli z brudnicą nieparką mamy do czynienia w mniejszych sadach, można zeskrobywać z drzew i niszczyć jaja. O tym jednak nie wiedzieli mieszkańcy Oporowa.
- Największy problem był taki, że nie wiedzieliśmy do kogo się z tym zwrócić - mówiła Karolina Cudo. - Gdybyśmy wiedzieli już w zeszłym roku, że zajmuje się tym Zarząd Dróg Powiatowych i że tak szybko jest on w stanie interweniować, to pewnie w tym roku takiego problemu by nie było.
Karolina Cudo i Angelika Wiatr od zeszłego roku zastanawiały się, jak pozbyć się szkodników. Nie pamiętają, żeby kiedykolwiek wcześniej taka plaga zaatakowała drzewa. Z opowiadań wiedzą, że dawno temu jakieś opryski były przeprowadzane, ale nikt nie może sobie przypomnieć, kiedy to było.
- W zeszłym roku zniszczonych zostało jakieś 80% drzew, a w tym roku tych szkodników jest dwukrotnie, a może nawet trzykrotnie więcej - skarży się Karolina Cudo. - Najgorsze jest to, że kiedy one już pochłonęły te lipy, to wchodzą nam na posesje, niszczą ogródki, oblepiają dom, wchodzą oknami do środka. Wszędzie ich pełno. W zeszłym roku jednak tego nie było. A teraz pozbędziemy się jednych, pojawiają się następne.
Aleja lipowa w Oporowie została całkowicie ogołocona z liści Mieszkanki Oporowa zaczęły rozmawiać między sobą o tym, co z plagą szkodników zrobić, komu problem zgłosić. Zwróciły się do wydziału rolnictwa i ochrony środowiska w Urzędzie Miejskim w Łabiszynie. Stamtąd zostały skierowane do Zarządu Dróg Powiatowych. W piątek poinformowały telefonicznie Jacka Mazanego, dyrektora ZDP, jednocześnie wysłane zostało oficjalne pismo. Interwencja była natychmiastowa. W sobotę przed południem przedstawiciele Zarządu Dróg Powiatowych przyjechali sprawdzić, jaka jest skala problemu, a już w nocy prowadzone były opryski na brudnicę nieparkę. Zabieg prowadzono także w nocy z niedzieli na poniedziałek.
- Wcześniej nie miałem żadnej informacji, że coś złego się dzieje z tymi drzewami - powiedział dyrektor Jacek Mazany. - Ale wiadomo było, że problem jest i trzeba go zażegnać. Trudno było znaleźć wykonawcę na to zadanie, bo to są bardzo wysokie drzewa, ale znaleźliśmy. Zabieg został wykonany, sytuacja została opanowana. Ale te dżdżownice bardzo mocno zaatakowały lipy. One szły bardzo szybko, lawinowo, poczyniły duże zniszczenia.
Jacek Mazany zapewnił jednocześnie, że nie ma zagrożenia dla drzewostanu, że on się na pewno odbuduje, mimo że został bardzo nadszarpnięty. Dodał też, że należy domniemywać, że zagrożenie przyszło z topoli. Przy drodze z Oporowa do Ojrzanowa także jest aleja lipowa i z tamtymi drzewami nic się nie stało, nic im nie zagraża. Podobnie jak lipie, która rośnie w odstępie około 100 metrów od zniszczonej alei lipowej.
Problem przeniósł się z lip na ogródki i sady sąsiadujące z aleją. Właściciele prowadzą opryski we własnym zakresie, ale ciągle pojawiają się nowe szkodniki.
- Całe iglaki nam zjadły - mówi Angelika Wiatr. - Miałam też przepiękną wierzbę, która mi w tym roku pięknie zaczęła rosnąć i też mi ją zjadły. Atakują kwiaty, drzewa owocowe. Na jabłonce to mi same gałęzie zostały. Zjadły też czereśnie, porzeczki, tylko wiśnie oszczędziły.
Mieszkańcy są wdzięczni Jackowi Mazanemu, że nie zbagatelizował problemu, a wręcz przeciwnie, uczulał, aby obserwować, co z drzewami się dzieje i w razie kolejnych niepokojących sygnałów kontaktować się z nim.
- Dowiedzieliśmy się, że w przyszłym roku mamy zgłaszać, jak tylko zobaczymy jednego czy dwa robaki, bo w tym roku to już było zdecydowanie za późno, mimo oprysków, już nic się nie dało zrobić - powiedziała Karolina Cudo.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1008 (23/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze