Reklama

Mają Fenikssa na oku

Imprezy się jeszcze nie zaczęły, ale...
     Mają Fenikssa na oku
     Sara Otto zamierza, po spełnieniu wszystkich wymogów, reaktywować organizację imprez tanecznych dla młodzieży w klubie Fenikss przy ul. Pocztowej w Żninie. Działalność klubu nie została jeszcze wznowiona, a mieszkańcy ulic Śniadeckich i Pocztowej już ślą protesty do władz miasta, powiatu i policji.

    Protesty mieszkańców ulic Pocztowej i Śniadeckich, którzy skarżyli się na uciążliwy hałas wywołany przez młodzież wracającą z imprez w klubie Fenikss, zaczęły się w zeszłym roku. Dwudziestu mieszkańców napisało list do Urzędu Miejskiego w Żninie z wnioskiem o odebranie właścicielce baru koncesji na sprzedaż alkoholu. Mieszkańcom obu ulic nie podoba się za głośna muzyka i zachowanie klientów Fenikssa. Twierdzą również, że zakłócana jest cisza nocna.
    Bar jest obecnie zamknięty. Jego użytkowanie wstrzymał Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Żninie, gdyż budynek był nielegalnie użytkowany. Właścicielka klubu Sara Otto postanowiła wystąpić o stosowne pozwolenia dotyczące użytkowania lokalu do Starostwa Powiatowego w Żninie.
    Zbigniew Napierała, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Żninie, wyjaśnia, że Sara Otto uzyskała w starostwie pozwolenie na budowę dotyczące zamiany sposobu użytkowania baru na salę taneczną.
    - Wystąpiła też do nas z wnioskiem o wydanie pozwolenia na użytkowanie. Ta sprawa jest obecnie przez nas rozpatrywana - tłumaczy Zbigniew Napierała.
    Mieszkańcy ulic Śniadeckich i Pocztowej widząc, że w klubie Fenikss rozpoczęto remont pomieszczeń, natychmiast skierowali w tej sprawie pismo do burmistrza Leszka Jakubowskiego. Zostało ono również wysłane do starosty i komendanta powiatowego policji. Mieszkańcy podkreślają, że przez kilka miesięcy w klubie był spokój, ale teraz znowu zaczął się w nim ruch. Przyznają, że naiwnie myśleli, że lokal zamknięto z powodu bardzo licznych interwencji. Od pracowników starostwa dowiedzieli się, że Sara Otto wystąpiła o zmianę użytkowania lokalu. Starosta powiadomił o tej sprawie tylko strony, czyli właścicieli posesji sąsiadujących z barem. Mieszkańcy twierdzą, że nie są stroną w sprawie, ale muszą słuchać głośnej muzyki, hałasów i wrzasków. Wyrażają wątpliwości, by po ponownym otwarciu klubu miało być inaczej.
    - Lokal ten w czasie swojej działalności był bardzo uciążliwy dla mieszkańców ulic Pocztowej i Śniadeckich. Były bardzo liczne interwencje na policję o bardzo głośną muzykę, bardzo agresywne i hałaśliwe zachowanie młodzieży do późnych godzin nocnych. (...) Na ulicy Pocztowej nie mieszkają sami starsi ludzie, którzy potrzebują odpoczynku na emeryturze i wszystko im przeszkadza. Żądamy tylko respektowania naszych praw obywatelskich określonych w Kodeksie Cywilnym - piszą rozgoryczeni mieszkańcy ulic Pocztowej i Śniadeckich, prosząc burmistrza o podjęcie stanowczych kroków.
    Sara Otto wyjaśnia, że wszyscy mieszkańcy, którzy sąsiadują z klubem, byli o planowanych przez nią działaniach powiadomieni i mogli się odwoływać. Tłumaczy, że się odwoływali, dlatego otrzymała wiele zaleceń dotyczących klubu, które musi spełnić.
    - Jest mi przykro, że nikt z tych ludzi nie widzi, że młoda dziewczyna miała jeszcze siły na to, żeby stworzyć coś w tym mieście. Dziwię się, że nikt nie pofatygował się do mnie przyjść i porozmawiać w celu wyjaśnienia swych wątpliwości. Wszystkie zalecenia, które zostały wydane, wykonam. Ja miałam tu takie kontrole, że gdyby wszystkie inne lokale zostały tak skontrolowane, to pewnie zostałyby zamknięte - żali się Sara Otto. I podkreśla, że w celu dostosowania pomieszczenia klubu do wszystkich stawianych wymogów poniosła spore koszty. Obecnie wyciszana jest sala taneczna, zmniejszająca emisję muzyki na zewnątrz. Trwają też inne prace według zaleceń. Właścicielka zapewnia, że klub zostanie otwarty z chwilą, kiedy wszystkie warunki zostaną spełnione i pracownicy nadzoru budowlanego wydadzą zgodę na rozpoczęcie działalności.
    Burmistrz Leszek Jakubowski powiedział, że nie jest w stanie zapobiec rozróbom młodzieży.
    - Co ja za to mogę, jak przyjdą i rozrabiają - mówi burmistrz. I dodał, że sprawę przekaże straży miejskiej, by rozpatrzyła problem.
    Starosta Zbigniew Jaszczuk tłumaczy, że pracownicy starostwa wykonali to, co do nich należało.
    - Jeśli ktoś hałasuje i zakłóca ciszę nocną, to od tego jest policja - zwraca uwagę Zbigniew Jaszczuk.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 966 (33/2010)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości