Kaplica w madagaskarskim buszu
fot. ks. Ryszard Pruczkowski
Piechcin, misje, wyprawa duszpasterska, bp Andrzej Dziuba, ks. kanonik Stefan Balcerzak, ks. kanonik Ryszard Pruczkowski
Misyjne pielgrzymki do egzotycznych krajów
W 1975 roku wspólnie kończyli seminarium i przyjmowali święcenia kapłańskie w Gnieźnie. Przyjaźń między nimi przetrwała kilkadziesiąt lat, a dziś wyraża się między innymi we wspólnych wyjazdach do egzotycznych krajów z duszpasterską misją. Jednym z trzech duchownych, o których mowa, jest ks. proboszcz Stefan Balcerzak z piechcińskiej parafii.
Od 9 lutego do 2 marca br. trwała misja duchownych z Polski na Madagaskarze i Mauritiusie. To już piąta z kolei wyprawa duszpasterska, w której razem uczestniczą: bp Andrzej Dziuba, ks. kanonik Stefan Balcerzak i ks. kanonik Ryszard Pruczkowski. Wcześniej byli: na Dominikanie (2010 r.), w Argentynie (2011 r.), w Wenezueli (2012 r.), w Papui Nowej Gwinei (2013 r.).
Początki chrześcijaństwa na Madagaskarze sięgają XVI w., kiedy pojawiły się tam pierwsze misje. W połowie XIX w. misjonarze zostali wymordowani bądź wypędzeni przez ówczesnych władców, a misje wróciły z końcem tego wieku po zajęciu wyspy przez Francuzów.
Jednym z ówczesnych misjonarzy, który jest czczony na Madagaskarze po dziś dzień, był polski duchowny, jezuita Jan Beyzym. Zasłynął on z pracy na rzecz trędowatych, którzy wegetowali w skrajnej nędzy. Zorganizował tam szpital - leprozorium, na którego budowę pieniądze z różnych krajów przekazywali pozbawieni wtedy przez zaborców własnej ojczyzny Polacy. Do prac, które trwały 8 lat, ojciec Beyzym włączył m.in. swoich chorych podopiecznych. Efektem tego było powstanie w 1911 r. obiektu wyposażonego w bieżącą wodę
i personel medyczny.
Biskup Andrzej Dziuba, misjonarz o. Henryk Marciniak i ks. Stefan Balcerzak odprawiają mszę św. w kaplicy na Madagaskarze
fot. ks. Ryszard Pruczkowski
Ojciec Beyzym zmarł z wycieńczenia i choroby w następnym roku na Madagaskarze, gdzie został pochowany, a za swoje poświęcenie na rzecz innych został w 2002 r. beatyfikowany przez papieża Jana Pawła II. - Do grobu ojca Beyzyma, który jest czczony przez naród, pielgrzymują ludzie z całego kraju. Istnieje tam jego prawdziwy kult. My też mieliśmy okazję nawiedzić jego grób, przy którym odmówiliśmy modlitwę - wspomina ks. Balcerzak.
Dzieło ojca Beyzyma istnieje do dziś, utworzony przez niego szpital działa pw. Matki Boskiej Częstochowskiej. - Szpital cały czas funkcjonuje, a opiekę nad chorymi sprawują siostry zakonne. Chorych jest około 150. Dodatkowo przy szpitalu znajduje się internat dla dzieci, których rodzice są chorzy. Kiedy rodzice umierają, dzieci trafiają pod opiekę sióstr - przedstawia aktualną działalność szpitala ks. Balcerzak.
Na Madagaskar duchowni z Polski pojechali na zaproszenie ojców oblatów (jest ich około 20), którzy mają w tym kraju swoje centrum misyjne. - Wszystko organizuje biskup, który przyjmuje prośby z różnych stron. Zawsze jedziemy na zaproszenie misjonarzy, którzy potrzebują pomocy duszpasterskiej, jak choćby sprawowanie mszy świętej. Zawozimy najczęściej naczynia liturgiczne, kielichy, ale także szaty i pieniądze. Do kaplic jedzie się 4 godziny, fatalnymi drogami, bez żadnych znaków, a później jeszcze trzeba iść na piechotę. Wstawaliśmy o czwartej rano, wracaliśmy późnym wieczorem, ale nie narzekaliśmy, bo wiemy, po co tam jedziemy. W ciągu 4 tygodni pokonaliśmy 4 tysiące kilometrów. Misjonarze są tam bardzo potrzebni, wielu ludzi czeka na swojego kapłana - mówi ks. Stefan Balcerzak, dodając, iż z posługą duszpasterską do miejscowej ludności udawali się z misjonarzem o. Henrykiem Marciniakiem.
Pod opieką ojców oblatów znajdują się 3 kościoły i 118 kaplic. Znajduje się tam również seminarium duchowne, gdzie do kapłaństwa przygotowują się obecnie kandydaci spośród miejscowej społeczności. Jednak posługę duszpasterską pełnią tam również misjonarze ze Świętej Rodziny, kamilianie, salezjanie i kapłani diecezjalni. Ordynariuszem jednej z diecezji jest Polak, pochodzący z archidiecezji gnieźnieńskiej bp Zygmunt Robaszkiewicz, z którym księża z Polski mieli okazję się spotkać.
- Kiedy jechaliśmy do kaplicy znajdującej się w buszu, miejscowi ludzie wyszli po nas 5 kilometrów. Nasza wizyta była dla nich wielkim wydarzeniem, dzieci były zwolnione ze szkoły. Misjonarze docierają do tych miejsc, żeby odprawić mszę świętą, zaledwie 2-3 razy w miesiącu. U ludzi widać wielką radość z uczestnictwa w mszy, przychodzą na nią całymi gromadami, w tym wiele małych dzieci, pokonując duże odległości. Uczestniczyliśmy też we mszy, na której doszło do święceń. Dla nich to wielkie przeżycie, bo jest nowy kapłan. Taka msza trwa kilka godzin, z tańcami, oklaskami, śpiewami, przemówieniami, grą na instrumentach. Czas się wtedy dla nikogo nie liczy - opowiada ks. Balcerzak.
Duchowni z Polski odprawiali mszę św. w języku francuskim. Pod koniec nabożeństwa spotkała ich miła niespodzianka, kiedy delegacja lokalnej społeczności wręczyła im dary: słomiany kapelusz, poroże krowy i koperty z pieniędzmi. - Sami żyją w wielkiej biedzie, ale potrafią się jeszcze dzielić tym, co mają. Pieniądze oczywiście przekazaliśmy misjonarzom, którzy sprowadzają dla ludności jedzenie, odzież, leki - podkreśla ks. Balcerzak.
W tamtejszych kościołach panują także inne zwyczaje podczas mszy św., jeśli chodzi o zbieranie ofiary. - Nikt nie chodzi z tacą, za to po kazaniu wszyscy ustawiają się w rzędzie i podchodzą do dwóch ustawionych przy ołtarzu dzbanów, do których wrzucają pieniądze z przeznaczeniem dla misjonarza i na kaplicę. Dodatkowo jeszcze po komunii św. następuje trzecia ofiara, już do jednego pojemnika dla biedniejszych od siebie - opowiada o miejscowych zwyczajach ks. Balcerzak.
Na Madagaskarze polscy duchowni mieli także okazję do przyjrzenia się tamtejszym szkołom, które prowadzą misjonarze bądź przygotowani przez nich katechiści. - W klasach jest bardzo dużo dzieci, nawet około 50. Mimo to, w sali jest cisza, słychać tylko nauczyciela. Przyjmowane są też dzieci 3-letnie, ale są traktowane jak w przedszkolu, z czasem poświęconym na leżakowanie. Zdziwiliśmy się, że do szkoły dzieci chodzą w mundurkach, każda szkoła ma swój kolor - dzieli się wrażeniami ks. Balcerzak.
Księża z Polski postanowili także skorzystać z zaproszenia o. Tadeusza Kuda ze zgromadzenia Świętego Ducha, który wcześniej był rektorem seminarium w Bydgoszczy, a od 12 lat jest misjonarzem na oddalonym od Madagaskaru o około 900 km na wschód Mauritiusie, gdzie na pracy duszpasterskiej spędzili 4 dni. - Pod opieką ojca Tadeusza znajdują się 2 kościoły i 2 kaplice. Warunki do życia i posługi duszpasterskiej są lepsze niż na Madagaskarze, ale misjonarze mają jeszcze dużo pracy. Ludzie są bardzo przywiązani do misjonarzy, są już pierwsze powołania do kapłaństwa - mówi ks. Balcerzak.
Zapytany, czy planuje kolejne wyjazdy wspierające misjonarzy w innych krajach, ks. Balcerzak odpowiada, wskazując nawet potencjalne kierunki: - Wszystko zależy od kondycji i zdrowia, bo nie jedziemy tam przecież na odpoczynek, ale do ciężkiej pracy. Są jeszcze zaproszenia od misjonarzy z Porto Rico i Kuby, gdzie misje są prowadzone dopiero od kilku lat. Póki są siły, to będziemy próbować.
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1157 (16/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze