Trwa likwidacja mogilnika w Bożacinie
Nawet ziemia jest skażona
W środku lasu od kilku dni kilku ludzi w białych kombinezonach pracuje przy usuwaniu groźnych dla środowiska odpadów. Przeterminowane środki ochrony roślin zostaną wywiezione do Dąbrowy Górniczej.
Po lewej - beczki, w których składowane są odpady. W głębi - pogięte beczki, wydobyte z mogilnika. W centrum - pracownik wybiera z łyżki koparki małe pojemniki i ich fragmenty, które nie powinny być wywiezione wraz ze skażoną ziemią, lecz osobno. Na drodze dojazdowej do lasu w Bożacinie (na lewo od Cotonia) stoi w rzędzie kilka ciągników siodłowych. Nad dołem w lesie unosi się ostry zapach chemikaliów. Koparka wgryza się w coraz głębsze warstwy ziemi, podnosi je i wyrzuca na ciężarówkę. Obciążone 40-tonowe wozy z trudem wyjeżdżają z lasu. Muszą korzystać z pomocy ładowarki, która wyciąga tiry stalową liną. Wokół dołu krząta się kilku pracowników w białych, ochronnych kombinezonach. W jednym końcu dołu leżą zgniecione i nadgryzione korozją metalowe beczki. W drugim na paletach stoją równo, gotowe do transportu, niebieskie, plastikowe beczki z naklejoną trupią czaszką.
Tak wygląda likwidacja mogilnika w Bożacinie, która potrwa jeszcze do końca tygodnia. Prowadzi ją konsorcjum firm SEGI-AT z Warszawy oraz Hydrogeotechnika z Kielc. W mogilniku znajdują się przeterminowane środki ochrony roślin składowane, a raczej zakopywane w ziemi, w latach siedemdziesiątych. Pierwszy etap likwidacji mogilnika w Bożacinie odbył się w ubiegłym roku. Drugi etap zaczął się w miniony czwartek. Polega on na usunięciu ze studni oraz dołu ziemnego odpadów w postaci przeterminowanych środków ochrony roślin, zapakowaniu ich w atestowane pojemniki, a następnie wywiezieniu do unieszkodliwienia termicznego w spalarni odpadów niebezpiecznych Sapri w Dąbrowie Górniczej. Beton ze studni zostanie wydobyty, rozkruszony i wywieziony na składowisko odpadów niebezpiecznych. Trudność podczas likwidacji stanowił brak materiałów i rysunków wskazujących na lokalizację odpadów. Dość nieoczekiwanie pracownicy firmy likwidującej mogilnik w Bożacinie trafili na odpady składowane nie w studniach, a luzem. W związku z tym z przekopywanej ziemi co chwilę pracownicy wyciągają jakiś pojemnik. W celu wychwycenia jak największej ilości odpadów ziemia przesiewana jest również przez specjalne sito.
Jak poinformował nas Bartosz Kaczyński z firmy SEGI-AT, który nadzoruje prace likwidacyjne, ziemia również stanowi ognisko zanieczyszczenia. Stąd też podczas likwidacji zostanie wybrane od 0,5 do 1 metra gruntu pod mogilnikiem i ziemia z samego mogilnika, w której leżały pojemniki. W pasie o szerokości pół metra wokół studni również będzie wybrany grunt. Wszystko to zostanie przekazane do unieszkodliwienia przez składowanie na wysypisku odpadów niebezpiecznych w Gorzowie Wielkopolskim.
- Na dnie wykopu będzie wykonana izolacja w postaci ekranu iłowego do głębokości około pół metra. Pozostała przestrzeń dopełniona zostanie czystym gruntem piaszczystym - informuje Bartosz Kaczyński.
- Leżące od dziesięcioleci w ziemi toksyczne chemikalia są zagrożeniem dla gleb i wód gruntowych. W całym kraju, zgodnie z obowiązującą dyrektywą Unii Europejskiej, muszą zniknąć do końca przyszłego roku. Jedynym wyjściem jest ich wydobycie i utylizacja z zachowaniem odpowiednich standardów bezpieczeństwa oraz rekultywacja terenów w ich bezpośrednim sąsiedztwie - informowała w specjalnym komunikacie Beata Krzemińska, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu. Na likwidację 16 mogilników Urząd Marszałkowski zamierza przeznaczyć 15 mln zł. Koszt likwidacji jednego, to - jak informuje Beata Krzemińska - ok. 1 mln zł. Obecny na miejscu starosta powiedział jednak, iż likwidacja mogilnika w Bożacinie przez dwa lata pochłonęła 2 mln zł.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 928 (47/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze