Gmina chce się pozbyć budynku, a mieszkań nikt nie kupi
Nielegalne ciepło
Gmina nie podłącza ciepła, nie chce remontować, ale chce sprzedać mieszkania. Lokatorzy chcą kupić ale po remoncie. Póki co, na własną rękę zainstalowali sobie piece i kaloryfery, więc mają kłopoty i inspektora budowlanego na karku. Budynek komunalny przy ulicy Ogrodowej w Szubinie to dawna siedziba Urzędu Bezpieczeństwa. Obecnie mieszka w nim 5 rodzin. Osoby w różnym wieku. Samotne i z dziećmi. Wszystkich lokatorów łączy brak centralnego ogrzewania.
„- Ja bym kupił mieszkanie, w które zainwestowałem 30.000 zł, ale kto będzie ponosił koszty remonty budynku, a tu trzeba ponieść spore nakłady. Tak gmina zrobiła remont dachu. Blacha i folia. Gmina chce się pozbyć problemu” - mówi Mirosław Chojnacki. fot. Arkadiusz Majszak CIĄGLE POMIJANI
Mirosław Chojnacki mieszka z żoną przy Ogrodowej 12 od 1987 roku. W mieszkaniu mają piec kaflowy, a w łazience - farelkę. Wodę podgrzewają za pomocą bojlera.
Kiedy państwo Chojnaccy wprowadzali się do mieszkania przy Ogrodowej, wszystkie budynki przy tej ulicy podłączano do centralnego ogrzewania z miejscowego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Pominięto jedynie budynek przy Ogrodowej 12.
- Gmina nie wykorzystała nawet sytuacji, by nasz budynek podłączyć do centralnego ogrzewania, kiedy podłączano budynek prokuratury - mówi Mirosław Chojnacki. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że prokuratura znajduje się kilkanaście metrów od budynku komunalnego przy Ogrodowej 12.
Pelagia Jarczyńska, najstarsza mieszkanka opowiada, że gmina kilka razy przymierzała się do instalacji centralnego ogrzewania przy Ogrodowej 12. Zawsze po interwencjach mieszkańców budynku. W sierpniu 2000 r., po wniosku w sprawie założenia centralnego ogrzewania, złożonym przez jednego z mieszkańców, Edmund Karnowski, naczelnik wydziału gospodarki komunalnej i mieszkaniowej w Urzędzie Miejskim w Szubinie poinformował, że gmina nie przewidywała tych prac, a ich koszty nie zostały ujęte w budżecie gminy. Naczelnik zapewnił też, że będzie starać się o zapisanie zamontowania c.o. w planie remontów. Od wspomnianych zapewnień minęło 9 lat, a gmina centralnego ogrzewania do mieszkań nie podłączyła.
Grażyna Nowak kupi mieszkanie nawet z taką łazienką, w której bez pochylania głowy i ugięcia nóg trudno swobodnie rozebrać się do kąpieli, jeśli tylko gmina wyremontuje budynek fot. Arkadiusz Majszak SAMOWOLKI DO JEDNEGO KOMINA
Pięć lat temu jeden z lokatorów mieszkających na parterze postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Samowolnie podłączył do swojego mieszkania centralne ogrzewanie. Zainstalował w mieszkaniu kaloryfery. Ciepło do kaloryferów dociera z pieca, który znajduje się w piwnicy. Rok później w jego ślady poszedł sąsiad, również z parteru. Postawił własny piec i podłączył do mieszkania instalację centralnego ogrzewania. Następna była mieszkająca na piętrze Grażyna Nowak, która zainwestowała niemało i również zapewniła sobie ciepło z centralnego ogrzewania. W jej przypadku ciepło do kaloryferów dostarcza nie piec węglowy, tylko gazowy.
Ciepłownicza samowolka dała się we znaki mieszkającej na piętrze Pelagii Jarczyńskiej, która ma w mieszkaniu piec kaflowy. Ogrzewa on całe mieszkanie. W kuchni jest jeszcze piec węglowy. Podgrzewa na nim wodę i gotuje obiady.
- Centralne mają podłączone do tego samego przewodu kominowego co mój piec kaflowy. Kiedy zbliża się 2200 w mieszkaniu czuć zapach dymu. Nocą nie idzie tego smrodu wytrzymać. Po mieszkaniu unosi się swąd spalenizny; w kuchni i pokoju - wyjaśnia Pelagia Jarczyńska. Staruszka przyznaje, że od czasu, kiedy sąsiedzi z parteru podłączyli w swoich mieszkaniach centralne ogrzewanie, podupadła na zdrowiu. Dym, który w sezonie grzewczym od 5 lat wnika do mieszkania pani Pelagii, spowodował, że znalazła się nawet w szpitalu.
- Od czasu, gdy mają centralne zaczęłam poważnie chorować. Mój układ odpornościowy się osłabił. Jestem pod stałą opieką lekarza. Od 5 lat wędzę się tu na okrągło - dodaje Pelagia Jarczyńska. W miniony poniedziałek mieszkańcy postawili rurę, która ma odprowadzać z piwnicy nadmiar dymu. Jak na ironię, dym wychodzący z rury zmierza w kierunku okna pani Pelagii.
PRZYSZLI Z BLOKÓW,NIE UMIELI PALIĆ
Małżonkowie z parteru przyznają, że samowolnie podłączyli centralne do mieszkania. Chcieli sobie w ten sposób poprawić warunki mieszkaniowe; mają dzieci. Kiedy były młodsze często chorowały. Kilka godzin musiało upłynąć zanim piec kaflowy po rozpaleniu ogrzał pokój. Dodają, że ich mieszkanie ma osobno kuchnię i łazienkę. By dostać się do tych dwóch pomieszczeń, trzeba przejść przez zimny, nieogrzany korytarz.
- Gmina nas zmusiła do samowolki budowlanej. Wcześniej w łazience mieliśmy od 0 do - 1 o C. W kuchni też nie było ogrzewania - opowiada małżeństwo.
Anna Suchomska zaznacza, że również zdecydowała z rodziną, by w mieszkaniu podłączyć centralne ogrzewanie. Podążyli szlakiem wyznaczonym przez sąsiada.
- Sami sobie we własnym zakresie centralne założyliśmy. Nie zgłaszaliśmy się do gminy o pozwolenie, bo by nam odmówili - przyznaje Anna Suchomska. I dodaje, że to gmina powinna założyć centralne ogrzewanie i podłączyć ciepłą wodę.
Mirosław Chojnacki zwraca uwagę, że kiedy Pelagia Jarczyńska wylądowała w szpitalu, rozpoczął walkę o bezpieczeństwo mieszkańców, by któryś z lokatorów nie uległ zaczadzeniu. Przypłacił to pogorszeniem relacji z sąsiadami: - W całym budynku były piece kaflowe. Niektórzy przyszli z bloków i nie umieli palić. Rozebrali więc piece. Niech to jednak będzie robione z głową. Tak, by nikomu nie zagrażało, by nie było takiego zadymienia - mówi Mirosław Chojnacki.
Na ruch ze strony gminy nie czekała również Grażyna Nowak.Wezwała fachowców, którzy zainstalowali jej centralne ogrzewanie. Ciepło zasilające kaloryfery nie pochodzi jednak z pieców węglowych, lecz z pieca gazowego. Dlaczego?
- Wezwałam kilka firm. Z piwnicy poprzez piec węglowy nikt mi nie chciał tego podłączyć, bo mówili, że są za wąskie przewody kominowe. I zrobili mi gazowe. Tu wiecznie było zimno - odpowiada Grażyna Nowak.
W mieszkaniach jest wilgoć, ponieważ nie ma suszarni. Agnieszka Szarek (na zdjęciu), córka Anny Suchomskiej, suszy rzeczy w pokoju. fot. Arkadiusz Majszak GMINA CHCE SPRZEDAĆ, ALE KOSZTY REMONTÓW SPADŁYBY NA LOKATORÓW
Wszystkich lokatorów łączy jedno - mają wiele zastrzeżeń do władz miasta, że od lat zaniedbują budynek. Gmina ma plany, by mieszkania sprzedać. Na wykup nikt jednak nie chce się zgodzić. Wszyscy podkreślają, że nie będą kupować kota w worku, ponieważ budynek znajduje się w bardzo złym stanie. A koszty remontów spadłyby na mieszkańców. Przyznają, że ponieśli bardzo duże koszty na generalne remonty mieszkań, instalację ogrzewania i inne inwestycje. Mirosław Chojnacki mówi, że w mieszkanie zainwestował blisko 30.000 zł.
Mieszkańcy zwracają uwagę, że gmina chce sprzedać budynek, żeby pozbyć się problemu. Mówią, że remont dachu, który wykonano 3 lata temu, polegał na wzmocnieniu go blachą i folią.
- Ja tego nie kupię, bo warunki są tu katastrofalne. Ja tu mieszkam od 31 lat i nic tu nie było robione. Klatka schodowa jest zaniedbana. Poza tym od 15 lat walczymy o to centralne. Ja się nie chcę stąd wyprowadzać, bo za dużo w to mieszkanie zainwestowałam. Gdyby ten budynek był zadbany, to mieszkanie bym wykupiła. A tak, jeśli nie będzie dalszych remontów, to to się za kilka lat zawali - twierdzi Grażyna Nowak. W mieszkaniu ma łazienkę. I to jaką. Swobodnie, bez schylania głowy może tam wejść maksymalnie trzecioklasista. Długość około 1,5 metra, szerokość 2,5 metra.
W całym budynku jest wilgoć.
- W budynku nie ma pralni i suszarni. Pranie trzeba suszyć w domu. Stąd bierze się wilgoć. Poza tym zalewa nam łazienkę, bo przez okno, które jest na półpiętrze, dostaje się woda i zalewa łazienkę. Na suficie robi się grzyb. Okna są nieszczelne - opowiada Anna Suchomska z członkami swojej rodziny.
500-700 ZŁ ZA OGRZEWANIE
Wszyscy mieszkańcy solidarnie opowiadają się za przyłączeniem budynku do miejskiego gazociągu, ponieważ obniżyłoby to koszty ponoszone na ciepło. Grażyna Nowak płaci miesięczny czynsz w wysokości 150 zł. Do tego dochodzi jeszcze około 500 zł za gaz. Mirosław Chojnacki, chcąc mieć ciepłą wodę i właściwą temperaturę w łazience musi płacić 500 zł za prąd.
Małżeństwo z parteru płaci czynsz w wysokości blisko 300 zł, a koszty ogrzewania pochłaniają od 600 do 700 zł.
- Chciałabym, żeby była ciepła woda i centralne ogrzewanie. Zmniejszyłyby się koszty ogrzewania - podkreśla Anna Suchomska.
NIE MA PRZYMUSU
W czerwcu tego roku burmistrz Ignacy Pogodziński odpowiedział na pismo Mirosława Chojnackiego, że sprawa wyposażenia budynku w instalację centralnego ogrzewania, zasilaną w ciepło z sieci miejskiej będzie przedmiotem dyskusji w trakcie planowania budżetu gminy na 2010 rok.
30 października, po interwencji Mirosława Chojnackiego, przewodniczący Rady Miejskiej w Szubinie Marek Domżała powiadomił o samowolnych podłączeniach ogrzewania do przewodów kominowych i ogrzewaniu gazowym powiatowego inspektora nadzoru budowlanego w Nakle. W związku z tym, że może dojść do zatrucia tlenkiem węgla lub zagrożeniem eksplozji gazu, Marek Domżała prosi inspektora o przeprowadzenie w budynku kontroli.
Edmund Karnowski, naczelnik wydziału gospodarki komunalnej i mieszkaniowej w szubińskim magistracie wyjaśnia, że budynku nie wyposażono w instalację centralnego ogrzewania z braku pieniędzy. Z tego samego powodu w przyszłym roku również gmina nie podłączy budynku do centralnego ogrzewania z sieci miejskiej.
- Koszt takiej inwestycji wynosi w granicach 100.000 zł. To za duże koszty. Chyba, że Rada Miejska znajdzie na to pieniądze w budżecie - dodaje naczelnik.
Edmund Karnowski podkreśla, że gmina zareagowała w sprawie wszystkich samowolnych podłączeń centralnego ogrzewania w budynku. O sprawie został powiadomiony powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Nakle. Sporządzono protokoły. Mieszkańcom, którzy dokonali samowolnych podłączeń, wydano zalecenia, które muszą wykonać. Część zaleceń wykonała już gmina. Naczelnik przyznaje, że budynek jest przeznaczony do sprzedaży. Dodaje, iż nie ma przymusu. Jeśli mieszkańcy nie będą zainteresowani wykupem mieszkań, to budynek nadal pozostanie w zasobach gminy.
Z powiatowym inspektorem nadzoru budowlanego nie udało nam się porozmawiać.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 925 (44/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze