Reklama

Ofiara starosty

Proces byłej pracownicy starostwa
Ofiara starosty
Rozpoczął się proces Aleksandry P. - byłej pracownicy wydziału komunikacji w starostwie powiatowym w Żninie. Nie przyznała się do winy.

Przewód sądowy wczoraj otworzył sędzia Łukasz Bem. Aleksandra P. została oskarżona o poświadczenie nieprawdy w dokumentach i narażenie skarbu państwa na straty w wysokości ponad 70 tys. zł. Na początku sędzia zwolnił mecenasa Jana Balona z reprezentowania oskarżonej jako adwokat z urzędu, ponieważ Aleksandra P. wynajęła swojego obrońcę, którym jest Sławomir Maciejewski. Potem nastąpiło odczytanie aktu oskarżenia. Aleksandra P. nie przyznała się do zarzucanych jej czynów. Powiedziała, że nie fałszowała dokumentów, nie wypłacała pieniędzy z kasy, nie przywłaszczyła pieniędzy i nie wie, dlaczego została oskarżona.
Była pracownica, jak mówiła, miała swoją pieczątkę i poprzez jej przyłożenie potwierdzała zgodność z oryginałem. Nawet jeśli to była kopia kopii, zgodnie z poleceniem kierownika takie potwierdzenie wykonywała. Także wtedy, gdy na oczy nie widziała oryginalnego dowodu wpłaty. Oskarżona potwierdzała, bo miała zaufanie do kierownika. Przed wydaniem dowodu rejestracyjnego wszystkie dokumenty były sprawdzane. Nie zawsze sprawdzała je osoba, która wcześniej przyjmowała wniosek. Każdy pracownik miał również kartę czipową, która umożliwiała wejście do systemu komputerowego. Oskarżona przyznała, że przez lata pracy w starostwie nie zmieniała hasła. - Czy inni pracownicy znali hasło? - pytał sędzia. - Myślę, że tak, ale nie sądzę, aby ktoś to wykorzystywał - odpowiedziała oskarżona.
Aleksandra P. powiedziała, że każdy rejestrowany pojazd miał swoją teczkę. Do tych dokumentów mieli dostęp wszyscy. Nawet praktykanci i stażyści. Oskarżona powiedziała również, że w biurze niekiedy panował tłok, bo zamiast trzech osób wchodziło dziesięć. Kasa w starostwie zamykana jest o 14:00, a wydział komunikacji czynny jest w niektóre dni tygodnia do 15:30 (w niektóre petenci przyjmowani są do 12:00). Klienci, którzy przychodzili do biura po 14:00, zostawiali odliczone pieniądze pracownikom wydziału, a ci następnego dnia rano dokonywali wpłat w kasie za klientów i na ich nazwisko. - Nie było w wydziale osoby, która by takiej wpłaty nie dokonała - zeznała oskarżona. Była pracownica powiedziała też, że istniała możliwość wycofania pieniędzy z kasy starostwa. Podała przykład dwóch interesantów, którzy po dokonaniu opłaty za rejestrację pojazdu otrzymali od niej informację, że nie mogą jej dokonać w Żninie (właściciel był z Gniezna). Potem widziała, jak jeden z interesantów czekał i powiedział jej, że czeka na zwrot pieniędzy z kasy.
Aleksandra P. przyznała, że jej układ ze starostą Zbigniewem Jaszczukiem nie był dobry, a wynikało to z tego, że zatrudnił ją poprzedni starosta. Najpierw pracowała w biurze Rady Powiatu, a po tym, jak Zbigniew Jaszczuk został starostą, została przesunięta do wydziału komunikacji i dróg. - Wydział komunikacji nazywany był wydziałem spadów. Najwięcej pracy, a najniższe wynagrodzenie. Razem z ówczesnym kierownikiem [chodziło o Dariusza Kaźmierczaka - przyp. rk] jechaliśmy na tym samym wózku. Odnosiliśmy wrażenie, że starosta chce się pozbyć wszystkich, którzy zostali zatrudnieni przez jego poprzednika.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 955 (22/2010)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości