Reklama

Piotr Wilkoński na wolności

Pół miliona złotych kaucji
     Piotr Wilkoński na wolności
     Po 630 dniach pobytu w areszcie i wpłaceniu pół miliona kaucji 29 czerwca Piotr Wilkoński znalazł się na wolności. W domu czeka na wyznaczenie przez Sąd Okręgowy w Bydgoszczy terminu rozprawy.

    Piotr Wilkoński trafił do aresztu w październiku 2008 roku w związku z prowadzonym przez prokuraturę w Krakowie śledztwem dotyczącym współudziału rogowianina w tzw. karuzeli podatkowej.     Areszt był kilkakrotnie przedłużany aż do końca czerwca 2010 roku.
    Ostatni raz na temat Piotra Wilkońskiego i 12 pozostałych oskarżonych w tzw. karuzeli podatkowej pisaliśmy w lutym tego roku. Prokuratura Okręgowa w Krakowie skierowała akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Krakowie w listopadzie ubiegłego roku. Prokuratura stawia oskarżonym zarzut wyłudzenia 36.000.000 zł na szkodę Skarbu Państwa poprzez obrót fikcyjnym towarem - końcówkami wtryskiwaczy i ksenonowymi żarówkami. Piotr Wilkoński jako jedyny z całej grupy przebywał w areszcie. Pozostali odpowiadali z wolnej stopy. Na 16 lutego krakowski sąd wyznaczył termin posiedzenia. Miał na nim m.in. rozpatrzyć wnioski kilku oskarżonych o skierowanie sprawy do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy. Sędzia postanowił, że zdecyduje o tym Sąd Apelacyjny w Krakowie. I sąd ten zdecydował o przeniesieniu sprawy do Bydgoszczy.
    W tym czasie Piotr Wilkoński był jeszcze w areszcie śledczym w Krakowie. Termin pobytu w areszcie mijał 30 marca. - Po przeniesieniu sprawy do Bydgoszczy wyznaczono sędziego, który w pierwszej kolejności miał rozstrzygnąć co do dalszego aresztu. W ostatni dzień marca przedłużył areszt śledczy o kolejne 3 miesiące, czyli do końca czerwca - mówi Piotr Wilkoński.
    Już wtedy jednak sąd dał możliwość skrócenia pobytu w areszcie w zamian za poręczenie majątkowe w wysokości 500.000 zł. Rodzina miała trzy tygodnie na zebranie tej sumy. Nie zdążyła. Po tym okresie warunek przestał obowiązywać.
    1 kwietnia Piotr Wilkoński został przewieziony z aresztu w Krakowie do aresztu w Bydgoszczy. Podróż trwała 20 godzin. Najpierw, tak jak osadzeni z innych terenów Polski, trafił do Piotrkowa. Tam jest tzw. rozdzielnia. - Wygląda to jak transport w DHL [firmie spedycyjnej -  przyp. rk]. Najpierw rozdzielają wszystkich do skrzynek, a potem do samochodów, które mają zawieźć nas do miejsca docelowego - opowiada Piotr Wilkoński. - Ktoś w tym całym systemie zapomniał o tym, że przewożeni są ludzie.
    Jazda do Bydgoszczy trwała około 5-6 godzin. Osadzeni nie mieli możliwości poruszania się, siedzieli na plastikowej ławce i nie mogli nic zjeść ani skorzystać z toalety. Ostatnie tygodnie Piotr Wilkoński spędził w bydgoskim areszcie. Na posiedzeniu 23 czerwca sąd również wyznaczył warunek zwolnienia za poręczeniem majątkowym. 
    - W czerwcu rodzina i przyjaciele stanęli na głowie, aby zdobyć te pieniądze. Udało się sprzedać mieszkanie dzieci. 28 czerwca pieniądze zostały wpłacone, a 29 o 16:30 wyszedłem na wolność. Dwie godziny po postanowieniu sądu. Rodzina przywiozła mnie do domu. Pierwszej nocy nie spałem. Cały czas rozmawiałem z rodziną - mówi Piotr Wilkoński. - Przez te kilka dni usiłuję dojść do siebie. Muszę oswoić się z rzeczami, których przez ten czas nie widziałem. Przeraża mnie ruch samochodowy. Przez prawie dwa lata ich nie widziałem. Czuję za dużo zapachów. Muszę przestać słyszeć w swojej głowie co rano dzwonek za pięć szósta. Nie wiem, jak długo będę wracał do rzeczywistości. To nie była izolacja zasądzona po to, aby nie mataczyć. To była izolacja od normalnego życia. Co nie znaczy, że nie ma tam normalnych ludzi. Są byli burmistrzowie, profesorowie, aktorzy, lekarze, dyrektorzy. To są ludzie, którzy nigdy nie spodziewali się, że trafią do aresztu.
    W czasie pobytu w areszcie Piotr Wilkoński przestał obcinać włosy i nie będzie ich ścinał dopóty, dopóki trwa postępowanie przygotowawcze.
    - Jak sąd wyznaczy termin rozprawy, to wtedy włosy zostaną ścięte - deklaruje Piotr Wilkoński.
Jak nas poinformował rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Bydgoszczy sędzia Włodzimierz Hilla, do dziś nie został wyznaczony termin rozprawy. 26 czerwca zapadł wyrok w odniesieniu do 5 osób, które dobrowolnie poddały się karze. Na wyznaczenie terminu rozprawy czeka zatem już nie 13 a 8 osób.    

    Sprawa oczekuje nie tyle na wyznaczenie terminu, co na przydzielenie sędziemu, ponieważ ten który był wyznaczony, został przeniesiony na inne stanowisko służbowe. Zdaniem Piotra Wilkońskiego, nawet jeśli przydzielenie sędziego nastąpi w miarę szybko, to wyznaczenie terminu już nie, bo do Bydgoszczy dotarły 63 tomy (z ok. 120) akt sprawy, co stanowi 12.000 kart, z którymi sędzia powinien dokładnie się zapoznać przed rozprawą.

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 961 (28/2010)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości