Reklama

Po krowie został cielak

Burza w Jabłowie Pałuckim
     Po krowie został cielak
     Leszek Kozak z Jabłowa Pałuckiego codziennie prowadzi stado bydła na pastwisko. W ubiegłą niedzielę jego syn Leszek wypędził 27 sztuk, a do domu sprowadził 26 sztuk bydła. W wyniku burzy, jaka tego dnia przeszła nad Jabłowem, Leszek Kozak stracił dziesięcioletnią krowę.

Leszek Kozak z synem Leszkiem prezentują jedną z najbardziej buntowniczych krów
      fot. Magdalena Kruszka

    - Na to pastwisko koło sołtysa wyprowadzam jedno stado, czyli bydło opasowe i krowy mamki z cielakami - mówi Leszek Kozak. - Syn w ubiegłą niedzielę pędził stado i jak zaczęliśmy liczyć, to okazało się, że jednej sztuki brakuje. Wrócił na pastwisko i znalazł ją pod krzakami przy rowie. Leżała i nic nie było widać, tyle tylko, że krew jej poszła z pyska i z nosa. To sobie pomyśleliśmy, że to pewnie piorun w nią uderzył, bo jak raz strzeliło, to się wszystko zatrzęsło.
    Tego dnia piorun trafił też w transformator i w topolę w Jabłowie Pałuckim. Leszek Kozak przyznaje, że krowa, którą stracił, była najwyższa z całego stada. Odkarmiała ostatniego cielaka i po odsadzeniu go zostałaby przeznaczona na ubój ze względu na problemy z wymieniem. Mogła mieć około 700 kg. Rolnik z Jabłowa szacuje, że gdyby udało mu się ją sprzedać po 3 zł, to mógłby za nią dostać około 2.000 zł.
    Następnego dnia firma utylizująca padlinę z Antoniewa przyjechała po zwierzę i zabrała je od rolnika nieodpłatnie. Tak to się zawsze odbywa, gdy zwierzę nieoczekiwanie padnie. Wówczas to nie rolnik, tylko Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa pokrywa koszty utylizacji, zgodnie z umową zawartą między Agencją a firmami utylizacyjnymi. Leszek Kozak liczył jednak na rychłe zyski z tej krowy. Przyznaje, że kiedyś ubezpieczał całe gospodarstwo, łącznie z bydłem, a teraz stawki ubezpieczeń są tak wysokie, że nie stać go na ubezpieczenie choćby krów dojnych.
    - Kiedyś, za czasów komuny, ubezpieczało się wszystko - wspomina rolnik z Jabłowa Pałuckiego. - Teraz ubezpieczam tylko to, co jest konieczne, czyli ciągniki, samochody i część gruntów. Jakby bydło było ubezpieczone, to pewnie parę groszy bym odzyskał, a tak to krowa padła i tylko cielak został.
    Leszek Kozak nie zraża się i nadal wypuszcza swoje bydło na pastwisko. Martwi się tylko, kiedy przebywa ono w pobliżu rowu melioracyjnego. Mówi, że woda ściąga pioruny.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 968 (35/2010)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości