Mama Miłosza: "To było okrutne, ale ja walczyłam o dziecko"
Pompa zamiast kilku zastrzyków dziennie
Chory na cukrzycę Miłosz szansę na radosne dzieciństwo otrzymał od Jurka Owsiaka. Chłopiec po zdiagnozowaniu u niego cukrzycy przez ponad rok dostawał od 5-7 zastrzyków insuliny na dobę. Radość życia przywróciła Miłoszowi pompa insulinowa, darowana mu w październiku ubiegłego roku przez Fundację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Radość z macierzyństwa odzyskuje zmagająca się z chorobą synka Miłosza mama, która zgodziła się porozmawiać o dramatycznych przeżyciach swojej rodziny i o pomocy, jakiej doświadczyła od Jurka Owsiaka.
Kamila i Krystian Szpurkowie wraz z 3,5-letnim synkiem Miłoszem mieszkają w Szubinie. Pan Krystian od pewnego czasu pracuje w Hurtowni Motoryzacyjnej w Zamościu. Pani Kamila przed urodzeniem Miłosza pracowała jako krawcowa w firmie CMT Polska w Szubinie. Obecnie przebywa na przedłużonym urlopie wychowawczym. Opiekuje się chorym na cukrzycę jedynakiem.
- "Kiedy chodziłam z Miłoszem w ciąży nic nie wskazywało, że mogę urodzić chore dziecko. Całą ciążę przebyłam szczęśliwie. Synek urodził się zdrowy. Przez ponad rok karmiłam go piersią. Dziecko chowało się zdrowo i nic nie zapowiadało, że może pojawić się u niego jakaś choroba. Miał rok i 5 miesięcy, kiedy zaczęłam myśleć o powrocie do pracy. Postanowiliśmy z mężem zapisać Miłosza do żłobka i w tym celu wykonaliśmy we wrześniu 2002 roku potrzebne badania. W trakcie badań wykryto u Miłosza cukrzycę typu pierwszego, tzw. młodzieńczą, insulinozależną. Chorym na cukrzycę typu pierwszego trzeba regularnie wstrzykiwać insulinę. Lekarz stwierdził, że gdyby choroba została dwa tygodnie później wykryta, dziecko mogłoby być w śpiączce. Choroba spadła na nas tak niespodziewanie i okazała się taka okrutna wobec dziecka" - opowiada mama Miłosza.
BYŁ OSPAŁY I DUŻO PIŁ
Pani Kamila od lekarzy dowiedziała się, że cukrzyca nie jest chorobą zakaźną, a jej przyczyny nie są znane. Wpływ na ujawnienie się choroby może mieć m.in. środowisko, antybiotyki oraz uwarunkowania genetyczne.
- "Ani w mojej rodzinie, ani też w rodzinie mojego męża nie było i nie ma przypadku cukrzycy. Pewne nietypowe objawy spostrzegłam u Miłosza dopiero krótko przed wykonaniem badań we wrześniu 2002 roku. To był bardzo ciepły miesiąc. Zauważyłam, że Miłosz jest ospały, dużo pije i dużo też siusia. Jego mocz miał ostry zapach. Myśleliśmy, że to z powodu ciepła. Jak potem dowiedzieliśmy się, były to już objawy cukrzycy. Niektóre dzieci również tracą na wadze, ale Miłosz nie zdążył jeszcze schudnąć. Szczęściem w nieszczęściu okazały się badania, które zrobiliśmy, planując zapisanie go do żłobka. Gdyby nie te badania, strach pomyśleć, co mogłoby się stać" - mówi pani Kamila, patrząc czule na synka, który podczas naszej rozmowy z wielkim przejęciem bawi się na podłodze klockami i nową ciężarówką, nie zwracając prawie uwagi na prowadzoną rozmowę o jego chorobie.
Chłopiec cały czas jest w ruchu. Zawzięcie majstruje przy samochodzie. Rozkłada go na części i składa w całość, głośno rozprawiając o tym, co można takim samochodem przewozić i jaki trzeba mieć garaż dla niego. Jest pełen werwy i radości. Rozpiera go energia i w niczym nie przypomina chorego dziecka. Podczas zabawy nie przeszkadza mu wcale nieduża kieszonka w kształcie mordki pieska, którą nosi z przodu w pasie. To właśnie w tej kieszonce znajduje się aparat - cenny dar Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - insulinowa pompa, do której chłopiec jest podłączony, a która wybawiła go od bolesnych zastrzyków i wróciła mu radość życia.
Również mama Miłosza odzyskuje powoli swoją radość z macierzyństwa. - "Teraz jestem szczęśliwa i bardzo wdzięczna Fundacji Jurka Owsiaka za okazaną nam pomoc" - mówi z uśmiechem wzruszona kobieta.
Tak jest teraz, ale jeszcze kilka miesięcy temu rodzice i Miłosz przeżywali koszmarny dramat.
DLA BOGATYCH MAM
Natychmiast po badaniach w Szubinie Miłosz został skierowany na leczenie do szpitala w Bydgoszczy. Tam została zdiagnozowana u chłopca cukrzyca.
- "Lekarz stwierdził, że dobrym rozwiązaniem byłoby podłączenie dziecku osobistej pompy insulinowej. Usłyszałam wtedy pytanie: "Czy pani jest bogatą mamą?". No niestety, nie stać nas było na zakup pompy, której koszt wynosił wtedy około 16.000 zł. W tym czasie kiedy Miłosz zachorował, mąż nie miał pracy. Mieliśmy trochę oszczędności. Akurat tyle, że starczyło nam na zakup glukometru i wagi oraz na dojazdy do Poradni Diabetologicznej w Bydgoszczy, która po leczeniu w szpitalu zajmuje się Miłoszem" - wspomina pani Kamila.
Podczas pobytu Miłosza w szpitalu Jurek Owsiak zakupił pompy infuzyjne dla dzieci i przekazywał je za pośrednictwem szpitali. Państwo Szpurkowie podpisali wtedy w szpitalu zobowiązanie, że jeśli taką pompę dostaną, to będą w stanie ją utrzymać na własny koszt. Jak mówi pani Kamila, utrzymanie takiej pompy wynosi od 500 do 600 zł miesięcznie. Dawniej Kasa Chorych w naszym województwie refundowała cały koszt utrzymania pompy. Obecnie Fundusz Zdrowia jednakowo w całej Polsce zwraca 300 zł. Na to utrzymanie pompy składa się zakup osprzętu oraz insuliny.
- "Wtedy przez szpital nie otrzymaliśmy pompy insulinowej. Rozważaliśmy możliwość wzięcia kredytu i zakupienia pompy. Niestety, nie bylibyśmy w stanie jednocześnie spłacać kredyt i utrzymywać pompę. Bardzo płakałam i cierpiałam, kiedy uczyłam się robić synkowi zastrzyki. Na początku Miłosz bardzo dobrze znosił kłucia, ale potem, kiedy już był większy, bronił się. Płakał, uciekał, nie pozwalał się kłuć, krzyczał, że jestem niedobra. Przez ten horror musieliśmy przechodzić kilka razy w ciągu każdego dnia. To było okrutne, ale ja walczyłam o dziecko, zdając sobie sprawę, czym grozi złe prowadzenie cukrzycy w jego późniejszym życiu. Choroba niszczy przede wszystkim nerki, grożąc dializami, niszczy oczy, serce i powoduje miażdżycę. Po kilku miesiącach zmagań z chorobą lekarz pochwalił mnie, że cukrzyca u mojego synka była bardzo dobrze prowadzona" - mówi pani Kamila.
JEDEN DZIEŃ ŻYCIA CHOREGO DZIECKA
Jednak Miłosz coraz bardziej czuł się dręczony zastrzykami i coraz gorzej reagował na nie. Zrozpaczona mama Miłosza w styczniu ubiegłego roku napisała list do Fundacji Jurka Owsiaka z prośbą o pomoc w zdobyciu pompy. Opisała, jak wygląda jeden dzień życia jej dziecka.
- "Miłosz musiał wstać o 8:00, musiał zjeść śniadanie, a następnie robiłam mu dwa zastrzyki insuliny. O 10:00 musiał zjeść następny posiłek. O 12:00 jadł obiad i otrzymywał jeden zastrzyk insuliny. O 15:00 zjadał kolejny posiłek. O 18:00 robiłam mu dwa następne zastrzyki insuliny. O 21:00 zjadał drugą kolację. W nocy dwa razy przeprowadzałam mu badanie cukru. Jeśli miał wysoki cukier, podawałam mu kolejny zastrzyk w nocy. Jeśli zdarzyło się, że Miłosz był przeziębiony, to tych zastrzyków było nawet 7 na dobę" - opowiada.
Państwo Szpurkowie czekali z ogromnym niepokojem, ale i wielką nadzieją na odpowiedź z Fundacji. Pierwszą odpowiedź dostali w kwietniu. Fundacja napisała im, aby przysłali jej dokumentację w postaci historii choroby dziecka oraz zaświadczenie o dochodach i oświadczenie, że są w stanie utrzymać pompę. Po wysłaniu dokumentacji czekali jeszcze do końca września. - "Pod koniec września odebraliśmy pismo informujące nas, że zakwalifikowaliśmy się do otrzymania pompy. Wielka otucha i nadzieja wstąpiła w nas. Jakże ogromna była nasza radość, kiedy Miłosz 12 października minionego roku został podłączony w szpitalu do pompy insulinowej. Od razu się do tego aparatu przyzwyczaił. Nosi go przy sobie 24 godziny na dobę" - mówi z zadowoleniem pani Kamila.
Miłosz jest znowu wesołym i żywym dzieckiem. Wszystko go interesuje i lubi się bawić. Śpi spokojnie do 9:00. Jego mama przestrzega specjalnej diety dla niego. Liczy dokładnie kalorie węglowodanów, białek i tłuszczy. Podaje synowi owoce i warzywa. Nie pozbawia go zupełnie słodyczy. Chłopiec na półtorej godziny dziennie chodzi do integracyjnego Przedszkola nr 3. Ma swoją grupę, kolegów i panie nauczycielki. Gdyby w Przedszkolu pracowała pielęgniarka na cały etat, mógłby zostawać tam dłużej. - "Jesteśmy szczęśliwi. Na razie wygrywamy z chorobą. Miłosz ma dobre wyniki. Pompa insulinowa nam bardzo w tym pomogła. Dziękujemy losowi, że w Polsce istnieje Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy" - powiedziała pani Kamila.
WSPARCIE DLA INNYCH MATEK
Podczas naszej rozmowy wspomniała również, że podczas walki z chorobą synka bardzo brakowało jej kontaktów z mamami chorych dzieci na cukrzycę. - "Tak bardzo chciałam z kimś porozmawiać, poradzić się, potrzebowałam wsparcia doświadczonej osoby. W Bydgoszczy działa Koło Przyjaciół Dzieci z Cukrzycą, ale dla nas było to za daleko" - mówi. Pani Kamila wie, że zachorowań wśród dzieci na cukrzycę wciąż przybywa i jest gotowa służyć radą i pomocą każdej mamie, która się do niej zwróci.
Aurelia Kaszewska
Pałuki Wkładka Magazynowa nr 121 (3/2005)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze