Byli dyrektorzy placówek opiekuńczo-wychowawczych całodobowych typu rodzinnego w Gąsawie i Żninie wnieśli o kasację wyroku, zgodnie z którym otrzymali odszkodowania od powiatu za 3 miesiące na przełomie lat 2008/2009.
W marcu informowaliśmy, iż powiat żniński będzie musiał zapłacić dawnym dyrektorom zlikwidowanych placówek opiekuńczo-wychowawczych całodobowych typu rodzinnego w Gąsawie i Żninie odszkodowania za 16 nadgodzin za dobę w dni robocze i 24 nadgodziny za dni wolne w latach 2008-2011. Przypomnijmy, iż w sierpniu 2011 r. Rada Powiatu w Żninie podjęła uchwałę o likwidacji placówek opiekuńczo-wychowawczych w Gąsawie i Żninie. Była to konsekwencja złożenia wypowiedzenia umów o pracę przez dyrektorów obu placówek.
NADZWYCZAJNA SESJA
W marcu br. starosta Zbigniew Jaszczuk otrzymał zawiadomienie z sądu o terminie posiedzenia pojednawczego i zawezwanie do próby ugodowej. Temat ten stał się powodem zwołania nadzwyczajnej sesji Rady Powiatu w Żninie 14 marca.
Podczas sesji starosta wyjaśnił, że gdyby powiat zgodził się na zawarcie ugody zaproponowanej przez pełnomocnika obu placówek, to byłym dyrektorom trzeba by wypłacić roszczenie główne, bez odsetek, ale przy rozłożeniu na raty, dodatkowo po około 45.000 zł na każdą placówkę. Jednakże samo roszczenie główne wobec placówki w Gąsawie wynosi 530.000 zł, a wobec placówki w Żninie 520.000 zł.
Starosta zaznaczył, że gdyby powiat nie zgodził się na zawarcie ugody i sprawa ta miałaby się odbyć zgodnie z procedurą postępowania sądowego, co mogłoby trwać 3-4 lata, to wobec placówki w Gąsawie powiat mógłby ponieść 1.166.000 zł kosztów, a placówki w Żninie 1.138.000 zł wraz z odsetkami.
KOSZTY UTRZYMANIA I CZAS PRACY
Dyrektorzy obu placówek twierdzą, że zostali niesłusznie oczernieni podczas omawiania tego tematu przez radnych. Wyjaśniają, iż 15 marca miał się odbyć pierwszy termin posiedzenia pojednawczego w sądzie, jednakże pełnomocnik starostwa wystąpił o przesunięcie terminu rozprawy. Sprawa została przełożona na 29 marca, lecz według naszych rozmówców nikt ze strony starostwa się nie stawił, nie podając usprawiedliwienia braku stawiennictwa.
Według przepisów podstawą funkcjonowania placówek opiekuńczo-wychowawczych całodobowych typu rodzinnego jest Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej znowelizowane 19 października 2007 r. w sprawie określenia zryczałtowanej kwoty na utrzymanie dziecka oraz stawek na bieżące funkcjonowania placówki rodzinnej. Rozporządzenie określa zryczałtowaną kwotę na utrzymanie dziecka i stawki na bieżące funkcjonowanie placówki rodzinnej: miesięczne - na utrzymanie lokalu mieszkalnego albo domu jednorodzinnego, w którym mieści się placówka rodzinna i na usługi telekomunikacyjne oraz roczne - na bieżące naprawy, remonty oraz wyposażenie placówki w niezbędny sprzęt, na świadczenia zdrowotne nie objęte ubezpieczeniem w Narodowym Funduszu Zdrowia i na wyrównywanie opóźnień w nauce.
Zryczałtowaną kwotę w myśl rozporządzenia przeznacza się na wyżywienie dostosowane do potrzeb rozwojowych dziecka, wyposażenie w odzież, obuwie, bieliznę i inne przedmioty osobistego użytku, stosownie do wieku i indywidualnych potrzeb dziecka, środki higieny osobistej, podręczniki, pomoce i przybory szkolne, koszty przejazdu do i z miejsca uzasadnionego pobytu poza placówką, zajęcia kulturalne, rekreacyjne i sportowe, zabawki odpowiednie do wieku rozwojowego dziecka, miesięczną drobną kwotę do własnego dysponowania przez dziecko, opłatę za pobyt w bursie lub internacie, jeśli dziecko uczy się poza miejscowością, w której mieści się placówka. Zgodnie z rozporządzeniem, zryczałtowana kwota w czasie, kiedy funkcjonowały placówki, wynosiła od 550 zł do około 700 zł. Kwotę tę dyrektorzy otrzymywali do ręki. Resztę stanowiły stawki na utrzymanie lokalu. Mieściły się w tym opłaty za energię cieplną i elektryczną, wodę, gaz, odbiór nieczystości stałych i płynnych, abonament telewizyjny i radiowy, ryczałt na zakup opału w wysokości proporcjonalnej do ilości wychowanków w placówce, a członkowie rodzin płacili za siebie sami. W kwocie tej mieściła się również pensja prowadzącego wraz ze składkami ZUS oraz podatkiem od wynagrodzeń.
Kwota ta w opinii naszych rozmówców nigdy nie wynosiła ponad 2.100 zł. Ich zdaniem w 2011 roku było to około 2.000 do 2.090 zł, a wcześniej 1.850 zł. Byli dyrektorzy zwracają uwagę, że w myśl przywołanego rozporządzenia w godzinach nocnych w placówce, w której przebywa do 14 dzieci, opiekę sprawuje jeden wychowawca. Dodają, że to samo rozporządzenie mówi, że w placówce rodzinnej, w której przebywa więcej niż 4 dzieci podmiot prowadzący (czyli powiat) na wniosek placówki zatrudnia osobę do pomocy w opiece nad dziećmi i przy pracach gospodarskich. Zwracają uwagę, że wnioskowali do starosty o zatrudnienie dodatkowej osoby, lecz ten nikogo nie zatrudnił. Byli dyrektorzy zaznaczają, że nie mieli prawa zatrudnić dodatkowo nikogo na umowę o pracę, ponieważ przepisy im tego zabraniały. To starosta - zgodnie z rozporządzeniem - powinien zatrudnić dodatkową osobę w jednej i drugiej placówce.
Nasi rozmówcy wyjaśniają, że domagali się od powiatu pieniędzy nie dla siebie na pensje, a na dodatkowe etaty i na terapię dla dzieci. I dodają, że starosta żniński płacił tylko za pobyt w ich placówkach za dzieci z powiatu żnińskiego, natomiast za dzieci z innych powiatów płaciły powiaty, z których te dzieci pochodziły.
Byli dyrektorzy zwracają uwagę, że dotychczas otrzymali od powiatu odszkodowanie za 8 nadgodzin za dobę w dni robocze (a nie za 16) i 16 nadgodzin w dni wolne (a nie za 24 jak zostało przedstawiono na nadzwyczajnej sesji Rady Powiatu). Chodzi o 3 miesiące z przełomu lat 2008/2009. Zwracają uwagę, że opiekę nad dziećmi zapewniali całodobowo, bo tego wymagały przepisy.
- Do kościoła opiekun chodził z dziećmi, bo były katolikami. Gdyby były Żydami, to trzeba by z nimi chodzić do synagogi, gdyby były prawosławnymi to do cerkwi, gdyby byli protestantami, to do zboru. To też jest opieka. My musieliśmy zapewnić im także potrzeby duchowe. To był nasz obowiązek, by podtrzymywać religijność każdego dziecka. A, że wszystkie były katolikami, to musieliśmy z nimi chodzić do kościoła na niedzielne msze, nabożeństwa majowe, drogi krzyżowe, różaniec i inne nabożeństwa - mówią dyrektorzy. - Dzieci przebywające w naszych domach przyjmowały I komunie św., i szły do bierzmowania, dlatego, jak każdy rodzic, musieliśmy z nimi chodzić na przygotowania do kościoła. Dodają, iż wzięli kredyty na dziewięcioosobowe samochody, by jeździć z dziećmi na wakacje, terapie, i do lekarzy specjalistów. Kredyty spłacali jeszcze po likwidacji placówek. Według byłych dyrektorów w 2011 r. powiat żniński musiał płacić 3.980 zł od jednego dziecka z powiatu żnińskiego, które po likwidacji placówek musiały przejść do innej placówki. To według nich znacznie więcej niż utrzymywanie dzieci w placówkach w Gąsawie i Żninie.
POWIAT NIE CHCE UGODY
Starosta Zbigniew Jaszczuk wyjaśnił, iż powiat zasięgnął opinii kancelarii prawnej i nie zamierza zawierać z byłymi dyrektorami ugody. Byli dyrektorzy, jeżeli chcą, to będą musieli złożyć pozew w sądzie w sprawie o odszkodowanie, wtedy zostanie nadany sprawie bieg. Starosta dodał, iż ewentualną ugodę można zawrzeć na każdym etapie postępowania sądowego. Jednakże powiat zamierza wykazać przed sądem, iż kwota, której domagają się byli dyrektorzy, powinna być znacznie niższa. Jest też aktualnie w tego typu sprawach nowe orzecznictwo sądów.
Starosta dodał, iż byli dyrektorzy złożyli również wniosek do Sądu Najwyższego o kasację dotyczącą odszkodowań, które otrzymali od starostwa. Powiat przegrał sprawę o roszczenia z przełomu roku 2008/2009 za 3 miesiące w wysokości około 38.000 zł i 37.000 zł plus odsetki. Według starosty, byli dyrektorzy domagają się dodatkowo zasądzenia za wspomniany okres odszkodowania za całe 16 nadgodzin w dni robocze i całe 24 nadgodziny za dni wolne od pracy.
Starosta wyjaśnia, iż wnioskował o przesunięcie sprawy z 15 marca, ponieważ chciał problem wypłaty ewentualnych odszkodowań przedstawić radnym. Podkreśla, iż odbyło się to w uzgodnieniu z pełnomocnikiem byłych dyrektorów. Dodaje, że 29 marca nie było przedstawiciela powiatu w sądzie, ponieważ nie było to wezwanie do sądu, a zawiadomienie o zawezwaniu do próby ugodowej. - Jak ktoś chce zawrzeć ugodę, to jedzie, a jeśli nie chce, to nie jedzie - mówi starosta.
Zbigniew Jaszczuk tłumaczy, że byli dyrektorzy dostawali zgodę na zatrudnienie w prowadzonych placówkach dodatkowej osoby pod warunkiem, że uczynią to w ramach budżetu danej jednostki. Starosta dodaje, iż dyrektorzy chcieli, by to powiat płacił za zatrudnienie dodatkowej osoby. Starosta przypomina również, że byli dyrektorzy z dnia na dzień zażądali od powiatu podwyżek o 700 zł na każde dziecko.
- Nie zgodziliśmy się, bo nie było żadnej podstawy prawnej, żeby tak zrobić. Oni chcieli, żebym z kapelusza podwyższył im te pieniądze. Potem chyba dwa razy wypowiadali nam umowę o pracę. Musieliśmy więc zabrać dzieci i zapewnić im miejsce w innej placówce - wyjaśnia starosta.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1263 (17/2016)
Inne teksty na ten temat:
Powiat straci milion złotych
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze