Reklama

Praca bez umowy i bez wynagrodzenia

Mogą dochodzić swoich praw
     Praca bez umowy i bez wynagrodzenia
     Dwie kobiety ze Żnina pracowały po kilkanaście godzin dziennie, produkując i składając dziecięce meble w firmie Bebesun Catalunya . Za swoją pracę otrzymały tylko część wynagrodzenia. Od kwietnia bezskutecznie domagają się od byłego pracodawcy reszty pieniędzy.

    Dwie mieszkanki Żnina od pięciu lat dorabiały sobie na terenie dawnego POM w Żninie. Nie miały podpisanej żądnej umowy o pracę. Kiedy była potrzeba, właściciel firmy dzwonił, a one stawiały się do pracy. Zajmowały się nie tylko sprzątaniem czy myciem okien. Wykonywały również cięższą pracę, można by rzec, typowo męską, jak rozkładanie maszyn, impregnowanie płyt, szlifowanie i malowanie oraz pakowanie wyrobów do wysyłki.
    - Ciężka to była praca - mówią. - Składałyśmy meble dziecięce i pakowałyśmy do wysyłki do Hiszpanii. Łóżeczka, komody, szafy.
    Meble produkowane były z dostarczanych do Żnina płyt. Pracownicy cięli, składali, szlifowali, malowali i pakowali meble. W firmie była spora rotacja. Ludzie dowiadywali się pocztą pantoflową i przychodzili do pracy. Jednocześnie mogło tam pracować ok. 10 osób na zmianie. Nasze rozmówczynie twierdzą, że pracodawca nie zawierał z nimi umów na piśmie, ale dogadywał się ustnie.
    - W lutym nie było ogrzewania, ani nic - żalą się nasze rozmówczynie.
    - Trzeba było siedzieć od 7:00 do 22:00. Raz musiałyśmy zdążyć przed wysyłką. Pracowałam od 7:00 do 8:00 następnego dnia. Potem cztery godziny przerwy od 22:00 - mówi jedna z nich. - W soboty i niedziele najwięcej było pracy. Nawet chciał, żebyśmy przyszły w jakieś święto.
    Mieszkanki Żnina pracowały ostatnio od 18 lutego do 16 kwietnia. Jedna z nich przepracowała 425 godzin, a druga 333. Pracowały na umowę ustną. Mówią Pałukom, że właściciel firmy obiecał im 10 zł za godzinę pracy. Kiedy przyszło do wypłaty, naliczył im 8 zł za godzinę i nie wypłacił całej należnej kwoty. Otrzymały po 1.320 zł. Jednej powinien jeszcze wypłacić ok. 3 tys. zł, a drugiej prawie 2 tys. zł (licząc 10 zł/h). W pracy przychodziły im pomagać córki, które też nie otrzymały wynagrodzenia, bo zostało dodane do wypłaty matek.
    - Obiecał, że wypłaci nam resztę w ciągu kilku dni. Przyjechał po miesiącu. Poszłyśmy po pieniądze. Powiedział nam wtedy, że meble były z błędami i sprzedał tylko część. Zdziwiły nas te pretensje, bo wcześniej osobiście odbierał towar i wszystko było dobrze. Jak mu się nie podobało, to przecież mógł nie odebrać - twierdzą nasze rozmówczynie.
    - Cały czas płacił nam. Po tylu latach tak źle nas potraktował i oszukał, jak nigdy. Maszynę do malowania mu rozbierałyśmy. Dźwigałyśmy ciężkie płyty MDF i z nim na maszynę kładłyśmy.    

    Pilnowałyśmy innych pracowników, którzy mieli mniejszy staż, żeby dobrze pracowali. A on nam teraz powiedział, że przez kamerę widział, jak nie pracujemy. Tak się odwdzięczył. Strasznie się czujemy oszukane - mówią z żalem mieszkanki Żnina.
    Rzecznik prasowy Okręgowej Inspekcji Pracy w Bydgoszczy Katarzyna Pietraszak powiedziała nam, że pracownice mogą dochodzić swoich praw w inspekcji. Powinny złożyć skargę na pracodawcę, a wtedy OIP ustali, czy doszło do naruszenia prawa. Skarga nie może być anonimowa. Ważne jest, aby mieszkanki Żnina miały świadków, którzy potwierdzą, że stosunek pracy miał miejsce.
    Z pracodawcą ani telefonicznie, ani osobiście nie udało nam się porozmawiać.

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 962 (29/2010)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości