Reklama

Praca połączona z pasją to klucz do sukcesu

Właścicielka pierwszego salonu kosmetycznego w stolicy Pałuk w ubiegłym roku świętowała okrągły jubileusz swojej działalności. Jej przygoda z kosmetyką rozpoczęła się ponad 30 lat temu i trwa nadal. Droga zawodowa, którą wybrała nie od początku była jednak tak oczywista. - Planowałam zostać nauczycielką biologii - opowiada Joanna Koziełek.

Pomimo, że w latach 90. mieszkała jeszcze w Rogowie, skąd pochodzi, swój pierwszy salon kosmetyczny, który do dzisiaj prężnie funkcjonuje na parterze bloku przy ulicy Spółdzielczej, postanowiła otworzyć właśnie w Żninie. W 2013 roku rozszerzyła działalność, dzięki czemu klientki dostały możliwość poddawania się zabiegom kosmetycznym oraz fryzjerskim w salonie mieszczącym się przy ulicy Potockiego. Zacznijmy jednak od początku. W ostatniej klasie I Liceum Ogólnokształcącego im. Braci Śniadeckich w Żninie Joanna Koziełek podjęła decyzję, żeby zostać nauczycielką i ukończyć biologię. Los chciał jednak inaczej. - To był całkowity przypadek, że odwiedziła mnie ciocia, która kiedyś marzyła o tym, żeby zostać kosmetyczką. Powiedziała do mnie tak: "Asia, a może ty spróbujesz? - wspomina. Te słowa mocno utkwiły jej w głowie. Postanowiła postawić wszystko na jedną kartę i zaraz po maturze rozpocząć dwuletnią, prywatną szkołę kosmetyczną w Poznaniu. Kształciły się w niej uczennice z całej Polski: Żywca, Gdańska, a nawet Warszawy, ponieważ w owych czasach tego typu kierunków na terenie całego kraju było jeszcze niewiele, a kosmetyka w Polsce dopiero raczkowała. Letnie praktyki zawodowe odbyła w salonie w Gnieźnie, a następnie Poznaniu.
Salon urody w Żninie
Umiejętności, które tam zdobyła zaczęła wykorzystywać zaraz po uzyskaniu dyplomu. - Nie zdecydowałam się na otwarcie salonu w Rogowie, ponieważ uznałam, że było za małe. Pomyślałam o Żninie, choć nie była to łatwa decyzja - nie ukrywa Joanna Koziełek. W ten sposób stała się pionierką branży beauty w mieście. Otwierając biznes towarzyszyły jej obawy. Była ciekawa, czy pomysł na życie, który zamierzała zrealizować będzie cieszył się zainteresowaniem żnińskich kobiet. Wątpliwości okazały się jednak zupełnie niepotrzebne, ponieważ już w dniu rozpoczęcia pracy w salonie panią Joannę zaczęły odwiedzać chcące zadbać o swoją urodę klientki. - Nie miałam reklamy. Wieść o salonie rozniosła się tzw. pocztą pantoflową. Zabiegi przeprowadzałam sama, dopiero po 15 latach zaczęłam zatrudniać pracownice - opowiada. Oprócz tego, że wówczas została pełnoprawną szefową w jej podejściu do pracy nie zmieniło się nic. Do tej pory kosmetyczka wykonuje oferowane przez salon zabiegi. Ze względu na to, że ich wachlarz cały czas się rozszerza chętnie inwestuje w szkolenia, które dają świadectwo jakości wykonywanych usług. W salonie Joanny Koziełek praktykę odbyło też wiele uczennic, które zawsze mogły liczyć na profesjonalne wskazówki i dobrą radę.
Zabiegi i kosmetyki dawniej
Na początku lat 90. zabiegi oferowane w gabinetach kosmetycznych znacząco różniły się od tych, które branża proponuje obecnie. Najpopularniejszymi w tamtych czasach był masaż twarzy, henna, manicure, pedicure, a także oczyszczanie skóry z nawilżaniem. W salonie Joanny Koziełek znajdowało się też pierwsze w Żninie solarium. - Kupowałam w aptece zioła, które następnie mieliłam i zaparzałam. Powstawał z nich swojego rodzaju klej, który nakładałam klientkom na twarz. Na to następnie specjalną maskę termiczną, która wyglądała jak poduszka elektryczna, tylko o kształcie twarzy. Po podłączeniu do prądu maska grzała - tłumaczy. Zwieńczeniem zabiegu była kolejna maseczka, tym razem z białej glinki kaolinowej, którą jak podkreśla - trzeba było sobie załatwić. Ówczesny rynek kosmetyczny był bardzo ubogi, dlatego zdobycie dobrego produkt wymagało nie lada wysiłku. Zmieniło się to kiedy w Polsce zaczęły powstawać pierwsze firmy produkujące kosmetyki. - Linie produktów dedykowanych salonom kosmetycznym stworzyły firmy Eris i Dermika, które istnieją do tej pory. Pamiętam, kiedy Eris wprowadził śmietankę do twarzy czy tonik. Oprócz tego to, co od wielu lat było już na zachodzie, czyli produkty o dużych pojemnościach dla gabinetów - wyjaśnia. Przełomem była maska z alg plastycznych, której nakładanie wymagało od kosmetyczki dużej wprawy - zastygała w ciągu 60 sekund. Następnie w salonie przy Spółdzielczej pojawił się wosk, kwasy, eksfoliacje itd.
Przychodzą od 30 lat
Joanna Koziełek przyznaje, że ani przez moment nie żałowała swojej decyzji o rozpoczęciu przygody z kosmetyką. Bezpośredni kontakt z klientkami oraz wisienka na torcie, czyli ich zadowolone twarze w trakcie i tuż po zabiegu, dają jej ogromną satysfakcję. - Żeby móc się spełnić w każdym zawodzie trzeba mieć to szczęście, żeby lubić to co się robi. Idąc do szkoły kompletnie nic nie wiedziałam o tym zawodzie. Nie miałam pojęcia, jak to będzie, czy go polubię. Okazało się, że polubiłam bardzo i czuje się w nim doskonale - usłyszeliśmy. Do salonów urody regularnie zaglądają klientki, które są z kosmetyczką od początku. Często zdarza się, że przyprowadzają swoje córki, a nawet wnuczki, co cieszy szczególnie. - Panie nawet po 10 albo 20 latach potrafią też wspominać, że malowałam je do ślubu. To bardzo miłe.

Justyna Kulpińska, 5 II 2021

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości