Przez wiele lat był panem z „Lata z Radiem”. Teraz jest panem od „Heweliusza”. Odkrywa jego prawdziwą historię, a jego reporterska dociekliwość jest dziś jednym z najważniejszych głosów w dyskusji na temat przyczyn katastrofy, która wydarzyła się w nocy z 13 na 14 stycznia 1993, a zginęło w niej aż 56 osób, a nie jak oficjalnie podawano 55.
11 lutego 2026 r. gościnnie w Arche Cukrownia Żnin odbyło się spotkanie z Romanem Czejarkiem – dziennikarzem, radiowcem i popularyzatorem historii, zorganizowane przez Miejską i Powiatową Bibliotekę Publiczną w Żninie, ARCHE Cukrownia Żnin oraz Stowarzyszenie Sympatyków Gąsawy.
W ostatnim czasie znów głośno zrobiło się o katastrofie promu „Heweliusz” za sprawą filmu, który o tej jednej z największych tragedii w historii polskiej żeglugi przypomniał. Do tego tematu powrócono także w Żninie za sprawą spotkania z Romanem Czejarkiem – dziennikarzem, który wnikliwie bada okoliczności tej tragedii, a jego podcasty, audycje i spotkania przyciągają uwagę słuchaczy.
To medialne zainteresowanie w ostatnim czasie sprawą „Heweliusza” stało się okazją, by do Żnina zaprosić Romana Czejarka i usłyszeć o jego drodze do odrywania prawdziwej historii „Heweliusza,, która podparta jest dokumentami, faktami, rozmowami z ekspertami, świadkami i bliskimi ofiar, przez co porusza odbiorcę i skłania do zadawania pytań.
To dziennikarstwo śledcze Romana Czejarka i jego reporterska dociekliwość jest dziś jednym z najważniejszych głosów w dyskusji na temat przyczyn katastrofy, która wydarzyła się w nocy z 13 na 14 stycznia 1993, a zginęło w niej aż 56 osób. - Do zeszłego roku uważano, że na promie zginęło 55 osób. W zeszłym roku dopisano 56 ofiarę. Przez 32 lata nie doliczono się nawet ilości ofiar – stwierdził dziennikarz, który nie boi się stawiać trudnych pytań, a jednocześnie stara się zrozumieć mechanizmy i decyzje, które mogły doprowadzić do katastrofy „Heweliusza”.
Dyrektorka biblioteki Beata Czaczyk zapowiadając gościa powiedziała, że z pewnością wszyscy będą usatysfakcjonowani spotkaniem i miała rację, gdyż były to ponad cztery godziny ciekawej opowieści, którą uzupełniały niepublikowane wcześniej nagrania związane z katastrofą „Heweliusza”.
Roman Czejarek na wstępie spotkania powiedział, że serial Netflixa prawdy o katastrofie nie mówi więc kiedy jego producenci zorientowali się, że mogą być z tego procesy sądowe, pozmieniali w nim wszystkie nazwiska. - I tylko jedno nazwisko jest prawdziwe - Andrzeja Ułasiewicza, czyli kapitana promu. Wszystkie inne nazwiska są zmienione. Wszystkie nazwy są zmienione. Promy się nie nazywają tak, jak się one nazywały. Miejscowości się zmieniają. A na początku jest wielki napis inspirowany prawdziwymi wydarzeniami. Z jednej strony ten serial jest świetnie zrobiony i fajnie pokazane są pewne rzeczy, ale jest masa rzeczy, które nigdy nie miały miejsca. I nawet się zastanawiałem, dlaczego oni tak zrobili, bo z mojego punktu widzenia, jak już to wszystko tak przeszedłem, to wydaje mi się, że rzeczywistość jest jeszcze ciekawsza i jeszcze bardziej intrygująca i zagadkowa – usłyszano.
Dziennikarz powiedział, że początkowo bronił się przed podjęciem tematyki katastrofy „Heweliusza”, jednak kiedy jakieś piętnaście miesięcy temu wezwał go „na dywanik” jego prezes Paweł Reichel, zastanawiał się, co się wydarzyło, że jest wzywany. Kiedy więc padła propozycja, aby zajął się tematyką „Heweliusza”, to zapytał, kogo to będzie interesować po 32 latach od katastrofy. – Zrób to, bo ja dostałem cynk, że Netflix będzie kręcić serial – usłyszał od szefa Roman Czejarek. Mrówcza praca, tysiące przejrzanych dokumentów, wiele przeprowadzonych rozmów i poświęconego czasu opłaciło się, a Roman Czejarek stwierdził, że bardzo dobrze się stało, że wówczas szef go do tego namówił. - I teraz z perspektywy mogę powiedzieć, że bardzo dobrze, że on mnie wtedy namówił na to, bo podcast odsłuchało 4 miliony ludzi do tego momentu na różnych platformach, na YouTube, na Spotify, na podcastach Polskiego Radia też. I to jest absolutny rekord, jeżeli chodzi o podcasty Polskiego Radia. I to ciągle idzie w górę – stwierdził pan Roman, dodając przy tym, że przez wiele lat był panem z „Lata z Radiem”, a od paru miesięcy jest panem od „Heweliusza”.
Roman Czejarek w swoich dociekaniach do prawdy nie osądza, nie krytykuje, nie mówi, że tak było, ale że mogło być. Opowiadał na spotkaniu w Żninie o możliwościach duńskich, niemieckich i polskich służb ratowniczych z roku 1993, a także starał się odpowiedzieć na pytanie dlaczego prawdopodobnie polskie samoloty ratownicze nie poderwały się od razu do lotu. Zwrócił też uwagę na to, żeby jego opowieści czy nagrań ze spotkania nie wyrwać w kolejnych przekazach z kontekstu, bo można potem wysnuć przedziwne wnioski. - Myślę, że wiele błędów, wiele nieprawdziwych informacji, wiele plotek, wiele spiskowych teorii dziejów w przypadku tej koszmarnej katastrofy, największej w powojennej Polsce, brało się właśnie z wyrywania z kontekstu – usłyszano.
„Heweliusz” był promem typowo towarowym, przewożącym ciężarówki i pociągi. Podczas ostatniego rejsu na „Heweliuszu” do Szwecji płynęła także prezes firmy będącej armatorem promu Agnieszka Goldman, a jej opóźnione dotarcie na prom miało znaczący wpływ na dalsze wydarzenia i podejmowane decyzje. - To nie byli samobójcy. Postępowali najbardziej racjonalnie jak w danym momencie można było postępować, ale też szczerze mówiąc popełnili parę błędów i mieli też koszmarnego pecha – stwierdził dziennikarz, który opowiedział też o wgnieceniu furty rufowej „Heweliusza” trzy dni wcześniej podczas cumowania przy nabrzeżu Ystad, a pomimo uszkodzeń nie oddano promu do naprawy do stoczni.
Roman Czejarek przytoczył wiele ciekawych faktów, które być może miały wpływ na katastrofę Heweliusza jak np. oficjalna prognoza pogody podana przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, która wówczas obowiązywała. - Prognoza była, ale ta prognoza nie zakładała żadnej mega złej pogody. (…) To była typowa styczniowa prognoza pogody. Żeby nie było wątpliwości, taką samą prognozę pogody, tej samej nocy dostali wszyscy inni polscy kapitanowie, wszystkich jednostek, którzy byli na Bałtyku. A tej nocy obok „Heweliusza”, w sumie razem na tej trasie są cztery polskie promy. Cztery obok siebie. I z tych czterech promów, będących w pewnym momencie bardzo blisko siebie, wywróci się tylko jeden i zatonie – usłyszano. Innej pogody, tej przekazanej przez Niemieckie Biuro Meteorologiczne, kapitanom polskich statków nie dostarczono, a tłumaczono się później tym, że po pierwsze, obowiązywała prognoza oficjalna polska, a nie jakaś obca, a po drugie, ta niemiecka pogoda była tak nieracjonalnie sprzeczna z polską, bo zakładała duży sztorm, że uznano, iż jest niewiarygodna.
Ciąg różnych wydarzeń i decyzji sprawił, że do katastrofy promu doszło. Być może kluczową rolę w tych tragicznych wydarzeniach odebrał niemiecki masowiec „Frank Michael", o którym też na spotkaniu w Żninie usłyszano.
Czy kiedyś poznamy prawdę o katastrofie „Heweliusza”. Czy to był błąd człowieka, a może maszyny? Po 33 latach od katastrofy wciąż poznajemy nieznane dotąd fakty, zdarzenia, a ci, co jeszcze żyją i pamiętają katastrofę jak np. pewien Filipińczyk, który jako młody chłopak był wówczas w załodze statku „Frank Michael” i którego odszukano po tylu latach, mówić nie chce o tym, co się wówczas wydarzyło na morzu. - Moje doświadczenie jest takie, że czasami zdarza się, że takie osoby gnębione przez wyrzuty sumienia, powodowane chęcią wyrzucenia z siebie czegoś, czasami się odzywają, ale nie zawsze. Bywa, że się odzywają po paru miesiącach i mówią: „Dobra, niech pan włączy nagrywanie, zadzwoni do mnie i ja to opowiem”. Ale czy tak będzie w tym przypadku? Nie wiem – powiedział Roman Czejarek, który chętnie odpowiadał na zadawane mu podczas spotkania pytania.
Wraku „Heweliusza” nigdy nie wyciągnięto z dna Morza Bałtyckiego. Leży około 20 mil morskich na północny wschód od przylądka Arkona na wyspie Rugia. - Ta mała głębokość powoduje, że dzisiaj bardzo wiele osób tam nurkuje, bo to jest efektowny, ładny wrak. Nie ma zakazu nurkowania na „Heweliuszu”. Są takie dni, że nawet trzy wycieczki są tam, bo za pieniądze można tam nurkować. I różne firmy organizują rejsy na „Heweliusza” – powiedział dziennikarz i dodał, że najwięcej wycieczek organizują niemieckie firmy.
Roman Czejarek opowiadał o historii „Heweliusza” prawie cztery godziny, a jak zaznaczył, podzielił się tylko częścią wiedzy, którą posiadł prowadząc swoje dziennikarskie śledztwo. Jest to historia smutna i trudna, która dotknęła wiele rodzin, ale dopóki pamięć ludzka trwa, to historia ta nie zatonie. I nie chodzi tu o rozdrapywanie ran, ale by nadać znaczenie temu, co się wówczas wydarzyło i dlaczego. Opowiadając o tych wydarzeniach i słuchając ich sprawiamy, że ta tragedia nie pozostanie ciszą, a pamięć o tych, co w niej zginęli będzie trwać, ku przestrodze przyszłych pokoleń.
W spotkaniu z Romanem Czejarskiem w ARCHE Cukrownia Żnin uczestniczyło ponad 300 osób, w tym także mieszkańcy gminy Gąsawa, którzy w tamtym czasie (1993 rok) pływali na trasie, którą pokonywał „Heweliusz”. Zatrudnieni byli w firmie transportowej Wiesława Zajączkowskiego, który opowieściom Romana Czejarka również się przysłuchiwał. Cudem ocaleli, bo na prom tego dnia nie zdążyli i to uratowało im życie. Andrzej Budziak, emerytowany dyrektor Pałacu Lubostroń również uczestniczył w spotkaniu z dziennikarzem. Co ciekawe, wcześniej przez 20 lat pływał jako ochmistrz na statkach pasażerskich i kiedy miała miejsce katastrofa „Heweliusza”, jego statek był w pobliżu, jednak nikt nie usłyszał nadawanego sygnału S.O.S.
Roman Czejarek w podziękowaniu za niezwykle interesujące spotkanie otrzymał od dyrektorki biblioteki Beaty Czaczyk publikacje wydane przez książnicę, zaś od Burmistrza Żnina Łukasza Kwiatkowskiego wydawnictwa promujące Gminę Żnin i Powiat Żniński. Natomiast Mariusz Kazik od Stowarzyszenia Sympatyków Gąsawy wręczył dziennikarzowi wielki kosz swojskich wędlin z gospodarstwa w Szelejewie.
Jak powiedział Roman Czejarek, na co dzień pracujący w Polskim Radiu: - Gdyby nie wasze samozaparcie tutaj, tak jak i osób, które siedzą w pierwszym rzędzie, to by mnie tu nie było. Ale jak powiedziałem, obiecałem, że będę, to jestem, bardzo się cieszę, że jesteście – usłyszano.
Po spotkaniu do Romana Czejarka ustawiła się długa kolejka po autografy i wpisy do jego książek, które można było nabyć tego wieczora, a rozmowom w kuluarach z dziennikarzem nie było końca.
Barbara Filipiak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze