Reklama

Psy dają w kość sąsiadom

Prawa człowieka w sąsiedztwie
     Psy dają w kość sąsiadom
     Dwadzieścia psów szczeka, wyje, ujada. W okolicy unosi się zapach starego mięsa i psich odchodów. - Ja nie mam zdrowia i nerwowo nie wytrzymuję - mówi jedna z mieszkanek ul. Orzeszkowej w Szubinie. Ludzie tracą nadzieję na to, że psy z sąsiedztwa znikną.

Kiedy tylko przechodzień podejdzie do bramy, z różnych zakamarków posesji wybiegają psy
    fot. Remigiusz Konieczka

     Na jednej z posesji przy ulicy Orzeszkowej w Szubinie jej mieszkanka utrzymuje około 20 psów.
     - Zaczęło się od dwóch psów, a wygląda to tak, jak wygląda. Jak szczekają w nocy, to nie da się usnąć, a jak śpisz i zaczną szczekać, to nie idzie wyrobić. I tak jest już od kilkunastu lat - mówią mieszkańcy, a każdy z wypowiadających się prosi o nieujawnianie danych osobowych, bo nie chce otwartego konfliktu z sąsiadką trzymającą sforę psów.
     - Tu już chyba nikt nie ma siły z nią walczyć. Jak są upały, to fetor jest niezły. Jeśli chodzi o hałas, to nie mogę powiedzieć, że jest non stop - dodaje kolejny sąsiad. - Też mam psa i lubię psy, ale to nie jest miejsce na schronisko. - Narzuca kości psom i potem to śmierdzi - słyszymy od innego sąsiada. - Jak jej nie ma w domu, to wtedy zaczyna się wycie. Telewizji nie można oglądać.
     Mieszkańcy mówią, że właścicielka psów otrzymuje chleb dla zwierząt z piekarni Piekuś, z Bekonu jakieś kości. Teraz pojawiły się pojemniki na odchody psów. Wcześniej - tak relacjonują ludzie z tej ulicy - zakopywane było to w ogrodzie. Być może razem z padniętymi zwierzętami. Mieszkańcy mówią, że część psów ich sąsiadka sama przyprowadziła, a niektóre podrzucają jej inni ludzie.
     MAŁO DOWODÓW
     Mieszkańcom ulicy tak dawały w kość psy, ciągłym szczekaniem i przykrym zapachem, że postanowili działać. Sporządzili petycję, zebrali podpisy i w 2009 r. sprawa znalazła się w sądzie. - I nic to nie dało - mówią.
     Zastępca burmistrza Szubina Mariusz Piotrkowski przypomniał, że gmina co mogła w tej sprawie już zrobiła. W drugiej połowie 2009 roku skierowane było pismo do szubińskiej prokuratury w związku z naruszeniem ustawy o ochronie zwierząt. Gmina dowodziła, iż zwierzęta trzymane są w nieodpowiednich warunkach. Prokuratura wystosowała odpowiedź, w której odmówiła wszczęcia postępowania z uwagi na zbyt mało dowodów uzasadniających wniosek.
     - Mieliśmy film nagrany, jak psy rozszarpują innego psa, poszedł jako dowód w sprawie na policję i zniknął. Walczyliśmy, ale efekt z tego jest żaden. Dla sądu jest to znikoma szkodliwość czynu - mówi jeden z mieszkańców.
     PRAWA CZŁOWIEKA
     - Ktokolwiek zbliży się do tej posesji, to ona wzywa policję. Ma większe prawa na tej ulicy niż my. Każdy się jej boi, ale nie wiadomo dlaczego. Łącznie z policją, która jest na każde jej wezwanie - stwierdziła kolejna mieszkanka. - Pisałam do „Uwagi”. Opisałam wszystko, ale odpisali mi, że takich spraw nie poruszają.
     Radny Rady Miejskiej w Szubinie Tomasz Kaszewski mieszkał przez wiele lat w sąsiedztwie taj pani i jej psów. Brał udział we wszystkich inicjatywach zmierzających do usunięcia hodowli i po tylu latach działania stwierdził, że wszelkie prawne możliwości rozwiązania tej sprawy się wyczerpały. Jego zdaniem, burmistrz Szubina powinien wyegzekwować od mieszkanki zaległości podatkowe związane z opłatą za posiadanie psa. Dodał, że ta hodowla urąga wszelkim zasadom sanitarnym, bo martwe psy zakopywane były w ogrodzie, odchody tych psów również. Kiedyś cała beczka płuc, które miały służyć jako karma dla czworonogów, zepsuła się, a fetor był taki, że ludzie podczas interwencji wymiotowali. - To jest bomba ekologiczna - mówi.
     OGLĘDZINY Z ULICY
     Powiatowy Państwowy Inspektor Sanitarny w Nakle przeprowadził wspólnie z Inspektorem Weterynarii wizję lokalną posesji. Miała miejsce w kwietniu 2009 roku. Dorota Kasperek, rzecznik prasowy nakielskiego sanepidu poinformowała, że właścicielka nie pozwoliła kontrolerom wejść na teren posesji i protokół oględzin został sporządzony na podstawie oględzin z ulicy. Inspektor sanitarny ma prawo wstępu do prywatnych mieszkań i na teren posesji w razie podejrzenia lub stwierdzenia choroby zakaźnej, zagrożenia zdrowia czynnikami środowiskowymi oraz jeśli jest prowadzona lub ma być prowadzona działalność produkcyjna lub usługowa, a takowych przesłanek nie było. W związku z tym, że według ustawy o utrzymaniu czystości i porządku na terenie gminy zasady ustala Rada, to inspektorat przekazał doniesienie sanitarne burmistrzowi Szubina żeby ten podjął stosowne działania, których celem będzie poprawa stanu sanitarnego na posesji. Więcej kontroli sanepidu na ul. Orzeszkowej w Szubinie nie było, ponieważ do stacji w Nakle zgłoszeń od mieszkańców również nie było.
     DOBROSTAN MINIMALNY
     Powiatowy Lekarz Weterynarii Piotr Kwiatkowski powiedział Pałukom, że podstaw do interweniowania w tej sprawie nie ma. Nie mamy w tym wypadku do czynienia z hodowlą zwierząt tylko z trzymaniem zwierząt. Dodał, że posesja była kontrolowana i stwierdzono, że minimalny dobrostan psów jest utrzymany. Zwierzęta są szczepione i dostają jedzenie oraz wodę, są na terenie ogrodzonym płotem i nie stwarzają bezpośredniego zagrożenia dla innych osób. Podstaw do interweniowania w tej sprawie i zabierania psów od jej właścicielki nie widzi.
     W sprawie liczby psów Powiatowy Lekarz Weterynarii nie chciał się wypowiadać: - To sprawa burmistrza, Rady Miejskiej i prawa lokalnego. To oni powinni odpowiedzieć i określić kto ile psów może trzymać. Jeśli chodzi o mnie, to minimalny dobrostan jest utrzymany i podstaw prawnych do interwencji nie mam - powiedział Piotr Kwiatkowski.
     Po tych kontrolach sąsiedzi z Orzeszkowej zacięli się, po co pisać, apelować, jeśli wszystko jest dobrze? I nic nikomu nie szkodzi, że im żyje się i mieszka coraz gorzej i gorzej.
     Jak informuje st. sierż. Edyta Nadolna, oficer prasowa Komendanta Powiatowego Policji w Nakle, od 1 kwietnia 2011 roku nie było interwencji przy ul. Orzeszkowej w Szubinie dot. uciążliwości psów. Były interwencje, jednak nie w sprawie psów.
     I CO MAMY ZROBIĆ
     Wiceburmistrz potwierdził, że mieszkanka ul. Orzeszkowej zalega z opłatą za posiadanie psów. - Za 2010 rok wydaliśmy tytuły wykonawcze do komornika i nie zapłaciła. Za ten rok też nie zapłaciła. W marcu wysłaliśmy upomnienie - mówi Mariusz Piotrkowski.
     Zdaniem wiceburmistrza, działanie przez komornika nie odnosi pożądanego skutku, bo komornik nie ma z czego ściągać należności związanych z zaległościami podatkowymi.
     - Nie płaci i co my mamy jej zrobić? - pyta zastępca burmistrza. - Podobnie może być z uchwałą. Prawdopodobnie zmienimy prawo. Zaproponujemy radnym zmiany związane z ograniczeniem liczby trzymanych psów, ale jeśli ta pani się do tego nie ustosunkuje, to nie chciałbym, aby z takiego powodu trafiła do aresztu. Moglibyśmy te psy jej zabrać, ale podejrzewam, że ona przygarnie kolejne i znowu problem wróci. Gdyby mieszkała na wsi, to też odbiór społeczny byłby inny, a problem mniejszy.
     POZEW
     Dawid Rzeski, który w każdy czwartek udziela bezpłatnych porad w Punkcie Porad Prawnych i Obywatelskich w Rejonowej Bibliotece Publicznej w Szubinie, przyznał, że jeśli nie ma innych możliwości , to mieszkańcy mogą dochodzić swoich praw na drodze pozwu cywilnego w oparciu o prawo o ochronie dóbr osobistych. Do mieszkańców należy określenie, jakie dobro osobiste naruszane jest w sąsiedztwie; może to być np. naruszenie ciszy nocnej lub naruszenie spokoju w okolicy.
     Pozew o naruszenie dóbr może być tylko indywidualny, nie ma tu możliwości składania pozwów zbiorowych. Mieszkańcy mogą składać pozwy osobiście jako strona lub przez pełnomocników. Pozwy składa się w Wydziale Cywilnym Sądu Okręgowego. Trzeba uiścić opłatę stałą w wysokości 600 zł.
Czego taki pozew mógłby dotyczyć? Dawid Rzeski mówi, że trzech elementów: ustalenia przez sąd tego, że w ogóle doszło do naruszenia dobra osobistego, powództwa o usunięcie skutków naruszenia dobra osobistego albo zadośćuczynienia pieniężnego za naruszenie dobra.
     Dawid Rzeski zaprasza mieszkańców do Punktu Porad Prawnych i Obywatelskich, postara się pomóc im w znalezieniu jakiegoś sensownego rozwiązania kłopotów sąsiedzkich.
     NA SZASZŁYKI
     Sama mieszkanka nie chciała z nami rozmawiać. Odpowiadając na pytanie, dlaczego trzyma tak dużo psów, odpowiedziała, że na szaszłyki. A potem wezwała policję.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1006 (21/2011)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości