Piotr Czułkowski mieszka tuż przy wiadukcie. Podkreśla, że od lat w tej sprawie nic się nie robi, a mieszkańcy tracą już cierpliwość.
fot. Magdalena Kruszka
Aleksandrowo, remont, wiadukt, nieopłacalność
Remont wiaduktu nieopłacalny
Specjaliści nie pozostawiają złudzeń, wiadukt w Aleksandrowie nad torami łączący wieś z Piechcinem nie nadaje się do ruchu pojazdów. Dopuszczany jest tylko ruch pieszych. Potwierdził to ostatni przegląd z 2012 roku.
Wiadukt istnieje od ponad 100 lat i łączy dwie części wsi Aleksandrowo - północną (od drogi wojewódzkiej nr 251) i południową (większą część wsi, za torami) należącej do gminy Barcin. Został wyłączony z ruchu pojazdów w 2006 roku. Mieszkańcy wspominają, że przyczyną zamknięcia wiaduktu było to, że zaczęły nim jeździć potężne samochody z cukrowni w Nakle, które odbierały buraki z pól rolników, a potem woziły do nich wysłodki.
Wówczas było ograniczenie tonażu na tej drodze, ale nie przestrzegano tego, więc wiadukt został zamknięty. Po obu jego stronach ustawione zostały po dwie barierki zabezpieczające wjazd. Mieszkańcy próbowali walczyć o otwarcie tego wiaduktu, ale bezskutecznie. Priorytetem był remont mostu na 4 Stycznia w Barcinie, tuż przy rynku. Liczyli, że kiedy inwestycja ta się zakończy, przyjdzie czas na ich wiadukt aleksandrowski.
Gruntownego remontu się nie doczekali, jednak zaskoczyła ich inna forma stawiania zabezpieczeń z obu stron wiaduktu. 5 lipca został tam po obu stronach wyspany gruz.
- Mieszkańcy mniejszymi samochodami przeciskali się między tymi barierkami zabezpieczającymi, z każdej strony zostały więc dostawione dodatkowe barierki - wspomina Piotr Czułkowski mieszkający w Aleksandrowie od strony drogi wojewódzkiej. - Potem te dodatkowe barierki były regularnie wyrywane. Nie wiem, kto to robił, chodzą tu złomiarze, trudno tu kogoś posądzić. I jak te słupki kolejny raz zniknęły, to nagle w piątek ktoś się wkurzył i wysypał gruz. On co prawda po kilku dniach został uprzątnięty, ale ludzie się zastanawiali, o co w tym wszystkim chodzi.
Piotr Czułkowski przyznaje, że traci cierpliwość, a czara goryczy przelała się tej zimy, kiedy po raz kolejny był odcięty od świata z powodu zawianej śniegiem drogi. Podkreśla, że droga przez Aleksandrowo w stronę drogi wojewódzkiej ma niski priorytet, więc na jej odśnieżenie trzeba czekać kilka godzin lub nawet do następnego dnia, podczas kiedy tuż za wiaduktem widać pięknie odśnieżoną drogę w stronę Piechcina, która ma wysoki priorytet. Piotr Czułkowski wyjaśnia, że często musiał się tłumaczyć z tego, że nie dotarł do pracy. Przyznaje również, że ma matkę w starszym wieku i boi się, czy w sytuacji kryzysowej dotrze do niej karetka.
Zamknięty wiadukt to także problem dla rolników, którzy po jednej stronie torów mają gospodarstwa, a po drugiej pola. Aby dostać się na swoje pole, które czasem widzą ze swoich okien, muszą stosować objazdy i nadrabiać nawet 10 km. To nie tylko strata czasu, ale także koszty.
Marek Palicki sugeruje, żeby mieszkaniec Aleksandrowa skierował do burmistrza pismo z prośbą o uwzględnienie drogi aleksandrowskiej w harmonogramie odśnieżań w wyższym priorytecie.
Na zebraniu sołeckim w Piechcinie, które odbywało się jesienią ubiegłego roku, mieszkańcy prosili, aby umożliwić im uczestniczenie w przeglądzie wiaduktu, które zaplanowane było na zimę. Przegląd rzeczywiście się odbył, ale mieszkańcy nie brali w nim udziału.
- Mamy przeglądy, które wyraźnie mówią, że wiadukt nie nadaje się do ruchu samochodowego, a jedynie do ruchu pieszych - mówi Marek Palicki, zastępca kierownika referatu inwestycji, remontów i dróg w Urzędzie Miejskim w Barcinie. - Nie ma powodu, żeby mieszkańcy uczestniczyli w przeglądzie. Przegląd wykonywany był przez osobę z uprawnieniami budowlanymi, ona sprawdzała konstrukcję wiaduktu bez udziału osób trzecich.
W 2006 roku w ocenie obiektu znalazł się zapis, że wiadukt jest w stanie przedawaryjnym i istnieje możliwość wystąpienia katastrofy budowlanej. Wiadukt zamknięto, a od tego czasu co roku zlecane są przeglądy podstawowe, które wykonują różne osoby, a raz na pięć lat wykonywany jest przegląd rozszerzony. Żaden z ekspertów nie dopuścił wiaduktu do ruchu pojazdów. Kolejni specjaliści zauważali liczne zarysowania, pęknięcia, głębokie ubytki, korozje konstrukcji betonowej wiaduktu i przecieki wody. Żaden z nich nie wziął pod uwagę tego, żeby ograniczyć tonaż i wprowadzić jakikolwiek ruch samochodowy. Przegląd z 2012 roku nie pozostawia złudzeń. Wiadukt nie tylko nie będzie udostępniony, ale także nie jest brane pod uwagę jego remontowanie.
- Stan konstrukcji i jej parametry geometryczne (wysokość przekroju w kluczu) powodują, że remont obiektu polegający na przywróceniu obiektowi pierwotnej funkcji (przeprowadzania ruchu kołowego) będzie technicznie niemożliwy lub ekonomicznie nieopłacalny - czytamy we wnioskach końcowych przeglądu z 2012 roku. Marek Palicki dodaje, że rozebranie istniejącego wiaduktu i pobudowanie nowego może kosztować nawet 2 mln zł. Piotr Czułkowski dziwi się, ponieważ ponad 2 mln zł kosztował remont mostu przez rzekę na ul. 4 Stycznia przy rynku w Barcinie.
- Tam był tylko remont, a tutaj trzeba by było rozebrać istniejący wiadukt i dopiero budować od podstaw nowy - wyjaśnia Marek Palicki.
W opinii Piotra Czułkowskiego, obserwując działania przy wiadukcie aleksandrowskim, można stwierdzić niegospodarność.
- Pomalowali barierki, uzupełnili brakujące pręty, najpierw wyrzucili gruz, potem go sprzątnęli, wywieźli i na takie bzdury przeznaczane są pieniądze - stwierdza mieszkaniec Aleksandrowa.
Przedstawiciele Urzędu tłumaczą, że było to konieczne, żeby można było pozwolić pieszym przechodzić przez wiadukt. Wysypanie gruzu natomiast było działaniem doraźnym, spontanicznym, tymczasowym i było reakcją na wyrwane barierki.
- To była decyzja podjęta pod koniec dnia, coś musieliśmy zrobić, żeby zapewnić bezpieczeństwo i uniemożliwić przejazd przez wiadukt - tłumaczy Karolina Orzechowska z referatu inwestycji, remontów i dróg. - To co mogliśmy na tę chwilę zrobić, uczyniliśmy. Potem gruz został sprzątnięty, a zamiast słupków ułożone zostały głazy. Mieliśmy na względzie tylko i wyłącznie bezpieczeństwo. To my jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby ten wiadukt odpowiednio zabezpieczyć.
Marek Palicki dodaje, że barierka również musiała być naprawiona, a wynika to z nakazu uzupełnienia brakujących szczeblinek. Ponadto jedyne prace przy wiadukcie kończyć się będą na mocowaniu luźnych fragmentów betonu.
- Co będzie z tym wiaduktem, to zależy od Rady - podkreślił Marek Palicki. - To Rada decyduje o inwestycjach. My wysłaliśmy raport do komisji budżetu, prawa i porządku publicznego z prośbą o ustosunkowanie się i komisja nie zajęła stanowiska.
Marek Palicki podkreśla, że nie było zlecenia na wykonanie ekspertyzy, bo jest ona zbyt kosztowna.
Mieszkańcom Aleksandrowa trudno się pogodzić z takim postawieniem sprawy. Zdają sobie sprawę z tego, że często ruch pociągów towarowych (nawet 10 dziennie) powoduje drgania i degradację wiaduktu, który nie naprawiany w końcu się rozleci. W opinii mieszkańców wiadukt nie jest w tak złym stanie, w jakim się go przedstawia. Podkreślają starą, solidną metodę wykonania i to, że nie widać w nim poważnych ubytków.
- Mieszkamy na końcu tej gminy i każdy nas olewa - mówi Piotr Czułkowski.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1118 (29/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze