Reklama

Śladami papieża Jana Pawła II

Duchowni z Polski udzielają sakramentu chrztu św. kubańskiemu dziecku   

      fot. archiwum parafii w Piechcinie

Wizyta duszpasterska, Kuba, Jan Paweł II, kapłani, Polska, ks. Stefan Balcerzak
     Śladami papieża Jana Pawła II
     Kapłani z Polski, w tym proboszcz piechcińskiej parafii ks. Stefan Balcerzak, udali się z misją na Kubę - do kraju ogarniętego duchową pustką, kryzysem rodziny i zdewastowanym życiem społecznym, będącymi wynikiem kilkudziesięciu lat materialistycznej ideologizacji narodu przez władze komunistyczne. Podczas dwutygodniowego pobytu wspierali duszpasterską pracę misjonarza z Polski, przy okazji natrafiając na ślady pozostawione przez papieża Polaka. Wiele ważnych zdarzeń w najnowszej historii kubańskiego Kościoła wiąże się bowiem z osobą Jana Pawła II, od którego śmierci mija dzisiaj 10 lat.

     Misja duchownych z Polski na Kubie trwała od 3 do 17 lutego. To już szósta z kolei wyprawa duszpasterska, w której razem uczestniczą: bp diecezji łowickiej Andrzej Dziuba, ks. kanonik Ryszard Pruczkowski i ks. kanonik Stefan Balcerzak.
     W 1975 roku wspólnie kończyli seminarium i przyjmowali święcenia kapłańskie w bazylice prymasowskiej w Gnieźnie. Przyjaźń między nimi przetrwała kilkadziesiąt lat, a od pięciu lat wyraża się między innymi we wspólnych wyjazdach do egzotycznych krajów z duszpasterską misją. Do tej pory byli na Dominikanie i Haiti (2010 rok), w Argentynie (2011 r.), w Wenezueli (2012 r.), w Papui Nowej Gwinei (2013 r.), na Madagaskarze i Mauritiusie (2014 r.).

 Ks. kanonik Ryszard Pruczkowski, bp Andrzej Dziuba i ks. kanonik Stefan Balcerzak odprawiają mszę św.
w narodowym sanktuarium Matki Boskiej Miłosiernej w El Cobre. W głębi wizerunek ubranej w złotą suknię Maryi, uroczyście koronowanej przez papieża Jana Pawła II podczas pielgrzymki na Kubę w 1998 r.

Reklama

        fot. archiwum parafii w Piechcinie

 Mieszkańcy jednej z kubańskich wsi w skupieniu oczekujący na chrzest swoich dzieci

       fot. archiwum parafii w Piechcinie

     Duchowni z Polski polecieli na Kubę z posługą misyjną na zaproszenie pochodzącego z diecezji gnieźnieńskiej ks. Wojciecha Owczarza. - Jest to wytrawny misjonarz, który wcześniej przez 5 lat przecierał szlaki misyjne w Kazachstanie. Na Kubie pełni swoją misję już 2 lata. Wyjazd organizuje biskup, który przyjmuje prośby z różnych stron świata - informuje ks. Stefan Balcerzak, proboszcz parafii w Piechcinie.
     Pobyt na Kubie rozpoczęli od wizyty w progach gościnnego zakonu kapucynów w Hawanie. W stolicy Kuby skorzystali też z zaproszenia nuncjusza apostolskiego, włoskiego arcybiskupa Bruno Musaro, pełniącego tam godność dziekana korpusu dyplomatycznego od 6 sierpnia 2011 r.
     Pobyt polskich księży zbiegł się w czasie z nieprzyjemną dla nuncjusza sytuacją, dotyczącą bezpośrednio stosunków na linii państwo - Kościół. - Kiedy się żegnaliśmy z arcybiskupem, wyjeżdżając z Hawany do księdza Owczarza, umawialiśmy się na kolejne spotkanie w drodze powrotnej za dwa tygodnie. Okazało się jednak, że w tym czasie nuncjusz został wydalony przez władze Kuby, bo powiedział, że jest to biedny kraj. Kiedy wróciliśmy do Hawany, już go nie było. Jako zasłużoną postać dla Kościoła, papież Franciszek I skierował go na kolejny trudny teren do Egiptu - opowiada proboszcz z Piechcina.
     Dotarcie na teren misji do księdza Wojciecha Owczarza zajęło polskim duchownym 15 godzin. W tym czasie pokonali autobusem około 800 kilometrów. Najpierw trafili do stolicy prowincji i diecezji - miasteczka Bayamo, gdzie zostali serdecznie przyjęci przez kubańskiego biskupa Álvaro Beyra Luarca z diecezji Bayamo-Manzanillo.
    Pracuje tam najmniej kapłanów spośród wszystkich 11 kubańskich diecezji. Jak wielkie są potrzeby w tym zakresie, wskazują liczby. Na terenie diecezji mieszka ponad 800 tys. mieszkańców, wśród których działalność duszpasterską prowadzi 15 kapłanów, w tym tylko 3 Kubańczyków. - Biskup Alvaro mówił nam, że przydałoby się jeszcze pięćdziesięciu. Wśród kapłanów diecezjalnych wielu jest w zaawansowanym wieku, a młodzi księża nie nabrali jeszcze praktyki duszpasterskiej - zwraca uwagę
ks. Stefan Balcerzak.
     Katolicy stanowią około 25% ludności prowincji. Praca duchownych po półwiekowym okresie ateizacji Kuby i prześladowań Kościoła, polega głównie na prowadzeniu pierwszej ewangelizacji. Wiele parafii, zlikwidowanych w okresie rewolucji przeprowadzonej w 1959 r. przez Fidela Castro, nie zostało odtworzonych do dnia dzisiejszego. Jest to efekt, przeprowadzonej wówczas przez władze komunistyczne Kuby, deportacji duchownych obcokrajowców - w większości Hiszpanów - w wyniku której kościoły w opustoszałych parafiach zostały zamknięte lub wyburzone. Przedrewolucyjny Kościół miał jednak charakter postkolonialny, a zatem i elitarny, w związku z czym Kubańczycy nazbyt się z nim nie identyfikowali.
     Centrum misyjnej działalności ks. Wojciecha Owczarza mieści się w parafii pw. św. Tomasza z Akwinu, w nadmorskiej miejscowości Campechuela, położonej we wschodniej części wyspy. - Przekonaliśmy się tam, jak trudna jest praca misjonarza na Kubie. Parafialny kościół księdza jest bardzo zniszczony. Poza tym pod jego opieką duszpasterską jest jeszcze
     7 wspólnot. Jedna z nich nie ma żadnego pomieszczenia, dlatego mszę świętą sprawowaliśmy pod drzewem i tam ochrzciliśmy czworo dzieci. W innych msze święte odprawiane są w domach prywatnych, altanach, szałasach. Jest opiekun zwołujący ludzi na nabożeństwo wokół tego miejsca. Wierni są bardzo oddani, misjonarze starają się, aby ludzie mieli co najwyżej 10 kilometrów do kościoła. Poza tym w misjonarzu ludzie widzą osobę, która rozwiąże ich codzienne problemy, dlatego zajmuje się on często wieloma innymi sprawami. Wspierają go katecheci. Wielkie zadanie i odpowiedzialność przed misjonarzami, aby przede wszystkim tych ludzi zaprowadzić do Boga - mówi o warunkach pracy na misji ks. Stefan Balcerzak, zaznaczając, iż piękne kościoły budowane kilka wieków temu przez Hiszpanów, w większych miejscowościach zachowały się w dobrym stanie.
     Polscy duchowni odprawiali nabożeństwa w języku hiszpańskim, pod przewodnictwem bp. Andrzeja Dziuby, który posługuje się biegle siedmioma językami. - Przemieszczaliśmy się na miarę możliwości do poszczególnych wspólnot, aby jak najlepiej z pożytkiem dla misjonarzy i ich wiernych spieszyć im z pomocą. Ofiarowaliśmy ornaty, komże, alby, kielich, hostie, komunikanty i pieniądze z ofiar misyjnych zbieranych w naszej ojczyźnie. Codziennie odprawialiśmy po trzy, cztery msze święte, jak była potrzeba - podkreśla ks. Stefan Balcerzak, dodając: - Bolesne jest, że spośród 14 milionów zamieszkujących Kubę, zaledwie 15 procent jest ochrzczonych. Młodzież i starsi, chcąc przyjąć chrzest, uczestniczą jako katechumeni w naukach, aby w pełni świadomie przyjąć ten sakrament.
     Obecnie zdecydowaną większość misjonarzy stanowią kapucyni z Brazylii. Pracę duszpasterską prowadzi też trzech misjonarzy z Polski. Wśród sióstr zakonnych na Kubie jest jedna Polka. - Do Polski i nie tylko cały czas przychodzą zaproszenia od kubańskich biskupów z prośbą o przysłanie misjonarzy. Potrzeby są duże. Osoba, która wstępuje tam do seminarium, musi mieć wcześniej skończone studia świeckie. Jest to warunek kościoła, aby kandydaci na duchownych byli świadomi i dojrzali w swojej decyzji. Ma to zapobiec rezygnacji młodych księży, co się wcześniej często zdarzało. Poza tym część księży udała się na emigrację - tłumaczy ks. Stefan Balcerzak, informując, iż przygotowanie do kapłaństwa na Kubie obejmuje cztery lata studiów filozoficznych i trzy lata studiów teologicznych.
     Kamień węgielny pod budowę nowego seminarium, położonego kilkanaście kilometrów od stolicy, poświęcił podczas wiele lat przygotowywanej i przełomowej pielgrzymki na Kubę w styczniu 1998 r. papież Jan Paweł II. Był to początek zbliżenia między Hawaną a Watykanem po kilkudziesięcioletniej walce reżimu Fidela Castro z Kościołem i jego wiernymi. W inauguracji Wyższego Seminarium Duchownego Świętego Karola i Świętego Ambrożego, która miała miejsce w 2010 r., uczestniczyli przedstawiciele najwyższych władz państwowych z nowym prezydentem Raulem Castro na czele, co też miało symboliczny wymiar.
     Mimo pewnych oznak odwilży, przynajmniej w oficjalnych stosunkach na linii państwo - Kościół, władze Kuby nie ułatwiają swoim rodakom wstępowania w szeregi Kościoła katolickiego i praktykowania wyznawanej religii. Zresztą dotyczy to również innych wyznań. - Gdy służby państwowe dowiedzą się, że dziecko ma być ochrzczone przez misjonarza, a ojciec jest na jakimś stanowisku, to grozi mu utrata pracy. Podobny los czeka rodziców, którzy posyłają dzieci na lekcje religii. Ludzie są inwigilowani i zastraszani, jeśli przyznają się do Kościoła katolickiego. Władze utrudniają dzieciom udział w niedzielnej mszy świętej, organizując tego dnia obowiązkowe zajęcia w szkole.      Chcą mieć dzieci przy sobie. Mimo to, w niedzielę w kościołach parafialnych w mszy świętej uczestniczy około 80 osób. Są też problemy z budową nowych kościołów. Nawet gdy jest na to zgoda, władza utrudnia nabycie materiałów budowlanych - opowiada proboszcz z Piechcina. - Sami byliśmy śledzeni na każdym kroku przez agentów, bezczelnie stawali blisko ołtarza, robiąc nam zdjęcia. Nagrywali kazania, które głosił biskup Andrzej. Misjonarze mówili, żebyśmy się nie przejmowali, bo to w tym kraju normalne, oni też są inwigilowani - dodaje.

Reklama

Przygotowania do mszy św. odprawianej pod drzewem dla wspólnoty, która nie posiada żadnego pomieszczenia

      fot. archiwum parafii w Piechcinie

     Zwraca jednocześnie uwagę, iż żarliwość religijna i potrzeba kontaktu z Bogiem jest wśród Kubańczyków bardzo duża. Dało się to zauważyć w czasie Światowego Dnia Chorych, który przypadał akurat na czas wizyty duchownych z Polski na Kubie. Jest to święto obchodzone 11 lutego, które dla pokrzepienia i dowartościowania cierpiących ustanowił w 1992 roku papież Jan Paweł II. W tym samym dniu Kościół wspomina także pierwsze objawienie Maryi w Lourdes, które miało miejsce 11 lutego 1858 r. - Kiedy tego dnia sprawowaliśmy Najświętszą Ofiarę, w mszy świętej uczestniczyło około 100 wiernych. Większość przyjęła sakrament chorych, z dużym przejęciem i wzruszeniem, niektórzy ocierali łzy. Jeśli chodzi o sam przebieg mszy świętej, to nie różni się ona od naszej jakimiś specjalnymi elementami, natomiast charakterystyczne jest, że długo trwa u nich przekazanie znaku pokoju. Jest przy tym całowanie, pozdrawianie, życzenia - mówi ks. Stefan Balcerzak.
     Duchowni z Polski mieli także wyjątkową okazję do odprawiania mszy św. w narodowym sanktuarium Matki Boskiej Miłosiernej w Cobre, które nawiedzili dzięki uprzejmości bp. Alvaro Beyra Luarca. Znajduje się ono w Santiago de Cuba - najstarszej diecezji, będącej zarazem siedzibą prymasa Kuby.
     - Matka Boska z Cobre cieszy się wielką czcią, zarówno wśród wierzących, jak i niewierzących mieszkańców Kuby. Jest patronką [w 1916 r. ogłosił to papież Benedykt XV - przyp. bw] i jednym z symboli tego kraju. Codziennie pielgrzymuje tam około tysiąca osób - podkreśla proboszcz, przywołując przy tym historię początków kultu maryjnego na Kubie, wiążącą się z wyłowieniem w 1606 r. drewnianej figurki Maryi z Zatoki Nipe przez ubogich rybaków. Na podstawie figury widniał napis Jestem Dziewicą Miłosierdzia.
    W 1936 r. drewniana figura Maryi otrzymała koronę. Powtórnej koronacji dokonał w 1998 r. Jan Paweł II. Nastąpiło to podczas odprawianej przez niego mszy św. w Santiago de Cuba, gdzie na tę okoliczność przywieziono figurę z sanktuarium w Cobre. Co ciekawe, uroczystość odbywała się na placu, na którym Fidel Castro ogłosił w 1959 r. zwycięstwo rewolucji.
     Papież powierzył wówczas Kubańczyków opiece Maryi z Cobre, ogłaszając ją zarazem Matką Pojednania Kuby. - Matko pojednania uczyń z narodu kubańskiego wspólnotę braci i sióstr, aby wszyscy jego członkowie otworzyli szeroko swoje umysły, serca i życie na Chrystusa, jedynego Zbawiciela i Odkupiciela - mówił w homilii Jan Paweł II. Osobistym darem od papieża dla Maryi, którą przez całe życie darzył wielką czcią polecając w opiekę także siebie, był złoty różaniec. Podczas tej mszy św., w obecności ponad 500 tys. wiernych Jan Paweł II ogłosił także erygowanie jedenastej diecezji na Kubie, a mianowicie Guantánamo-Baracoa, której w darze przekazał kielich na potrzeby kościoła katedralnego.
     Polscy księża, będąc w sanktuarium Matki Boskiej Miłosiernej w Cobre, mieli możliwość zwiedzenia m.in. kaplicy cudów, gdzie w podzięce za opiekę i wysłuchane modlitwy pielgrzymi składają różnego rodzaju dary wotywne. Wśród nich mogli zobaczyć m.in. złotą figurkę rewolucjonisty ofiarowaną przez matkę Fidela Castro za uratowanie syna, Nagrodę Nobla przekazaną przez miłośnika Kuby Ernesta Hemingwaya, pamiątki złożone przez sportowców i więźniów politycznych.
     Po zakończeniu misji u ks. Wojciecha Owczarza wrócili do Hawany, gdzie zastała ich smutna wiadomość o wydaleniu z Kuby nuncjusza apostolskiego. Mimo owocnego pobytu, do Polski wracali w nie najlepszym nastroju. - Najbardziej nam było żal zaniedbanych, zniszczonych świątyń, które przed rewolucją stanowiły bogactwo dla całego kraju. Trzeba jednak mieć nadzieję, że to się kiedyś zmieni i że główną rolę w tej zmianie odegrają misjonarze - kończy swoją opowieść o wrażeniach z misji na Kubie ks. Stefan Balcerzak.

Reklama

Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1207 (13/2015)

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości