W sklepie Tesco w Barcinie
Słonina w cenie szynki staropolskiej
Klientka sklepu Tesco w Barcinie pierwszy raz spotkała się z tym, że nie można kupić przy stoisku z wędlinami szynki z nowego, jeszcze nie napoczętego kawałka, póki ktoś nie kupi końcówki już niemal sprzedanego kawałka tej szynki. Tymczasem ta końcówka, według klientki, to już nie jest chudziutka szynka, tylko sama słonina i nikt jej w cenie szynki nie kupi. Klientka jest ponadto zszokowana, że przy kasie ekspedientki zaglądają do kartonów, w których towary są zapakowane fabrycznie. Obsługa sklepu podejrzewa, że klienci mogą w tych kartonach wynosić mniejsze, skradzione w sklepie rzeczy.
Halina Bronk w barcińskim sklepie „Tesco” nie chce czuć się, jak podejrzana o kradzież. Dziwi się ekspedientkom, że podczas nabijania towarów na kasy fiskalne otwierają różne pudełka z towarami, w tym kartoniki z pastą do zębów, podejrzewając, że klienci mogą coś upchnąć w tych kartonikach. Do Barcina, do siostry i szwagra na kilka tygodni przyjechała mieszkanka Gdańska, Halina Bronk. W zeszłym tygodniu miała okazję skosztować szynki staropolskiej, którą kupił wcześniej w sklepie Tesco w Barcinie mąż siostrzenicy gdańszczanki. Halinie Bronk szynka ta smakowała, bo była pozbawiona tłustego mięsa. Dlatego poprosiła męża siostrzenicy, by ten zakupił trochę tej konkretnej szynki w tym samym sklepie.
W poprzednim tygodniu pan Longin na prośbę cioci wybrał się więc do sklepu Tesco w Barcinie. Nie dokonał jednak zakupu. Zadzwonił do swojej cioci z informacją, że wprawdzie w sklepie w lodówce jest szynka staropolska, o której zakup chodzi, ale na wierzchu leży końcówka z całej już prawie skrojonej i sprzedanej szynki, a ekspedientka nie napocznie nowego, póki nie sprzeda końcówki starego kawałka. Szkopuł w tym, że ta końcówka, może półkilogramowa, nie wyglądała tak atrakcyjnie, jak środkowa część z kawałka, którą wcześniej pan Longin kupował. W tej sytuacji zrezygnował z zakupów.
Zawiedziona tym, że nie będzie mogła ponownie skosztować smacznej szynki, Halina Bronk postanowiła w piątek udać się do sklepu i zobaczyć, jak wygląda końcówka szynki staropolskiej na stoisku. - Faktycznie, była nieatrakcyjna, więc zrezygnowałam. W Barcinie miałam być jeszcze przez jakiś czas, więc postanowiłam, że po kilku dniach zajrzę raz jeszcze do tego „Tesco” i wtedy może już przecenią tę końcówkę szynki i ktoś ją kupi, a ja będę mogła wtedy dokonać zakupu już z nowego kawałka, tej ładniejszej, chudziutkiej szynki. Kiedy jednak dzisiaj (rozmawialiśmy we wtorek - przypis kg) poszłam do tego sklepu, okazało się, że sytuacja jest taka sama, jak w piątek. Nie mogłam kupić z nowego kawałka, a ze starego nie chciałam, bo był w tej samej cenie, co szynka starowiejska (w rzeczywistości nazywa się staropolska, bo szynek pod nazwą starowiejska w tym sklepie nie ma - przypis kg) po 27 zł/kg, gdy w praktyce była to przecież niewiele warta słonina. Oczywiście słoniny za 27 zł nie chciałam kupować, aż tak naiwna nie jestem. Normalnie słonina kosztuje parę złotych, a nie prawie 30 zł. Oczywiście rozumiem, że w wędlinach mają różne ścinki, które zostają w wyniku sprzedaży krojonych na krajalnicy plasterków. Jednak powiedziałam na podstawie moich doświadczeń z wizyt i zakupów w innych marketach, w tym także w „Tesco”, które w Gdańsku są co kilka kroków, że te ścinki, które pozostają nie sprzedane, są później zrzucane do paczuszek i sprzedawane po 5 zł, ale na pewno nie po 27 zł, jak w przypadku tej szynki w Barcinie. Moje zdanie podtrzymała też pani, która podobnie, jak ja chciała kupić coś w sklepie. Ona powiedziała, że jej córka niedawno wróciła z Warszawy i w tamtejszych marketach nie postępują tak z resztkami wędlin w sprzedaży, jak to jest w barcińskim „Tesco” - opowiedziała nam o wtorkowej wizycie w tym sklepie konsumentka z Gdańska. Tym razem była jeszcze bardziej zawiedziona, niż w piątek, bo usłyszała, że takie są zasady w sklepie i dopóki nie będzie sprzedana cała poprzednia szynka, to nie zostanie napoczęta druga.
- To jest bezmyślne działanie na szkodę także sklepu, bo jeśli nie napoczną nowej, to ta wreszcie się zestarzeje i nikt jej nie kupi, no i oni stracą. Nie rozumiem takiej strategi tych sprzedawczyń. Pierwszy raz się z tym spotkałam. Przecież oni chyba w tych sklepach mają jakieś rezerwy na straty podczas obrotu w handlu na wędlinach, więc przecież powinni sobie dać spokój z tym tłustym kawałkiem, którego nie dziwota - nikt nie chce kupić w cenie szynki - mówi dalej Halina Bronk.
Niestety nie była to jej jedyna niemiła przygoda podczas zakupów w Tesco w Barcinie. Otóż Halina Bronk zakupiła również tubkę pasty do zębów, która była przez producenta włożona w kartonik. Tak zapakowane pasty do zębów stały na sklepowej półce i jedną z nich wzięła klientka z Gdańska. Kiedy wyłożyła kartonowe pudełko z tubką pasty z towarami przy kasie, ekspedientka zaczęła otwierać karton z pastą i zaglądać do wewnątrz. - Zdziwiło mnie to, bo takich praktyk nie spotkałam ani w swoim mieście, ani też w marketach w Barcinie, które są zaraz obok „Tesco”. Okazało się, że ekspedientki w barcińskim „Tesco” - tak mi przynajmniej powiedziała pani przy kasie - mają wytyczne, żeby otwierać wszystkie kartony, w których zapakowane są towary, bo klienci mogą w nie wkładać jakieś inne rzeczy ściągnięte z półek i wynosić ze sklepu nie uiszczając zapłaty. Zdębiałam. Poczułam się jak złodziej i wszyscy tak kontrolowani zapewne w tym sklepie mogą się tak poczuć. Ja myślę, że przecież mają jakąś ochronę, jakiś monitoring. Ktoś to chyba obserwuje i powinien reagować na podejrzane zachowania klientów przy półkach a nie, żeby później otwierano nam kartoniki, czy pudełka z zakupionymi towarami. To nie tylko upokarzające, ale też np. może mi zepsuć prezent, gdy jakiś mój zakup w oryginalnym, zamkniętym opakowaniu chcę komuś wręczyć - uważa gdańszczanka.
Dodaje ona, że z całą pewnością nie jest jedyną osobą, której takie procedury stosowane w barcińskim Tesco przeszkadzają. - Tyle tylko, że ja jestem w Barcinie tylko przez jakiś czas i nie mam obaw, że po moich pretensjach i uwagach w przyszłości będę z zemsty, czy złośliwości źle obsługiwana, bo po prostu już do tego sklepu nie będę chodziła. A miejscowi klienci z takimi złośliwościami jako konsekwencjami po swojej interwencji mogliby się spotykać - sugeruje gdańszczanka.
W sprawie otwieranych przy kasie kartonów firmowych w celu sprawdzenia, czy klient nie włożył do nich innego towaru, który w ten sposób chciałby wynieść ze sklepu, zastępczyni kierownika Tesco w Barcinie potwierdziła, że taka jest procedura. - Takie wytyczne otrzymaliśmy z góry. Wszystkie opakowania pod tym kątem są przy kasie otwierane. Nie wiem, do jakich sklepów pańska rozmówczyni chodzi w swoim mieście, ale myślę, że w gdańskich „Tesco” też pewnie są takie dyspozycje. W każdym razie np. w Łabiszynie, czy w Żninie w „Tesco” stosowane są takie same zasady w związku z otwieraniem kartonów przy kasie, jak i u nas. Podkreślam jednak, że po otwarciu kartonu przy kasie i sprawdzeniu, czy w środku nie znajduje się coś, czego nie powinno tam być, karton jest na powrót zaklejany - powiedziała nam zastępczyni kierownika Tesco w Barcinie.
W Biurze Głównym sieci Tesco w Krakowie dowiedzieliśmy się, że kontrola sprzedawców przy kasach, tego co jest w kartonach, jest stosowana w całej sieci sklepów i jest niezbędna w przypadkach zakupu poważniejszych rzeczy, jak np. czajniki elektryczne. Natomiast w przypadku pasty do zębów i innych towarów, tak naprawdę zależy to od ustaleń danego sklepu z jego ochroną. Na pytanie, czy są jednak w Tesco jakieś ogólne wytyczne dla sprzedawców w sprawie tego rodzaju kontroli miała odpowiedzieć Magdalena Waśkowicz z kierownictwa Biura Obsługi Klientów sieci Tesco. Nie udało nam się jednak z nią skontaktować.
Inaczej sprawa wygląda w związku z szynką staropolską. Otóż stoisko z mięsem i wędlinami nie jest stoiskiem Tesco, ale firmowym stoiskiem Zakładów Mięsnych Śmiłowo należących do Henryka Stokłosy.
- W tej chwili mamy taką zasadę, że nie rozkrawamy szynek na pół, żeby klient mógł sobie wybrać plasterki ze środka. Oczywiście podczas sprzedaży jest zakładany jakiś procent ubytków w wędlinach, ale naprawdę nieduży. Ponieważ szynki są krojone od brzegu, takie same są możliwości, że na bardziej tłuste kawałki trafi klient właśnie gdy zaczynamy nowy kawałek. Dodam, że pańskiej rozmówczyni musiało chodzić o szynkę staropolską, czyli taką surową-wędzoną, bo pod nazwą starowiejska szynek nie sprzedajemy. W tym przypadku być może koleżanka akurat sprzedająca wyszła z założenia, że końcówka, która jeszcze leżała na stoisku, była zbyt duża, aby uznać, że można już tego nie sprzedawać. To mógł być kawałek pół kilograma, a może był cały kilogram. Nie mniej, staramy się być elastyczne w odpowiedzi na oczekiwania klientów, choć dbamy, aby strat w tych końcówkach było jak najmniej, bo to jest też nasza odpowiedzialność finansowa. Tutaj doszło po prostu do niedogadania się. Zabrakło dobrej woli zarówno ze strony ekspedientki, jak i klientki. Jest mi przykro z tego powodu. Być może też powodem jest to, że na co dzień klientka ta korzysta w swoim mieście najczęściej z tego samego sklepu, gdzie jest znana i rozpoznawana i ekspedientki znają już jej oczekiwania. Być może również w sklepie, w którym ta pani robi zakupy, najczęściej są inne zasady i panują inne przyzwyczajenia po obydwu stronach lady. Jeśli jednak ta pani jeszcze zostaje w naszym pięknym mieście, to zapraszam ją raz jeszcze do naszego stoiska. Tym razem zrobimy dla niej wyjątek i rozkroimy szynkę na pół, aby mogła kupić plasterki, które jej się spodobają. Chcę na koniec powiedzieć, że naprawdę wcześniej nie miałyśmy z koleżankami tutaj zgłaszanych uwag od klientów w tej sprawie - powiedziała nam na zakończenie Renata Zachwieja, kasjer-sprzedawca w stoisku firmowym Zakładów Mięsnych Śmiłowo w barcińskim Tesco.
Z powiatowym rzecznikiem praw konsumenta w Żninie nie udało nam się skontaktować, ponieważ przebywa na urlopie.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1017 (32/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze