Gmina sprzedała działkę z drogą
Służebność części drogi
Andrzej Andler, nowy właściciel barcińskiego lasku bulońskiego, który w zeszłym roku kupił od gminy, stał się też - jak się okazało dopiero przy podpisywaniu aktu notarialnego, właścicielem ok. 3/4 szerokości drogi dojazdowej do dwóch firm transportowych, mających siedzibę przy ul. Kasprowicza. Właściciel zawarł porozumienie z burmistrzem, na mocy którego ma udzielić służebności przechodu i przejazdu. Jak się okazało, tylko na części długości drogi, a jest właścicielem części drogi na całej jej długości.
Andrzej Andler zapowiada, że jeśli burmistrz Barcina będzie go traktował niepoważnie, to może ogrodzić swój teren według map, użyczając służebności tylko dla 45 metrów drogi, bo jest to jedyne, do czego się w tym zakresie zobowiązał. Wówczas droga, z której korzystają ciężkie samochody firm transportowych, przestanie istnieć. Od Mogileńskiej na długości ponad 100 metrów stać będzie wtedy płot, a burmistrz będzie mógł robić drogę na 45 metrach w głębi ul. Kasprowicza. fot. Karol Gapiński Andrzej Andler z Barcina w ub.r. kupił od gminy Barcin dwie działki: 85/2 - czyli tzw. lasek buloński oraz leżącą między laskiem a rogiem ul. Mickiewicza i Mogileńskiej działkę z budynkiem, w którym niegdyś prowadzony był sklep z częściami auto-moto.
Andrzej Andler zamierza stworzyć na tym terenie komis samochodowy. Obecnie prowadzi go na podwórku swego domu, co jest niewystarczającym rozwiązaniem ze względu na rozwój firmy. Za lasek buloński i działkę obok w przetargach zorganizowanych w czerwcu ub.r. wylicytował cenę łącznie powyżej 300.000 zł.
Jeszcze przed podpisaniem aktu notarialnego, co nastąpiło dopiero po pół roku od przetargu, Andrzej Andler ostrzegał gminę, że przynajmniej na części istniejącej obecnie drogi utwardzonej kamieniami, znajduje się wygrana przez niego w przetargu działka nr 85/2.
- W momencie rozstrzygania przetargu na działkę 85/2 istniała świadomość, że droga usytuowana teoretycznie na działce 289 wykracza w praktyce poza granice pasa drogowego i częściowo wchodzi na działkę 85/2 - wyjaśnia nam burmistrz Michał Pęziak.
Zaniepokojenie tym już rok temu wyrazili Janina i Krzysztof Rosińscy oraz Jolanta Kowalska, którzy prowadzą firmy transportowe na ul. Kasprowicza. Firmy te korzystają od lat ze wspomnianej właśnie drogi utwardzonej, gdyż z drugiej strony ul. Kasprowicza, od ul. Polnej i Orzeszkowej, obowiązuje zakaz poruszania się ciężkich samochodów.
Gmina zdołała sobie wywalczyć użyczenie służebności tylko na oznaczonej ukośnymi, żółtymi liniami części terenu należącego do Andrzeja Andlera, a tymczasem jest on właścicielem 3/4 obecnej drogi na całej jej długości od ul. Mogileńskiej, czyli oznaczonej na mapie w częściowo błędnym miejscu jako działka 289 fot. Karol Gapiński - Przed kilkudziesięcioma laty znajdowało się w tym miejscu, które teraz należy do nas, i gdzie prowadzimy firmę, prywatne gospodarstwo. Od ulicy Mogileńskiej do tego gospodarstwa biegła droga dla furmanki. Po zlikwidowaniu gospodarstwa i kiedy powstały tutaj firmy transportowe, drogę utwardziliśmy i wykorzystujemy jako drogę dojazdową dla ciężarówek. Nie ma tutaj innej drogi, która nadawałaby się dla ciężkich samochodów - mówi Janina Rosińska.
Dlatego jeszcze w zeszłym roku, kiedy pewne było tylko, że końcowa część drogi na mapach określanej jako działka 289, w rzeczywistości po obmiarach geodezyjnych stanowi część sprzedanej działki Andrzejowi Andlerowi, transportowcy zwrócili się z problemem do burmistrza Michała Pęziaka. Ten w pismach do transportowców zapewniał, że na części działki 85/2 Andrzej Andler ustanowi służebność przejścia i przejazdu, bo do tego zmierzają negocjacje w sprawie porozumienia.
- I rzeczywiście, doszło do zawarcia takiego porozumienia pomiędzy gminą a mną, w którym zobowiązywałem się do ustanowienia na części działki służebności na potrzeby drogi. Jednak później w świetle aktu notarialnego, który podpisaliśmy, okazało się, że praktycznie 3/4 szerokości istniejącej drogi nie na części jej długości, a na całej długości od ul. Mogileńskiej, aż do końca lasku, to mój teren - mówi Andrzej Andler.
Droga ma ok. 200 metrów długości. Użyczenie jej tylko na części jej długości nie dałoby nic właścicielom firm transportowych, gdyż byłaby to po prostu droga bez wjazdu od ul. Mogileńskiej, a w zasadzie tylko od ul. Sienkiewicza, gdzie ciężarówki i tak nie mogą jeździć, ponieważ jest to droga typowo osiedlowa, na której 12-tonowe i większe samochody ciężarowe mają zakaz poruszania się. - Jest dla nas oczywiste, że nie mamy innej możliwości wjazdu do naszej bazy, aniżeli od ul. Mogileńskiej, a burmistrz zapowiedział nam w zeszłym roku, że będzie ustanowiona służebność tej drogi. Tymczasem teraz nie są wypełniane ustalenia między panem Andrzejem Andlerem i gminą, przez co grozi nam zablokowanie wjazdu - mówi Janina Rosińska.
Służebność od strony zachodniej, czyli od końca działki 85/2, zresztą niemal przy wjeździe do bazy firmy państwa Rosińskich, dotyczy 45 m dł. i 10 m szerokości na potrzeby drogi. I na użyczenie tego obszaru zgadzał się Andrzej Andler i w zeszłym, i w tym roku również się zgadza, bo jak mówi - sprawą honoru jest respektować warunki, które się podpisało. Jednak gmina zdaniem właściciela działki nie wywiązała się z ustaleń porozumienia, a ponadto okazało się, że i na pozostałej długości istniejącego pasa drogi, w świetle prawidłowych obmiarów geodezyjnych, działka Andrzeja Andlera wchodzi w przeważającej szerokości w drogę.
Andrzej Andler uważa, że budowlańcy w ratuszu oraz burmistrz wystawiają działki, co do których nawet nie wiedzą, gdzie biegną ich granice. Później za możliwość użyczenia już części sprzedanej działki proponują w zamian ekwiwalent o bezczelnie niskiej wartości. W przypadku Andrzeja Andlera takim ekwiwalentem miała być bezwartościowa działka wzdłuż nasypu kolejowego, w terenie, który raz już gmina sprzedawała innemu mieszkańcowi Barcina jako działkę budowlaną, a okazało się, że grunt leży na starym, wyschniętym bajorze, przysypanym śmieciami i zarośniętym trawą. Nabywca tej działki zrezygnował z niej i walczył przed sądem o zwrot poniesionych kosztów.
- Przecież to skandal, nie dość, że żądają ode mnie więcej, niż miałem dać, bo teraz potrzebują części działki na całej długości drogi, to jeszcze nic nie dają w zamian. Ja już nawet nie chciałbym pieniędzy, ale żeby mnie zwolnili z podatku od tej części nieruchomości, którą im użyczam. Bo niby jak to ma być? Mam płacić za grunt, z którego i tak nie będę korzystał? - denerwuje się nowy właściciel. - Ja oczywiście nie chcę robić utrudnień dla sąsiadów transportowców - wyjaśnia Andrzej Andler - ale uważam, że pan burmistrz nie respektuje ze swojej strony warunków porozumienia z lipca ub.r., ani naszych późniejszych, ustnych ustaleń. Gmina miała m.in. wyciąć drzewa i krzewy, które rosną wzdłuż rowu melioracyjnego, na swój koszt i pokryć koszty robocizny związane z kładzeniem w tym rowie kanalizacji deszczowej, względnie wykonać to siłami Wodbaru. Rów biegnie na moim terenie i ja w ramach porozumienia miałem kupić materiały, a oni zrealizować wykonawstwo. Tymczasem 12 maja w tym roku burmistrz przybył na wizję lokalną. Był też pan dyrektor Wodbaru. Pan Michał Pęziak poklepał mnie, jak petenta, po plecach, a to chyba raczej on jest w tym przypadku moim petentem, jako że potrzebuje pod drogę mojego terenu. A on, jak mówię, poklepał mnie i powiedział, że Wodbar może to wykonać, ale zapłacić za to mam ja. To skandal, ja mam to porozumienie i o czymś takim nie ma mowy. Zresztą burmistrz uważa, że również i ja na własny koszt mam wyciąć krzewy i drzewa z części działki nr 85/2, żeby oni mogli sobie zrobić drogę - skarży się Andrzej Andler.
- Zgodnie z porozumieniem z 25 lipca ub.r. pan Andrzej Andler zobowiązał się do ustanowienia służebności przechodu i przejazdu w miejscu, który stanowi zwyczajowy, dotychczasowy przejazd przez działkę tak, ażeby powstała droga o szerokości 10 m i długości 45 m (cała zaś droga liczy około 200 m - przypis kg). Sprawa pokrycia kosztów robocizny przy udrożnieniu rowu melioracyjnego i wykonania kanalizacji melioracyjnej na koszt gminy nie była i nie jest przedmiotem żadnych porozumień z panem Andlerem. Poczynione do tej pory z panem Andlerem ustne ustalenia dotyczyły wydzielenia na koszt gminy, z terenu działki 85/2 gruntu na poszerzenie nieruchomości drogowej stanowiącej ul. Kasprowicza - wyjaśnia nam burmistrz. - Natomiast gmina miałaby ze swej strony zaprojektować i wykonać odwodnienie mającej powstać drogi, co rozwiązałoby problem zbierających się wód opadowych na działce 85/2 (Andrzej Andler kupił i położył tu rury odpływowe, ale nic to nie dało, bo woda nie przepływa w ogóle przez przepust na ul. Mogileńskiej - przypis kg). Ponadto gmina zadeklarowała udzielenie pomocy w zakresie ewentualnej przebudowy rowu melioracyjnego (poprzez zwrócenie się o pomoc do „Wodbaru”). W odniesieniu do wykonawstwa i pokrycia kosztów z tym związanych informuję, że finansowanie przez gminę inwestycji podejmowanych na nieruchomości stanowiącej własność prywatną nie leży w interesie publicznym. Nieprawdą jest, że gmina żąda dokonania wycinki drzew i krzewów na części działki wydzielonej jako użyczenie - tłumaczy burmistrz.
Andrzej Andler podkreśla, że części krzewów i drzew w lasku w ogóle nie musi wycinać, bo one mu w tworzeniu komisu nie przeszkadzają, a jak się ostatecznie zdenerwuje, to po prostu zagrodzi działkę na 3/4 drogi na ul. Kasprowicza na całej długości i wtedy nikt tam nie wjedzie. - I obudzą się z ręką w nocniku. Ja na teren komisu wjazd i portiernię oraz budynek gospodarczy i tak zamierzam zrobić w i tak już stojącym dawnym sklepie, czyli od ul. Mickiewicza. Mam nadzieję, że się opamiętają i zrealizują, co było zawarte w porozumieniu, bo ja nie chciałbym, blokując wjazd transportowcom, popadać w niepotrzebne konflikty. Po prostu chcę wymóc swoje racje - mówi.
Burmistrz Michał Pęziak odniósł się także do uwag Andrzeja Andlera co do możliwości zwolnienia go przez gminę z płacenia podatku i wyjaśnił, że właściciel nieruchomości zobowiązany jest płacić podatki za całą nieruchomość, bez względu na to, komu użyczy jej część. Choćby nawet gminie, której te podatki płaci. Wynika to z artykułu 3 ustęp 1 punkt 1 ustawy z 12 stycznia 1991 o podatkach i opłatach lokalnych. Burmistrz przyznał też, że w momencie, kiedy Andrzej Andler usłyszawszy, że gmina nie pokryje ani kosztów materiału, ani robocizny przy wykonywaniu udrożnienia i kanalizacji deszczowej w rowie melioracyjnym, i sam zaczął wykonywać te prace, to gmina złożyła zawiadomienie w tej sprawie do Powiatowego Inspektoratu Pracy.
- Nie dość, że nic nie dadzą od siebie, a chcą tylko by im dawać, to jeszcze donoszą do nadzoru. Inspektor oczywiście nie miał uwag, co do wykonawstwa, którego podjąłem się z ojcem, tylko stwierdził, że to i tak nie będzie drożne, bo kanalizacja deszczowa jest źle zrobiona na ul. Mogileńskiej i nie ma z naszą połączenia - żali się Andrzej Andler.
Spytaliśmy burmistrza, czy planowane w najbliższych latach stworzenie nowej, twardej nawierzchni na drodze, o którą toczy się spór, ma w ogóle sens, biorąc pod uwagę, że w przyszłości na firmach transportowych przepisy wymuszą, żeby znajdowały się nie na osiedlach mieszkaniowych, a w wydzielonych strefach przemysłowych. Burmistrz uważa, że jest to korzystne rozwiązanie, bo jego zdaniem z wjazdu na osiedle domków jednorodzinnych od ul. Mogileńskiej przez Kasprowicza nie korzystają wyłącznie transportowcy, ale też mieszkający na co dzień na tym osiedlu. Podobnie burmistrz jest przekonany, że autokomis stworzony przez Andrzeja Andlera w tej części miasta będzie zrobiony ze wszelką dbałością o estetykę tego zakątka Barcina.
- Mówi tak, jakby nie było żadnego problemu. Skoro nie widzi problemu, to będę grodził działkę według granic ujętych na mapie. Oczywiście użyczenie przejścia i przejazdu będzie, ale niewiele to da, skoro jest to tylko fragment drogi - zakończył wciąż rozżalony właściciel lasku bulońskiego.
Mieszkańcy ul. Kasprowicza mówią, że teraz ruch jest po stronie burmistrza i czekają, aż wyciągnie on rękę do Andrzeja Andlera, aby wszyscy mogli korzystać z drogi.
Karol Gapiński
Pałuki nr 908 (27/2009)
„Służebność części drogi” - cd.
W odpowiedzi na zarzuty skierowane pod adresem Gminy Barcin oraz Burmistrza Barcina zamieszczone w artykule „Służebność części drogi” w Tygodniku „Pałuki” z dnia 09.07.2009 r. , wyjaśniam:
1. W odniesieniu do wypowiedzi P. Janiny Rosińskiej dot. utwardzenia drogi i jej wykorzystywania jako drogi dojazdowej dla ciężarówek informuję, że utwardzono drogę, która nie znajduje się na działce pod drogę przeznaczoną, w związku z czym gmina musi teraz tę sprawę uregulować.
2. Nieprawdą jest, jak twierdzi autor artykułu, że dojazd do firm działających przy ul. Kasprowicza odbywałby się tylko od ul. Sienkiewicza, ponieważ istnieje dojazd od ul. Mogileńskiej na działce nr 289 wydzielonej pod drogę, o czym red. Gapiński został poinformowany w piśmie z dnia 01.07.2009 roku.
3. Gmina wywiązała się z ustaleń zapisanych w porozumieniu z dnia 25.07.2008 r. zawartym pomiędzy Burmistrzem Barcina a P. Andrzejem Andlerem w zakresie dotyczącym usunięcia śmieci wielkogabarytowych, co P. Andler potwierdził, natomiast nadal podtrzymuję udzielenie pomocy w pozyskaniu ziemi, choćby z robót ziemnych prowadzonych podczas budowy basenu.
4. W odniesieniu do słów: „... za możliwość użyczenia już części sprzedanej działki proponują w zamian ekwiwalent o bezczelnie niskiej wartości. W przypadku Andrzeja Andlera takim ekwiwalentem miała być bezwartościowa działka...”, informuję, że powyższe P. Andler zaproponował sam i w związku z tym zaczęto rozważać taką możliwość. W piśmie z dnia 10.06.2009 r. zwrócono się do P. Andlera w przedmiotowej sprawie, biorąc pod uwagę jego propozycję. Gmina wcześniej nie rozważała takiej możliwości i nie proponowała żadnej nieruchomości w zamian za część działki nabytej przez P. Andlera.
5. Oświadczam, że respektuję pisemne ustalenia zawarte w porozumieniu z dnia 25.07.2008 r., natomiast nie jestem w stanie zrealizować ustnych żądań P. Andlera, ponieważ żądania te są coraz większe i zawsze poparte groźbą zamknięcia drogi dojazdowej właścicielom nieruchomości sąsiednich, pomimo notarialnie ustanowionej służebności gruntowej.
6. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek poklepywał P. Andlera po plecach, jak twierdzi wyżej wymieniony.
7. Żaden punkt porozumienia nie mówi o regulacji rowu melioracyjnego - to kolejny wymysł P. Andlera.
8. Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w notatce z dnia 23.06.2009 r. nic nie mówi o wadliwej kanalizacji na ul. Mogileńskiej. Odnosi się natomiast do tego, że P. Andler nie okazał się odpowiednią decyzją lub zgłoszeniem do właściwego urzędu, która upoważniałaby go do prowadzenia robót na zakupionej działce. Czyli krótko mówiąc P. Andler dokonał samowoli budowlanej.
Mam nadzieję, że moje odniesienie się do wypowiedzi P. Andlera oraz tekstu autora artykułu zostaną opublikowane. Pan Andler, często w niewybredny sposób, mógł skomentować moje wyjaśnienia, więc jeśli redakcja „Pałuk” chce zachować minimum obiektywizmu, opublikuje moje wyjaśnienia w tej sprawie.
Burmistrz Michał Pęziak
Pałuki nr 910 (29/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze