Ostrą wymianą zdań między radnymi skończyła się dyskusja na temat lokalizacji przystanków autobusu szkolnego. Na razie podjęto wstępną lokalizację nowych przystanków.
„Jeżeli potrzeba dziesięć przystanków i mają stawać co sto metrów, to tak trzeba zrobić“ - mówił Witold Antosik fot. Magdalena Kruszka - W celu zaspokojenia potrzeb mieszkańców oraz zapewnienia prawidłowego wykonywania dowozu uczniów do szkół, zachodzi potrzeba wyznaczenia dodatkowych przystanków komunikacyjnych w ciągu dróg wojewódzkich, powiatowych i gminnych położonych na terenie gminy Barcin - mówiła Teresa Grabowska, kierownik referatu budownictwa i inwestycji. - Wskazuje się wstępną lokalizację nowych przystanków komunikacyjnych w ciągu dróg różnych kategorii. O ostatecznej lokalizacji przystanków zadecydują właściwi zarządcy dróg, których obowiązkiem jest uwzględnić przedmiotową uchwałę rady gminy.
Radny Paweł Ratajczak powiedział, że na komisji rozwoju i gospodarki przestrzennej członkowie nie wypracowali jednego stanowiska w tej sprawie. Informował, że w opinii czterech członków komisji (Paweł Ratajczak, Piotr Niestatek, Teresa Wilk, Janusz Wojtkowiak - przyp. mk) przystanki są dobrze rozplanowane. Dodał, że jeżeli w ciągu roku będą wpływały jakiekolwiek wnioski od mieszkańców w sprawie zmiany ich lokalizacji, to komisja przeprowadzi wizję lokalną i uwagi przekaże burmistrzowi.
Radny Witold Antosik pytał, czy liczba przystanków ma wpływ na cenę, jaką gmina musi ponieść za dowóz dzieci do szkół. Teresa Grabowska potwierdziła, a burmistrz Barcina Michał Pęziak dodał, że uchwała dotyczy tylko wskazania wstępnej lokalizacji nowych przystanków komunikacyjnych. Zwrócił uwagę, że sołtys Szerokiego Kamienia prosił, żeby jeden przystanek przesunąć w inne miejsce.
- Żeby ta grupa dzieci, która dochodzi do tego miejsca, miała mniej więcej jednakową odległość, żeby sprawiedliwie ten marsz dzieci podzielić, więc to będzie możliwe - mówił burmistrz. - Natomiast nie możemy w nieskończoność zwiększać liczby przystanków, bo to wpłynie na wzrost ceny dowozu, bo każde zatrzymanie pojazdów i rozpędzanie go na krótkich odcinkach przełoży się na cenę.
Witold Antosik, członek komisji rozwoju i gospodarki przestrzennej podkreślił, że podczas komisji nie wyraził zgody na projekt uchwały ze względu na jeden przystanek, a mianowicie przystanek na drodze z Augustowa do Gulczewa. - Dziś ten przystanek jest przesunięty dokładnie o 250 metrów w stronę Gulczewa - mówił radny. - Dzieci z Augustowa, które do tej pory miały 700 metrów do przystanku, mają dzisiaj kilometr. Natomiast dzieci, które z trzech gospodarstw z Augustowa w stronę Gulczewa miały 200-250 metrów, mają ten przystanek przy domu. I tu się nie mogłem zgodzić, mając na uwadze, żeby ten przystanek zostawić w tym miejscu, w którym był. Dzwoniła do mnie pani sołtys, że nikt tego nie konsultował, o czym mówiłem na komisji. Mówiła też o tym grupa mieszkańców. To nie jest mój wymysł. Stąd mój sprzeciw. Mówiłem, że jeśli nie można przesunąć tego przystanku, to może trzeba drugi postawić. Rodzice chcieli tylko, żeby przystanek został w tym miejscu, w którym był.
„To, co pan przed chwilą zrobił, schodzi poniżej pewnego poziomu. Może jest pan do tego przyzwyczajony“ - mówił do Witolda Antosika Henryk Popławski fot. Magdalena Kruszka Paweł Ratajczak dodał, że po posiedzeniu komisji, na którym radny Antosik zgłosił swoje wątpliwości, zmierzył odległość i dzieci do przystanku mają obecnie nie kilometr, a 700 metrów.
Uchwała w końcu została przyjęta, choć niejednogłośnie, a dyskusja na ten temat toczyła się jeszcze pod koniec sesji. Wówczas radny Antosik mówił: - To nie jest jakaś niechęć z mojej strony, tylko chciałem, żebyście państwo ustosunkowali się do tego jednego przystanku - i pytał burmistrza, czy jest szansa, aby ten jeden przystanek można było przesunąć o 200 metrów, żeby sześcioro dzieci z Augustowa, które i tak teraz do niego mają daleko, miały trochę bliżej.
Na to burmistrz Michał Pęziak oświadczył, że jest to jedynie wstępna lokalizacja przystanków, a dzieci, które mają daleko do szkoły, jest więcej. Wymienił dzieci z ul. Polnej, które do Szkoły Podstawowej nr 2 mają ponad kilometr, czy też dzieci z ul. Podgórnej, które, aby dojść do Szkoły Podstawowej nr 1 także muszą pokonać trasę około 1 kilometra.
- Nie mamy obowiązku tych dzieci dowozić i tutaj albo rodzice dowożą sami, albo dziecko idzie do szkoły na piechotę - mówił burmistrz. - Trzeba równo oceniać wszystkich, a nie traktować jedne dzieci lepiej, a drugie gorzej.
Wiceburmistrz Lidia Kowal dodała, że pracownicy Urzędu wraz z opiekunami dowozów objechali wszystkie przystanki i widzą, gdzie i w jakim wieku dzieci wsiadają. - Od czasu, kiedy zaczęło się zamieszanie dotyczące przystanków, mamy liczne odwiedziny rodziców, ponieważ okazuje się, że autobus stawał przed domem, a teraz trzeba 200 metrów do tego przystanku iść i już jest niepokój - mówiła Lidia Kowal. - My braliśmy pod uwagę, że w jednym miejscu są dzieci w wieku 13-14 lat, a w drugim dzieci w wieku 6-7 lat. Takie rzeczy też były brane pod uwagę. Wiele elementów się składało na taki, a nie inny układ przystanków.
Witold Antosik przekonywał, że nie tylko dzieci z Augustowa są ważne i mówił: - Naszym, nie powiem jakim, obowiązkiem jako radnych i władz jest to, żeby ulepszać wszystko i stwarzać warunki, i jeżeli potrzeba dziesięć przystanków i mają stawać co sto metrów, to tak trzeba zrobić.
W odpowiedzi na to stwierdzenie radny Bartłomiej Uszko przyznał, że spotyka się z głosami, że w Piechcinie powinien być reaktywowany basen i ludzie tego chcą. - Czy moim zatem zadaniem jest namawiać Radę i forsować ten pomysł? Wydaje mi się, że moim zadaniem jest kierować się zdrowym rozsądkiem i namawiam pana do tego samego - stwierdził radny Uszko.
- Zadziwia mnie pan czasem swoimi wypowiedziami, ale biorę to na pana młody wiek - odpowiedział radny Antosik.
- Ja siebie czasem też - stwierdził radny Uszko.
- Pana ludzie wybrali nie po to, żeby pan tutaj robił z siebie pajaca w cudzysłowie, tylko żeby głosował i jeżeli większość mieszkańców chce basen, to pan powinien o to zabiegać i tyle, i proszę mi nie zwracać uwagi, co ja mam robić - mówił Witold Antosik.
- Ja tylko pana serdecznie namawiam - przekonywał Bartłomiej Uszko.
Tę wymianę zdań przerwał radny Henryk Popławski, który stwierdził, że różne rzeczy na sali sesyjnej się działy, i różne były polemiki i dyskusje, ale nikt nikogo pajacem nie nazywał.
- Niech pan popatrzy w lustro, bo to, co pan przed chwilą zrobił schodzi poniżej pewnego poziomu - mówił do radnego Antosika. - Może jest pan do tego przyzwyczajony. Może w środowiskach, w których pan się obraca jest to przyjęte, ale to jest sala sesyjna i obradujemy na sesji. Obrażanie kogokolwiek nie licuje z godnością radnego - zakończył radny Popławski.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1299 (1/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze