Czy robaki wgryzły się w drzewo w karnawale?
Świerk suchy, spór żywy
Długoletni spór w rodzinie o ustanowienie własności posesji (większy udziałowiec w rodzinnym majątku chciałby spłacić udziały i przejąć całą posesję) tym razem odżył w uschniętym drzewie. Na wycięcie świerka na posesji, która ma dwóch właścicieli, potrzebna jest zgoda każdego z nich. A zgody nie ma. Żadnej i na nic.
Tomasz Kwaśniewski uważa, że to owady zniszczyły świerk na posesji, której jest współwłaścicielem i dlatego drzewo trzeba wyciąć, aby szkodniki nie przerzuciły się na inne drzewa iglaste. Ale o losie tego drzewa decyduje nie tylko on. Kto jeszcze?
W pniu świerka znajdują się dziurki, z których wyciekła i zaschła wokół nich żywica. Zdaniem Tomasza Kwaśniewskiego to dowód na to, że drzewo padło ofiarą owadów - jakiś szkodników drzew iglastych, a nie wyschło od źle używanych przez niego nawozów, jak przypuszcza współwłaścicielka posesji, na której rośnie świerk - Owszem, jest między nami spór. Jednak nie chodzi mi tutaj o nasze rodzinne problemy i nie po to prosiłem o interwencję dziennikarza. Te nasze problemy rzutują wprawdzie na sprawę wyschniętego świerka na terenie posesji, ale tutaj chodzi już o interes społeczny w zakresie ochrony środowiska. Dlatego postanowiłem sprawę upublicznić - mówi Tomasz Kwaśniewski, właściciel 2/3 posesji i gospodarstwa w Barcinie Wsi. Współwłaścicielką jest jego ciocia, Lucyna Szymańska.
Skwerek przy podwórku, na którym rosną różnego rodzaju drzewa i drzewka, w tym dwa świerki srebrzyste, też ma dwóch współwłaścicieli. Powstał on w latach osiemdziesiątych, gdy w rodzinie nie było jeszcze konfliktu. Lucyna Szymańska podkreśla, że to ona dbała przed około 30 laty o to, ażeby przy każdej okazji zakupić jakieś drzewka na ten teren. Świerki kupiła w szkółce w Kórniku. W tamtych latach nie tak łatwo i nie wszędzie można było - jak wspomina - kupić sadzonki. Później je pielęgnowała, aby pięknie rosły.
ŚWIERK BEZ IGIEŁ
W marcu świerk srebrzysty na posesji wysechł. Stało się to bardzo szybko. W pniu drzewa pojawiły się liczne dziurki, z których wyciekała żywica, a następnie zasychała wokół tych otworów. Igliwie opadło, gałęzie wyschły. Ziemia wokół drzewa zrobiła się miękka. Zdaniem Tomasza Kwaśniewskiego i jego rodziców, którzy też tam mieszkają, ta miękka ziemia i dziurki w pniu są dowodem na to, że roślina została zaatakowana przez owady - szkodniki drzew iglastych. - Właśnie któreś z takich, bo inne drzewa, liściaste są w porządku. Obok rośnie drugi świerk i też obserwujemy, że ma niepokojący wygląd, choć jeszcze nie usechł. A ta ziemia miękka jest pod drzewem, które wyschło, bo wszelkie gryzonie, które żywią się owadami, też musiały ten teren, między korzeniami zaatakowanego drzewa przekopywać w poszukiwaniu tych owadów - uważa Bolesław Kwaśniewski. Jego syn podtrzymuje to zdanie. - Jestem z wykształcenia leśnikiem i choć nie pracuję w tym zawodzie, to wiem, jak wygląda drzewo zaatakowane przez szkodniki. I to tak właśnie wygląda - twierdzi Tomasz Kwaśniewski.
Według niego, silniejsze podmuchy wiatru albo zimą śnieg na konarach mogą spowodować niebezpieczeństwo przewrócenia się całego drzewa albo ułamania się konarów. To może zagrażać, czy to ludziom na posesji, czy też np. samochodom, które mogą być w pobliżu zaparkowane. - Przede wszystkim jednak szkodniki owadzie mają to do siebie, że jak załatwią jedno drzewo, to mogą zagrozić następnym. W dalszym i bliższym sąsiedztwie, zwłaszcza przy drodze wojewódzkiej oraz przy stacji benzynowej obok niej, są drzewa iglaste. To - uważam - jest groźne i dla nich. Żeby wyeliminować zagrożenie, trzeba wyciąć wyschnięty świerk, a następnie na gruncie, gdzie rósł, zastosować chemiczny środek w celu zlikwidowania groźby rozprzestrzeniania się owadów niszczących drzewa - mówi Tomasz Kwaśniewski.
POTRZEBNE ZEZWOLENIE
Na wycinkę drzewa trzeba mieć pozwolenie. Nawet wtedy, gdy rośnie ono na prywatnej posesji, a wyciąć je zamierza jej właściciel. Dlatego Tomasz Kwaśniewski w sierpniu udał się do Urzędu Miejskiego w Barcinie, ażeby załatwić formalności. W referacie ochrony środowiska otrzymał formularz wniosku o wydanie zezwolenia na usunięcie drzew lub krzewów. We wniosku wpisał, że przedmiotem wycinki ma być świerk srebrzysty o obwodzie 85 cm (obwód pnia drzewa mierzonego na wysokości 130 cm). Jako przyczynę usunięcia drzewa wpisał inwazję szkodników owadzich. Termin do realizacji wycinki upływa 31 grudnia br.
Żeby wniosek został pozytywnie rozpatrzony, potrzebne są podpisy obojga współwłaścicieli posesji. 17 sierpnia Tomasz Kwaśniewski stanął pod drzwiami mieszkania swej cioci (mieszkają w tym samym budynku przez ścianę, a wejścia do mieszkań są niezależne). - Przedstawiłem jej wniosek o wycięcie wyschniętego drzewa do podpisu. Wówczas ciocia powiedziała, że musi skonsultować się ze swoim adwokatem, bo bez konsultacji z nim niczego nie może podpisywać. Od tamtej pory ciocia nie rozmawiała ze mną - opowiada Tomasz Kwaśniewski.
Pani Lucyna Szymańska powiedziała nam, że adwokat polecił jej nie podpisywać żadnych dokumentów przedkładanych przez bratanka. Wszystko dlatego, że jakiś czas temu na terenie posesji pojawił się biegły powołany przez Tomasza Kwaśniewskiego w celu uzyskania jakiejś opinii, która miałaby być użyta w sądzie. Rzecz dotyczy sprawy spadkowej, która od kilkunastu lat toczy się między stronami. - Nasz pełnomocnik i ja również uważamy, iż wniosek o wycięcie świerka może być pretekstem dla posadowienia innych drzew. W dowolnych miejscach na terenie posesji. Otóż obawiam się, że może mój bratanek posadzić - argumentując, że są to nasadzenia rekompensujące wycinkę - drzewa w takich miejscach, w których nam będzie to przeszkadzało. Może to być np. pod naszym oknem albo przy naszym tunelu, gdzie mamy uprawę - mówi Lucyna Szymańska.
OWADY NIE ŻERUJĄ W KARNAWALE
Bolesław Kwaśniewski, jej brat uważa, że i tak koszty utrzymania posesji, przede wszystkim podatki, ponosi tylko większościowy współwłaściciel, a o niczym - mimo tego - nie może decydować sam. Nawet o ociepleniu budynku czy o wycince drzewa. - Gdy zaczęliśmy ocieplać dom, to oni (Lucyna Szymańska i jej mąż - przypis kg) wezwali inspektorat nadzoru budowlanego. Musieliśmy przerwać inwestycję, bo nie było zgody współwłaścicielki - żali się Bolesław Kwaśniewski. Jego szwagier ripostuje: - Tak? A co sobie myślał? Że wykona prace, a później nam przedstawi fakturę do zapłaty? A podatki za uprawy, które prowadzimy, to płacimy.
Lucyna Szymańska ma jeszcze inne powody, dla których nie podpisała zgody na wycinkę drzewa: - Do tej pory on (Tomasz Kwaśniewski - przypis kg) wycinał drzewa owocowe i inne na przestrzeni ostatnich lat na terenie posesji. Nigdy nie pytani byliśmy o zgodę. Zawsze to robił, jak gdzieś wyjeżdżaliśmy z domu. Drewno z tych jego wycinek też nigdy do nas choć w części nie trafiało. Uważam, że ten świerk nie został zaatakowany przez żadne owady. On bawi się jakimiś nawozami i sądzę, że czymś nawiózł to drzewo, stąd mu wyschło. Powiem panu, że kiedyś były na tym świerku wywieszane ozdoby bożonarodzeniowe. Dlatego ostatnio w grudniu specjalnie patrzyłam, czy też coś takiego on wywiesił na drzewie. Wtedy widziałam, że świerk wygląda w porządku. Tymczasem w marcu igliwie opadło przez kilka godzin nocą. Drzewo uschło błyskawicznie, a tak się nie dzieje przez owady. Zresztą niby jakie owady zaatakowały drzewo między grudniem a marcem? Przecież to jest zima i szkodniki owadzie nie grasują. Jak on czymś podsypał ten świerk, to i ziemia aż spróchniała pod nim i jest tam teraz miękka - uważa Lucyna Szymańska.
Dodaje ona, że sytuacja mogłaby być zupełnie odwrotna: - Biorąc pod uwagę, że ja to drzewo sadziłam, to pewnie ja mogłabym teraz po wyschnięciu wystąpić o wycinkę i jestem przekonana, że on by nie podpisał wniosku, który bym przedstawiła.
DZIUR NIE DŁUBAŁ, ŻYWICY NIE WSTRZYKIWAŁ
Dla Tomasza Kwaśniewskiego taka dyskusja nie ma sensu. - Są dziury w drzewie. Dla mnie to oczywiste, że to efekt ataku szkodników, ale ciocia pewnie by twierdziła, że sam je wydłubałem w świerku gwoździem i wstrzyknąłem żywicę, aby wyciekała. Uważam po prostu, że tu zachodzi wyższa konieczność zapobiegnięcia owadziej epidemii. Mógłby to zresztą ocenić biegły. Zastanawiam się nad możliwością ominięcia zgody współwłaścicielki na wycinkę drzewa. Może jest to do wykonania, gdy umotywuję np. w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Bydgoszczy konieczność usunięcia drzewa zagrożeniem dla innych iglaków? - głowi się Tomasz Kwaśniewski.
Zadzwoniliśmy do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Okazało się, że ominięcie procedury nie wchodzi w grę. Sprawę musi ocenić i wydać decyzję odpowiedni referat ochrony środowiska w Urzędzie Gminy. W barcińskim ratuszu nie zdołaliśmy się dowiedzieć, czy jest możliwość wydania pozwolenia na wycinkę drzewa bez zgody jednego ze współwłaścicieli nieruchomości, na której drzewo rośnie. Nie jesteśmy bowiem stroną w sprawie. Kierownik referatu, Eliza Graczyk powiedziała, że sam zainteresowany musi przyjść do Urzędu Miejskiego i szczegółowo przedstawić sprawę w referacie gospodarki komunalnej, przestrzennej i ochrony środowiska i wówczas dopiero ratusz będzie mógł zająć stanowisko.
PODEJRZENIE PADA NA BIELOJADA
Zdjęcia drzewa pokazaliśmy inspektorowi Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa, oddział w Żninie. - Objawy są typowe dla bielojada olbrzymiego. Jest to chrząszcz i żeruje na pojedynczych drzewach iglastych. Wchodzi od dołu. W korzeniach też zimują larwy. Okres atakowania może być wieloletni. Zimą owady schodzą w dół, wiosną idą w górę pnia i mogą też wychodzić przez te dziurki w korze. Co więcej, osłabione drzewo jest bardziej podatne na działania innych szkodników, np. turkucia podjadka. Sam bielojad olbrzymi to raczej rzadkość na naszych drzewach. Raczej nie grozi szybkie przedostawanie się tego owada na inne drzewa. Jeśli już to wtedy, gdy byłyby zgrabiane igły i wywożone gdzieś pod kolejne drzewa. W każdym razie bytowanie bielojada trwające na drzewie od kilku lat może koniec końców spowodować, że ostatecznie wszystkie igły naraz opadną i drzewo uschnie. Współwłaściciele powinni załatwiać tę sprawę w swoim urzędzie gminy. Wydaje się, że jest to w interesie przede wszystkim ich mienia i ludzi, którzy tam mieszkają, bo drzewo może się obalić i uczynić szkody. Jednak to ich sprawa, ja jestem tylko inspektorem ochrony roślin. Natomiast jeśli chodzi o zagrożenie epidemią szkodnika z możliwością rozprzestrzeniania się na inne drzewa, tu zagrożenie jest mniejsze. Ale jeśli np. przed sądem byłoby potrzebne przedstawienie dowodu w sprawie, by sąd nakazał wycięcie, to można zlecić i zapłacić za badania w stosownym laboratorium - powiedział inspektor ochrony roślin.
ALBO ZGODA, ALBO SĄD
Jak się dowiedzieliśmy w Urzędzie Miejskim w Żninie, nie ma możliwości wycinki drzew na terenie prywatnym bez uzyskania zgody właściciela. Wynika to z art. 83 Ustawy o ochronie przyrody: Usunięcie drzew lub krzewów z terenu nieruchomości może nastąpić (...) po uzyskaniu zezwolenia wydanego przez wójta, burmistrza albo prezydenta miasta na wniosek posiadacza nieruchomości. Jeżeli posiadacz nieruchomości nie jest właścicielem lub użytkownikiem wieczystym, do wniosku dołącza się zgodę jej właściciela.
Jedynie poprzez skierowanie konkretnej sprawy do sądu można liczyć na zastosowanie innego rozwiązania, jeśli sąd uzna argumenty którejś ze stron i nakaże wycinkę, mimo braku zgody wszystkich współwłaścicieli.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1023 (38/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze