Sprawą zajmuje się Rzecznik Praw Dziecka
Umacnianie przez zrywanie
Czy to, że dzieci nie miały tu luksusów, że płakały, może nie były pięknie ubrane, a matka urodziła pierwsze dziecko mając 15 lat - czy to powód, czy to wystarczający powód, by rozbijać rodzinę? Czy powierzchowne - jak to ocenił sąd - więzi lepiej - dla dobra dziecka - rozrywać, czy lepiej jednak pomóc rodzinie w ich pogłębieniu? Trwają poszukiwania prawidłowych odpowiedzi na te pytania.
Wiktoria bardzo przywiązana jest do babci Hanny Winkiel (z lewej). Wraz z siedzącym w środku Mikołajem ma trafić do rodziny zastępczej. Z prawej Alicja Różycka z najmłodszym synem Sebastianem, który urodził się już po wyroku. Sąd pozbawił małżeństwo Alicji i Władysława Różyckich z Turu praw rodzicielskich. Jedno z czworga dzieci jest już u rodziny zastępczej. Przed Bożym Narodzeniem ma tam trafić kolejnych dwoje ich dzieci.
PŁACZ
W ubiegłym roku małżeństwem z Turu zainteresowała się pracownica szubińskiej Opieki. Wcześniej otrzymywała sygnały od sąsiadów Różyckich, że biją dzieci. Postanowiła bliżej przyjrzeć się rodzinie. Złożyła również wniosek do szubińskiego sądu o zajęcie stanowiska w związku z ciągłymi doniesieniami sąsiadów o biciu dzieci. Rodzinie przyznano kuratora. - Sąsiedzi bardzo często zaczepiali pracownicę i mówili, że w tej rodzinie dzieje się źle. Ona bywała w tym domu i mówiła o donosach, prosiła, żeby uważali. Po tych naszych interwencjach nadal sąsiedzi skarżyli się, że się źle dzieje, że słyszą rano płacz dzieci, a matka używa słów wulgarnych - opowiada Renata Michalak, kierownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Szubinie.
Hanna Winkiel, babcia dzieci: - Sąsiadka powiedziała, że my dzieci bijemy, bo myśli, że jak dziecko zapłacze, to od razu jest bite.
POWIERZCHOWNA WIĘŹ
Konsekwencją informacji z M-GOPS była sprawa z urzędu przeciwko Alicji i Władysławowi Różyckim o pozbawienie praw rodzicielskich. W maju tego roku szubiński sąd wydał postanowienie o pozbawieniu małżeństwa z Turu władzy rodzicielskiej nad trojgiem dzieci: pięcioletnią Wiktorią, trzyletnim Mikołajem i półtorarocznym obecnie Xawierem. To ostatnie dziecko przebywało w domu Różyckich tylko 10 dni. Dlaczego?
- Pani z Opieki załatwiła to tak, że dziecka nie mogliśmy do domu odebrać. Dziecko miało po urodzeniu zapalenie opon mózgowych, krwiaka. Było chore.
- Xawier był z nami 10 dni, później trafił do szpitala. Przebywał tam kilka miesięcy. Nie mamy wypisów ze szpitala, na co było chore. Uznali, że było pobite. Przez to Xawier trafił do rodziny zastępczej - opowiadają babcia z matką.
Sąd swoją decyzję o pozbawieniu Różyckich praw rodzicielskich uzasadnił w taki sposób: Rodzice nie są przygotowani do pełnienia roli rodzicielskich, nie mają wyrobionych nawyków w zakresie dbałości o czystość, higienę i porządek, obydwoje rodzice pochodzą z rodzin patologicznych, niewydolnych społecznie i wychowawczo, nie mają zaszczepionych wzorców prawidłowego postępowania, dzieci wychowują się w trudnych warunkach materialno-bytowych, więź uczuciowa istniejąca pomiędzy rodzicami a Wiktorią i Mikołajem jest powierzchowna i niepogłębiona, a z Xawierem została zupełnie zerwana - nie zna swoich rodziców.
Sąd uznał również, że w przypadku Różyckich ograniczenie im władzy rodzicielskiej i nadzór kuratora nie przyniesie żadnych efektów.
Hanna Winkiel przyznaje, że Xawier nie był często odwiedzany. Trafił do rodziny zastępczej w położonej na północ od Nakła wsi. To dla Różyckich daleko, by regularnie odwiedzać synka.
Matka ubolewa, że nie jest łatwo jeździć, kiedy syn nie woła na nią mama: - Dają dziecko do rodziny zastępczej i chcą, żeby wołało do nich mama. Czy to jest normalne?
NIE NADUŻYWALI WŁADZY, NIE ZANIEDBYWALI RAŻĄCO OBOWIĄZKÓW
Obrońca przyznany Różyckim z urzędu nie zgodził się z wyrokiem szubińskiemu sądu o pozbawieniu władzy rodzicielskiej i w lipcu wniósł apelację do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy. W uzasadnieniu do apelacji mecenas podkreślił, że w świetle zgromadzonego materiału dowodowego nie można przyjąć, żeby rodzice nadużywali władzy rodzicielskiej lub rażąco zaniedbywali swoje obowiązki wobec dzieci. W opinii adwokata, wystarczającą karą byłoby ustanowienie nadzoru kuratora w celu pomocy przy wykonywaniu władzy rodzicielskiej.
W toczącym się postępowaniu nie stwierdzono, aby wobec dzieci stosowano przemoc fizyczną, aby uchybiano obowiązkowi opieki nad dziećmi poprzez ich niekarmienie czy też nieleczenie. Ponadto w opinii biegli jednoznacznie stwierdzili, iż pomiędzy rodzicami a Wiktorią i Mikołajem istnieją więzi emocjonalne, zaś więzi z Xawierem zostały zerwane na skutek umieszczenia go w rodzinie zastępczej. Z uwagi na wiek Xawiera przywrócenie zerwanych więzi jest możliwe. Nie można także przyjąć, iż wychowywanie dzieci w trudnych warunkach materialno-bytowych mogło stanowić podstawę pozbawienia rodziców władzy rodzicielskiej tym bardziej, iż ojciec dzieci wykonywał i wykonuje pracę zarobkową czyniąc starania o ich utrzymanie. Starania te z uwagi na możliwości zarobkowe ojca musiały się odbywać jakimś kosztem, w tym wypadku kosztem czasu spędzanego z dziećmi. (...) Wszystkie powyższe okoliczności wskazują, iż przy odpowiedniej pomocy i odpowiednim kierunku, rodzice są w stanie w sposób prawidłowy wykonywać władzę rodzicielską. (...) Sąd pierwszej instancji niesłusznie przyjął, iż powodem schorzeń stwierdzonych u Xawiera były działania lub zaniechania jego rodziców. Jak wskazano bowiem w karcie leczenia oraz wypisie, schorzenia te mają charakter nieustalony. Obciążenie z tego tytułu odpowiedzialnością rodziców i przypisywanie im z tego powodu winy jest daleko krzywdzącym, tym bardziej, iż nie stwierdzono śladów przemocy u pozostałych dzieci. Trudno też dziwić się rodzicom, iż w niewielkim stopniu kontaktowali się z małoletnim Xawierem, skoro zostali postawieni przed wyborem - ojciec: wykonywanie pracy zarobkowej, bądź też odwiedzanie małoletniego, zaś matka opieka nad dziećmi pozostającymi przy niej, bądź też pozostawienie tychże dzieci i odwiedzanie małego Xawiera- czytamy w ponadtrzystronicowym uzasadnieniu apelacji.
W opinii obrońcy Różyckich, w postępowaniu sądowym zastosowany został środek najdrastyczniejszy, gdyż pozbawiono rodziców władzy rodzicielskiej i postanowiono wyrwać dzieci z ich naturalnego środowiska, jakim jest rodzina. Jego zdaniem, postanowienie wydano nie stosując środków mniej drastycznych, a dających szansę zarówno rodzicom na poprawę zachowania i podejścia do wychowania dzieci, jak dzieciom do wychowywania się w naturalnym środowisku. Według mecenasa, środki mniej drastyczne mają pierwszeństwo przed środkami bardziej drastycznymi, a zebrany w sprawie materiał dowodowy nie daje podstaw do zastosowania najbardziej drastycznego środka ingerencji sądu w instytucję rodziny, jakim jest pozbawienie władzy rodzicielskiej.
DZIECI NIE ODDADZĄ
W październiku Sąd Okręgowy odrzucił apelację i podtrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji. A pod koniec listopada szubiński sąd zobowiązał rodziców do odwiezienia Wiktorii i Mikołaja do rodziny zastępczej w Orlu. Różyccy nie odwieźli dzieci do Orla, a babcia napisała prośbę do sądu, by dzieci mogły zostać z nimi do sylwestra. W tym dniu Wiktoria będzie obchodzić szóste urodziny.
- To przykre, że jeszcze przed świętami chcą zabrać dzieci do rodziny zastępczej. Nie oddamy dzieci - mówią Alicja Różycka i jej matka. Na potwierdzenie tych słów dodają, że od kilku dni Wiktoria nie jest posyłana do zerówki w obawie przed tym, że może być zabrana.
Hanna Winkiel, drobna, sterana życiem kobieta opowiada, że sprawę zgłosiła do Rzecznika Praw Dziecka. We wrześniu przeżyła kolejną tragedię. Pochowała męża. Po jego śmierci przychodzi do córki, by pomagać jej wychowywać dzieci. Nie może pogodzić się z wyrokiem sądu. Nie wyobraża sobie, że można być tak bezlitosnym, by odebrać rodzicom dzieci. Wierzy, że Rzecznik Praw Dziecka zajmie się sprawą.
- Dzieci mają co jeść. Ubrać też się mają w co. Chodzą czyste. One są tutaj szczęśliwe. Wspólnie z rodzicami oglądają telewizję, bawią się. Ja widzę, że się cieszą i są szczęśliwe - tłumaczy babcia. Podczas naszej rozmowy cały czas towarzyszy nam Wiktoria i Mikołaj, którzy zgodnie bawią się na podłodze. Co chwilę słychać wybuch dziecięcych śmiechów i okrzyków radości. Alicja Różycka, młoda filigranowa, niewiele mówiąca kobieta zajmuje się w tym czasie najmłodszym dzieckiem, pięciomiesięcznym Sebastianem. Przyszedł na świat 1 lipca, już po wyroku sądu w Szubinie. Matka Alicji przyznaje, że córka po raz pierwszy zaszła w ciążę w wieku 15 lat, lecz to nie powinien być powód, by rozrywać rodzinne więzi. Wiele się od tamtego czasu nauczyła. Sama pomagała jej wychowywać Wiktorię.
Mieszkanie Różyckich nie powala na kolana swoimi gabarytami, ale jest czyste i schludne. Rodzice wykonali remont. Wydzielili pomieszczenie na ubikację oraz podzielili pokój na dwa mniejsze. Planują też wykonanie remontu podłogi i wymianę okien.
Alicja Różycka twierdzi, że o dochody się nie martwi. Na utrzymanie rodziny zarabia mąż. Pomaga im również rodzina i ludzie o dobrym sercu. Z pomocy M-GOPS nie chcą korzystać. Teściowa chwali zięcia, że dba o rodzinę i robi wszystko, by w domu niczego nie zabrakło. Sama też zamierza szukać pracy. Z zawodu jest krawcową. Chce wspomóc finansowo młodych. - Ale póki co muszę być tutaj, dopóki to wszystko się nie skończy, bo chcą z nas nienormalnych zrobić - zapowiada. A córka dodaje, że babcia męża stara się o status rodziny zastępczej. Złożyła wniosek i ma nadzieję, że spełni wszystkie wymagane kryteria. Sama przyznaje, że o dzieci będzie walczyć, bo nie uważa swojej rodziny za patologiczną. - Tutaj nie ma problemu z alkoholem - tłumaczy.
UDOWODNIĆ MIŁOŚĆ
Renata Michalak, kierownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Szubinie przyznaje, że w rodzinie Różyckich teraz jest dużo lepiej niż wcześniej. Wie, że mają lepsze warunki mieszkaniowe. Radzi, by rodzice się nie poddawali, bo mogą dzieci odzyskać. Muszą tylko wykazać troskę, okazać miłość. Udowodnić, że bardzo im na nich zależy.
- Z tego co wiem z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w ciągu tego roku matka odwiedziła Xawiera 3 razy po 15 minut. Słyszałam również, że kiedy leżał w szpitalu, bardzo rzadko go odwiedzali, że go nie przytulali - mówi Renata Michalak. I dodaje, że M-GOPS, zważywszy na powtarzające się doniesienia sąsiadów, podjął działania zapobiegawczo-profilaktyczne. Podkreśla, że pracownica Opieki otrzymując sygnały, nie mogła przejść obok problemu obojętnie, bo gdyby rzeczywiście stało się coś złego, wówczas na M-GOPS posypałyby się gromy, dlaczego nie reagował. - Na tym polega nasza praca - tłumaczy kierownik Opieki.
JEST TA WIĘŹ
Małgorzata Krall, sołtys Turu wyjaśnia, że nie docierały do niej żadne negatywne sygnały dotyczące Różyckich. Przyznaje, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Stąd przypuszcza, że musiały być jakieś niedociągnięcia, skoro sąd pozbawił ich praw rodzicielskich. Nie ukrywa, że sytuacja ta jest tragedią dla rodziny i dzieci. - Jest mi strasznie żal rodziców i dzieci - mówi Małgorzata Krall i zwraca uwagę, że z powodu złej sytuacji w kraju wiele rodzin jest niewydolnych finansowo. Podkreśla, że pieniądze, które państwo wydaje na rodziny zastępcze, powinny być przeznaczane na pomoc takim rodzinom jak Różyccy, by dzieci mogły pozostać przy rodzicach.
Ksiądz Piotr Zdanowicz, proboszcz parafii w Turze, twierdzi, że Różyccy są jak na rodziców bardzo młodzi, nie powinno to być jednak przeszkodą, by mogli wychowywać dzieci. Są osobami pełnoletnimi. Ksiądz podkreśla, że małżonkom powinno się dać szansę. Nie powinno ich się pozbawiać praw rodzicielskich, tylko przyznać kuratora. Zwraca również uwagę, że w ostatnich miesiącach rodzice zmienili swoje postępowanie. - Ja jestem tutaj 5 miesięcy, a już zdążyłem im dzieci ochrzcić. Te dzieci wcześniej całe lata nie były ochrzczone. Zawsze wszystko robiłem, żeby tę rodzinę ratować. Kieruję do nich pomoc „Caritasu”. Dajemy im dary żywnościowe. Tak jak możemy, to pomagamy. Dzieciaki są bardzo sympatyczne. Widuję je z babcią w kościele. Czasem jest też mama. Jest ta więź między nimi a dziećmi. Tak widzę. Przecież nie było tutaj bicia czy maltretowania dzieci - dodaje ksiądz.
RZECZNIK BADA SPRAWĘ
Marek Żebrowski z biura prasowego Rzecznika Praw Dziecka przyznaje, że do rzecznika wpłynęła sprawa dotycząca pozbawienia władzy rodzicielskiej małżeństwa z Turu. Jest już ona badana. Rzecznik Praw Dziecka nawiązał kontakt z M-GOPS w Szubinie i czeka na przesłanie dokumentów i akt sprawy z Sądu Rejonowego w Szubinie. Decyzja o dalszych działaniach rzecznika zależeć będzie od analizy tychże materiałów. - Nie jesteśmy w stanie skomentować obecnie tej konkretnej sprawy, nie mając na jej temat pełnych informacji - uzasadnia.
Maciej Żebrowski wyjaśnia, że rodzice pozbawieni praw rodzicielskich mogą starać się o ich odzyskanie. Umieszczenie dzieci w rodzinie zastępczej jest bowiem w istocie rozwiązaniem tymczasowym - do chwili, kiedy ustaną przyczyny, dla których sąd podjął wcześniejszą decyzję. Może to być np. podjęcie pracy czy poddanie się terapii antyalkoholowej - zależnie od sytuacji konkretnej rodziny. Marek Żebrowski mówi, że Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak wielokrotnie podkreślał - i stanowisko to przedstawiał również podczas postępowań sądowych, do których się przyłączał - że materialne problemy nie są wystarczającym powodem do zabrania dziecka z domu rodzinnego. Jest on bowiem - poza sytuacjami drastycznymi - najwłaściwszym środowiskiem wychowawczym.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 930 (49/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze