Reklama

Uzdrowić łąkę

Sołtys Łabiszyna Wsi Artur Zieliński (pierwszy z lewej) nie wyobraża dziś sobie renowacji łąk bez prof. Romana Łyszczarza 

        fot. Remigiusz Konieczka

Hodowcy bydła, konferencja, producenci, produkcja, mleko
     Uzdrowić łąkę
    Podczas konferencji producenci mleka mogli posłuchać o zależności między jakością roślin na łąkach a ekonomiką produkcji mleka.

     Artur Zieliński z Łabiszyna Wsi ma łąki na terenie Nowego Dąbia, Władysławowa i Małych Rud. Kilka lat temu łąki zostały zalane przez pobliską Noteć i rolnik szukał możliwości, aby przywrócić im odpowiednie walory. Na Agro Show w Kąkolewie spotkał profesora Romana Łyszczarza, pochodzącego z Dziewierzewa kierownika Pracowni Łąkarstwa Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy. Z prasy rolniczej wiedział, czym profesor się zajmuje i poprosił go o pomoc przy renowacji łąk. Profesor przyjechał, popatrzył na łąki i zastosował metody odpowiednie do tego, by miały takie walory, które pozwolą na wykorzystanie zebranej roślinności w żywieniu krów i produkcji mleka.

Prof. dr hab. Roman Łyszczarz mówił, że rekultywacja łąki nie jest łatwa, wymaga czasu i cierpliwości

Reklama

       fot. Remigiusz Konieczka

     Prof. dr hab. Roman Łyszczarz podczas konferencji skierowanej do producentów mleka mówił o roli składu botanicznego w kształtowaniu potencjału produkcyjnego trwałych polowych użytków zielonych. Konferencja odbyła się w Żninie, a organizowali ją Kujawsko-Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Minikowie, Kujawsko-Pomorski Związek Hodowców Bydła i Inter-Vax Przedsiębiorstwo Wielobranżowe Wacław Górny spółka jawna w Żninie.
     Roman Łyszczarz przyznał, że łąki to najtrudniejsza część produkcji rolniczej. - Trzydzieści sześć lat zdobywam wiedzę na temat łąk i traw i nigdy nie mogę powiedzieć, że ją posiadłem w pełni - powiedział profesor.
     Wiedza jest podstawą postępu, ale wiedza musi mieć również praktyczne zastosowanie, w tym przypadku w umiejętnym planowaniu i gospodarowaniu na łąkach. Profesor jest autorem mieszanek siewnych na różne stanowiska w różnych warunkach glebowych. W obrębie jednej łąki wystarczy pół metra wyniesienia i dochodzi do radykalnej zmiany warunków wilgotnościowych. Każdy kawałek jednej łąki jest różny, a co dopiero, jeśli ktoś ma łąk więcej.
     - A teraz proszę się przyznać. Czy przykładacie taką samą wagę do łąki jak do pola kukurydzy? Czy przykładacie taką samą uwagę do łąki jak do pszenicy? Do pola buraków czy do łąki? Nie, bo łąka to ostatnia kategoria w produkcji roślinnej, tak po prostu się do tego podchodzi. Tak mój ojciec podchodził i inni też tak podchodzą - uświadamiał profesor.
     Sukces w gospodarowaniu łąkami wiąże się z umiejętnością realnej oceny potencjału produkcyjnego naszych produktów zielonych. Aby ocenić potencjał produkcyjny, trzeba dość dobrze znać składy botaniczne.
     - Spytam się od razu. Ilu z obecnych nie zna kukurydzy? Czy ktoś nie zna rzepaku, pszenicy, żyta, jęczmienia, pszenżyta i innych zbóż? A kto bez zarzutu rozpoznaje kostrzewę łąkową? Proszę ręce do góry podnieść. Kto poznaje najszlachetniejszą trawę występującą na łąkach. Mało. A kto nie zna rzepaku, buraka cukrowego. Nie ma takiej osoby. Jak możemy o coś dbać, czego nie znamy - powiedział Roman Łyszczarz.
     Prelegent dodał, że wszystko zależy od składu botanicznego. Użytki zielone są, ale rolnik kosi i podaje krowom wszystko, co na nich się znajduje, nie mając wiedzy, czym karmi zwierzęta. Lekarz weterynarii leczy zwierzęta i każe podawać określone leki na walkę z chorobą, a przyczyną różnych chorób jest niejednokrotnie złe żywienie.
     Łąki są zachwaszczone chwastami dwuliściennymi i rolnicy się cieszą, ale z czego. I trują tym zwierzęta. Profesor podał przykłady tych złych roślin, które rosną na łąkach i stanowią pożywienie dla bydła: turzyca wyostrzona, bardzo podobna do traw, która jest kwaśną rośliną. - Do pyska krowa tego nie chce wziąć, ale bierze, bo co ma zrobić, skoro jej to podajesz - wyjaśniał Roman Łyszczarz.
     Każdy gatunek występujący w zbiorowisku roślinnym ma określoną liczbę wartości użytkowej. W Polsce, za szkołą niemiecką, przyjęty jest system wartościowania od minus trzech - wtedy mówimy o podłych gatunkach, chwastach, truciznach - do plus dziesięć.
     - Taka turzyca zaostrzona, którą kosisz, kisisz i dajesz, a ona ma przypisaną liczbę wartości użytkowej dwa. Ma mierną wartość - mówił profesor. - A mamy jaskry na naszych użytkach zielonych? Jest sześć gatunków jaskrów. Są to rośliny trujące, które wartość użytkową mają od minus jeden do zero.
     - A zatem wszystko to co kosisz, to zero. Mniszek pospolity, który mamy, akceptujemy go i wielu botaników mówi, że to zioło pastewne. A mamy go? Mamy. A wiemy co z niego jest? Nic nie ma, bo jak kwitnie, to jest żółto, potem wytwarza miliony nasion na jednym hektarze, a do tego jest chwastem kłączowym z rozbudowanym systemem korzeniowym i żadna trawa szlachetna nie urośnie, bo mniszek rośnie. Obok mniszka występuje stokłosa miękka, która ma jedyneczkę. To jest gatunek zwany uciążliwym chwastem z gatunku traw. I mamy to wszystko często w obrębie jednej łąki. Miernotę mamy na naszych łąkach i mało tego, nawozimy jeszcze. Mówi się, że krowa pyskiem doi. Od pyska zaczyna się jej zdrowie. Dajemy na wszystko, a na łąkę nie mamy siły. Mamy wiele chwastów na łąkach, a ja pokazałem tylko te, które występują najczęściej.
     Roman Łyszczarz mówił potem o tym, czego potrzeba na łąkach - najwartościowszych gatunków roślin o wartości użytkowej dziesięć. Są to gatunki, które znajdują się w mieszankach siewnych. Dodał, że rekultywacja łąki nie jest łatwa i wymaga czasu i cierpliwości. Bo jeśli rolnik nieświadomie zapuścił łąkę przez dziesięć lub dwadzieścia lat, to rolnik nieraz chciałby widzieć efekty od razu. Nie ma szans na to. Chwasty się bronią, a na jednym metrze kwadratowym może zostać nawet 70 tys. nasion.
     Najpierw trzeba zaprosić na łąkę specjalistę, który musi ocenić, czy jest możliwa rekultywacja. Jeśli jest, to trzeba działać. Chodzi o to, by siejąc bogatą gatunkowo mieszankę zmienić proporcje. Roman Łyszczarz stworzył na użytek rolników ocenę wartości potencjału produkcyjnego zbiorowiska roślinnego - wartość użytkową łąki (WUŁ).      Wartość między osiem a dziesięć oznacza świetny wynik, od sześć do siedem oznacza dobry wynik, a mierny wynik to od trzech do sześciu i na końcu jest wartość uboga.
     Na początku trzeba się rozeznać w środowisku i w tym, jakie gatunki występują na łące. Profesor opracował też wskaźnik możliwości potencjału produkcyjnego łąki, pastwiska w zależności od składu botanicznego. Wskaźnik poniżej trzech nadaje się na pokrycie potrzeb bytowych krów, które dają do 3.000 litrów mleka. Na odnowionej łące możliwe jest uzyskanie współczynnika WUŁ na wysokim poziomie.
     - To jest dla krów ośmiotysięczników, dla takich, które dają 8.000 litrów mleka - powiedział profesor. - Łąka to nie tylko skład botaniczny. Zadbać też trzeba o poziom wody gruntowej.
     Rolnik przy gospodarowaniu na łąkach powinien wykazać taką samą determinację jak przy uprawie zbóż. Najtrudniejsze są do rekultywacji łąki torfowe, na takich łąkach najczęściej brakuje potasu, a rolnicy dorzucają azotu i zamiast poprawiać, psują stan łąki. Trzeba uważać na głębokość siewu. Łąki torfowej nie wolno wyorać. Jeśli tak rolnik zrobi, to zniszczy łąkę. Zniszczyć trzeba tylko powierzchniową warstwę gleby używając brony talerzową, włóką, broną stromą, żeby odsłonić 50% ziemi. Nasiona mają wejść w bezpośredni kontakt z glebą. Profesor dodał, że warto używać krajowych mieszanek nasion, które są bardziej trwałe na warunki atmosferyczne. Mieszanka siewna, ułożona przez profesora, jest wielogatunkowa. Stosuje życice, kostrzewy, koniczyny, lucerny i inne. Ale ważna jest nie tylko różnorodność gatunków w mieszance, ale też proporcje między gatunkami.
     Koszenie nie może być za niskie. Zastosowane musi być koszenie odchwaszczające oraz środek odchwaszczający, który oszczędzi wysokiej jakości rośliny motylkowe, a zlikwiduje chwasty. Profesor powiedział, że korzystny dla łąki jest obornik. Od nawożenia zaczyna leczenie łąk. Mieszankę można wysiewać tym, co jest w gospodarstwie. Dobrze jest, gdy rolnik zastosuje również agregat sprzężony z siewnikiem. Ważne jest zwałowanie. Najlepiej, gdyby nie był gładki. Prelegent zażartował, że najlepiej jest siać przed deszczem. I tak było u Artura Zielińskiego.
     - Łąka jest marzenie - pochwalił się profesor, ale również rolnik jest zadowolony ze współpracy. Teraz nie wyobrażałby sobie renowacji łąk bez profesora. Dzięki niemu zakupił tańsze mieszanki, ma lepsze gatunkowo rośliny na łące, produkcja mleka jest tańsza, a samo mleko lepszej jakości.

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1100 (11/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości