Monika Kaczmarek: - To na pewno nie był zaskroniec
Wąż w ziemniakach
W poprzednim numerze pisaliśmy o pracownikach ośrodka wypoczynkowego Reko, którzy twierdzą, że na terenie ich ośroda zauważyli kilka żmij. Kolejna mieszkanka gminy Żnin twierdzi, że widziała żmiję. Czy rzeczywiście jadowite gady zagrażają bezpieczeństwu mieszkańców podżnińskich wsi, czy też strach przed nimi powoduje, że mylimy je z pospolitymi na naszym terenie zaskrońcami?
Przed tygodniem pisaliśmy, że pracownicy ośrodka wypoczynkowego Reko w Wenecji widzieli węża o długości około 1,5 metra z młodymi osobnikami. Twierdzą, że była to żmija, a na pewno nie zaskroniec, bo zaskroniec nie mógł być tak duży. Żmija jest pod ochroną, dlatego na jej schwytanie potrzebna jest zgoda. Właściciel ośrodka Wiesław Reiter takową otrzymał od wojewódzkiego konserwatora przyrody Marka Machnikowskiego. Specjalista, który przyjechał na miejsce, nie znalazł już gadów.
Minął tydzień i dowiedzieliśmy się o kolejnym przypadku. Tym razem w Białożewinie. Mieszkanka tej wsi Monika Kaczmarek w miniony poniedziałek wyszła około południa z domu i poszła w radliny ziemniaków. Nagle zauważyła dorosłego węża zwiniętego w kłębek, a przy nim kilka małych. Twierdzi, że gad był dosyć długi i gruby. Zaprzecza, by był to zaskroniec. Nieraz widziała te niejadowite węże i nigdy nie były takie wielkie.
- Ja się przestraszyłam i natychmiast uciekłam. Dokładnie się nie przyglądałam. Te mniejsze były takie ciemne. Ten dorosły wąż był zwinięty w takie koło, a te małe podnosiły głowy do góry i tak się wiły. One leżały w radlinach ziemniaków. Nieopodal jest staw. Tych małych było pełno. Ja ich nie policzyłam, bo się bałam. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam. Mama poszła tam jakieś 15 minut po mnie. To już widziała tylko 2 małe. Tego dużego nie było. Ja nie zwracałam uwagi, czy syczały, czy nie. Byłam wystraszona i szybko stamtąd poszłam. Nie wiem, skąd się to przywlokło. To na pewno nie był zaskroniec. To było wielkie - opowiada Monika Kaczmarek i składa kciuk i palec wskazujący prawej ręki w koło pokazując, jaką gad miał średnicę.
Nasza rozmówczyni twierdzi, że we wsi zapanował strach. Jeden z jej sąsiadów boi się jeździć wieczorem rowerem. Krążą również wieści, że jeden z mieszkańców Wenecji znalazł przejechanego dużego węża.
Janina Drążek, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego w Barcinie wyjaśnia, że w niedzielę spotkała się z pracownikami Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu przy okazji planowanego wydania publikacji o pałuckich wapieniach. Tematem rozmów były również węże.
- Nie ma takiej możliwości, by występowały tu żmije. Na tym terenie one nie występują. Może ta pani pomyliła żmiję z zaskrońcem, który też ma plamki. Podejrzewam, że nie jest to możliwe, by była to żmija - wyjaśnia Janina Drążek.
Marek Machnikowski, zastępca regionalnego dyrektora ochrony środowiska w Bydgoszczy, regionalny konserwator przyrody wyjaśnia, że żmija preferuje obrzeża lasów, podmokłe łąki czy polany leśne. Niewykluczone jest jednak jej spotkanie na terenach suchych, szczególnie podczas jesiennych migracji na miejsca odpoczynku zimowego.
- Żmija zygzakowata, wbrew pozorom, jest gatunkiem dość pospolitym na terenie naszego województwa i bardzo prawdopodobne jest jej występowanie również na terenie gminy Żnin. Żmija jak każde dzikie zwierzę raczej unika siedzib ludzkich. W przypadku jednak sąsiedztwa, np. lasu czy obecności na podwórzu potencjalnych kryjówek (mogą nimi być np. stosy desek, kamieni czy większe kawałki blachy) może zbliżać się do siedlisk ludzkich - tłumaczy Marek Machnikowski.
Dorosłe żmije polują głównie na małe ssaki owadożerne, np. ryjówki oraz gryzonie, np. myszy, a także inne drobne zwierzęta: żaby, jaszczurki i owady. Młode osobniki żywią się głównie owadami, ślimakami, dżdżownicami oraz młodymi płazami. Zwykle dorosłe osobniki osiągają do 70 cm długości, notowane są jednak większe okazy o długości prawie 1 metra. Żmija w naturalnym środowisku nie stanowi zagrożenia dla człowieka, zatem jej obecności nie trzeba zgłaszać - jest ona stałym i naturalnym składnikiem ekosystemu. W przypadku obecności w pobliżu ludzkich siedlisk możliwe jest jej przeniesienie. Regionalny dyrektor ochrony środowiska, z uwagi na fakt, że żmija zygzakowata objęta jest ochroną gatunkową, wydaje zezwolenie na przeniesienie żmii. Sama czynność powinna być wykonana przez odpowiednio wyposażoną i przeszkoloną osobę, tak, aby żadna krzywda nie stałą się człowiekowi ani zwierzęciu. Przeniesienie takie mogą wykonać niektóre jednostki straży pożarnej lub prywatne firmy.
- Warto pamiętać, ze żmija atakuje jedynie w sytuacji zagrożenia czy zaskoczenia, w obronie własnej. W żadnym razie nie należy samodzielnie łapać żmii, a w przypadku wycieczek do lasu najlepiej ubrać wyższe buty. Ukąszenie żmii nie stanowi śmiertelnego zagrożenia dla dorosłego i zdrowego człowieka. Ukąszenie może być jednak niebezpieczne dla dzieci i osób starszych. Niemniej każdy przypadek ukąszenia wymaga pomocy lekarskiej i podania surowicy. Należy zatem przede wszystkim zachować spokój i niezwłocznie zgłosić się do szpitala. Do czasu podania surowicy należy unieruchomić kończynę z ukąszeniem, miejsce ukąszenia należy, o ile jest to możliwe, umyć wodą z mydłem i obłożyć lodem. Nie należy przemywać spirytusem - powoduje on zasklepienie tkanek, przez co jad nie może swobodnie wypływać z rany. W żadnym razie nie należy nacinać rany czy odsysać krwi - przestrzega Marek Machnikowski.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 971 (38/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze