Reklama

WiK zwalnia, bo nie dostał śmieci

Prezes WiK dokonuje restrukturyzacji zatrudnienia. W poniedziałek (30 stycznia) pracę straciły 3 osoby, w zeszłym tygodniu jedna, ale to jeszcze nie koniec. Pracę tracą osoby zatrudnione ponad rok temu przez wówczas p.o. prezesa spółki Michała Nowackiego. Jako przyczynę zwolnień prezes podaje brak możliwości ich wykorzystania w związku z gospodarką odpadami, a to do tego zadania zakład miał się przygotować. Szkopuł w tym, że zwolnieni teraz pracownicy nie mieli umów o pracę związaną ze śmieciami, tylko z branżą wodno-kanalizacyjną. Dlatego nie wykluczają odwołania się do Sądu Pracy.

Prezes WiK dokonuje restrukturyzacji zatrudnienia. W poniedziałek pracę straciły 3 osoby, w zeszłym tygodniu jedna, ale to jeszcze nie koniec. Prezes Jerzy Mączko podkreśla, że decyzja o zwolnieniach pracowników była głęboko przemyślana i skonsultowana. Jego zdaniem, zatrudnienie w WiK powinno być na takim samym poziomie, jak jesienią 2015 r. W czasie, gdy funkcję p.o. prezesa spółki pełnił Michał Nowacki, liczba etatów wzrosła o 12. fot. Karol Gapiński

     W zeszłym tygodniu i w ostatni poniedziałek prezes spółki komunalnej Zakład Wodociągów i Kanalizacji WiK w Żninie Jerzy Mączko wręczył wypowiedzenia 4 pracownikom tej firmy. Część ze zwolnionych skontaktowała się z nami i przedstawiła swoje uwagi i żale związane z decyzją kierownictwa WiK. Uważają, że to nie oni powinni być zwolnieni z pracy w pierwszej kolejności. Tym bardziej, że w firmie nadal pracują dwie osoby z zarzutami prokuratorskimi, co jest związane z aferą nielegalnych przyłączy poza obiegiem WiK-u.
     Jeden ze zwolnionych ostatnio pracowników, który jednak prosił, by nie ujawniać jego nazwiska, wskazywał ponadto, że przyczyną takiej decyzji prezesa był fakt, iż ostatecznie spółce WiK nie udało się uzyskać zamówienia na usługę gospodarowania odpadami. Taka przyczyna została podana w wypowiedzeniach umów o pracę. Przegrane postępowanie o udzielenie zamówienia przez gminę Żnin WiK na odbiór odpadów i obsługę Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych skutkuje brakiem możliwości utrzymania dotychczasowego poziomu zatrudnienia w spółce. Dla zwolnionych z pracy taka przyczyna jest fikcją, gdyż nie byli oni zatrudniani i nie mieli w umowach o pracę zapisane, że będą świadczyli pracę w zakresie obsługi zadania śmieciowego. Przez ponad rok pracowali, albo przy wodociągach, albo na oczyszczalni ścieków, lub wreszcie przy robotach brukarskich. Przypomnijmy bowiem, że od minionego lata taka brygada w WiK funkcjonowała, na co zresztą była zgoda Rady Miejskiej w Żninie.
     - Tylko dlaczego te zwolnienia dotyczą wyłącznie osób takich, jak ja, które pod koniec 2015 r. zatrudnione zostały w WiK w czasie, gdy p.o. prezesem był pan Michał Nowacki? Teraz już go nie ma w WiK ani w Urzędzie Miejskim i to wygląda, jakby to była zemsta na nas za niego. A ja ponad rok temu specjalnie zwolniłem się z poprzedniej pracy, by mieć robotę w WiK, bo miałem tu mieć lepsze warunki. Teraz zostałem wyrzucony i zostałem na lodzie. Nie mam pracy i z czego mam utrzymywać rodzinę - opowiadał zwolniony w ostatnich dniach pracownik.
     Osoby, z którymi prezes WiK rozwiązał umowy, podkreślają, że były w firmie prowadzone w ub.r. szkolenia, a tymczasem zwalniani są pracownicy, którzy w takich kursach wzięli udział i zwiększyli swoje kwalifikacje. Nasi rozmówcy dodawali, że zwolnienia nie dość, że nie dotyczą osób, na których ciążą zarzuty prokuratorskie, to jeszcze te osoby dostały nagrody na spotkaniu świątecznym, które pracownicy WiK mieli z burmistrzem i przedstawicielami Rady Nadzorczej (prezesa na nim nie było) w Skarbienicach.
     Prezes spółki i dyrektor zakładu WiK Jerzy Mączko zapewnił, że reorganizacja zatrudnienia była konsultowana przez niego z radą nadzorczą oraz z jedynym właścicielem spółki. Przypomnijmy, że jedynym właścicielem WiK jest gmina Żnin.
     W tym miejscu musimy cofnąć się do sytuacji w WiK, która była jesienią 2015 r. Otóż po odwołaniu z funkcji prezesa zarządu spółki Małgorzaty Stawickiej p.o. prezesem został ówczesny przewodniczący rady nadzorczej Michał Nowacki. Był on wtedy również jednym z dwóch radców świadczących obsługę prawną na rzecz Urzędu Miejskiego we Żninie. Jako przewodniczący rady nadzorczej automatycznie został w trybie przepisów p.o. prezesem do czasu wyboru nowego szefa zarządu. Tymczasowe szefostwo Michała Nowackiego w WiK obowiązywało w listopadzie i grudniu 2015 r.
     Jerzy Mączko podkreśla, że w tamtym momencie, po odwołaniu Małgorzaty Stawickiej ze stanowiska prezesa, było w zakładzie 50 etatów pracowniczych. W momencie, gdy prezesem został wybrany Jerzy Mączko, tych etatów było już 62. Zatem w czasie pełnienia obowiązków prezesa Michał Nowacki doprowadził do zatrudnienia kilkunastu osób. Przypomnijmy jednak, że było to w czasie, gdy burmistrz Robert Luchowski zapowiedział, iż WiK będzie przygotowywany do realizowania usługi śmieciowej dla gminy Żnin od 2017 r. Później, w wyniku przejścia na emeryturę oraz przesunięć do spółki PUK, kadry w WiK-u spadły do 58 etatów. Tak było przed ostatnimi zwolnieniami. Teraz etatów jest już tylko 54, ale prezes zapowiada i jest to już skonsultowane z radą nadzorczą, że docelowo stan zatrudnienia powinien być taki, jak 2 lata temu - 50 etatów. Dlatego przewidywane są dalsze zwolnienia. Chodzi o 3 osoby, gdyż jedna i tak w tym roku przejdzie na emeryturę. Prezes liczy, że na jesień osiągnie w firmie zakładany teraz pułap kadrowy. Kiedy dokładnie planuje Jerzy Mączko zwolnienia, tego jeszcze nie powiedział. Jest to związane także z tym, że pracownicy przebywają na zwolnieniach chorobowych.
     - Nam nie mówili, że my jesteśmy zatrudniani do obsługi śmieci. Nie takie też mieliśmy etaty wyznaczone - opowiada zwolniony pracownik. Przypomnijmy, że jesienią ub.r. ostatecznie WiK nie dostał zamówienia od gminy na odbiór śmieci i prowadzenie PSZOK. Zadanie to wygrała spółka ZOM Świdnica.
     Już od kwietnia 2016 r. Michał Nowacki nie był przewodniczącym rady nadzorczej WiK. Funkcję tę obecnie pełni Maciej Dalka, który od stycznia br. pozostaje też jedynym radcą świadczącym obsługę prawną na rzecz Urzędu Miejskiego w Żninie. Od początku stycznia bowiem nie ma Michała Nowackiego już także w ratuszu.
     - Jeszcze w grudniu zeszłego roku konsultowałem z radą nadzorczą i panem burmistrzem plan redukcji zatrudnienia w naszym zakładzie. Organ nadzorczy i właścicielski wyraziły zgodę. Oczywiście kwestię zwolnień opiniowałem też w związkach zawodowych, które działają w naszej firmie - mówi Jerzy Mączko.
     W zakładzie WiK funkcjonuje NSZZ Branży Wodno-Kanalizacyjnych Pomorza i Kujaw. Rozmawialiśmy z przewodniczącą jego zarządu Magdaleną Kryszak i wiceprzewodniczącym Piotrem Dąbrowskim. Są oni w składzie zarządu związku zawodowego w WiK od 14 maja ub.r., kiedy to odbyły się wybory do tego gremium. Szefowie związku podkreślają, że pracownicy, którzy teraz zostali zwolnieni z pracy, zapisali się do związku, ale było to kilka dni przed wyborem zarządu w maju ub.r. Magdalena Kryszak dodaje, że sam fakt zapisania się do związku zawodowego nie stanowi jakiejkolwiek ochrony przed zwolnieniem takiej osoby z pracy. - Pewną ochronę mają osoby z zarządu oraz pięciu innych pracowników - osoby z poprzedniego zarządu i 2 innych, wybranych pracowników. Żadna z tych osób zwolnionych nie była pod ochroną, jakkolwiek chcę też od razu dodać, że w ogóle żadna z nich nie zwracała się do nas o pomoc - mówi Magdalena Kryszak.
     Zarówno ona, jak i Piotr Dąbrowski zaznaczają, że opinia związków w sprawie restrukturyzacji w zakładzie, która skutkowała zwolnieniami 4 ludzi, jest przez związek zawodowy pozytywna. Piotr Dąbrowski podkreślił nawet, że zaraz po wyborach do zarządu związku, ów nowy zarząd był u burmistrza Żnina Roberta Luchowskiego apelować o uporządkowanie sytuacji kadrowej w zakładzie WiK. - Za czasów pana Michała Nowackiego to było dzikie zatrudnianie osób, które od razu dostawały umowy o prace na czas nieokreślony i lepsze warunki niż doświadczeni pracownicy z dużym stażem w naszej firmie. Mówiło się o tym, że ma być realizowane zadanie śmieciowe, ale jeśli nie mieliśmy potwierdzonego takiego zakresu zadań, to po co były te dzikie zatrudnienia? Latem, żeby jeszcze podtrzymać tę fikcję, a prezes nie chciał też zwalniać tych ludzi, stworzona została brygada do robót brukarskich - opowiada Piotr Dąbrowski. Szefowie związku zawodowego powiedzieli też, że na razie nie były z nimi konsultowane kolejne zwolnienia i nic o nich nie wiedzą. Niemniej jednak ich postulat przywrócenia liczby etatów takiej, jak 2 lata temu, jest wciąż aktualny. Podkreślają, że powinni być doceniani doświadczeni pracownicy, którzy są z firmą na dobre i na złe od lat, a nie zostali zatrudnieni grupowo, w związku ze zmianą któregoś z prezesów. - Powinno się doceniać fachowość, a nie tolerować nepotyzm - mówią.
     Ze strony osób zwolnionych z pracy usłyszeliśmy, że wiosną zeszłego roku obniżone zostały im pensje, w stosunku do tych, które mieli przez pierwsze miesiące pracy. - Mieliśmy zapewnienie wtedy prezesa, że obniża nam pensje, ale za to nas nie zwolni. Burmistrz też tak zapewniał - mówi jeden ze zwolnionych.
     - To prawda, zapewniałem, ale była to deklaracja w oparciu o sytuację, jaka była w firmie na tamtą chwilę. Teraz zaś sytuacja jest inna. Tamte obniżki pensji dotyczyły wyłącznie pracowników zatrudnionych w 2015 r. - odpowiada Jerzy Mączko.
     Prezes odniósł się też do kwestii nagród dla pracowników wypłaconych na spotkaniu świątecznym w grudniu. Powiedział, że pracownicy, którzy mają zarzuty prokuratorskie, nadal pracują, ponieważ nie można wyciągać konsekwencji służbowych wobec ludzi, którzy nie mają orzeczonej winy. - W Polsce obowiązuje domniemanie niewinności. Co do nagród, to nie były to nagrody roczne, ale w dużej mierze wynikające ze stażu pracy danej osoby w naszej spółce. Ona istnieje od 1994 r. i obecnie jest u nas 20 osób, które pracują tutaj od początku oraz 6 pracowników ze stażem w WiK 15-20 lat. Tym się kierowałem przyznając te nagrody, choć przyznaję, że nie tylko, bo w części to były też nagrody uznaniowe. Brano pod uwagę zaangażowanie poszczególnych pracowników - przekazał Jerzy Mączko. Prezes zdradził również, że te nagrody średnio wynosiły 350 zł brutto. Przed ostatnimi zwolnieniami miesięczny fundusz płac w WiK wynosił około 200.000 zł brutto. Po dotychczasowej i planowanej redukcji o łącznie 8 etatów będzie to według prezesa o około 26.000 brutto zł mniej do wydatkowania na miesięczne pensje.
     Prezes przyznał też, że w zeszłym roku miały miejsce dwa szkolenia doskonalące zawodowo pracowników. Jeden kurs dotyczył sprzętu typu ubijaki, zagęszczarki, przecinarki, narzędzia udarowe. Drugie szkolenie dotyczyło monterów instalacji wod.-kan. Łącznie 6 pracowników zostało skierowanych na te szkolenia. - Tylko 1 z nich to osoba, która teraz została zwolniona. Koszt szkoleń to 13.000 zł - mówi Jerzy Mączko.
     Jeden ze zwolnionych pracowników zaznacza, że sam w czasie, gdy był zatrudniony w WiK poniósł koszty związane z koniecznością uzyskania wszystkich niezbędnych uprawnień do obsługi wozu asenizacyjnego. - Np. wyrobienie karty kierowcy kosztowało mnie 200 zł, a teraz nie mam pracy. Nie ma też nikogo teraz w firmie, kto miałby wszystkie uprawnienia, więc kto będzie jeździł tym wozem? - żali się nasz rozmówca. - Generalnie na tę chwilę jest jeszcze 5 osób w zakładzie, które mają uprawnienia do obsługi wozu asenizacyjnego a koszty za uzyskanie karty kierowcy zostały temu pracownikowi zwrócone przez firmę - odpowiada Jerzy Mączko. WiK w zeszłym roku taki używany wóz z beczką do wywozu nieczystości płynnych kupił za 139.000 zł netto.
     Zwolnieni teraz pracownicy nie mieli umów o pracę związaną ze śmieciami, tylko z branżą wod.-kan. Tymczasem przyczyny wręczonych im wypowiedzeń dotyczą właśnie braku możliwości realizowania przez firmę gospodarki odpadami komunalnymi. Dlatego zwolnieni nie wykluczają odwołania się do Sądu Pracy.
     Jerzy Mączko liczy się z takim scenariuszem, ale stwierdził, że nie było innego wyjścia. - Na tamtą chwilę nie było w strukturze organizacyjnej stanowisk związanych z gospodarka odpadami i tylko dlatego w umowach pracownicy mieli takie stanowiska, na których mogliśmy ich zagospodarować - wyjaśnił Jerzy Mączko.
     Z Michałem Nowackim nie udało nam się skontaktować.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1303 (5/2017)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości