Inspektorki Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami z oddziału w Kłecku postawiły włodarzowi Gąsawy dwa warunki w związku z opieką nad psami Rokim i Sabą, przebywającymi w gospodarstwie Zygmunta Rosińskiego. Wójt Błażej Łabędzki zapewnił, że zostaną one spełnione.
Inspektorki TOZ przekonywały Zygmunta Rosińskiego o konieczności właściwej opieki nad czworonogami fot. Sylwia Wysocka W sobotę (29 lipca) inspektorki Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami ponownie odwiedziły posiadłość Zygmunta Rosińskiego. Tym razem do Lasek Małych wybrała się Urszula Walkiewicz (po raz drugi) i prezes zarządu Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce, oddział w Kłecku Renata Sądej-Frankiewicz.
KROK W DOBRĄ STRONĘ
Właścicielki domków letniskowych położonych w sąsiedztwie gospodarstwa Zygmunta Rosińskiego zapewniły nas, że odczytany mu przez nie artykuł zamieszczony w ubiegłotygodniowych Pałukach wywarł na nim duże wrażenie i obawy o utratę czworonogów. Za tym poszła reakcja i gospodarz próbował uprzątnąć podwórze. Sprzed budy Rokiego odstawiono wannę, pozbierana została część złomu z podwórza, zmniejszyła się sterta desek i drewnianych elementów rozbiórkowych, z których przed tygodniem sterczały gwoździe. Psy miały pojemniki z wodą.
- Nie mają u mnie źle. Nikomu ich nie oddam. Dostają jeść, one mnie pilnują - mówił Zygmunt Rosiński głaszcząc Sabę. Od poprzedniej wizyty zmieniło się jego nastawienie, zaniechał też złośliwości wobec inspektorek TOZ. Pozwolił im na zdemontowanie uszkodzonej siatki ogrodzeniowej, z której wystawały druty. Łańcuch, do którego pies był przywiązany, nie miał jednak karabinka ani kółka i nie mógł obracać się wokół słupka, do którego był przymocowany, co powodowało jego skręcanie się, skracanie i ograniczenie ruchu zwierzęcia do zaledwie kilkudziesięciu centymetrów. Taką sytuację inspektorki zastały wchodząc na podwórze, po czym zaraz odplątały łańcuch zapewniając Sabie swobodne poruszanie się, a co ważniejsze, umożliwiły jej wejście do budy. Problem ze skręcającym się łańcuchem pomógł rozwiązać odwiedzający pana Zygmunta mężczyzna z sąsiedniego Komratowa. Z łańcucha zrobiono pętlę spiętą drutem, przez co mógł się on swobodnie obracać wokół słupka.
Rozmowa z Zygmuntem Rosińskim i uświadomienie mu konieczności polepszenia warunków bytowania psów, zwłaszcza kilkuletniej suczki, sprawiły, że zgodził się on nie tylko na demontaż zagrażającej psu siatki wokół jego obejścia, ale i na przestawienie budy w cień, bliżej słupka, do którego jest przymocowany łańcuch. Teren wokół budy został przez inspektorki uprzątnięty, chwasty powyrywane, niebezpieczne przedmioty usunięte. Saba radośnie podskakiwała i merdała ogonem, a jej właściciel stwierdził, że suka cieszy się z porządku.
PRZY SCHODACH CZY W DOMU
Zygmunt Rosiński opowiedział o deszczowym wieczorze, kiedy Saba się zerwała i leżała na schodach, a on zabrał ją do domu i spała w mieszkaniu. Ten sam wieczór inaczej zrelacjonowała jedna z sąsiadek, która przyjechała do Lasek wieczorem i udała się z karmą do psiaków. - Brama była już zadrutowana. Mimo wołania, właściciel nie otwierał, a przy schodach uwiązana była Saba, która miała zbyt krótki łańcuch, by dojść do bramy, dlatego torbę z jedzeniem sąsiadka powiesiła na bramie i odeszła. Padało, ona była bez dachu nad głową przy schodach - opowiada bydgoszczanka, która przyjeżdża do domku letniskowego w Laskach Małych.
Inspektorki TOZ zwróciły jednak uwagę, że psy nie wykazują oznak bicia, garną się do właściciela, cieszą kiedy przychodzi, nie uciekają do budy, nie przejawiają strachu. Natomiast z racji wieku i schorzeń Zygmunt Rosiński nie jest w stanie sam zapewnić im właściwej opieki. Jest mu potrzebna pomoc, osoba, która sprawowałaby nadzór nad pojeniem, karmieniem i dobrostanem czworonogów.
DWA WARUNKI
- Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami nie chce za wszelką cenę psów zabierać. W wyniku dwukrotnej interwencji inspektorzy wysprzątali teren, usunęli siatkę ogrodzeniową, która stwarzała zagrożenie uszkodzenia ciała psa lub wręcz jego uduszenie. Zabezpieczyliśmy też łańcuch przed skręcaniem się, w wyniku czego dochodziło do krępowania ruchów psa. Mając na uwadze dobro zwierząt wystąpimy do wójta z dwoma warunkami współpracy, by zabezpieczyć właściwy byt psów i ograniczyć niekontrolowane rozmnażanie - mówi prezes OTZ Kłecko.
By temu sprostać, konieczna jest systematyczna pomoc gminy w utrzymywaniu psów, doglądanie, dokarmianie i podawanie wody psom przez pracownika socjalnego, który codziennie opiekuje się starszym panem. Taki zakres obowiązków może zlecić pracownikowi socjalnemu wójt.
- Zdajemy sobie też sprawę, że z zabraniem suczki na sterylizację byłby kłopot, bo pan Zygmunt psów nie chce oddać, w dodatku po zabiegu trzeba zapewnić sterylne warunki, a tu nie ma niestety takiej możliwości, dlatego jedynym rozwiązaniem jest blokowanie farmakologiczne rui - ocenia Renata Sądej-Frankiewicz. I z takim wnioskiem wystąpi TOZ do wójta Gąsawy Błażeja Łabędzkiego. Zabiegi te wykonywałby lekarz weterynarii systematycznie, by nie dochodziło do niekontrolowanego rozrodu, jak dotychczas się działo. W ramach programu zapobiegania bezdomności (art. 11a ust. 1,2) - jak podkreśla inspektor - wójt mógłby podpisać umowę z weterynarzem na tego typu działanie.
- Dotychczasowe szczeniaki albo były w sposób bestialski zabijane przez właściciela [o czym mówili wczasowicze - przyp. sw], albo sąsiedzi z ogródków działkowych pomagali w ich adoptowaniu. Jeśli nie byłoby reakcji ludzi, na terenie gminy byłoby już kilka bezpańskich psów, ponieważ właściciel nie byłby w stanie zaopiekować się wszystkimi, sam bowiem potrzebuje opieki - podkreśla prezes zarządu TOZ, oddział Kłecko.
Inspektorzy stwierdzają, że przy dobrej woli wójta możliwa jest poprawa warunków bytowych psów i zapobieganie niekontrolowanym rozrodom, a przez to pojawianiu się na terenie gminy wałęsających się bezdomnych psów. Dzięki temu nie będzie także potrzeby odbierania psów właścicielowi, który z powodu sędziwego wieku nie będzie musiał być ich pozbawiony. Nie będzie także potrzeby kierowania sprawy do prokuratury przeciwko Zygmuntowi Rosińskiemu o znęcanie się nad zwierzętami z art. 6 ust. 2 pkt. 10 ustawy o ochronie zwierząt.
WÓJT ZAPEWNIA
Przedstawiliśmy wójtowi Błażejowi Łabędzkiemu dwa główne warunki, jakie zamierza postawić Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, dotyczące doglądania, dokarmiania i pojenia psów przez pracownika socjalnego, który odwiedza pana Zygmunta oraz zawarcia umowy z weterynarzem, w tym przypadku Sławomirem Andryszakiem sprawującym opiekę weterynaryjną w gminie Gąsawa, na systematyczne farmakologiczne blokowanie rui u suki Saby.
Wójt oba wnioski zanotował i zapewnił, że zostaną one spełnione. Podkreślił, że gospodarstwo Zygmunta Rosińskiego systematycznie odwiedzają pracownicy Urzędu Gminy kontrolując warunki, w jakich przebywają psy, dostarczając karmę. - Mieliśmy trudne negocjacje z panem Rosińskim przy udziale sołtysa, by zgodził się na opiekuna z GOPS-u. Ostatecznie się udało, pani ta będzie też doglądała psów. Nie możemy jednak mówić, że są one głodzone czy też bite przez właściciela. Psy przetrwały kolejną zimę, co dowodzi, że są karmione, nie wykazują też zachowaniem żadnych przejawów znęcania się nad nimi, psy nie stronią od właściciela, wręcz przeciwnie. Opiekunka będzie doglądała tych psów, załatwiony zostanie też problem sterylizacji - zapewnił wójt Gąsawy.
BĘDĄ KONTROLE
Inspektorzy TOZ, mimo zapewnień wójta, prowadzić będą kontrole w gospodarstwie w Laskach Małych, sprawdzając stan czworonogów. Przy pomocy opiekunki i przy zaangażowaniu właściciela psy będą mogły pozostać w swoim dotychczasowym środowisku.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1329 (31/2017)
Inne teksty na ten temat:
Interweniuje Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami
TOZ ma sprzymierzeńców
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze