- Nazwisko to ty masz nie do wymówienia. Ale za to masz proste imię: mamy napój o takiej nazwie - usłyszał Apolinary Waźbiński od duńskiego gospodarza, który witał go jako praktykanta rolniczego z Polski na swojej farmie. Taki był początek jego przygody z Danią, z którą ciekawe związki nie tylko natury rolniczej opisał w wydanej z końcem czerwca książce Z duńskiej farmy na salony.
Apolinary Waźbiński (rocznik 1937), urodził się w Żninie. W rodzinnym mieście w 1955 r. ukończył I Liceum Ogólnokształcące im. Braci Śniadeckich, by następnie podjąć naukę na Wyższej Szkole Rolniczej w Poznaniu (obecnie Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu), na Wydziale Zootechnicznym. Po studiach kontynuował naukę na praktyce i w szkole rolniczej w Danii, gdzie kilkanaście lat później, w latach 1984-1989 był I sekretarzem Ambasady RP, zajmującym się sprawami rolnymi. Po powrocie do kraju zamieszkał w Olsztynie i rozpoczął pracę w tamtejszej Akademii Rolniczo-Technicznej, gdzie odpowiadał za kontakty z zagranicą. W latach 1994-2002 ponownie trafił na placówkę dyplomatyczną, tym razem do Ambasady RP w Holandii, gdzie pełnił funkcję attache handlowego. Na przestrzeni lat publikował liczne artykuły w czasopismach rolniczych: Nasza Wieś, Wieś Współczesna, Farmer, Bydło, Trzoda Chlewna i innych.
Obecnie mieszka w Olsztynie, jest emerytem i właśnie opublikował wspomnieniową w dużej mierze książkę Z duńskiej farmy na salony, poruszającą zagadnienia związane z jego rolniczymi zainteresowaniami i wykształceniem, przede wszystkim z perspektywy kontaktów z Danią, aczkolwiek dotykającą także wielu innych aspektów życia w tym kraju.
W pierwszym rozdziale autor opisuje okoliczności, w jakich trafił na praktykę rolniczą do Danii, gdzie w 1964 r. wysłało go Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Rolnictwa. Przy okazji opisuje komplikacje polityczne okresu PRL pod rządami I sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Władysława Gomułki, których doświadczył w związku z tym wyjazdem. Apolinary Waźbiński jako bezpartyjny został bowiem przez ówczesne władze w Polsce niejako przymuszony do zajęcia określonej postawy politycznej. Dowiadujemy się zatem, iż jako związany z rolnictwem przed wyjazdem do Danii zapisał się do Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, czym nie wzbudził zachwytu ówczesnych władz, gdyż właściwszym wyborem w ich mniemaniu byłaby Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Przy opisywaniu przygotowań do owego wyjazdu pojawia się także wątek żniński, kiedy autor wspomina swojego wymagającego nauczyciela języka niemieckiego Stanisława Synaka z liceum, dzięki któremu nauczył się języka obcego, którego znajomość była jednym z warunków wyjazdu na zagraniczną praktykę.
Następnie Apolinary Waźbiński przedstawia wspomniany we wstępie moment powitania go przez gospodarza z Jutlandii, do którego trafił na praktykę, po czym opisuje charakter duńskiego rolnictwa z lat 60. ubiegłego wieku.
W dalszej części autor szczegółowo opisuje dzień roboczy w gospodarstwie w miejscowości Kastrup, co opatrzone jest ciekawymi fotografiami z pracy na farmie z jego udziałem. Zwraca uwagę w tym miejscu na procesy usprawnienia i mechanizacji, jakie zachodzą wówczas w duńskim rolnictwie. Podkreśla zarazem, iż jest traktowany jako członek rodziny, uczestnicząc dzięki temu m.in. w różnego rodzaju spotkaniach. Przytacza też ciekawe spostrzeżenie duńskiego gospodarza, który chwali politykę rolną w PRL, gdzie rolnicy nie mają problemów ze zbytem produktów i nie są poddawani zabójczej konkurencji. Apolinary Waźbiński opisuje także liczne wystawy rolnicze, w których uczestniczył, w tym tę z Kopenhagi, na której w czarnej limuzynie pojawił się ówczesny przywódca Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich - Nikita Chruszczow.
W kolejnym podrozdziale autor opisuje swoje zakończone powodzeniem starania dotyczące pozostania w Danii, celem kontynuowania nauki w tamtejszej szkole rolniczej w Riber Kjaergard na Jutlandii. Pobyt w niej odrabiał pracą w szkolnej stołówce, gdzie obierał ziemniaki dla szkolnej społeczności i administracji gospodarstwa. Możemy w tym miejscu poznać klimat i specyfikę duńskiej szkoły, w której: nauka prowadzona jest w ścisłej więzi z praktyką, nauczyciele to ludzie-praktycy i doradcy rolni różnych specjalności, organizowane są praktyczne kursy, panuje koleżeński stosunek na linii nauczyciel - uczeń, jest wysoki poziom nauki wychowania fizycznego (nacisk na piłkę ręczną), organizowane są wyjazdy do instytucji rolniczych. Szkoła, mieszcząca się w murach średniowiecznego zamku, podtrzymuje też silne więzi z absolwentami poprzez organizację zjazdów z ich udziałem. W książce możemy odnaleźć fotografię ze spotkania absolwentów po 50 latach, w którym uczestniczył Apolinary Waźbiński.
Następnie autor przedstawia trzytygodniowy pobyt na fermie u gospodarza, który musiał udać się na szkolenie wojskowe. Był to dla Apolinarego Waźbińskiego niejako praktyczny sprawdzian w prowadzeniu farmy, który zdał bez większych problemów, choć nie brakowało i niespodziewanych przygód, które przywołuje. Autor opisuje też podróż autostopem przez Szwecję i wspomina kontrolę celną po powrocie do Polski.
W ostatniej części pierwszego rozdziału Apolinary Waźbiński przenosi czytelnika 20 lat w przód, przedstawiając okres swojej działalności w Ambasadzie RP w Danii w latach 1985-1989, gdzie pełnił funkcję I sekretarza. Możemy się dowiedzieć m.in. o jego staraniach w kwestii sprowadzania praktykantów z Polski, co z uwagi na brak znajomości języka u Polaków miało być zaprzestane. Mamy też pokazany obraz codziennych obowiązków i życia rodzinnego na zagranicznej placówce. Co ciekawe, Apolinary Waźbiński wspomina, iż jako członek ZSL dbał o dobre stosunki z partnerską duńską Partią Liberałów Lewicowych.
Na koniec rozdziału autor przedstawia okoliczności powrotu do Polski i odnalezienie się w nowej roli na Akademii Rolniczo-Technicznej, gdzie pracował w administracji uczelni, dbając m.in. o kontakty z Danią w zakresie organizacji partnerskich wycieczek i realizacji programów turystyczno-zawodowych. Pokłosiem jego działań we wspomnianym wyżej zakresie była m.in. wizyta uczniów duńskiej szkoły rolniczej w gospodarstwie Józefa Waźbińskiego w Żninie, z której zachowało się pamiątkowe zdjęcie opublikowane w omawianej tu publikacji.
W drugim rozdziale autor charakteryzuje Danię pod względem historycznym, geograficznym i gospodarczym, zwracając uwagę na aspekty produkcji rolnej i zwierzęcej, eksport rolno-spożywczy. Przedstawia też zmiany zmiany strukturalne i demograficzne na duńskiej wsi.
Kolejny rozdział dotyczy działających w Danii stowarzyszeń rolniczych i ich inspirującej roli dla rozwoju duńskiego rolnictwa na przestrzeni wielu lat. Autor omawia funkcjonowanie lokalnych struktur stowarzyszeń, jak i krajowej centrali, a także system doradztwa rolniczego. Czytelnik dowiaduje się również o należącym do Uniwersytetu w Aarhus ośrodku badań rolniczych z nowoczesnymi obiektami doświadczalnymi, znajdującym się na Jutlandii.
W rozdziale czwartym Apolinary Waźbiński przedstawia historię kształcenia rolniczego w Danii, z której czerpiemy informację o pierwszej szkole rolniczej założonej w 1867 r. Autor zwraca uwagę na stosunkowo krótki okres nauki, ale za to intensywny pod względem praktycznym, gdzie nie świadectwo, a sam kandydat na rolnika decyduje czy jest już przygotowany do zawodu, co później weryfikuje codzienna praca w gospodarstwie. Ukazane są też zmiany zachodzące w duńskim systemie kształcenia zawodowego. Następnie autor przedstawia losy osobiste i zawodowe swoich kolegów ze szkoły Riber Kjaergard, która do własnej dyspozycji posiada gospodarstwo wielkości 108,5 ha. Wspomina też o roli kroniki szkoły w przechowywaniu pamięci, działalności stowarzyszeniu absolwentów, a rozdział opatrzony jest m.in. fotografiami z ich jubileuszowych zjazdów z udziałem rodowitego żninianina.
W rozdziale piątym poznajemy interesującą sylwetkę i drogę życiową nauczyciela Apolinarego Waźbińskiego w duńskiej szkole rolniczej - Arne Nielsena, wybitnego fachowca i autorytetu, głównego konsultanta Krajowego Centrum Doradztwa Rolniczego.
Rozdział następny dotyczy działających w Danii klubów rolnika-seniora, skupionych w krajowym stowarzyszeniu. Autor podkreśla ich wszechstronną działalność, w tym o charakterze socjalnym i kulturalnym, zwracając uwagę, iż kluby rolnika-seniora nie przyjęły się w Polsce, choć próbował zainteresować tym dwóch dyrektorów Ośrodków Doradztwa Rolniczego. Apolinary Waźbiński przedstawia też pożyteczną rolę organizacji zastępcy rolnika, opisuje działające niczym instytucje do odwiedzania ogrody otwarte i komercyjne, a także zwraca uwagę na ciekawy charakter cmentarzy w Danii, na których zamiast betonu dominuje roślinność.
Ostatni rozdział to opis najpopularniejszych obiektów turystycznych Danii: parki rozrywki, muzea, skanseny, klify, czy wyspy, zachęcający do odwiedzenia tego malowniczego kraju.
Choć w omawianej książce uwaga autora skupia się głównie na zagadnieniach z zakresu rolnictwa, nie zawiera wyłącznie treści dotyczących tej specjalistycznej dziedziny wiedzy i gałęzi gospodarki. Jest swego rodzaju wspomnieniową podróżą autora po jego kontaktach z Danią, zarówno zawodowych, jak i osobistych. Niektóre historie, które przydarzyły się Apolinaremu Waźbińskiemu, śmiało można by umieścić w książce przygodowej. Nie brakuje też akcentów humorystycznych i absurdów z czasów PRL, związanych chociażby z wyjazdami zagranicznymi. Jednocześnie czytelnik dostaje wystarczająco dużą dawkę wiedzy o państwie duńskim, jego kulturze, mieszkańcach, która z jednej strony nie jest przeładowana encyklopedycznymi informacjami, a z drugiej zachęca do pogłębienia wiedzy w tym temacie.
Siłą rzeczy większość poruszanych w książce kwestii toczy się wokół rolnictwa, ale w jego wieloaspektowym wymiarze, gdyż dotyczy m.in. historii, kultury, szkolnictwa, czy działalności pozarolniczej duńskich farmerów. Autor nie zamyka się zatem na opisie codziennej, żmudnej pracy Duńczyków w sektorze rolniczym, ale z szerszej perspektywy stara się dociec źródeł sukcesu tego stosunkowo niewielkiego państwa w tej dziedzinie gospodarki i nie tylko.
Książkę tę, będącą osobistym spojrzeniem z wnętrza Danii, polecam wszystkim zainteresowanym tym krajem, a szczególnie osobom związanym z rolnictwem, dla których może być źródłem wielu inspiracji.
A. Waźbiński, Z duńskiej farmy na salony, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 2017, s. 238.
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1326 (28/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze