W trudnej sytuacji życiowej
Z kredytem, wyrokiem i bez mieszkania
W Łabiszynie w wynajmowanym mieszkaniu mieszka starsze małżeństwo, które stara się o przydział lokalu z gminy. Ludzie ci zostali oszukani przez dewelopera. Burmistrz twierdzi, że wiele osób jest w trudnej sytuacji, a wszystkim nie da się pomóc, więc i ci nie mają co liczyć na lokal z gminy.
Państwo M. z Łabiszyna po tym, jak otrzymali negatywną odpowiedź na wniosek o przydział mieszkania, zastanawiają się, czy jest sens dostarczać komplet dokumentów, które przygotowali jeszcze zanim otrzymali odpowiedź burmistrza. Na razie leżą one w zaklejonej kopercie. Sprawę trudnej sytuacji państwa M. poruszyła na jednej z sesji radna Aleksandra Zielińska, która złożyła interpelację, by przydzielić tym ludziom choćby jakieś małe mieszkanie. Podkreślała, że znaleźli się oni w trudnej sytuacji życiowej, stracili oszczędności życia, spłacają kredyt i mogą pozostać bez dachu nad głową.
- Ci ludzie zostali na lodzie, zostali bez środków - mówiła Aleksandra Zielińska. - Deweloper ich nie spłaca. Jeśli prowadzi się jakieś postępowania komornicze, to są groszowe sprawy. Jest to tak trudna sytuacja. Pan na pewno ich zna, oni byli u pana. Oni już nie wiedzą, czy iść z tym do prasy, radia czy telewizji, bo oni już nie wiedzą, gdzie mają się udać. Są bezradni. Z jednej strony spłacają kredyt, mieszkania nie dostali, 100 tys. zł swoich oszczędności wpłacili i powiadają, że przyjdzie czas, że jak umrą, to dzieci będą spłacać ich dług. Ja tak sobie pomyślałam, że gdyby było jakieś małe mieszkanie, bo to są takie sprawy życiowe, które powinniśmy brać pod uwagę.
Państwo M. chętnie opowiadają o swojej sytuacji, pokazują dokumenty. Zastrzegają jednak, że wolą zostać anonimowi.
- Nie chcemy podawać swojego nazwiska do publicznej wiadomości, bo jest nam wstyd, że się tak daliśmy oszukać, że tacy naiwni jesteśmy - mówi mieszkanka Łabiszyna.
Małżeństwo z Łabiszyna od wielu lat marzyło o własnym mieszkaniu. Całe lata oszczędzali i przygotowywali się do kupna czegoś odpowiedniego. Okazja trafiła się w 2002 roku, kiedy deweloper spod Gniezna postanowił zbudować blok mieszkalny w Kcyni. Rok później zawarta została umowa, państwo M. zaciągnęli kredyt i wpłacili pieniądze na mieszkanie. Lokalu jednak nie otrzymali. Stracili też kontakt z inwestorem, który nie odbierał telefonów.
- Myśmy zaufali temu człowiekowi - mówi pani M. - On rozpoczął budowę, nie sądziliśmy, że coś może być nie tak. Poza tym wiedzieliśmy, że wykonywał jakieś zadania wcześniej dla gminy. Do głowy by nam nie przyszło, że tak nas oszuka. Inni byli ostrożniejsi, nie pozawierali umów i nie wpłacili pieniędzy przed dokończeniem nieruchomości. My i jeszcze jedna rodzina daliśmy się oszukać.
Państwo M. zainteresowani byli mieszkaniem o około 58 m2. W 2003 roku cena za 1 m2 wynosiła 1.700 zł, więc zapłacili ponad 100.000 zł. Przeznaczyli na ten cel oszczędności swojego życia, ale także zaciągnęli kredyt w wysokości niemal 40.000 zł. Blok miało budować Przedsiębiorstwo Wielobranżowe Budowlano-Handlowe Janbud z siedzibą w Wierzbiczanach. Jednak właściciel bloku nie dokończył i ogłosił upadłość. W 2007 roku nieruchomość w Kcyni przejęło Towarzystwo Inwestycyjne Nest, a państwo M. zostali poinformowani, że mieszkanie na nich czeka, ale muszą od nowa za nie zapłacić, a cena, jakiej firma zażądała, wzrosła do 2.800 zł za m2.
(...) informujemy, iż nie nabyliśmy żadnych zobowiązań P.W. „Janbud”, z którą Państwo podpisali umowę na zakup lokalu mieszkalnego. Wszelkie roszczenia oraz zwrot nakładów na nieruchomość winniście Państwo kierować do Przedsiębiorstwa Wielobranżowego „Janbud” - informowała w jednym z pism firma Nest w 2008 roku.
Burmistrz Kcyni Tomasz Szczepaniak pamięta współpracę z firmą Jana Z. Wykonywała ona na zamówienie gminy oczyszczalnię ścieków. Z zadania się wywiązała, zostało ono rozliczone i oczyszczalnia funkcjonuje do dziś. Natomiast w budowie bloku przez tego dewelopera gmina nie uczestniczyła. - Ja tego nie śledziłem i jedynie mogę współczuć tym ludziom, którzy znaleźli się w tej sytuacji, ale gmina nie ma z tym nic wspólnego - powiedział burmistrz Tomasz Szczepanik. - Problem polega na tym, że ludzie są łatwowierni i podpisują umowy z pierwszym lepszym człowiekiem. Ja pani powiem, jak to było. Ten człowiek po prostu splajtował, bo on pił. My tu w gminie, to go pilnowaliśmy, a jak on zaczął budować nieruchomość na własną rękę, to kto miał go pilnować? Ale jeśli ktoś kupuje mieszkanie nie kupując choćby ułamkowej części gruntu, to tak jakby kupić działkę na księżycu. Ale ludzie tego nie wiedzą i nadal tak robią. Do mnie dochodzą informację, że znów ktoś buduje blok, powstały tylko fundamenty, a ludzie już pieniądze wpłacają. Trzeba po prostu uważać.
W 2005 roku małżeństwo z Łabiszyna weszło na drogę sądową z Janem Z.
(...) zawiadamiamy o popełnieniu przestępstwa oszustwa i wyłudzenia kwoty 109.500 zł na naszą szkodę przez Jana Z. [tu pada nazwisko, przyp. mk] - podawali w pismach do sądu w Szubinie i Bydgoszczy. Człowiek ten pozbawił nas całego dorobku życia i doprowadził do tragicznej sytuacji finansowej wyłudzając od nas powyższą kwotę tytułem kupna mieszkania w domu wielorodzinnym w Kcyni. Wierząc, iż zawierając w/w umowę w dniu 30 kwietnia 2003 roku ma on uczciwe zamiary, dokonaliśmy wpłaty na wskazany rachunek bankowy w Banku Spółdzielczym Łubowo łącznie kwoty 109.500 zł, z czego około 70.000 zł stanowiły całe nasze oszczędności z pracy zawodowej, a pozostałe pochodziły z kredytu bankowego. Zobowiązania kredytowe są dla nasz szczególnie dotkliwe, gdyż prawie cała emerytura żony przeznaczona jest na spłatę kredytu. Jesteśmy oboje osobami w starszym wieku i bardzo schorowanymi. Mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu, które od dawna powinniśmy już opuścić, gdyż takie są plany właściciela nieruchomości. Chcieliśmy na starość zamieszkać we własnym mieszkaniu w Kcyni, ponieważ stamtąd się wywodzimy i większość naszej rodziny zamieszkuje w Kcyni lub okolicy. Przeczytaliśmy ogłoszenie w prasie, iż w Kcyni wybudowany będzie blok, w którym jest możliwość kupna mieszkania. Dowiedzieliśmy się, iż wykonawcą inwestycji jest Jan Z., prowadzący przedsiębiorstwo, w ramach którego wykonywał wiele inwestycji na rzecz gminy Kcynia. Wierzyliśmy, że skoro gmina powierza budowę wielu inwestycji temu przedsiębiorcy, to jest on rzetelny. (...) Prosimy uprzejmie Pana Prokuratora o prowadzenie sprawy przeciwko w/w, gdyż uczciwie pracowaliśmy całe życie, a oszust korzysta z naszych pieniędzy.
Najpierw kierowane były pisma do prokuratury w Szubinie i do Sądu Rejonowego w Bydgoszczy. Jednak prokuratura odpowiadała, że ma do czynienia z niewywiązaniem się z warunków umowy lub niedołożeniem należytej staranności poszczególnych warunków umowy i w tym przedmiocie państwo M. powinni dochodzić roszczeń w postępowaniu cywilnym. Ostatecznie został złożony w Gnieźnie pozew cywilny przeciwko inwestorowi z Wierzbiczan. Tam zapadły dwa wyroki wzywające do zapłaty 16.000 zł i 54.000 zł państwu M. Jednak, pomimo że komornik z Gniezna poinformował o wszczęciu egzekucji z nieruchomości i wezwaniu do zapłaty długu, państwo M. z Łabiszyna nie otrzymali pieniędzy. Podkreślają, że każdy wniosek do komornika, jakiekolwiek pismo pisane przez adwokata wymaga zapłaty, sąd też określa koszty, na które już ich nie stać.
- Sąd palcem w bucie nie ruszy, jak pani mu nie zapłaci, komornik tak samo, a my musimy płacić za to, żeby otrzymać wyrok - mówi pan M. - Nic nie mamy. Ja nie wiem, ile już pieniędzy na to poszło. A my już jesteśmy w podeszłym wieku, myśleliśmy, że na starość będziemy mieli spokój, a tu nic z tego. Ani pieniędzy ani mieszkania.
Z Janem Z. małżeństwo z Łabiszyna od dawna nie ma kontaktu. Nie odpowiada na telefony, nie kontaktuje się z nimi. Pan M. wspomina, że któregoś razu pofatygowali się do Wierzbiczan, gdzie mieszka Jan Z. Od ludzi tam napotkanych dowiedzieli się, że przebywa on na wczasach w Hiszpanii. Nam również nie udało się skontaktować z Janem Z. Żaden z posiadanych przez nas numerów telefonów nie odpowiada.
Obecnie państwo M. mieszkają w wynajmowanym mieszkaniu, nie wiedzą, jak długo. Spłacają też kredyt i boją się, że w każdym momencie mogą zostać bez dachu nad głową.
- Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby drugi raz zapłacić za to mieszkanie - mówi mieszkanka Łabiszyna. - Skąd mamy wziąć 180.000 zł, skoro zdolności kredytowych już nie mamy? Od rodziny tyle nie pożyczymy. Myśleliśmy, że na stare lata przeprowadzimy się do Kcyni, bliżej syna, a tu coś takiego. Teraz to mieszkanie wynajmujemy od młodego chłopaka, ale my nie wiemy, jak długo on zechce nam to wynajmować. Jak nam zrobi wypowiedzenie, to chyba pod most pójdziemy.
Państwo M. rozpoczęli starania o lokal gminny. Pierwszy wniosek złożyli w 1995 roku. Kiedy burmistrz Łabiszyna Jacek Idzi Kaczmarek usłyszał o ich sytuacji, zapowiedział, że przede wszystkim konieczne jest złożenie aktualnego wniosku i kompletu potrzebnych dokumentów. Uprzedził jednak, że gmina nie dysponuje wolnymi lokalami.
- Gmina nie może zaspokajać potrzeb mieszkaniowych osób, które weszły w układ deweloperski, ale z racji wpadki zostały bez mieszkania - powiedział burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek. - Takich wpadek jest wiele. Może to być rozwód, kłótnia małżeńska, zła inwestycja, wpadka kredytowa, ale to nie jest przesłanka, żeby przydzielać mieszkanie. My nie mamy lokali awaryjnych, a każdy lokal, który staje się wolny, jest wolny tylko przez sekundę. On jest od razu zagospodarowywany. A ja nie znam gminy, która dysponuje pakietem mieszkań awaryjnych.
Burmistrz wspominał też, że z małżeństwem, które znalazło się w tej trudnej sytuacji, spotkał się około 7 lat temu, jednak mieszkanka Łabiszyna podtrzymuje, że dwa lata temu także rozmawiała z burmistrzem o swojej sytuacji i o tym, że potrzebny jest lokal.
- Burmistrz na sesji powiedział, że nie spotkał się ze mną dwa lata temu, ale prawda jest taka, że byliśmy wtedy u niego i kiedy teraz poszłam do niego i powiedziałam o tym, przyznał, że coś sobie przypomina. Ale wtedy nie mówił, że mamy znowu wniosek o mieszkanie składać - mówi pani M.
11 maja tego roku, podczas wizyty u burmistrza pani M. dowiedziała się, że konieczne jest ponowne złożenie wniosku i dostarczenie dokumentów potwierdzających dochody. Wniosek napisała i złożyła tego samego dnia, w którym spotkała się z burmistrzem. Odcinki z emerytury miała dostarczyć kilka dni później. Zanim to jednak zrobiła, 14 maja otrzymała odpowiedź na złożony kilka dni wcześniej wniosek. Burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek informował w nim, że wniosek został rozpatrzony negatywnie.
W zasobach mieszkaniowych gminy nie ma w chwili obecnej wolnego lokalu, wszystkie lokale są zasiedlone i sytuacja w najbliższym czasie niestety nie ulegnie zmianie - informował burmistrz. Oczekujących i w podobnie trudnej sytuacji jak Pan jest wielu. Wobec powyższego proponuję rozeznanie pozyskania wolnego lokalu mieszkalnego we własnym zakresie. Jednocześnie chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że gmina Łabiszyn przychylnie odnosi się do inicjatyw adaptacji pomieszczeń strychowych lub innych wskazanych przez zainteresowanych znajdujących się w zasobach komunalnych, na lokale mieszkalne.
Odpowiedź burmistrza rozczarowała małżeństwo z Łabiszyna, które poddało się i zrezygnowało z dostarczenia potrzebnych dokumentów jako załączników do wniosku. Sami siebie pytają, po co mają je dostarczać, skoro wniosek już został rozpatrzony.
- My wszystkie oszczędności poświęciliśmy na kupno mieszkania, przez 45 lat oszczędzaliśmy, do nikogo po nic ręki nie wyciągaliśmy, a teraz, kiedy potrzebujemy pomocy, nie możemy na nikogo liczyć - mówi pani M. - Żyjemy teraz na walizkach. Budzimy się i nie wiemy, jak długo będziemy mogli mieszkać tu, gdzie teraz mieszkamy. Jesteśmy już starsi, schorowani, powinniśmy odpoczywać. Mamy wyroki z sądu, ale co z tego. Nie mamy siły już, żeby walczyć o egzekucję pieniędzy, jakie się nam należą. Poza tym nie stać nas już na to. Teraz chcielibyśmy chociaż jakieś mieszkanie z gminy, żeby mieć coś swojego. Przecież to nie musi być od razu, ale jakby się coś zwolniło, to chcielibyśmy, żeby o nas pamiętano.
Państwo M. postanowili, że zastanowią się nad tym, czy dostarczyć do gminy komplet dokumentów. Podkreślają też, że będą starać się obserwować i dowiadywać, czy nie zwalnia się jakieś mieszkanie. Sprawy sądowe na razie porzucili, ponieważ nie mają na to, ani sił, ani środków. Całą dokumentację oddali synowi.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 956 (23/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze