Reklama

Zaczęło się od telefonu komórkowego

Imponujące zdjęcia pałuckich (i nie tylko) krajobrazów, a także pełne emocji reportaże ślubne to jego wizytówka. Wspólnie z żoną zamyka ulotne chwile, które już nigdy się nie powtórzą w pełnych pasji fotograficznych kadrach. Pomimo wieloletniego doświadczenia, wzlotów i upadków cały czas dąży do doskonałości i nieustanie się rozwija. Fotografia to dla niego odskocznia, przygoda, miłość, ludzkie historie, fascynacja, ale też lekcja cierpliwości. Zapraszamy na wywiad z rzadko rozstającym się ze swoim aparatem Mateuszem Lewandowskim ze Żnina. 

Justyna Kulpińska: - Od czego wszystko się zaczęło? Jak zrodziła się w Tobie pasja do fotografowania i jak długo już trwa?

Mateusz Lewandowski: - Wszystko zaczęło się od pierwszego telefonu komórkowego wyposażonego w aparat (okolice 2004 roku). Wtedy zacząłem robić zdjęcia wszystkiemu co „wpadało mi w oko” i przykuwało moją uwagę. Wtedy nie wiedziałem, że fotografuję, nie zdawałem sobie zwyczajnie z tego sprawy, po prostu pstrykałem obrazki, które zapisywały się w pamięci telefonu. Z czasem pojawiały się coraz to lepsze urządzenia, które dawały coraz fajniejsze efekty, a ja zbierałem pieniądze i kupowałem nowe telefony, robiłem kolejny fotki, jedna za drugą. Pewnego dnia doszedłem do takiego momentu, którego w żaden sposób (na tamte czasy) nie mogłem przeskoczyć fotografując komórką... chodziło o zdjęcia nocne z zamrożonym światłem przejeżdżających aut. Kombinowałem na wszystkie możliwe sposoby, ale niestety czasu migawki nie mogłem oszukać, a ten kończył się bodajże na 1/30 s i zwyczajnie był zbyt krótki by zapisać to co sobie wymyśliłem. Później pojawiły się aplikacje, które pozwalały zatrzymać czas na 2 s, ale efekty były bardzo mizerne. W 2014 roku pojawił się znajomy z pracy, który podsunął mi pomysł zakupu pierwszej lustrzanki, no i popłynąłem... (śmiech). Łatwo nie było, aparat to nie telefon, wszystkiego trzeba było się nauczyć. Szybko się zniechęcałem i myślałem, że się do tego nie nadaję. Miałem dobry aparat, nie potrafiłem robić zdjęć… pamiętam te wszystkie frustracje, to było ciężkie. Mimo wszystko z uporem maniaka oglądałem prace bardziej doświadczonych "kolegów" na różnych forach fotograficznych i starałem się odtwarzać podobne kadry z raczej kiepskim skutkiem. Pewnego dnia udało mi się wykonać zdjęcie w Rogalińskim Parku Krajobrazowym, dębów o zachodzie słońca, byłem nim zachwycony. Postanowiłem wrzucić to na forum. Bałem się tej publikacji, podchodziłem do tego kilka dni aż wrzuciłem i o dziwo dostałem fajny feedback. Wiele porad co zrobić lepiej, na co zwrócić uwagę itd. To był mocny kop, uparłem się i zaczęła się nauka, praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka. Zostało tak do dziś. Od telefonu przez lustrzanki, bezlusterkowce, drony no i wreszcie średni format w analogu. Fotografia to moja pasja i nie potrafię dokładnie wskazać kiedy się zaczęła, nie wiem czy w momencie robienia pierwszych zdjęć telefonem czy przy okazji zakupu pierwszego aparatu. Fotografii chyba nie da się nauczyć do końca, a w zdjęciach krajobrazu wszystko jest kwestią przypadku i wielu zmiennych, na które w zdecydowanej większości nie mamy wpływu, no może poza poprawnym dobraniem parametrów, choć i to jest kwestia dyskusyjna. Bądź co bądź, zdjęcia są ze mną odkąd pamiętam i zawsze wzbudzały we mnie emocje.

Reklama

- Przeglądałam Twoją stronę internetową i nie mam wątpliwości, że żona jest nierozerwalną częścią tego co tworzysz, a właściwie tworzycie. Jak dzielicie się obowiązkami i w jaki sposób się uzupełniacie fotografując?

- Tak. Zdecydowanie tak. Nie wyobrażam sobie fotografii bez Weroniki, mojej żony! To ona popchnęła mnie do zakupu lepszego telefonu, potem lustrzanki, bezlusterkowca, drona etc. Do dziś to się nie zmienia i z przymrużeniem oka patrzy na kolejne inwestycje. Zawsze fotografujemy razem. Kiedy latam dronem, żona obserwuje go w powietrzu, zerka na podgląd i podpowiada "spróbuj tak, zrób to inaczej, uważaj ptaki, lećmy wyżej bo drzewa" itd. Każde z nas inaczej patrzy i to jest świetne. W fotografii ślubnej to ona nadaje detalu reportażom, widzi zupełnie inaczej jak ja i może dlatego, że to wszystko jest tak różne po prostu zgrywa się finalnie w całość. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że pozwalając mi rozwijać pasję, sama się nią zaraziła i po prostu to lubi...chyba? (śmiech).

Reklama

- Gdybym poprosiła Cię o wymienienie kilku cech, które powinien posiadać dobry fotograf na jakie zwróciłbyś szczególną uwagę?

- Nie wiem, serio! Nie uważam się za dobrego czy złego fotografa, zupełnie mnie ta terminologia nie interesuje. Wiem kiedy coś mi się podoba i wiem kiedy warto wyjąć aparat, a kiedy nie ma to zupełnie sensu, oczywiście według mnie. Każdy widzi inaczej i każdemu podoba się co innego i to jest też jak najbardziej ok. W fotografii natomiast ważny jest upór, konsekwencja i cierpliwość bo nic nie przychodzi od razu. Zdjęcia krajobrazu nie da się zrobić dwa razy tak samo, bo w przyrodzie nic dwa razy się nie zdarza, każdego dnia jest zupełnie inny wschód czy zachód słońca – ten sam kadr obrany wczoraj, dzisiaj będzie wyglądał inaczej. W reportażu to już w ogóle, mimo tych samych miejsc (kościoły, sale weselne), spotykamy zupełnie innych ludzi, którzy wytwarzają często inne emocje, przy tym i my każdego dnia odczuwamy nieco inaczej. Wszystko jest kwestią wielu zbiegów okoliczności.

Reklama

- Wykonywanie jakich zdjęć sprawia Ci największą frajdę i jaki rodzaj fotografii jest Ci najbliższy?

- Bardzo cenię sobie wolność, a przyroda z natury jest wolna. Przygoda z fotografowaniem zaczęła się właśnie od krajobrazu. Potrafiliśmy, zresztą do dnia dzisiejszego potrafimy, stać w polu gapiąc się na samotną jabłonkę i czekać kilka godzin na światło, które może nie nadejść. Fotografia krajobrazu daje odpocząć, to swego rodzaju ucieczka od świata codziennego, tylko ty aparat, widok – nie ma znaczenia czy się wyspałem czy nie, czy jest zimno czy gorąco. Często wracamy z pustą kartą, bo nie było tego czegoś co najistotniejsze - światło, czasem jestem zwyczajnie zawiedziony, ale zawsze cenię sobie ten moment oczekiwania na coś, co może, ale wcale nie musi się wydarzyć. W zeszłym roku z braku czasu trochę ją zaniedbałem.

Reklama

Jest jeszcze fotografia ślubna -  to ona zdominowała nasz czas mamy nadzieję, że bezpowrotnie… po każdym ślubie wracamy mocno zmęczeni. Pracujesz zwykle 12 h przyklejony do wizjera, oczy bolą, ale i to jest spoko. Kochamy utrwalać ludzi, ich emocje, najważniejsze momenty w życiu, bez zbędnej pozy, bierzemy wszystko to co nam oferują, to jest piękne! Lubimy poznawać ludzi, często przyjmują nas jak swoich, a my stajemy się ich cieniami i wtapiamy się w tłum, wszystko to zamykając w kilkuset kadrach. Na ten moment to chyba dwie takie najpoważniejsze dziedziny, w których się po prostu odnajdujemy.

- Masz swoje ulubione zdjęcia? Co na nich jest?

Reklama

- To ciężkie pytanie… ze zdjęciami to jest tak, że podobają mi się w chwili kiedy je robię, a później w postprocesie, kiedy widzę jak z płaskiego RAWa zdjęcie nabiera klimatu. Kiedy efekt końcowy jest zadowalający zapisuję je na dysk. Po edycji następuje moment ekscytacji, następnie krzywa zaczyna zmierzać ku dołowi, wykres się „wypłaszcza” i mam to zdjęcie w kolekcji. Po jakimś czasie wiem co jest do poprawy, i co mogłem zrobić lepiej. Imogen Cunningham zapytany: "Które z moich zdjęć jest moim ulubionym?" - odpowiada: "To, które zrobię jutro" i ciężko jest mi się z tym nie zgodzić. Niemniej jednak są fotografie, które po prostu lubię, może nie będę się rozpisywał, sami rzućcie okiem.

- Zamiłowanie do utrwalania chwili jest też na pewno sposobem na życie. Pandemia wiele zmieniła w funkcjonowaniu fotografów? Co straciłeś?

Reklama

- W zasadzie nie straciliśmy nic, bo wszystkie reportaże zarówno te z początku, jak i końcówki roku mamy poprzekładane na ten lub kolejny rok, więc nie jest aż tak źle, to tylko i aż kwestia czasu - oczywiście z naszego punktu widzenia. W życiu codziennym pracujemy na etatach, więc mamy zabezpieczenie i przede wszystkim alternatywę, natomiast pandemia odebrała całej branży fotograficzno–usługowej bardzo wiele. Nie wyobrażam sobie co by było gdyby było to nasze jedyne źródło dochodu. Nie chcę tutaj wchodzić w politykę, ale uważam, że zaszło to zbyt daleko i powinniśmy się obudzić.

Schodząc z tych negatywnych emocji związanych z całą tą sytuacją, pozytyw jest tego taki, że w końcu udało nam się znaleźć czas i tak powstał nasz pierwszy kalendarz na rok 2021, którego pewnie bez tego nadmiaru czasu nie udałoby się zrobić. Doszła nam także fotografia produktowa, nowa dziedzina, której uczymy się od początku i to też jest mega! Chętnie kupowane są także nasze rodzime krajobrazy, nie ma co narzekać!

Reklama

- Na koniec zapytam oczywiście o Twoje największe plany na przyszłość związane z fotografią.

- Robić zdjęcia wszędzie tam, gdzie zapragniemy być, rozwijać to co tak bardzo kochamy.

 

fot. Mateusz Lewandowski Fotografia

 

Z Mateuszem Lewandowskim rozmawiała Justyna Kulpińska, 31 I 2021

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości