Willa secesyjna niszczeje w oczach
Zalało pokój i loggia się sypie
Po ubiegłotygodniowych ulewach w mieszkaniu Andrzeja Gabigi, na pierwszym piętrze willi secesyjnej, pojawiły się zacieki. Widoczne są w kuchni i w pokoju. Lokator narzeka na brak remontów w mieszkaniu i na odpadający z loggii tynk.
Zalany sufit w pokoju Andrzeja Gabigi
Tak od wewnątrz wygląda balkon w willi secesyjnej przy ul. Gnieźnieńskiej 18 W rogu jednego z pokojów stoi oryginalny, bogato zdobiony piec kaflowy. Na froncie z kilku kafelków ułożony obraz i ozdobne drzwiczki. Ktoś kilkadziesiąt lat temu pomalował piec olejną farbą. Ten piec w mieszkaniu Andrzeja Gabigi oddaje to, co dzieje się z całą willą secesyjną.
Mieszkanie składa się z dwóch pokojów i kuchni. Ściana między pokojami została wykonana z płyt i dzieli na pół pomieszczenie, które dawniej było jednym pokojem. Z mniejszego pokoju jest wyjście na loggię. Nad nią jest część mieszkania sąsiadów. - W piątek zalało pokój. Kuchnię zalało w sobotę do południa. Nigdy wcześniej nam nie leciało, tylko teraz. Rynny są zawalone i nie odbierają wody. Nikt nie był zobaczyć, jaki jest balkon - mówi Andrzej Gabiga i wyjaśnia, że przez to, że są zapchane rynny, woda z nich wypływa, przelewa się, spływa po murze i dociera pod sklepienie sufitu jego loggii. Tu przecieka, przez ubytki w tynku i popękane mury, i dostaje się do jego mieszkania. Dlatego ma zalany sufit. Nasz rozmówca pokazał ściany i sufit loggii, z których spadła część tynku, część wisi i zaraz spadnie, a to co jeszcze jest na ścianie, ma kolor zielony.
- Prezes powiedział, że przyśle pracowników i że mam się ubezpieczyć. Nikogo od tygodnia nie widzę. Powiedział tak, żeby się mnie pozbyć. Niech oni coś z tym balkonem zrobią, bo to tam leci. Gdybym chciał sam wymalować, to nie mogę, bo przyjdzie ulewa, zaleje i pieniądze będą wyrzucone w błoto - wyjaśnia lokator kamienicy przy ul. Gnieźnieńskiej.
Andrzej Gabiga uważa, że prezes PGM obiecując remont, zbył go. Inną sprawą jest to, że także z zewnętrznej części loggii Andrzeja Gabigi sypie się tynk i stanowi niebezpieczeństwo dla bawiących się przy willi dzieci: - Pisałem do Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej w marcu 2009 roku. Prosiłem o remont mieszkania ze względu na zagrożenie bezpieczeństwa. Z balkonu leciał i dalej leci gruz. Nie wyrzucamy tego gruzu do śmieci. O tu, na dole, pod balkonem leży. Od tego czasu nic nie zrobili. Potem już do PGM nie chodziłem, bo szkoda było moich nóg - mówi Andrzej Gabiga.
Prezes PGM Stanisław Wiciński w ubiegłym roku odpisał lokatorowi, że nie może przeprowadzić remontów w kamienicy ze względu na brak środków finansowych. Potem - w listopadzie - musiał być zrobiony remont części kamienicy, bo był pożar. Wykonano remont dachu i mieszkań, które w nim ucierpiały. Do Andrzeja Gabigi nikt nie dotarł.
- Za tydzień zrobię. Dużo nie, bo nie mam pieniędzy - zapewniał w ubiegły piątek prezes PGM Stanisław Wiciński. Prezes dodał, że wspólnota mieszkaniowa, która funkcjonuje przy ul. Gnieźnieńskiej 18 (9 mieszkań lokatorskich/komunalnych i 4 wykupione własnościowe), nie ma na koncie zbyt wielu środków na remonty. Wspólnota powierzyła zarządzanie swoją nieruchomością Przedsiębiorstwu Gospodarki Mieszkaniowej, a nie prywatnemu zarządcy nieruchomościami. - Zrobimy to, co jesteśmy w stanie zrobić. Na poważniejsze remonty pieniędzy nie mam - powiedział Stanisław Wiciński.
Do wtorku do 20:30 w mieszkaniu Andrzeja Gabigi nie zjawiła się ekipa remontowa.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 966 (33/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze