W Wielkim Sosnowcu
Znaki będą ostrzegać przed bydłem
Dwanaście sztuk bydła przepędzanych każdego dnia przez ulicę na pastwisko wystarczy, żeby przy drodze stanął znak ostrzegawczy. W Wielkim Sosnowcu Władysław Czajkowski zadbał o to, żeby zapewnić jak największe bezpieczeństwo podczas przeprowadzania krów przez ulicę.
Dwa razy dziennie w Wielkim Sosnowcu 12 krów przechodzi drogą gminną na pastwisko. Najpierw około 7.30, a potem około 16.30. P aństwo Czajkowscy codziennie wypędzają na pastwisko 12 sztuk bydła. Zwierzęta muszą przekroczyć drogę gminną i około 200 metrów iść wzdłuż tej drogi. Ze względu na wzmożony ruch w tym miejscu, coraz trudniej jest bez niepokoju spełnić swoje obowiązki i doprowadzić bydło na pastwisko.
Wielki Sosnowiec to wieś, która z roku na rok coraz bardziej się rozwija. Wiele osób kupiło tu w ostatnich latach działki i wybudowało domy. Funkcjonują tu dwa warsztaty samochodowe. Drogą gminną biegnącą przez Wielki Sosnowiec jeździ autobus szkolny i cysterna z mlekiem.
W tym roku Władysław Czajkowski postanowił zawalczyć o odpowiednie oznakowanie na drodze. Zwrócił się z odpowiednim wnioskiem do burmistrza na zebraniu wiejskim, które odbyło się kilka tygodni temu. Sam także dokłada wszelkich starań, żeby ta codzienna czynność nie wiązała się z zagrożeniem dla kogokolwiek. W wypędzaniu bydła biorą udział trzy osoby; oprócz pana Władysława także jego żona i syn.
Władysław Czajkowski wzdłuż drogi, na odcinku, który codziennie musi przemierzyć bydło, założył tak zwanego pastucha, żeby oddzielić zwierzęta od jezdni. Okazuje się jednak, że takie rozwiązanie nie zawsze wystarcza.
- 30 lat już wypędzam tak to moje bydło i kiedyś nie było tak jak teraz - mówi Władysław Czajkowski. - Nie było takiego ruchu, samochód raz na jakiś czas przejechał i był spokój. Teraz ruch jest coraz większy. To prawda, są tacy kierowcy, którzy widząc bydło na drodze, zatrzymają się, ale są też tacy, którzy pędzą, nie patrzą, liczą, że zdążą. Wjeżdżają między to bydło, krowy się płoszą i o nieszczęście nietrudno. Gdyby był znak ostrzegawczy „uwaga na zwierzęta”, to kierowca byłby zobowiązany do tego, żeby zachować ostrożność.
W tej chwili rolnik co rano czeka aż ruch się nieco uspokoi, aż autobus szkolny przejedzie i dopiero wtedy wraz z rodziną zabiera się za wyprowadzanie krów na pastwisko. Kiedy w zeszłym roku zamierzał starać się o ustawienie znaku ostrzegawczego, dowiedział się, że musi być minimum 50 sztuk bydła przepędzanych każdego dnia. W tym roku, oprócz tego, że mówił o sprawie na zebraniu, dwa razy był osobiście u burmistrza przypomnieć o potrzebie ustawienia oznakowania. Dowiedział się, że nie będzie problemu z ustawieniem takich znaków.
Wątpliwości co do wymogów rozwiewa Mirosław Spochacz, kierownik biura powiatowego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Żninie.
- Nawet jeżeli jedna sztuka czy dwie przechodzą przez jezdnię, a wiąże się to z zagrożeniem, to warto taki znak ustawić - powiedział Mirosław Spochacz. - Ale to już powinno zależeć od zarządcy drogi, żeby zadbać o bezpieczeństwo. Rolnik tak czy inaczej jest ubezpieczony od odpowiedzialności cywilnej. Oznacza to, że jeśli jego kura wyjdzie na drogę i jakiś kierowca trącając ją zniszczy sobie samochód, to wtedy ubezpieczalnia pokrywa koszty naprawy tego samochodu. Podobnie, gdyby coś poważniejszego się stało w przypadku przeprowadzania krów przez jezdnię. W razie wypadku ubezpieczalnia pokrywa szkody. Ale to zarządcy drogi powinno zależeć, żeby takie sytuacje ograniczyć, jak tylko się da.
Burmistrz Łabiszyna Jacek Idzi Kaczmarek na początku tygodnia poinformował, że znak ostrzegawczy uwaga na zwierzęta oraz tablica informująca o nazwie miejscowości już zostały zamówione. Spodziewa się, że w ciągu dwóch tygodni zostaną one dostarczone.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1006 (21/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze