Reklama

Burmistrz Barcina liczy na sześciolatki

Barcin, szkoła podstawowa, sześciolatki, przedszkola, burmistrz, Michał Pęziak
     Burmistrz Barcina liczy na sześciolatki
     Burmistrz Barcina Michał Pęziak zaapelował na sesji, aby rodzice dzieci sześcioletnich posyłali je do szkół, bo jeśli zniesiony zostanie ten obowiązek, a rodzice nie poślą sześciolatków do klas pierwszych, to nauczyciele zostaną bez pracy.

     - Chciałbym państwu opowiedzieć o tym, co się dzieje trochę wyżej, nad nami, gdzieś tam w Warszawie, o planach jeśli chodzi o oświatę i o tym, z czym to się będzie wiązało dla nas - zapowiedział burmistrz Michał Pęziak i wyjaśniał, że zniesienie obowiązku edukacyjnego dla dzieci sześcioletnich spowoduje, że jeśli w przyszłym roku rodzice sześciolatków nie poślą swoich pociech do klas pierwszych, to we wszystkich szkołach gminy będzie 27 uczniów w pierwszej klasie, podczas kiedy teraz jest sześć klas trzecich.
     - Nauczyciele, którzy wypuszczą te klasy do klasy czwartej, czyli sześciu nauczycieli plus jednen, który wróci z urlopu zdrowotnego, przypadnie na jedną klasę - mówił burmistrz Barcina. - Rządzący mówią, że reformy, które przygotowują, nie będą wiązały się ze zwolnieniami nauczycieli, a ja pytam się, co zrobimy z tą szóstką nauczycieli w grupie I-III? To się planuje na szybko. Za chwilę mają być zlikwidowane gimnazja. Musicie państwo wiedzieć, że ucieknie nam kolejny rocznik z naszej opieki edukacyjnej, czyli dziewiąta klasa czy trzecia gimnazjum, jak zwał, tak zwał. Tam też jest ileś godzin i iluś nauczycieli zostanie po prostu bez pracy.
     Burmistrz zaapelował do rodziców dzieci sześcioletnich, żeby mimo zmian posyłali dzieci do szkół. Przekonywał, że szkoły są do edukowania tych dzieci przygotowane i jest też przygotowana kadra. Podkreślał, że dobrze jest posyłać dziecko do szkoły wcześniej, tak jak się to robi w większości państw dobrze rozwiniętych.
     Przewodniczący komisji oświaty, radny Rafał Rydlewski powiedział, że nie jest jeszcze powiedziane, że te zmiany nastąpią. Przyznał jednak, że jeśli rzeczywiście zostaną wprowadzone, to będą rodziły konsekwencje także dla funkcjonowania przedszkoli, bo w grupie sześciolatków nastąpi przepełnienie. To z kolei spowoduje, że nie będzie można upowszechniać wychowania przedszkolnego dla 2-3-latków.
     - To, o czym mówię, ma charakter informacyjny i w pewien sposób mentalnie musi nas przygotować do zmian, o których już teraz musimy myśleć - powiedział Rafał Rydlewski.
     Burmistrz Michał Pęziak rozwijając temat stwierdził, że nie jest ważny sposób organizacji oświaty w Polsce, natomiast najważniejsze są programy, które mają realizować nauczyciele oraz wyposażenie szkół, które pozwoli na uczenie dzieci w sposób nowoczesny, a na to są potrzebne pieniądze. Podkreślał, że programy powinni pisać ludzie, którzy mają doświadczenie w pracy w szkole, a często piszą je osoby, które mają tytuły, ale niekoniecznie doświadczenie w pracy z dziećmi.
     - Bardziej zależałoby mi na tym, żeby zreformować programy i dać więcej środków na to, żeby doposażyć szkoły w nowoczesne pracownie, laboratoria, a wiadomo, że najtańszy jest nauczyciel i kreda no i niech się ten nauczyciel męczy - powiedział burmistrz Barcina i stwierdził, że nie był zwolennikiem zmian, kiedy tworzono gimnazja, ale skoro już te gimnazja są i sześciolatkowie do szkoły poszli, zostały w związku z tym poniesione nakłady, to teraz nie popiera kolejnej zmiany, która miałaby spowodować zlikwidowanie gimnazjów i powrót sześciolatków do przedszkoli.
     - Myślimy tak samo - oświadczył Rafał Rydlewski i przyznał, że też był przeciwnikiem tworzenia gimnazjów. Dodał, że te organizmy od samego początku nie funkcjonowały w sposób idealny, ale z każdym rokiem szkoły na poziomie gimnazjalnym stawały się lepsze i bardziej nowoczesne, a nauczyciele nauczyli się pracować z uczniami w odpowiednim wieku.
     - W tej chwili nie mówimy już o problemach wychowawczych, jakie były na początku i to jest chyba największy skarb, jaki przyniosło to gimnazjum - stwierdził radny. - Piętnaście lat pracy nauczycieli, doświadczonej kadry, która wyspecjalizowała się w pracy z dziećmi w tym wieku niestety pójdzie na marne. Pójdą też na marne środki, które wyłożyliśmy jako samorządowcy.
     Wiceburmistrz Lidia Kowal przyznała, że w 1999 roku była za utworzeniem gimnazjum, przy czym miała chwile zawahania w pierwszych latach gimnazjów, kiedy ilość problemów wychowawczych była zdecydowanie większa. Była dyrektor Gimnazjum nr 1 w Barcinie przyznała, że w ciągu piętnastu lat kilkoro uczniów barcińskiego gimnazjum musiało kończyć naukę w ośrodkach wychowawczych czy w domach poprawczych, ale w ciągu ostatnich dziesięciu lat takich uczniów było zaledwie dwoje.
     - To znaczy, że nastąpiła stabilizacja, a znaczenie miało doświadczenie i metody pracy nie tylko gimnazjum, ale też całej społeczności - mówiła Lidia Kowal. - To jest całe bogactwo, bo współpraca w ośrodkiem pomocy społecznej, z policją i z kuratorami jest doskonała. To powoduje, że gimnazjum liczące 300-400-500 uczniów dla mnie jest dobre, do opanowania.
     Wiceburmistrz Barcina powołując się na doniesienia prasowe informowała, że nasz kraj przeznacza na edukacje niemal najmniej ze wszystkich w Europie, tymczasem wyniki uczniów rosną. Dodała, że uczeń spędza w szkole tyle lat co uczeń Finlandii i Szwecji i osiąga wyniki porównywalne z tymi uczniami. Krócej od polskich uczniów uczą się Austriacy, Belgowie, Włosi, ale oni w rankingach są daleko za polskimi uczniami.
     - To przemawia za tym, żeby jednak sześciolatków posyłać do szkoły - powiedziała wiceburmistrz Lidia Kowal, która stwierdziła też, że w oświacie ważna jest stabilizacja, a nie ciągłe reformy.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1243 (49/2015)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości