Reklama

Cel: przejść przez reformę bez zamętu

Rodzice i nauczyciele przybyli na sesję Rady Miejskiej w Barcinie 25 listopada zainteresowani planami zmian oświatowych w gminie. Nie zabrali głosu. Niektórzy w kuluarach opowiadali się przeciwko posyłaniu uczniów VII i VIII klas do budynku obecnego gimnazjum. - My żeśmy maksymalnie długo zwlekali z tym, żeby opinii publicznej przedstawić, do czego chcemy zmierzać - przyznał burmistrz Barcina i stwierdził, że nie ma się co łudzić, że nie będzie zwolnień nauczycieli.

Grzegorz Michalak od wielu lat uczy w Szkole Podstawowej w Mamliczu. W rozmowie kuluarowej z wiceburmistrz Lidią Kowal sprzeciwiał się posyłaniu uczniów z VII i VIII klasy do szkoły w Barcinie. Uznał, że niczym się to nie różni od systemu, jaki obowiązuje w tej chwili. fot. Magdalena Kruszka

     - Inne samorządy jakiś czas temu przedstawiły swoje plany dotyczące zmian w oświacie, jakie będą musiały przeprowadzić samorządy po wejściu w życie ustawy, która będzie procedowana w sejmie w grudniu - powiedział burmistrz Barcina Michał Pęziak. - Dzisiaj mówimy o koncepcjach podejścia do reformy oświaty właściwie na bazie doniesień prasowych, medialnych i informacji publikowanych na stronach ministerstwa. Nie są to jednak akty prawne.
     Burmistrz podkreślił, że sam jest nauczycielem z czternastoletnim stażem i uznał, że nie w tym rzecz, żeby reformować oświatę poprzez reformę struktury oświaty. Nie zgadza się z tym, żeby o oświacie mówić w kontekście tego, jak ma być ona zorganizowana, podczas gdy wszystkim najbardziej zależy na tym, żeby zreformować programy tak, by przystawały do aktualnych warunków życia. Okazuje się, że obecnie one nie za bardzo podążają za zmianami, które w życiu szybko następują.
     - Oczekiwalibyśmy właśnie zmiany programów od klasy pierwszej, poprzez kolejne lata, a także rozwiązań legislacyjnych, mających na celu przygotowanie kadry do tych zmian, bo nauczycieli też trzeba byłoby do tego przygotować - stwierdził burmistrz. - Póki co, jak mówią politycy, wydamy na reformę oświaty 2,5-3 mld zł w sumie nie wiadomo dlaczego ani po co. Ale rząd każe, samorząd musi. Będziemy musieli się z tą reformą oświaty zmierzyć.
     Nie ma jeszcze ustaw ani rozporządzeń, czyli żadnych aktów prawnych, na których można by pracować. Mimo to w gminie Barcin opracowano już model funkcjonowania szkół, do którego gmina chce zmierzać. Plan jest taki, aby w Barcinie pozostawić dwie szkoły podstawowe - nr 1 i nr 2, przy czym Szkoła Podstawowa będzie mieściła się w dwóch budynkach, na ulicy Artylerzystów i na ulicy Polnej. Docelowo dążenia będą takie, aby połączyć Szkołę Podstawową nr 2 i Liceum Ogólnokształcącym, aby utworzyć zespół szkół. W Mamliczu nadal będzie funkcjonować Szkoła Podstawowa, a w Piechcinie Zespół Szkół automatycznie przekształci się w ośmioletnią szkołę podstawową. Burmistrz informował, że w przyszłym roku od 1 września w Szkole Podstawowej nr 2 w budynku przy ul. Artylerzystów 13 uczyłyby się dzieci w klasach I-VI, podobnie w Szkole Podstawowej nr 1 i w Szkole Podstawowej w Mamliczu. Obecny projekt ustawy zakłada, że dzieci klas VII i VIII mogą uczyć się w innej szkole podstawowej, prowadzonej przez ten sam organ prowadzący. Dzięki temu można zrealizować plan, aby w Szkole Podstawowej nr 2, ale w budynku przy ulicy Polnej uczyły się dzieci klas VII i VIII. 1 września 2017 roku w tym budynku pojawiłyby się dzieci klas VII, II klasy gimnazjum, III klasy gimnazjum i licealiści. W kolejnym roku uczyliby się tu siódmoklasiści, ośmioklasiści, uczniowie III klasy gimnazjum i licealiści. Taka sytuacja mogłaby obowiązywać do roku 2022.
     - Dałoby nam to czas, żeby dokładnie się przyjrzeć i nie robić niepotrzebnie zamieszania, bo jesteśmy tego przeciwnikami - stwierdził burmistrz Michał Pęziak. - Chcemy tak zrobić, bo po pierwsze jest to zgodne z zapowiedziami przepisów, które w tej chwili są publikowane. Poza tym pozwala to nam przejść przez okres przejściowy bez robienia niepotrzebnego zamętu. Nie musimy też inwestować w pracownie fizyko-chemiczne we wszystkich szkołach podstawowych. To jest dosyć duży wydatek, a mamy zaplanowaną inwestycję w ramach środków unijnych. Powstanie laboratorium za około 150.000 zł w budynku przy ul. Polnej. Dostosowanie mebli, toalet do wieku dzieci musiałoby pociągnąć za sobą koszty, a to, co proponujemy takich kosztów nie pociągnie. No i sprawniej można by tutaj kierować strumieniem nauczycieli. To znaczy, nie jest prawdą, że nie będzie zwolnień po wejściu reformy, ale chcemy, żeby tych zwolnień w oświacie było jak najmniej. Nie będą natomiast zmieniane obwody szkolne. Stan, który jest obecnie, zostanie zachowany.
     Burmistrz Michał Pęziak skrytykował programy edukacyjne, w których za duży nacisk kładzie się na zdobywanie wiedzy encyklopedycznej, a za mały na praktykę, doświadczenia, pracę w grupach i naukę języków. W tej kwestii oczekiwałyby interwencji rządu. Uznał, że dziś kompendium wiedzy każdy nosi przy sobie, bo posiada smartfony z dostępem do internetu, więc znaleźć informację to jest żaden problem, natomiast posługiwanie się informacjami wymaga już umiejętności.
     Podczas sesji burmistrz zapewnił, że gmina jest otwarta na dyskusję i chętnie wysłucha innych propozycji zmian oświatowych. Jednak żaden z obecnych na sali dyrektorów szkół, nauczycieli czy rodziców nie zdecydował się zabrać publicznie głosu. W kuluarach natomiast swój sprzeciw wobec proponowanych zmian wyraził w rozmowie z wiceburmistrz Lidią Kowal nauczyciel ze Szkoły Podstawowej w Mamliczu Grzegorz Michalak.
     Publicznie na temat oświaty wypowiedział się natomiast radny Henryk Popławski, który stwierdził, że w tej chwili dyskusja na temat zmian w oświacie jest tylko biciem piany, bo wszelkie informacje pozyskane są na podstawie materiałów z telewizji, z gazet, natomiast nie ma żadnego konkretu.
     - Za chwilę pouchwalamy budżety, a nie czarujmy się, że zmiany nie przyniosą kolejnych wydatków - stwierdził radny. - Każda taka zmiana wiąże się z tym, że trzeba wydatkować określone środki i możemy zrobić rezerwę, która pozwoli nam te środki wykorzystywać, ale jeśli nie będzie to potrzebne, to zrobimy kawał solidnej, nikomu niepotrzebnej roboty. Albo nie przewidzimy tych środków i w trakcie roku będziemy znowu stawali na głowie, żeby budżet dostosować do tego, co nam życie dyktuje.
     Henryk Popławski uznał, ze w całej tej sprawie politycy najmniej liczą się z dziećmi, rodzicami i nauczycielami, a wszelkie zmiany odbiją się kosztem dzieci i budżetów gminnych.
     - Po raz kolejny musimy podejmować działania nie mając ku temu żadnych podstaw prawnych ani konkretnych wytycznych, to jest chore - skwitował radny.

Magdalena Kruszka, 30 XI 2016

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości