Do wczoraj (1 lutego) barcińscy strażnicy miejscy skontrolowali 32 posesje pod względem spalania odpadów. Cztery z tych kontroli potwierdziły, że właściciel spala w piecu odpady i zakończyły się mandatami.
Pod koniec listopada ubiegłego roku strażnicy miejscy odbyli przeszkolenie w zakresie pobierania próbek laboratoryjnych z pieców centralnego ogrzewania. Szkolenie zorganizowane zostało przez Urząd Miejski w Inowrocławiu, a przeprowadzone przez pracowników Centralnego Laboratorium Pomiarowo-Badawczego z Jastrzębia Zdroju. Barcińscy strażnicy skorzystali z okazji, że mogą wziąć w nim udział razem ze strażnikami inowrocławskimi. Strażnicy mają już odpowiednie certyfikaty i sprzęt wykonany z atestowanej stali kwasoodpornej, która nie będzie wchodziła w reakcję z pobranymi próbkami. Od stycznia odbywają się kontrole w gospodarstwach domowych, wobec których istnieje uzasadnione podejrzenie spalania odpadów. Komendant Straży Miejskiej w Barcinie Waldemar Polanowski przyznaje, że w tej chwili w większości kontrole odbywały się na podstawie obserwacji dokonywanych przez strażników, którzy widząc podejrzany dym wydobywający się z komina domku jednorodzinnego, pukają do drzwi, aby sprawdzić, czy do pieca nie trafiły czasem odpady.
- W poprzednim okresie, zanim rozpoczęliśmy kontrole, mieliśmy mnóstwo zgłoszeń od ludzi, że ktoś spala w swoim piecu śmieci - mówi komendant Waldemar Polanowski. - Od stycznia mieliśmy tylko jedno takie zgłoszenie. Strażnicy przeprowadzili kontrolę, ale to zgłoszenie się nie potwierdziło. Pozostałe kontrole strażnicy przeprowadzali na podstawie własnych obserwacji. Nie chodzimy od posesji do posesji. Na razie przyjęliśmy zasadę wizualnej obserwacji i obserwacji zapachu, a także reakcji na zgłoszenie.
W sumie w styczniu przeprowadzono 32 kontrole w całej gminie Barcin. W czterech przypadkach strażnicy potwierdzili, że w piecach grzewczych spalane są odpady, ale nie musieli pobierać próbek z tych pieców, bo właściciele przyznali się do spalania odpadów i przyjęli mandat, jaki został na nich nałożony. W trzech przypadkach były to mandaty stuzłotowe, a w jednym przypadku mandat pięćdziesięciozłotowy. Dwa wykryte przypadki spalania w piecach odpadów dotyczyły Barcina (jedno starego miasta, drugie osiedla domków), jeden dotyczył Piechcina, a jeden miejscowości podbarcińskiej.
Procedura jest taka, że jeżeli osoba, u której przeprowadzana jest kontrola, przyzna się do spalania w swoim piecu odpadów, to zostaną wobec niej zastosowane środki karne przewidziane w przepisach, czyli zostanie nałożony mandat w wysokości od 20 do 500 zł. W przypadku skierowania sprawy do sądu, grzywna może sięgnąć 5.000 zł. Jeżeli osoba kontrolowana nie przyznaje się, a strażnicy nadal mają podejrzenie, że spalany materiał nie jest materiałem przewidzianym do opału, to następuje pobranie próbek. One zostają zabezpieczone w obecności kontrolowanego do specjalnego pojemnika, przy nim zaplombowane, zostaje sporządzony protokół z kontroli, a próbka wysyłana jest do laboratorium. Badanie ma być przeprowadzane w terminie do 10 dni. Potem wynik przyniesie odpowiedź na pytanie, co było spalane. Konsekwencje będą takie, że strażnicy ponownie udadzą się do takiego właściciela nieruchomości i mogą nałożyć mandat. Jeżeli taka osoba nada będzie kwestionowała wyniki badań, to sprawa zostanie skierowana do sądu. Koszty badania uzależnione są od tego, co będzie badane i wahają się od 200 do 450 zł netto za badanie.
Komendant Waldemar Polanowski podkreśla, że nie zawsze czarny dym z komina oznacza, że ktoś spala w swoim piecu odpady. Zaznacza, że jeśli ktoś pali w piecu i nie jest to ekogroszek wysokiej klasy czy gaz, to wiadomą rzeczą jest, że na początku rozpalania pojawia się czarny dym. Wtedy strażnicy wchodzą do takiej posesji, sprawdzają i okazuje się, że ten dym powstał na początku rozpalania. Strażnicy nie mogą sprawdzić, jak często właściciel posesji czyści komin.
- Zauważyliśmy, że problem w Barcinie powstaje, bo w większości przypadków zadymienie jest wynikiem spalania odpadów kopalnianych typu muł i miał węglowy, które są dopuszczone do użycia - zauważył komendant Waldemar Polanowski. - To jest odpad węglowy, który nie jest zabroniony do sprzedaży. Ludzie gu kupują, bo jest tańszy i palą nim w swoich piecach, a w wyniku spalania tego wydobywa się toksyczna substancja, czyli pył pm10, który powoduje choroby gruźliczne i raka płuc. Najczęściej właśnie ten pył wdychamy. Natomiast inna toksyna powstaje w wyniku spalania plastików i tekstyliów. Jest to benzo(a)piren i on jest najgroźniejszy, bo powoduje raka wszystkiego.
Według komendanta, problemem w gminie Barcin jest to, że spalany jest legalnie dopuszczony do sprzedaży odpad kopalniany. To on powoduje zadymienie, które tak niepokoi mieszkańców.
Strażnicy miejscy ponownie będą kontrolować te posesje, w których stwierdzono spalanie odpadów. Komendant podkreślił również, iż niewykluczone jest, że strażnicy będą starali się też skontrolować przedsiębiorców.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1303 (5/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze