Do oszustwa doszło, gdy Janusz Pacanowski poprzednio był w Barcinie. To stąd nawiązał kontakt z rzekomymi brokerami na giełdzie kryptowalut w internecie. W wyniku szeregu działań, które nastąpiły w kolejnych kilku tygodniach stracił 100.000 zł. Sprawę zgłosił na policji w Londynie, bo tam mieszka na stałe, a w Barcinie tylko bywa co kilka miesięcy. Teraz też tutaj jest i postanowił zgłosić sprawę oszustwa także polskim śledczym w Żninie.
Zadzwonił do nas Janusz Pacanowski. To 74-latek, który od ponad 20 lat mieszka w Londynie, ale pochodzi z Barcina. W Barcinie bywa regularnie, spędzając czas na działce rekreacyjnej w ROD Bartek. To właśnie podczas takiego spokojnego czasu na działce w Barcinie coś go podkusiło, by wejść na giełdę kryptowalut.
Dzisiaj powoli traci nadzieję, że odzyska swoje pieniądze. Jest na siebie zły, bo zdaje sobie sprawę, że padł ofiarą oszustwa przez swoją łatwowierność i brak dostatecznego rozeznania w wirtualnym świecie. Postanowił jednak opowiedzieć o tym, co mu się przytrafiło, aby było to nauką dla innych osób, które wiedzione chęcią szybkiego zysku natkną się na stronę, która wyświetliła się na jego telefonie, gdy poprzednio był w Barcinie.
Był 24 października zeszłego roku. Janusz Pacanowski przeglądał w swoim telefonie internet. Gdzieś przewinęła mu się strona, na której prezydent Nawrocki i wicepremier Sikorski rzekomo zarabiają wielkie pieniądze na giełdach. On w to uwierzył i wszedł na tę stronę. Tym bardziej, że kusiło ogłoszenie, iż ponoć to ostatni dzień, w którym można skorzystać z promocji i rozpocząć handel inwestycyjny na giełdzie handlowej przez międzynarodową firmę inwestycyjną DSBC.
- Zostałem zwerbowany przez jakiegoś pana. Jego nazwisko wyświetlało mi się następnie na kontakcie, który on podał, zresztą tak samo, jak i kolejnych brokerów, których mi podstawiał. Te nazwiska są zapewne fałszywe, bo później odkryłem, że pod tymi samymi numerami są różne personalia. Ale na początku wszystko wyglądało wiarygodnie. Miałem zacząć swoje inwestowanie od 1.000 zł. Mój bank w Anglii, a mam konto w Barclays, zasygnalizował mi jednak, gdy chciałem dokonać przelewu, że ma wątpliwości, jeśli chodzi o wiarygodność firmy DSBC. To powinno mnie zastanowić, ale niestety, byłem naiwny. Tym bardziej, że ten rzekomy broker z DSBC z siedzibą w Wilnie przedstawił mi zaraz kolejną brokerkę, której usługi miały być dedykowane mojej osobie. Dlatego mimo ostrzeżeń z mojego banku, poszedłem w to dalej i ci oszuści założyli mi konto w Revolucie. Na zachętę dali pożyczkę 4.000 funtów, którą na szczęście po tygodniu oddałem, bo początkowo na tym handlu na giełdzie zarobiłem spore pieniądze. Byłem zadowolony, bo jednego dnia zarobić miałem około 30.000 dolarów. Następnie jednak oni zaczęli na moje nazwisko zaciągać pożyczki w Barclays. Rzekomo przelewałem 28 razy pieniądze w różnej wysokości na jedno nazwisko. To też z pewnością jedna z fałszywych tożsamości tych ludzi. Już wiedziałem, że coś jest nie tak, że chyba zostałem oszukany. Tym bardziej, że mój wnuk, który jest informatykiem, gdy mu pokazałem, co się dzieje, nakazał mi nie kontaktować się z tym DSBC, nie odpowiadać na ich zaczepki w internecie. Bo oni wciąż kusili. Zresztą do dzisiaj na mojej platformie, którą mi założyli do tego handlu na giełdzie wyświetla się komunikat, że mam do odebrania 38.000 dolarów, które ponoć zarobiłem na giełdzie. Tylko, że aby je odebrać, mam wpłacić jakąś zaliczkę. Tego już nie zrobiłem. Oni zaś co jakiś czas wysyłają mi pilne komunikaty lub dzwonią, że mam szybko odebrać te pieniądze. W życiu! Nie dam się dalej oszukiwać. Poza tym, gdy w internecie wpisuję nazwę tej firmy, to pojawiają się od razu także firmy rzekomo odzyskujące długi. Niestety, każda z nich chce ode mnie pieniędzy, nim - jak deklaruje - przystąpi do odzyskania tego, co straciłem. Tylko trzy takie firmy w odróżnieniu deklarują, że wezmą ode mnie 10% dopiero po pozytywnym załatwieniu zleconej im egzekucji. Tyle tylko, że jak odkryłem, numery telefonów i do tych firm i do tych brokerów, których przedstawiono mi w październiku, to są te same numery. Dlatego w to nie wierzę - opowiedział nam Janusz Pacanowski.
Już w listopadzie zgłosił podejrzenie oszustwa na policji w Londynie. Brytyjscy śledczy prowadzą w tej sprawie dochodzenie, choć Janusz Pacanowski obawia się, że może nie odzyskać już swoich pieniędzy. Ponieważ ofiarą oszustwa stał się jednak fizycznie rzecz ujmując w czasie pobytu w Barcinie, to teraz, gdy przyjechał w rodzinne strony ponownie, postanowił sprawę zgłosić także na policji w Żninie. Jest zaś co zgłaszać, bo jego straty to 100.000 zł.
15 kwietnia pojechał do stolicy Pałuk. Zrobiliśmy mu nawet zdjęcie, gdy wchodzi do Komendy Powiatowej Policji w Żninie. Kilka godzin później, gdy z Januszem Pacanowskim rozmawialiśmy ponownie, poinformował on, że policjant cierpliwie go wysłuchał, ale ostatecznie dochodzenia żnińscy funkcjonariusze w tej sprawie nie rozpoczną. Wytłumaczono to 74-latkowi tym faktem, że postępowanie w tej sprawie prowadzi już policja londyńska.
- Tak, czy inaczej, zwróciłem się do was, aby po prostu ostrzec podobnych mi, starszych ludzi, dla których świat wirtualny nie jest rzeczywistością, w której przyszli na świat i w której się wychowali. I mówię to zwłaszcza do Polaków, bo Polska jest obecnie rajem dla oszustów na kryptowaluty. Nie ma tutaj nadzoru takiego, jaki jest nad działalnością klasycznych instytucji finansowych. W Wielkiej Brytanii takie inwestycje na giełdach w internecie są bezpieczniejsze, bo jednak jakiś nadzór nad tym istnieje. Uważam, że śledczy z Polski powinni się tym zająć. Teraz jestem trochę przeziębiony, ale gdy mi przejdzie, mam nadzieję za kilka dni udam się jeszcze ze zgłoszeniem do prokuratury rejonowej i wierzę, że oni podejmą dochodzenie. Mam wszystkie dane, w tym screeny z ruchów na giełdzie kryptowalut, które były czynione i numery telefonów, więc nie przychodzę do tych śledczych z niczym - powiedział na koniec Janusz Pacanowski.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze