Ścięty pień lipy
fot. Remigiusz Konieczka
Lipa, jaka by nie była, to żadna gałąź z niej nie odpadała
Drzewa ścięte, bo chore. Ale na co?
Mieszkanka Gorzyc błagała o przyjazd reportera, ponieważ rozpoczęła się ścinka gałęzi lipy. Kilkadziesiąt minut później drzewa już nie było. Jak i trzech innych.
Do wycinki drzew doszło w miniony czwartek. - To był moment. Zdążyłam podejść do okna i zobaczyłam jak lipa pada. Tak się zdenerwowałam, że z tego powodu po tygodniu znowu sięgnęłam po papierosa - mówi mieszkanka Gorzyc. - Mówiliśmy burmistrzowi na zebraniu, że drzewa mogą być wycięte, to powiedział, że wstrzyma decyzję. Dzisiaj patrzę, a drzewa są wycinane. Skontaktowałam się ze starostwem powiatowym i tak dowiedziałam się, że wniosek o wycinkę drzew złożył burmistrz.
- Wniosek złożyła Maria Błońska. Długo śpiewali mi o tych drzewach, to kazałem wystąpić z wnioskiem. Każde drzewo było argumentowane inaczej. Dwa zawadzały przy czymś co chcą budować, a lipa była niebezpieczna, bo gałęzie spadają. Byłem tam i sam im mówiłem, że szkoda takich drzew wycinać, ale Maria Błońska mówiła, że gałęzie stale lecą. Grupa ze stowarzyszenia chciała tylko, żeby drewno po wycince trafiło do rzeźbienia, bo lipa podobno jest dobra do tego. Ja zleciłem to ocenie komisji - powiedział Leszek Jakubowski, burmistrz Żnina.
Na terenie szkoły w Gorzycach zostały wycięte dwa świerki, jesion i lipa. Wniosek o wycinkę drzew wpłynął do Urzędu Miejskiego w Żninie 10 lutego. Podpisała go Maria Błońska, dyrektor niepublicznej szkoły w Gorzycach. W piśmie pani dyrektor argumentowała, że świerki są drzewami wieloletnimi i chorymi. Dlatego mogą stanowić zagrożenia dla ludzi i budynków. Ponadto są usytuowane na przyszłym placu zabaw. Zagrożenie dla dzieci stanowić może również lipa, a w szczególności jej wielopienne, odłamujące się i spadające podczas wiatru gałęzie. Dodatkowym zagrożeniem, według wnioskodawcy, są roje pszczół w okresie pylenia. Wnioskodawca zadeklarował nasadzenia nowych drzew.
Niecały miesiąc później na podstawie wcześniejszego wniosku burmistrz Żnina wystąpił do starosty żnińskiego o zgodę na wycięcie drzew. On także argumentował to tym, że ze względu na swój stan i położenie, drzewa stanowią zagrożenie dla przebywających w pobliżu osób i budynków. Dwa tygodnie później powstał protokół wspólnej komisji burmistrza i starosty (Agnieszka Komer, Joanna Stefaniak), która miała na własne oczy ocenić, czy drzewa nadają się do wycinki, czy nie.
- Do wycinki zakwalifikowano wszystkie drzewa wymienione we wniosku. Drzewa należy wyciąć ze względu na ich stan zdrowotny - czytamy w decyzji.
Na pierwszym planie widać pień po jesionie, dalej dwa kikuty po świerkach, a przy budynku ślad po lipie Drzewa, według komisji były suche. Miały połamane konary, wobec czego stanowiły zagrożenie dla przebywających w pobliżu osób i mienia. Dodatkowo świerki i lipa były wiekowe. Stwierdzono opad igliwia i suchych gałęzi. Konkretnej choroby komisja nie określiła. Dwa dni później starosta wydał decyzję o wycince 2 świerków, jesionu i lipy ze względu na ich stan zdrowotny i położenie stanowiące zagrożenie dla przebywających w pobliżu osób oraz mienia. Joanna Stefaniak, na nasze pytanie o to, jaka choroba dotknęła drzewa, powiedziała, że komisja nie określiła choroby drzew.
W chorobę drzew nie wierzy za bardzo mieszkanka Gorzyc, która obserwowała wycinkę przez okno. Twierdzi, że rośliny były zdrowe, a gałęzie nie były suche. Sprawą wycinki drzew zainteresowała Stowarzyszenie Ekologiczne w Barcinie. Prezes stowarzyszenia Janina Drążek jest oburzona. Jej zdaniem komisja, która dokonuje oględzin drzewostanu powinna swoje decyzje podeprzeć odpowiednimi argumentami, zdjęciami drzew, czy badaniami odwiertu.
- To oni powinni udowodnić, że drzewa są chore. W rzeczywistości taki urzędnik wydaje decyzje, siedząc przy biurku. Nie pierwszy raz po fakcie dowiadujemy się o takich rzeczach. To jest wycinka aż czterech potężnych drzew. Przypomnę tylko jedną, znaną powszechnie rzecz. Drzewo daje tlen czteroosobowej rodzinie przez rok - mówi Janina Drążek.
- Ludzie są oburzeni tym faktem. Sprawdzałem w urzędzie, to okazuje się, że wszystko jest legalne. Ale ta lipa, jaka by nie była, to żadna gałąź z niej nie odpadała. A teraz gałęzie leżą, dzieci chodzą i to nie stanowi zagrożenia? - dziwi się sołtys Gorzyc Paweł Felcyn.
Sprawą wycinki drzew zainteresowało się nadleśnictwo w Szubinie. Zastępca nadleśniczego Kazimierz Słoma powiedział, że wyśle do Gorzyc jednego z pracowników. Z Marią Błońską nie udało nam się porozmawiać.
Remigiusz Konieczka, 2 IV 2009
Pałuki nr 894 (13/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze