20 grudnia o 10.00 robiących zakupy w pobliskich sklepach i przechodniów na ul. 700-lecia mocno zaniepokoiły dźwięki syren samochodów strażackich, które szybko mknęły w kierunku ul. Potockiego. Tutaj wozy bojowe się zatrzymały, by skręcić w prawo, w podwórze na tyłach gmachu Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.
Na miejscu, obok działających w pośpiechu strażaków z Państwowej Straży Pożarnej w Żninie ujrzeliśmy pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Żninie, którzy stali około 50 m od działających strażaków i spoglądali w okno na piętrze gmachu, z którego wydostawał się dym. Porozmawialiśmy z dyrektorem MOPS, Łukaszem Piotrowskim. Wyjaśnił, że to nie jest prawdziwe zdarzenie pożarowe, a tylko pozorowane w ramach ćwiczeń.

Strażacy dotarli na miejsce i rozkładają węże gaśnicze fot. Karol Gapiński
Zarówno pracownicy MOPS, których jest zawsze o tej porze w pracy około 50, jak i klienci instytucji, którzy akurat się w niej znaleźli, ewakuowali się, ponieważ w gmachu uruchomił się alarm pożarowy. Dym z okna, na które patrzyli ewakuowani miał pozwolić strażakom działać w warunkach zbliżonych do warunków rzeczywistych podczas pożaru. Takie ćwiczenia są obowiązkowe, muszą się odbywać dla pracowników MOPS i innych instytucji administracji publicznej przynajmniej raz na 2 lata. Jednak tak samo, jak pracownikom instytucji, którzy muszą przećwiczyć reagowanie na alarm, te ćwiczenia są potrzebne strażakom. Mogą oni zapoznać się z rozkładem pomieszczeń oraz warunkami dojazdu do gmachu, w którym odbywa się ta symulacja. Gdyby pożar rzeczywiście kiedyś tam wystąpił, to przećwiczone działania mogą uratować życie i zdrowie pracowników oraz klientów MOPS-u.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze