Reklama

Dyrektor SPZOZ skarży się na radną - lekarkę

Nie podjęła reanimacji
     Dyrektor SPZOZ skarży się na radną - lekarkę
     Dariusz Drzewiecki, dyrektor SPZOZ, ma pretensje do radnej Małgorzaty Bohuszewicz, że nie podjęła reanimacji, kiedy na stacji paliw zasłabł mężczyzna. Zamiast nieść pomoc, udała się do przychodni i próbowała na miejsce zdarzenia ściągnąć inną lekarkę. Na stacji tymczasem działały dwa zespoły ratunkowe.

Dariusz Drzewiecki wystosował pełne oburzenia pismo do przewodniczącego Rady Miejskiej, w którym skarży się na zachowanie radnej Małgorzaty Bohuszewicz podczas wydarzeń na stacji paliw     
        fot. Magdalena Kruszka

    Dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Barcinie Dariusz Drzewiecki postanowił wystosować do przewodniczącego Rady Miejskiej Włodzimierza Wełnowskiego pismo, w którym oburzał się na postępowanie radnej Małgorzaty Bohuszewicz podczas zdarzenia, które miało miejsce 2 lutego: (...) Negatywną bohaterką zajścia była pani radna Małgorzata Bohuszewicz. Doszło wtedy do dramatycznego zdarzenia. Na stacji paliw „Orlen” w Barcinie zasłabł mężczyzna. Po kilku minutach na miejscu zdarzenia zjawiła się karetka podstawowa z ratownikami, którzy od razu przystąpili do reanimacji. Już wtedy była w drodze karetka specjalistyczna ze Żnina. Cóż wtedy zrobiła pani radna? Była na miejscu zdarzenia, a więc na stacji „Orlen”, i udała się szybko do budynku SPZOZ Barcin przy ul. Mogileńskiej 5. Tam wszczęła awanturę, usiłowała zmusić lekarza pracującego w poradni do udania się na stację „Orlen”. Świadkami tego żenującego zachowania byli pacjenci i pracownicy SPZOZ Barcin. Dodam, że w tym czasie chory otrzymywał fachową pomoc, zgodną z obecnymi standardami postępowania, udzieloną przez wykwalifikowany personel (...)
    Radna Małgorzata Bohuszewicz to lekarz-stomatolog. Od 10 lat już nie praktykuje, gdyż - jak mówi - nie pozwala jej na to wiek i stan zdrowia. Przede wszystkim problemy ze wzrokiem.
    Włodzimierz Wełnowski powiedział nam, że rozmawiał na ten temat z radną - emerytowaną lekarką i przedstawiła ona inny opis faktów, aniżeli dyrektor Dariusz Drzewiecki.
   - Tamtego dnia rzeczywiście byłam na stacji „Orlen”. Było przed 1700. Ja podjechałam pod dystrybutor, a przy innym dystrybutorze stał jakiś inny samochód. O pomoc poprosił mnie mężczyzna, który na tej stacji był ze swoim ojcem. Ojciec ów siedział za kierownicą i był nieprzytomny. Tętno było wyczuwalne, oddech również, ale z chorym już nie było kontaktu. Wraz z jego synem ułożyliśmy chorego w samochodzie w pozycji bocznej tak, ażeby nie zakrztusił się śliną. Objawy wskazywały na atak serca - opowiada Małgorzata Bohuszewicz.
    Syn chorego dzwonił wcześniej po karetkę. Ta wkrótce pojawiła się na stacji. Przyjechało w niej dwóch ratowników, ale lekarza nie było. Chory został wyniesiony z samochodu i ułożony na podłodze w sklepie stacji. Tutaj podjęto reanimację. Małgorzata Bohuszewicz tłumaczy, że stan jej zdrowia nie pozwalał na podjęcie reanimacji przez nią. Uznała jednak, że zamiast czekać na specjalistyczną karetkę  ze Żnina, lepiej pójść do położonej po drugiej stronie ulicy, w odległości może 100 m, przychodni SPZOZ i tam szukać pomocy lekarza. - Ja naprawdę nie mogłam pomóc, kiepsko widzę. Gdybym była w stanie, to nie wahałabym się ratować chorego. Nigdy nie odmawiałam pomocy, kiedy trzeba było, choć przecież ratownictwo medyczne to teoretycznie nie moja specjalność - powiedziała emerytowana lekarka z Barcina.

Małgorzata Bohuszewicz jest rozżalona oskarżeniami. Zapewnia, że gdyby wiek i stan zdrowia jej pozwalały, nie zawahałaby się przed podjęciem reanimacji. 
        fot. Magdalena Kruszka

    Dariusz Drzewiecki pisze dalej w skardze kierowanej do przewodniczącego Rady Miejskiej: (...) Zastanawiam się nad motywami postępowania radnej. Była na miejscu zdarzenia i oddaliła się nie udzielając pomocy, aby wymagać udzielenia tej pomocy przez innego lekarza. Sama jest lekarzem, składała przysięgę Hipokratesa, zna zasady udzielania pierwszej pomocy. Można podejrzewać, że postąpiła wbrew podstawowym kanonom etyki zawodowej. Może powinna znać też zasady funkcjonowania służby zdrowia, kompetencje zespołów ratownictwa, zasady postępowania w takich sytuacjach. Okazuje się, że łatwiej jest krzyczeć i awanturować się (...)
    Radnej nie udało się przekonać lekarki w przychodni, żeby udała się na stację ratować człowieka. Małgorzata Bohuszewicz uważa, że to raczej lekarka z przychodni była niegrzeczna, a nie - jak twierdzi dyrektor SPZOZ - ona. Dodajmy, że 4 lata temu Małgorzata Bohuszewicz i Dariusz Drzewiecki startowali  z tej samej listy kandydatów na radnego Barcina. Wkrótce po swoim wyborze Dariusz Drzewiecki zrzekł się mandatu, bo otrzymał propozycję objęcia stanowiska dyrektora w jednostce organizacyjne gminy, czyli SPZOZ, a tych dwóch funkcji nie można łączyć.
    Przewodnicząca komisji budżetu, prawa i porządku publicznego w Radzie Miejskiej wróciła na stację. Tam już działał zespół drugiej karetki specjalistycznej ze Żnina. Nieprzytomny mężczyzna zabierany był do szpitala.
    (...) Dodam tylko, iż postępowanie obu zespołów ratownictwa było zgodne z aktualnie obowiązującymi standardami, pomoc była szybka i fachowa. Reanimacja pacjenta przyniosła skutek, przywrócono podstawowe funkcje życiowe. Czy tego samego dokonałby lekarz mający do dyspozycji stetoskop i ciśnieniomierz? Pozostawiam bez odpowiedzi.
    Jestem oburzony zachowaniem radnej Małgorzaty Bohuszewicz. Protestuję przeciwko zastraszaniu moich pracowników. Ubolewam także, że sprawczyni całego zamieszania jest członkiem Rady Społecznej SPZOZ Barcin, jest też lekarzem, pełni też funkcję zastępcy Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Bydgoskiej Izby Lekarskiej. Uważam, iż od takiej osoby mam prawo wymagać innego postępowania, zarówno w treści, jak i w formie - kończy swą skargę Dariusz Drzewiecki.
    Małgorzasta Bohuszewicz nie jest przekonana, że lekarz z przychodni dysponuje tylko stetoskopem i ciśnieniomierzem. Jest to wszak przychodnia, więc specjalistyczny sprzęt też powinien się tam znajdować.
    Mężczyzna, który zasłabł na stacji, następnego dnia zmarł. Małgorzata Bohuszewicz nie zamierza występować na drogę prawną w związku z tym, że czuje się niesprawiedliwie oskarżona przez dyrektora w liście do Włodzimierza Wełnowskiego. Jeśli jednak sprawa poruszona zostanie na najbliższej sesji Rady Miejskiej, wówczas ona przedstawi swoją wersję zdarzenia.

Reklama

Karol Gapiński

Pałuki nr 940 (7/2010)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości