Reklama

Ewa Stankiewicz w ofensywie

Była burmistrz przechodzi do ofensywy
             fot. Karol Gapiński

Zapłaci 4 tys. zł, jeśli burmistrz uiści 17 tys. zł
   Ewa Stankiewicz w ofensywie
     W poprzednią środę w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy zapadł wyrok w sprawie Urząd Miejski w Barcinie kontra była burmistrz, która w Bydgoszczy złożyła apelację od wyroku sądu w Szubinie. Sąd Okręgowy podtrzymał część poprzedniego wyroku i teraz obydwie strony nie są usatysfakcjonowane z ostatniego postanowienia Temidy.

     Przypomnijmy, że w grudniu 2008 r. w Sądzie Rejonowym w Szubinie zapadł wyrok nakazujący zapłacenie Ewie Stankiewicz, poprzedniej włodarz gminy Barcin, 6.000 zł na konto Urzędu Miejskiego. Była to kwota, którą rok wcześniej wpłacił na konto Aurelii Molendy barciński ratusz jako zadośćuczynienie za szkody wyrządzone na jej zdrowiu fizycznym i psychicznym w wyniku zachowań   Ewy Stankiewicz.
     Konieczność zadośćuczynienia na rzecz kadrowej orzekł Sąd Pracy w Szubinie. 
Jednak obecny burmistrz Michał Pęziak wyszedł z założenia, że  6.000 zł, które Aurelia Molenda wywalczyła przed sądem, powinno być zwrócone do kasy ratusza w Barcinie przez osobę bezpośrednio odpowiedzialną za jej straty. Wyrok nakazujący Ewie Stankiewicz wpłacenie orzeczonej kwoty na konto Urzędu Miejskiego w Barcinie zapadł w grudniu ub.r. w Sądzie Rejonowym w Szubinie.
     Jednak Ewa Stankiewicz nie uiściła orzeczonej kwoty i odwołała się od wyroku do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy.
     Sąd nie ograniczył się jedynie przy rozpatrywaniu apelacji do lektury materiałów z postępowania przed sądem w Szubinie. Odbyły się w Bydgoszczy jeszcze dwie rozprawy, na których sąd zapoznał się przede wszystkim z dowodami i zeznaniami świadków, którzy nie zeznawali wcześniej w Szubinie. Świadków tych powołała Ewa Stankiewicz. Były to osoby, które w 2007 r., kiedy jeszcze toczyła się sprawa w Sądzie Pracy, gdzie powodem była Aurelia Molenda a pozwanym Urząd Miejski, chciała powołać na świadków Ewa Stankiewicz. Wówczas już jednak nie była ona burmistrzem, a zatem nie reprezentowała żadnej ze stron i sąd nawet nie pozwalał jej uczestniczyć w rozprawach, nie mówiąc już o powoływaniu świadków.
     Po przeprowadzeniu przewodu odwoławczego Sąd Okręgowy podtrzymał tylko w części wyrok Sądu Rejonowego. Postanowił zmniejszyć odszkodowanie, które wypłacić ma gminie Barcin była burmistrz z 6.000 zł do 4.000 zł. Zmniejszone zostały również koszty sądowe, którymi Szubin obciążał byłą burmistrz Barcina w kwocie 900 zł, a Sąd Okręgowy postanowił ograniczyć je do nieco ponad 200 zł.
     - Ja jestem połowicznie zadowolona z werdyktu sądu odwoławczego. Cieszę się przede wszystkim, że sąd pozwolił mi powołać dodatkowych świadków i nie ograniczył się tylko do materiałów z pierwszej instancji w Szubinie. Pomimo że wysokość odszkodowania, które mam zapłacić w wyniku apelacji, zmniejszono o 1/3, to i tak nie mam zamiaru uiścić tej kwoty w kasie Urzędu Miejskiego w Barcinie. To znaczy uiszczę ją, ale pod jednym warunkiem. Mianowicie takim, że w Barcinie stworzymy precedens. Przecież nie jestem pierwszym i nie ostatnim włodarzem gminy w Polsce, który przegrał przed sądem sprawę z pracownikiem. Tylko, że do tej pory żaden z włodarzy nie ponosił za to odpowiedzialności osobistej. Przecież taka sytuacja, że burmistrz za każdą swoją decyzję ma ponosić konsekwencje osobiście spowoduje, że wszystko stanie w miejscu, bo włodarz będzie się bał zrobić cokolwiek. Ja oczywiście jestem jak najbardziej za tym, żeby przy ewidentnych nieprawidłowościach finansowych, gospodarczych itd., za które włodarz bierze odpowiedzialność, odpowiadał on w razie błędu osobiście. Jednak nie w przypadkach pracowniczych. Ale jeśli tak chce mój następca, pan Michał Pęziak, to niech tak będzie - mówi Ewa Stankiewicz.
     W tym miejscu Czarna Róża Barcina wskazuje na sprawę przed Sądem Pracy, którą gmina przegrała z Romanem Wcisło. Otóż w ub.r. zimą Michał Pęziak zwolnił go ze stanowiska dyrektora Zakładu Usług Miejskich. Zdaniem Ewy Stankiewicz był to po pierwsze ruch bezsensowny, gdyż Michał Pęziak powinien był się wstrzymać ze zwolnieniem dyrektora do czasu zlikwidowania ZUM na podstawie uchwały Rady Miejskiej, która zapadła wiosną ub.r. Wtedy Roman Wcisło straciłby fotel w sposób naturalny, po prostu z powodu likwidacji zakładu, a więc i stanowiska dyrektora. Nie miałby wówczas czego szukać przed Sądem Pracy. A tak, w związku z tym, że Michał Pęziak się pośpieszył, Roman Wcisło wygrał 17.000 zł odszkodowania od gminy w sądzie. To jednak zdaniem Ewy Stankiewicz nie jest jeszcze najgorsze wśród działań obecnego burmistrza. - Każdy pracodawca, nawet w najmniejszym zakładzie, zdaje sobie sprawę, że większość zwolnień z pracy wiąże się ze składaniem przez zwolnionego pozwu do Sądu Pracy. A już przede wszystkim dzieje się tak w przypadku pracowników samorządowych i jednostek organizacyjnych samorządu. Dlatego pan burmistrz, gdy zwolnił dyrektora, to sam, pierwszy, nie czekając na wymianę korespondencji między powodem a pozwanym (Roman Wcisło pozwał bezpośrednio ZUM, czyli jednostkę organizacyjna, a nie sam Urząd - przypis kg) powinien dzwonić, bądź kazać się dowiadywać radcy prawnemu, czy złożono pozew w Sądzie Pracy. A tu burmistrz zaspał ewidentnie i gmina straciła na rzecz Romana Wcisły 17.000 zł. Dlatego, jeśli ja mam płacić odszkodowanie, to niech płaci też Michał Pęziak - uważa Ewa Stankiewicz.
     Ewa Stankiewicz wysłała do Sądu Okręgowego wniosek o wydanie jej pisemnego uzasadnienia wyroku apelacyjnego. Na tej podstawie była burmistrz napisze do przewodniczącego Rady Miejskiej Włodzimierza Wełnowskiego, aby ten wprowadził na sesję projekt uchwały, w której radni upoważnią swego przewodniczącego, żeby wystąpił  do sądu w imieniu pracodawców burmistrza Michała Pęziaka, czyli społeczeństwa gminy. Przewodniczący - według intencji Ewy Stankiewicz - miałby w oparciu o taką uchwałę złożyć pozew przeciwko Michałowi Pęziakowi o zwrot odszkodowania gminie z własnej kieszeni w kwocie, którą wcześniej gmina musiała wypłacić Romanowi Wcisło. - Jeśli pan Pęziak to odszkodowanie zwróci społeczeństwu, to i ja chętnie zasądzoną przeciwko mnie kwotę wpłacę do gminnej kasy - stwierdza Ewa Stankiewicz.
     Również Urząd Miejski w Barcinie chce wysłać wniosek o wydanie pisemnego uzasadnienia werdyktu sądu w Bydgoszczy. Jak powiedział nam Waldemar Dolata, sekretarz gminy Barcin, Urząd Miejski chce wiedzieć, co spowodowało, że sąd zmniejszył zasądzoną w pierwszej instancji przeciwko Ewie Stankiewicz kwotę odszkodowania.
     Do chwili zamknięcia numeru naszej gazety, pomimo że pytanie zadałem pisemnie 17 lipca, nie otrzymałem odpowiedzi, czy burmistrz Michał Pęziak poczuwa się do wypłaty z własnej kieszeni kwoty 17.000 zł tytułem odszkodowania gminie za to, że musiała ponieść ciężar finansowy wynikający ze zwolnienia byłego dyrektora ZUM.
     Ewa Stankiewicz jest też zdziwiona jeszcze jedną okolicznością w związku ze swoim sporem z Michałem Pęziakiem. - Otóż w maju br. w Bydgoszczy odbyło się przedostatnie posiedzenie w sprawie mojej apelacji. Termin ostatniego wyznaczono na 9 lipca. Wtedy ja powiedziałam Wysokiemu Sądowi, że chcę w ostatnim terminie powołać na świadka Henrykę Kowalczewską. Była ona bowiem radcą prawnym Urzędu w Barcinie w czasie, gdy ja rzekomo szkodziłam zdrowiu pani Aurelii Molendy. Pani Kowalczewska miała do czynienia wówczas ze sprawami, które w Urzędzie doprowadziły do tego, że kadrowa rozchorowała się rzekomo z mojej winy. Sąd wpisał panią Kowalczewską na wokandę w lipcu, a tymczasem 1 czerwca pan Michał Pęziak zatrudnił Henrykę Kowalczewską na powrót, jako drugiego radcę prawnego w Urzędzie w Barcinie. Uważam, że świadek powołany przeze mnie mógł być w ten sposób, mówiąc kolokwialnie, zwerbowany przez drugą stronę konfliktu, aby specjalnie jej nie zaszkodzić w sądzie. Myślę, że to było nieetyczne - powiedziała Ewa Stankiewicz.
     Z tym zarzutem absolutnie nie zgadza się sekretarz Waldemar Dolata. - Przede wszystkim dotychczasowy nasz jedyny radca prawny, pan Michał Rościszewski pracował na 3/4 etatu. Jest on jednak mieszkańcem Bydgoszczy i gdy pojawiła się przed nim możliwość podpisania umowy na 1/2 etatu w bydgoskim Szpitalu Dziecięcym, to z uwagi na miejsce zamieszkania skorzystał z niej. Dlatego my od 1 stycznia br. szukaliśmy radcy, który wsparłby Michała Rościszewskiego u nas w Urzędzie. Takie poszukiwania to nie kwestia kilku dni, jak sądzi pani Stankiewicz, a raczej tygodni, czy nawet miesięcy. Rozmowy z panią Henryką Kowalczewską były toczone przez nas o wiele wcześniej, niż Ewa Stankiewicz powołała ją na swego świadka - powiedział sekretarz gminy.
     Od 1 czerwca Michał Rościszewski pracuje w ratuszu barcińskim na 1/2 etatu i w podobnym wymiarze czyni to Henryka Kowalczewska.

Karol Gapiński
Pałuki nr 910 (29/2009)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości