W dwóch ostatnich klatkach schodowych bloku wielorodzinnego przy ul. Lotników w Barcinie spółdzielnia mieszkaniowa zleciła zainstalowanie cyfrowych domofonów, jednak mieszkańcy nie otrzymali do nich kodów przypisanych swoim mieszkaniom. Kiedy jeden z nich zwrócił się do prezesa spółdzielni z prośbą o przekazanie tych szyfrów, ten odmówił i zaproponował niezadowolonemu spółdzielcy, by szukał szczęścia w Bydgoszczy albo w Warszawie, skoro w spółdzielni Kujawy mu się nie podoba.
Blok przy ul. Lotników 15 w Barcinie to jeden z trzech największych budynków mieszkalnych administrowanych przez mającą w tym mieście swą siedzibę Spółdzielnię Mieszkaniową Kujawy. Pod koniec zeszłego roku mieszkańcy szóstej i siódmej klatki schodowej w tym bloku złożyli w administracji wnioski o zainstalowanie na tychże klatkach nowych domofonów. Spółdzielnia zgodziła się i wkrótce cyfrowe domofony zostały zainstalowane. - Jeszcze nie były do końca zainstalowane, a już mieliśmy wliczoną opłatę za domofony cyfrowe do czynszu. Mniejsza jednak z tym. To złotówka do czynszu, my się na to godziliśmy. Podobnie na to, że musieliśmy zapłacić za słuchawki domofonu w swoim mieszkaniu. Jeśli dobrze pamiętam, dwadzieścia złotych. Chodzi mi o coś innego - mówi Janusz Roś.
Mieszkaniec ów uważa, że na drzwiach wejściowych do klatek schodowych powinny być umieszczone od wewnątrz a widoczne na zewnątrz numery mieszkań. Zainstalowane domofony cyfrowe mają tylko numery do wyboru kodów, a przybysz z zewnątrz, np. lekarz czy ratownik medyczny pogotowia, mając podany numer mieszkania nie znajdzie go na tabliczce domofonu. Podobnie nie ma tam nazwisk lokatorów. Według Janusza Rosia taka sytuacja może spowodować, że w krytycznym momencie pomoc nie trafi we właściwe miejsce. Oczywiście na co dzień problemy z odszukaniem danego lokatora mają wszyscy inni zamierzający go odwiedzić, nieznający numeru mieszkania.
- Domofony cyfrowe instaluje się dlatego, że posiadają zalety, których nie mają tradycyjne domofony. Domofon cyfrowy pozwala bowiem otworzyć drzwi wejściowe do klatki schodowej nie wyciągając z kieszeni kluczy i nie angażując do tego wszystkiego drugiej ręki. Nam domofony założono, ale spółdzielnia nie chce dać kodów przypisanych do każdego mieszkania. Ostatnio miałem kontuzję barku i z trudem otwierałem drzwi przy użyciu klucza. Jedną ręką trzeba przekręcać klucz, drugą ciągnąć klamkę. A jeśli ktoś idzie z zakupami, to torby musi odkładać na chodnik, często w błoto, by szukać klucza i manewrować nim w drzwiach. Gdyby miał swój szyfr, to by go wystukał i problem z głowy. Z tymi argumentami we wtorek (w zeszłym tygodniu - 28 lutego - przypis kg) poszedłem do siedziby administracji spółdzielni. Powiedzieli, że po 15:00 ktoś z elektryków przyjdzie i udostępni kody. Uspokoiłem się i wróciłem do domu. Ale po 15:00 nikt nie przyszedł. Poczułem się zlekceważony i następnego dnia poszedłem raz jeszcze do siedziby spółdzielni mieszkaniowej - opowiada Janusz Roś.
Tym razem z mieszkańcem porozmawiał prezes Henryk Popławski. Janusz Roś przedstawił mu swoje argumenty, ale szyfru domofonu do swego mieszkania nie uzyskał. - Pan prezes był bezczelny. Na moje uzasadnienia, że obowiązkiem spółdzielni jest dać nam kody, powiedział mi, że jak mi się nie podoba w naszej spółdzielni, to mam się przeprowadzić do Bydgoszczy albo do Warszawy. On też, jak mi powiedział, mieszka w bloku i nie ma ogrodu z basenem, więc i ja nie mam nie wiadomo czego oczekiwać. A przecież chciałem tylko numer mojego szyfru. Prezes stwierdził, że jeśli ja chcę, to on może mi dać numer telefonu do redaktora „Pałuk” i mogę się tam skarżyć, a to i tak nie zmieni jego decyzji. A jeśli chcę iść dalej, to on może mi też dać numer kontaktowy do telewizji. I zaczął mi szukać tych telefonów. Powiedziałem, że dziękuję, że sam sobie znajdę. Wróciłem do domu, poszukałem numeru i do pana zadzwoniłem - opowiada Janusz Roś.
Pytania w sprawie udostępnienia kodów lokatorom - czym jest spowodowany dotychczasowy brak ich udostępnienia i czy zostaną jednak te szyfry lokatorom przekazane - skierowaliśmy pisemnie w piątek 2 marca do prezesa spółdzielni Henryka Popławskiego. Czekamy na odpowiedź. Podobnie jak na wyjaśnienie, dlaczego tablica rozdzielcza domofonów jest umieszczona w niezamkniętej na kłódkę szafie z licznikami energii elektrycznej, która znajduje się na klatce schodowej. Każdy ma do tego rozdzielnika dostęp i w ten sposób instalacja ta jest narażona na działania różnych wandali czy złodziei.
Według Janusza Rosia jedynym logicznym uzasadnieniem niechęci prezesa do udostępnienia kodów jest obawa, że mieszkańcy często będą się mylić wprowadzając swoje kody na tablicy domofonu. Wtedy będzie dochodziło do zablokowania domofonu i konieczne będzie wzywanie ekipy naprawczej, co prawdopodobnie będzie się wiązało z dodatkowymi kosztami. - I pewnie pan prezes chce tego uniknąć. Uważam jednak, że nie tędy droga, bo teraz wszędzie przechodzi się stopniowo na domofony cyfrowe i nie po to się je instaluje, aby później blokować możliwość wykorzystywania ich atutów - kwituje sprawę Janusz Roś.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1047 (10/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze