Reklama

Kto ma ratować kota

Żnin, straż miejska, brak interwencji, kot, zwierzę
     Kto ma ratować kota
     To nie był pierwszy tego typu przypadek, że zdychał na ulicy kot czy pies, a straż miejska nie podjęła interwencji, bo było już po godzinach pracy. Tym razem kot wreszcie został dostarczony do lekarza weterynarii, ale tylko dlatego, że konsekwentna w swych działaniach była mieszkanka Żnina, która go zauważyła pod oknem. Niestety, dla tego kota było już za późno.

     W sobotnie popołudnie skontaktowała się z nami mieszkanka osiedla bloków wielorodzinnych w Żninie. Tamtego dnia próbowała znaleźć służby odpowiedzialne za udzielenie pomocy zdychającemu kotu.
     - Nawet nie wiem, czy nie był ten kot jeszcze do odratowania, gdyby pomoc nadeszła od razu. Leżał za blokiem, w którym mieszkam. Wyglądał na potrąconego. Gdy wstał i próbował iść, to powłóczył łapką. Nie miałam samochodu, by zabrać go do weterynarza. Do Urzędu Miejskiego, który powinien chyba mieć ustalone zasady postępowania w takich przypadkach, nie miałam co dzwonić. Była sobota i ratusz nieczynny. Znalazłam w Internecie numer alarmowy do Straży Miejskiej w Żninie. Zadzwoniłam, ale telefon był wyłączony. Postanowiłam więc dzwonić na policję. Nie bardzo chcieli podjąć interwencję. Wreszcie po negocjacjach wysłali samochód na osiedle. Samochód przejechał ulicą i już by pewnie odjechał, ale zatrzymałam ich, mówiąc, że przecież zgłaszałam, iż kot leży za blokiem, a nie na ulicy. Policjanci patrzyli na kota i mówili: „No i co my mamy zrobić? To nie jest nasze zadanie”. Tak staliśmy i patrzyliśmy. Jak to? - myślałam sobie. - Owszem, kot taki podwórkowy, tzw. dachowiec, to zwierzę wolno żyjące i nie musi mieć określonego właściciela, ale przecież, gdy jest potrącony, a na to wyglądało, to gmina powinna pomóc. Wyglądało to tak, jakby przyjechali niby na interwencję, a w rzeczywistości nic nie zamierzali robić. Tymczasem nie ma ani straży miejskiej, ani policja nie chce pomóc. Dopiero po pewnym czasie przyjechał brat, z którym zabraliśmy tego kota do weterynarza. Pan Stanisław Plewa przyjął nas, ale niestety dla kota już nie było szansy i musiał zostać uśpiony. Teraz chcę wiedzieć, jakie są procedury wypracowane w tej gminie. Co mamy robić, aby pomóc takiemu zwierzęciu, gdy jest noc albo weekend i strażników nie ma na służbie? - dopytywała się mieszkanka.
     Przemysław Pankowski, komendant Straży Miejskiej w Żninie przyznał, że na interwencyjny telefon komórkowy mieszkańcy mogą dzwonić i komendant osobiście ma ten telefon przy sobie. Jednak wyłącza go w dni powszednie o 17:00, czyli i tak już po zakończeniu pracy przez straż miejską. W weekendy telefon też jest wyłączony. Straż miejska nie ma tylu pracowników i takich środków, by służbę pełnić całodobowo. Dlatego o to, jakie są procedury w takich przypadkach, faktycznie trzeba pytać w ratuszu. Zapytaliśmy zatem urzędników, czy istnieją procedury postępowania w takich przypadkach. Kto płaci za uśpienie bezdomnego kota? Co w przypadku, kiedy po 15:30 lub w soboty i niedziele straż miejska nie podejmuje interwencji?
     Ryszard Ulatowski, naczelnik wydziału rozwoju, promocji i spraw społecznych w Urzędzie Miejskim w Żninie stwierdził, że opisany przypadek znalezienia rannego i umierającego kota należałoby rozważyć przede wszystkim ustalając, czy zwierzę to miało właściciela.
     - Jeżeli zwierzę ma właściciela, to oczywistym jest fakt, że to on dba o jego zdrowie. Gmina z kolei zobowiązana jest do zapewnienia opieki bezdomnym zwierzętom. W przypadku kotów, które traktowane są jako zwierzęta wolno żyjące, obowiązek ten sprowadza się do dbania o ich dokarmianie głównie w okresie zimowym. W przypadku zdarzenia drogowego z udziałem zwierząt, gmina zapewnia całodobową opiekę weterynaryjną. Biorąc pod uwagę opisane okoliczności, wydarzenie raczej nie było wydarzeniem drogowym z udziałem zwierzęcia. Zatem podsumowując informujemy, że w naszej gminie nie ma przyjętych bardziej szczegółowych procedur w zakresie ochrony zwierząt. Corocznie przyjmowany jest przez Radę Miejską w Żninie program opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt. Za zabieg weterynaryjny związany z uśpieniem tego chorego, wolno żyjącego kota, zapłaci gmina - przekazał Ryszard Ulatowski.
     - Kot nie leżał pod oknem, tylko na środku drogi biegnącej za blokiem. Nie jest to, co prawda droga utwardzona i wyłożona kostką jak pozostałe uliczki osiedlowe ale widnieją na niej ślady użytkowania przez samochody w postaci kolein - oznajmiła w odpowiedzi na słowa Ryszarda Ulatowskiego mieszkanka, która próbowała interweniować w sobotę w sprawie kota.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1150 (9/2014)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości