Reklama

Kurza wojna trwa

Mieszkaniec ul. Słowackiego żąda likwidacji hodowli kur u sąsiada z ul. Słonecznej - posesje sąsiadują tyłami. Uciążliwości związane z hodowlą szczególnie źle wpływają na chorego na porażenie mózgowe syna zgłaszającego problem burmistrzowi. Zdaniem ratusza wizje lokalne, także z udziałem dzielnicowego, nie potwierdzają uciążliwości hodowli, dlatego nie wyda nakazu jej zlikwidowania.

Jadwiga i Wojciech Wyppichowie pragną, aby syn Mateusz mógł w spokoju przebywać na świeżym powietrzu. Za żywopłotem znajduje się posesja od ul. Słonecznej, na której znajduje się hodowla drobiu. fot. Karol Gapiński

     Także we wrześniu, ale przed 9 laty napisałem tekst Kurza wojna (Pałuki nr 39/2008). Dotyczył on wówczas 80-letniej mieszkanki jednego z tzw. bloków pocztowych na ul. Aliantów. Trzymała ona w szopce na podwórku budynku 7 kur. Nie wszyscy sąsiedzi byli z tego zadowoleni i starsza pani otrzymała nakaz usunięcia drobiu z szopki.
     ODÓR, INSEKTY I HAŁAS
     Jak się okazuje, hodowle kur w Żninie nadal nie wszędzie są akceptowane przez sąsiadów. Ostatnio mieszkaniec ul. Słowackiego Wojciech Wyppich mocno zabiega w Urzędzie Miejskim, aby ten doprowadził do likwidacji hodowli drobiu.
     - Ja zabiegałem o zlikwidowanie tej fermy drobiu, bo tam jest około 40 kur i koguty, a były też parę lat temu perliczki, jeszcze u poprzedniego burmistrza. Bez skutku. Nie mam nic do kur, niechby ten sąsiad miał nawet kilka tych niosek dla własnych potrzeb, aby znosiły mu jajka. Ale to nie jest miejsce na taką liczną hodowlę z kogutami. Chodzi mi tylko i wyłącznie o spokój, a taka hodowla drobiu to wyklucza. Od wieków wiadomo, że pianie koguta było znakiem dla gospodarza, że czas wstawać. Koguty bowiem zaczynają swoje pianie nad ranem, między godziną czwartą a piątą. Jednak my nie jesteśmy w gospodarstwie na wsi, lecz w mieście - opowiada Wojciech Wyppich.
     11 lipca ten mieszkaniec ul. Słowackiego zwrócił się z prośbą o interwencję do obecnego burmistrza Żnina Roberta Luchowskiego. (...) Fermę swą sąsiad zlokalizował z tyłu swojej działki, za budynkiem gospodarczym, tak że on nie widzi, nie czuje i nie słyszy swoich zwierząt, natomiast my jesteśmy „odbiorcami“ tych uciążliwości. Od wschodu do zachodu słońca słyszymy pianie kogutów, krzyk kur i ujadanie psa. Od godz. 4:00 sąsiad już pracuje przy drobiu. W ciepłe dni i noce dochodzący odór i insekty nie pozwalają nam otworzyć okien i korzystać z siedliska, które przy pomocy PFRON, fundacji i darczyńców zorganizowaliśmy dla naszego syna, aby mógł przebywać na świeżym powietrzu (...) - pisał Wojciech Wyppich do burmistrza.
     Mateusz, 27-letni obecnie syn państwa Jadwigi i Wojciecha Wyppichów cierpi na porażenie mózgowe. Porusza się jedynie na wózku. Ze względu na swoją niepełnosprawność, nie ma zbyt wielu możliwości na korzystanie z uroków wiosny czy lata. Największą jest, a zdaniem rodziców Mateusza raczej byłaby, gdyby nie sąsiad i jego kury, możliwość przebywania na trawniku przed domem. Mateusz lubi także patrzeć na świat z wysokości windy zewnętrznej, którą rodzice mu zainstalowali w domu dzięki wsparciu z PFRON i fundacji.
     ZNIECZULICA URZĘDU
     Ponieważ mieszkaniec ul. Słowackiego nie doczekał się odpowiedzi od włodarza gminy, na początku sierpnia udał się do Urzędu Miejskiego na spotkanie z Robertem Luchowskim. - Burmistrz wyraził zdziwienie, że ja jakieś pismo wysłałem w lipcu, bo on o niczym nie wiedział, ale jak mu przedstawiłem sprawę, to zaraz zapewnił, że załatwi tę sprawę po mojej myśli. Wróciłem od burmistrza z dobrymi nadziejami, ale okazały się one próżne, bo mijały kolejne dni, a nic się nie działo. Była wprawdzie u nas jakaś pani z urzędu, ale powiedziała, że ja mam zbierać podpisy większej ilości sąsiadów, że im też kury przeszkadzają. Ja nie mam zamiaru. Od tego są urzędnicy, by egzekwować zapisy uchwały Rady Miejskiej - uważa Wojciech Wyppich.
     W swoich oczekiwaniach od urzędników Żnina opiera się on na zapisach uchwały Rady Miejskiej z 1 marca 2013 r. w sprawie regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie gminy. W rozdziale 8 paragraf 21 ustęp 1 tej uchwały są zapisy zabraniające chowu i hodowli zwierząt gospodarskich na nieruchomościach o przeznaczeniu nierolniczym w granicach administracyjnych miasta Żnina. Co prawda w ustępie 2 jest zapis, że zakaz nie dotyczy drobiu utrzymywanego na własne potrzeby, ale pod warunkiem, że ptactwo to jest trzymane wyłącznie na własne potrzeby i nie sprawia to uciążliwości dla otoczenia i sąsiadów oraz jest prowadzone z zachowaniem warunków sanitarno-higienicznych. Zdaniem Wojciecha Wyppicha, hodowla jest uciążliwa właśnie dla niego i jego rodziny, a przede wszystkim dla syna. Mateusz miewa ataki epilepsji. Jego rodzice, którzy są prawnymi opiekunami Mateusza, podkreślają, że stan chłopaka pogorszył się właśnie w ciągu ostatnich kilku lat, gdy hodowla drobiu na posesji sąsiada stała się uciążliwa.
     - Problemy ze snem są codziennością. Nie można okien otwierać w domu, bo latem śmierdzi, a nad ranem kogut pieje. Mam wrażenie, że działania sąsiada są złośliwe, bo słyszę często o czwartej, jak szura łopatą po podłodze w tym swoim kurniku, sprzątając gnój. Jakby o innej porze nie mógł tego robić. Nasz syn nie potrafi mówić i nie powie, co czuje, ale my widzimy, że jest z nim coraz gorzej - mówi Wojciech Wyppich.
     21 sierpnia br. złożył w sekretariacie Roberta Luchowskiego kolejne pismo, w którym urzędowi zarzucił znieczulicę, nonszalancję i nieprzestrzeganie obowiązujących uchwał i norm. Stwierdził, że jako rodzice Mateusza są zobowiązani do opieki nad nim nie tylko przez własne sumienie, ale i przez Sąd Rodzinny, który nakazał im zapewniać synowi godne i bezpieczne życie. Wojciech Wyppich stwierdził w piśmie do burmistrza, że ma coraz mniejsze nadzieje na załatwienie sprawy na szczeblu gminy i dlatego będą zmuszeni wraz z żoną Jadwigą szukać pomocy wyżej.
     Jak szacuje Wojciech Wyppich, hodowla kur znajduje się w odległości 20 m od jego posesji, Za płotem podwórka jest rów melioracyjny, a za nim posesja sąsiada, który trzyma kury. Jednak te kury znajdują się nieco w głębi podwórka, przy budynku gospodarczym. Wiele posesji na tym osiedlu ma takie szopki, które przed 30-40 laty służyły mieszkańcom do trzymania w nich na własny użytek drobiu i innych zwierząt gospodarczych, nawet trzody chlewnej. Takie hodowle miały wtedy rację bytu, gdyż ze względu na braki w sklepach i żywność sprzedawaną na kartki, posiadanie własnej świni czy choćby kur w pewnym stopniu uniezależniało rodziny od wystawania w kolejkach do sklepów.
     Hodowlę drobiu na tyłach swojej posesji prowadzi małżeństwo, które mieszka w jednym z domków jednorodzinnych na ul. Słonecznej. Małżonkowie wpuścili mnie na swoją posesję, przedstawili się i porozmawiali. - Nie mamy nic do ukrycia, ale nie chcemy, żeby pan podawał nasze nazwisko w gazecie - mówi gospodyni.

Hodowcy drobiu nie chcieli stanąć do zdjęcia, ale zgodzili się na sfotografowanie stadka w ich kurniku fot. Karol Gapiński

     HODUJE JAKO ROLNIK
     Jej mąż inaczej szacuje odległość swego kurnika od domu państwa Wyppichów, niż ci drudzy. - To jest 100 m i ten pan nie jest moim sąsiadem. On mieszka na innej ulicy - mówi i nawet zachęca do mierzenia odległości. Ze względu na warunki terenowe, drzewa, płoty i rów melioracyjny, bez odpowiednich przyrządów nie jest to możliwe, więc rezygnuję z tej propozycji. Zresztą dla mojego rozmówcy - hodowcy kur, ta odległość i tak nie wydaje się istotna. Jego zdaniem ma on prawo hodować drób na swojej posesji, a argumentuje to w nieoczekiwany sposób. - Mieszkam tu około 40 lat i kury miałem zawsze. Jestem emerytowanym rolnikiem i jako taki mogę drób u siebie trzymać - uważa. Na pytanie, ile miał pola i gdzie, odpowiada, że 3,5 ha w Żninie. Pytam mego rozmówcę, czy otrzymuje emeryturę z KRUS. Na to pytanie nie odpowiada.
     - Kiedyś na tym osiedlu ludzie świnie trzymali, kury. Prawda, że u mnie też były przed laty perliczki, ale już dawno to zlikwidowałem. Jeszcze parę lat temu niedaleko tego pana, któremu to przeszkadza, mieszkała taka pani, która trzymała kilka kur. On się temu sprzeciwiał, a kiedy kobiecina zlikwidowała hodowlę, to nie wiem, przypadkiem, czy nie, z żalu za kurkami, umarła - mówi właściciel hodowli drobiu.
     Wielkości swego stada nie określił. Gdy zapytaliśmy, czy jest to około 40 kur i koguty. odpowiedział, że nie liczył. Pokazał nam jednak kury - nioski na wybiegu. Nie poruszają się one jednak po całej posesji, a tylko w obrębie ogrodzonego dodatkowym płotem kurnika. Niektóre nie wyszły na zewnątrz, pozostawały w budynku gospodarczym. Właściciele pozwolili nam sfotografować kury - Tylko niech pan uważa na koguta, bo on nie lubi, gdy obcy wchodzi na jego stado - ostrzegał właściciel drobiu, gdy uchyliłem drzwi od kurnika, aby sięgnąć tam ręką z aparatem fotograficznym.
     Gdy później zapytałem Wojciecha Wyppicha o sytuację z inną sąsiadką, która trzymała kilka kur na posesji, czy rzeczywiście on też się temu sprzeciwiał i doprowadził do tego, że kobieta zlikwidowała hodowlę? - Nieprawda, ona sama zrezygnowała, a zmarła dopiero kilka lat później, więc to są bzdury, co ten pan mi insynuuje - oznajmił Wojciech Wyppich.
     Jego adwersarz nie zamierza ani likwidować, ani zmniejszać hodowli. Zapytałem go, dlaczego nie ma kurnika od strony własnych okien domu, lecz na jego tyłach? - To mój dom i chcę mieć spokój - oznajmił w odpowiedzi.
     - Ja się rozeznawałam w przepisach i wiem, że nawet Unia Europejska - bo to sobie ludzie wywalczyli - zezwala na hodowlę drobiu na własne potrzeby na terenie posesji w mieście. I niech mi pan uwierzy, że nikomu, oprócz tego pana, nie przeszkadza. Kury były tu zawsze, a ja miałam salon sukien ślubnych w domu, a teraz też synowa ma gabinet kosmetyczny i jakoś nikomu to nie przeszkadza - powiedziała żona hodowcy.
     Jej męża pytamy na koniec, czy nie żal mu niepełnosprawnego syna sąsiadów, który ma możliwość zażywania powietrza tylko na swoim podwórku, a i tutaj musi odczuwać brzydki zapach i dokuczają mu muchy? - A czy pan coś tutaj czuje, żeby śmierdziało? No nie. Jego ojcu zawsze coś przeszkadza, stoi tylko na tej platformie do zjeżdżania u siebie i obserwuje, co się u nas dzieje - kwituje hodowca.
     BRAK ZAPACHU I HAŁASU
     - Już po pierwszym sygnale pana Wyppicha, burmistrz Żnina w trybie pilnym zlecił zbadanie zgłoszonej przez niego sprawy pracownikom wydziału Ochrony Środowiska, Rolnictwa, Leśnictwa i Rozwoju Obszarów Wiejskich. Odbyły się dwie wizje lokalne (20 lipca i 10 sierpnia 2017 r.) w celu zbadania sprawy zgłoszonej przez p. Wyppicha. Wzięli w niej udział: pracownik Urzędu Miejskiego w Żninie i pracownik Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Żninie. Właściciel nieruchomości (sąsiad pana Wyppicha) nie wyraził zgody na wejście na teren posesji, natomiast oględziny posesji, przy której mieszka pan Wyppich nie zakończyły się stwierdzeniem obecności nieprzyjemnego zapachu ani hałasu z sąsiedztwa - przekazał Dawid Kolasa, rzecznik Urzędu Miejskiego w Żninie 21 sierpnia dzielnicowy Komendy Powiatowej Policji w Żninie przeprowadził wizję lokalną, podczas której określił liczebność hodowli na około 15 sztuk i również nie stwierdził obecności nieprzyjemnego zapachu, hałasu ani zaniedbania zwierząt.
     - W związku z tym nie ma podstaw do zakazania hodowli drobiu we wskazanym miejscu. Jeśli pan Wyppich spotka się z sytuacją, że z sąsiadującej posesji docierały będą do niego uciążliwe dźwięki lub zapachy, wówczas powinien skierować sprawę o zakłócanie porządku bezpośrednio do Komendy Powiatowej Policji w Żninie - radzi Dawid Kolasa.
     W ostatni wtorek sierpnia nie wytrzymała Jadwiga Wyppich i zadzwoniła do dzielnicowego z prośbą o interwencję w sprawie tzw. szczekaczki na szpaki, którą mają sąsiedzi za płotem. - On to włączał złośliwie w tych momentach najczęściej, gdy widział, że wychodzimy z Mateuszem na dwór - mówi Wojciech Wyppich.
     Mł. asp. Wioleta Burzych, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie przekazała, że 22 sierpnia dzielnicowy dla zachodniej części Żnina, st. asp. Bartosz Kubisiak przeprowadził taką interwencję w sprawie zgłoszenia o urządzeniu, które powoduje hałas. - Właściciel posesji powiedział, że nie ma już owoców na drzewach, którym zagrażałyby szpaki, więc nie musi tego ptactwa odstraszać i zobowiązał się wyłączyć urządzenie. Wcześniej dzielnicowy był na tej samej posesji po zgłoszeniu o uciążliwości prowadzonej tam hodowli drobiu. Nie stwierdził jednak w związku z tym nieprawidłowości. Były to pierwsze jego interwencje na tej posesji od kiedy Bartosz Kubisiak jest dzielnicowym w tym rejonie, czyli od 5 lat - poinformowała Wioleta Burzych.

Reklama

Karol Gapiński
Pałuki nr 1334 (36/2017)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości