Reklama

Nie ma potrzeby zwiększania ilości OSP w gminie Kcynia

Grzegorz Hemmerling radził, by JRM wystartowała w konkursie NFZ, gdyż nie jest ona OSP

     fot. Sylwia Wysocka

Gmina Kcynia, działania, Afganistan, OSP, sesja, współpraca
     Nie ma potrzeby zwiększania ilości OSP w gminie Kcynia
     14 marca na sesji w Kcyni sprawozdanie o współpracy gminy z organizacjami pozarządowymi przekształciło się w dyskusję na temat współpracy gminy z Jednostką Ratownictwa Medycznego w Kowalewku, i w sąd nad tym, co o tej sprawie przekazują Pałuki.

     28 marca na sesji w Kcyni po sprawozdaniu burmistrza z działalności w okresie międzysesyjnym nastąpił punkt piąty obrad, określony w programie sesji słowami: Sprawozdanie z realizacji „Programu współpracy gminy Kcynia z organizacjami pozarządowymi, organizacyjnym prawnymi i jednostkami organizacjami działającymi na podstawie przepisów o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego [...]”.
     Sprawozdania nie przedstawiał burmistrz Kcyni Piotr Hemmerling, lecz jego brat, komendant gminny Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Grzegorz Hemmerling, a jego wystąpienie dotyczyło wyłącznie spraw ochotniczych straży pożarnych.
     POMOC GMINY DLA OSP - TAK
     Grzegorz Hemmerling zaczął od podziękowań radnym za przekazywane środki na działalność OSP na terenie gminy Kcynia. Zapewnił też, że wraz ze zwiększaniem środków na ochronę przeciwpożarową podnoszone jest bezpieczeństwo na terenie gminy.
     KOWALEWKU - NIE!
     Grzegorz Hemmerling odczytał oświadczenie zarządu gminnego związku OSP w Kcyni, w którym kategorycznie i stanowczo sprzeciwia się stawianiu jednostek OSP przez niektóre portale społecznościowe w złym świetle i podważaniu sensu istnienia jednostek i finansowania przez burmistrza Kcyni. Mówił o zasługach jednostek, wymienił też posiadany przez nie sprzęt. Mówił o przeszkoleniu strażaków w zakresie udzielania pomocy medycznej. - Od kilku lat na terenie naszej gminy w miejscowości Kowalewko pojawiła się grupa ludzi, która nazywała się Jednostka Poszukiwawczo-Ratownicza, po pewnym czasie przeinaczyła się i nazywa się Jednostka Ratownictwa Medycznego. Co jakiś czas możemy przeczytać w gazecie regionalnej „Pałuki” jak burmistrz Kcyni ich dyskredytuje, jak to gmina jest osłabiona oraz jak zachwiane jest bezpieczeństwo ludzi. Chcemy przypomnieć, że ustawa o państwowym ratownictwie medycznym określa jasne i zdecydowane zasady, gdzie są wyznaczone punkty medyczne i za to odpowiada wojewoda, który wskazuje, gdzie mają stacjonować karetki. Jeśli pani wojewoda stwierdzi, że jest za mało lub w złym miejscu, to niech powoła następny punkt np. w Kowalewku, może kosztem Kcyni - mówił Grzegorz Hemmerling. Informował, że zadania Państwowego Ratownictwa Medycznego to nie są zadania gminy. - Tutaj chodzi o pieniądze i utrzymanie jednostki, powiedzmy to sobie jasno i zdecydowanie w Kowalewku, nie wiem być może chodzi o sposób na życie kogoś - mówił Grzegorz Hemmeling cytując zapis statutu jednostki mówiący o niesieniu pomocy przez członków JRM. - Przezwyciężanie trudnych sytuacji życiowych, działalność wspierająca, pomoc ofiarom katastrof, klęsk żywiołowych, konfliktów zbrojnych, wojen w kraju i za granicą. Tutaj wydaje się nam, że ani burmistrz, ani komendant PSP nie jest osobą, która może wydać zgodę, a podejrzewamy, że co najmniej Minister Spraw Wewnętrznych - głosił komendant gminny.

Jurand Świerc zapewniał, że dojść może do sytuacji, gdzie za wyjazd do Afganistanu czy na szkolenie w góry członków JRM przyjdzie rachunek do burmistrza Kcyni

Reklama

     fot. Sylwia Wysocka

     WIĘCEJ - NIE TRZEBA
     Zapewnił on, że w ramach Planu Ratowniczego Powiatu Nakielskiego utworzonego kilkanaście lat temu została określona ilość jednostek, które wchodzą w skład KSRG i będących poza systemem jako zwykłe jednostki OSP i zdaniem komendanta gminnego jest to wystarczająca ilość. - Mamy na terenie gminy Kcynia około 300 strażaków i około 120 osób ubezpieczonych, które posiadają badania lekarskie, ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków i uważamy, że jest to wystarczająca ilość. Pragniemy nadmienić, że z budżetu gminy Kcynia co roku idą bardzo duże środki na utrzymanie jednostek i zwiększanie jednostek jest niepotrzebne, ta ilość jest w zupełności wystarczająca - mówił Grzegorz Hemmerling.
     FAKTY PODAWANE SĄ STRONNICZO
     Odniósł się do artykułu z Pałuk Mieszkańcy chcą bezpieczeństwa i polemizował z zawartymi tam stwierdzeniami. Nadmienił, że jednostki przyjechały bardzo szybko, z czego pierwszą była OSP Gromadno i udzieliła pierwszej pomocy, po niej zespół Ratownictwa Medycznego z Kcyni. Przybył też zastęp PSP z Nakła i zastęp OSP z Kcyni [wypowiadający się w artykule mieszkaniec nie negował czasu przyjazdu straży, tylko czas, jaki przy ówczesnym stanie dróg potrzebowałaby karetka na przyjazd z Nakła czy Szubina w sytuacji, gdyby były poszkodowane dwie lub więcej osób - przyp. red]. Dodał, że JRM była informowana przez dyspozytora PSP, który nie mógł się do tej jednostki dodzwonić. - Niektóre fakty w mediach podawane są stronniczo, być może jest w tym jakiś cel - mówił Grzegorz Hemmerling. Dodał, że ratownictwo medyczne nie jest zadaniem gminy Kcynia i prosił, by nie sugerować, że bezpieczeństwo gminy jest zachwiane, bo tak nie jest. Zapewniał, że czas jest wyliczony na przyjazd karetki, bo ten czas ktoś kiedyś wyliczył.
     Na tym skończył i zapytał, czy są pytania.
     O KORUPCJI I NAJEŹDZIE SZWEDZKIM
     Po nim głos zabrał Jurand Świerc, prezes OSP Górki Zagajne. Odniósł się do wydarzeń z 2008 roku, kiedy to w Górkach Zagajnych pracownicy stawiali plac zabaw pod ochroną policji i firmy ochroniarskiej, gdyż sprzeciwiała się lokalizacji placu część mieszkańców dowodzona przez niego. Zarzucił szkalowanie jego osoby w prasie i Internecie. Tłumaczył, że jest patriotą, jego dziadek pobity był przez bandę ukraińską, a drugi siedział w niewoli. Wyraził się bardzo niepochlebnie o autorce artykułu (piszącej te słowa) oraz pomówił ją o korupcję. Mówił o najeździe szwedzkim, czasach zaborów, o szkole, którą w Górkach zlikwidowano. Cytował scenkę z filmu, gdzie padły słowa - „Naszemu orłowi zdjęto koronę”.  - A ja się pytam, co dzisiaj zrobiono? Dzisiaj go obdarto z piór, bo szczególnie w tym systemie, który teraz jest, uderzono szczególnie mocno w rodzinę, chce się rodzinę zniszczyć, po to by zniszczyć ojczyznę, Polskę. Dla mnie matka to jest Polska, ojczyzna i ja jako patriota lokalny będę o tym myślał - mówił Jurand Świerc.
     Radna Anna Borkowska wnosiła do przewodniczącej Rady Gabrieli Repczyńskiej o odebranie głosu Jurandowi Świercowi, gdyż miały to być pytania w sprawie organizacji pozarządowych.
     RACHUNEK KCYNI ZA AFGANISTAN
     Dalej Jurand Świerc odniósł się do poprzedniego burmistrza i zadłużenia przez niego gminy na 23 miliony. Radna Borkowska ponownie interweniowała u przewodniczącej przypominając, że miały to być pytania do komendanta gminnego. Usłyszała od Juranda Świerca, że jak ma kulturę, to nie ma przeszkadzać. - Kto ma portfel ma władzę, kto nie ma portfela nie ma władzy - skwitował mieszkaniec Górek Zagajnych. Dalej odniósł się do osób zrzeszonych w JRM w Kowalewku. - Może być tak, że wyjadą do Afganistanu i burmistrzowi gminy Kcynia wystawią rachunek, przykładowo pojadą sobie na szkolenie w góry, wystawią rachunek, a my tutaj straże z tradycjami, które czuwają i pomagają społeczeństwu, nie będziemy mieli pieniędzy, bo i tak budżet gminy na straże jest okrojony. Cenię Hemmerlingów, bo lubią porządek, mamę mają głęboką patriotkę, która wychowała ich w patriotyzmie - mówił Jurand Świerc. Docenił rządy Grzegorza Hemmerlinga w straży i podzielił się informacją, że inne gminy, powiaty zazdroszczą takiej straży ochotniczej, jaką ma gmina Kcynia. - Takich straż jak w gminie Kcynia nie ma na okolicę - mówił prezes OSP Górki Zagajne.
     Przewodnicząca Rady dziękowała mu za wystąpienie, lecz zwróciła uwagę, że jest przewodniczącą Rady Miejskiej i ma prawo i obowiązek pilnowania porządku w trakcie sesji. - Proszę spokojnie podejść do sprawy, wystarczająco długo udzieliłam panu głosu i proszę na mnie nie krzyczeć - upominała Gabriela Repczyńska. Jednak mieszkaniec Górek mówił dalej, mimo że przewodnicząca zapewniała, że o innych sprawach będzie mógł wypowiedzieć się w wolnych wnioskach. Mieszkaniec kontynuował. Przewodnicząca przyznała, że rozumie emocjonalne wystąpienie, na co dostała zapewnienie prezesa OSP w Górkach Zagajnych, że nie było to wystąpienie emocjonalne, tylko to, co człowieka boli. - Niech pani nie mówi o wystąpieniu, bo pani ma przed sobą mikrofon, a ja muszę gardłować - mówił Jurand Świerc.
     NIE MA POTRZEBY ZWIĘKSZANIA
     Jako kolejny wystąpił burmistrz Kcyni Piotr Hemmerling. Mówił o kwocie 403.000 zł, jaką w tym roku z budżetu przeznaczono na utrzymanie bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Zapewnił, że jest to kwota bardzo duża, co potwierdził komendant główny w rozmowie z burmistrzem Kcyni. - W naszej gminie zdaniem najbardziej kompetentnego człowieka w tej sprawie, komendanta powiatowego PSP w Nakle, sieć jednostek OSP jest zorganizowana bardzo dobrze i na poziomie wystarczającym, więc nie ma potrzeby zwiększania sieci tych jednostek - zapewnił burmistrz. Podkreślił, że oddalenie 2-2,5 km oraz 4 km od jednostek będących w KSRG świadczy o dobrej sieci jednostek. - To jest oczywiście dodatkowy koszt, ale my go świadomie ponosimy. Pisanie o tym, że ktoś osłabia bezpieczeństwo na danym terenie, byłem już oskarżony, że osłabiam bezpieczeństwo na danym terenie, prokurator to oddalił, ale co jakiś czas pojawiają się głosy, że ja nie chcę, ja nie widzę takiej potrzeby, takie jest prawo burmistrza, że może ocenić sytuację i wnioskować o wciągnięcie bądź nie nowej jednostki. Nie ma takiej potrzeby, bo nie ma z czego finansować. Czytając artykuł w „Pałukach” zastanowił mnie jeden fragment, kto zapłaci za paliwo, kto zapłaci za ubezpieczenia pojazdów, a kto zapłaci ludziom, a kto ich o cokolwiek prosi? Mienią się ochotnikami, jeśli chcą niech działają, ja im życzę jak najlepiej. Są przez wojewodę określeni jako jednostka wspomagająca, niech wspomagają bardzo proszę, ale niech nie oskarżają całego świata o nieprzychylność - mówił burmistrz. Przyznał, że nie wie, czy pojawią się osoby, które potwierdzą, że czują się zagrożone brakiem jednostki OSP w Kowalewku.
     NIE SZKALOWAĆ
     Po wystąpieniu burmistrza ponownie głos zabrał Jurand Świerc, mimo komunikatu przewodniczącej, że nie udziela mu głosu. Tym razem poinformował reportera, że spotkają się w Szubinie, jeśli będzie szkalowany i dalej zajął się tematem zmiany lokalizacji placu zabaw w jego wsi. Mówił też o segregacji śmieci.
     DO NFZ
     Grzegorz Hemmerling dodał, że jeśli jednostka czuje się na siłach, to niech wystartuje z zadaniami i całą logistyką, kiedy NFZ będzie ogłaszał przetarg, może wojewoda wskaże punkt ratownictwa medycznego.
     DRUHOWIE, ROZUMIEM
     Radny powiatowy Ryszard Bagnerowski zaznaczył, że przez mieszkańca poruszonych zostało dużo spraw związanych nie tylko z tematem jednostki. - W związku z tym uważam, że jeśli zaproszeni goście mogą mówić na inne tematy i pani do tego dopuściła, to inni goście i sołtysi też powinni mieć możliwość wypowiedzenia się - mówił radny powiatowy Ryszard Bagnerowski. Otrzymał jednak zapewnienie, że przewodnicząca nie dopuści do zburzenia porządku obrad. - Nie dopuściłam do tego, wszystko w ramach kontroli - zapewniła. Jeszcze jeden ze strażaków przybyłych na sesję zaproponował, by JRM zabrać na teren Żnina i niech tam pokażą, co potrafią. - Druhowie, rozumiem, że zostaliście bardzo dotknięci, stąd pozwoliłam na te emocjonalne wypowiedzi - mówiła Gabriela Repczyńska, kiedy po raz kolejny głos zabrał Jurand Świerc.
     PYTANIA
     Na koniec wypowiedział się sołtys Sipior Andrzej Solarczyk, który ze skserowanego artykułu zadawał pytania jego autorowi. Pytał między innymi, dlaczego poszkodowana przewieziona została do Bydgoszczy a nie do Nakła (pisząca te słowa odpowiedziała na sesji, że nieoficjalnie wie, iż chodziło o tomograf), jak nazywa się obecnie jednostka w Kowalewku, skąd stwierdzenie, że nie dostosowano prędkości do panujących warunków. Pytał też, co by było, gdyby było pięcioro poszkodowanych, bo dwie karetki i tak by zabrały tylko dwóch, a co z pozostałymi poszkodowanymi? Pytał, czy w jednostce tam dyżurują jej członkowie. Poruszył też sprawę wypowiedzi komendanta, że nikt nie odbierał w Kowalewku telefonu. Zapewnił, że też by chciał w Sipiorach mieć karetkę na każdym podwórzu, ale to jest nierealne. Zwrócił się o wyjaśnienie na łamach gazety, czy JRM chce ubezpieczyć jeden czy wszystkie samochody, jakie zostały jednostce przekazane, czy są w posiadaniu wszystkich tych pojazdów i czy one wszystkie mają zostać wprowadzone do systemu.
     ODPOWIEDZI
     Zgodnie z prośbą sołtysa, reprezentanta OSP Sipiory, wystąpiliśmy do komendanta JRM w Kowalewku Krzysztofa Napieralskiego o zajęcie stanowiska w tej sprawie.
Krzysztof Napieralski poinformował, że na terenie jednostki nie są prowadzone dyżury, a w sytuacji, opisywanej przez Pałuki, członkowie jednostki mieli zaplanowane prace konserwatorskie sprzętu. - Nie dyżurujemy, bo nawet nie jesteśmy uznawani tu za OSP, nie nadano nam kryptonimów, numerów operacyjnych, nie jesteśmy w ogóle ujęci w planie i to wszystko powoduje, że nie widzimy podstaw do wyjazdu. Posiadamy nasłuch radiowy na częstotliwości PSP i PRM, posiadamy stosowne zezwolenia do prowadzenia korespondencji radiowej, wykwalifikowane do tego osoby, oraz częstotliwość nadaną przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe - odpowiada Krzysztof Napieralski i dodaje, że nikt w JRM nie jest na etacie.
     Na pytanie prezesa OSP Sipiory dlaczego w jednostce w Kowalewku nie odebrano telefonu, jej komendant odpowiada, że o zdarzeniu słyszeli drogą radiową, jednak nie było tak, że za pomocą radia ktoś ich informował o zdarzeniu. - Dlaczego nie słyszeliśmy telefonu w biurze, trudno mi powiedzieć, może dzwonił zbyt krótko, może załączył się faks; nie mamy sekretarki na miejscu i nie spodziewaliśmy się, że po 10 latach ciszy ni stąd ni z owąd zadzwoni dyżurny, który chce powiadomić nas o zdarzeniu. Kiedy dowiedziałem się, że dyspozytor ma trudności w nawiązaniu z nami kontaktu, sam do niego zadzwoniłem i otrzymałem zapewnienie, że miał jedynie poinformować nas, a nie dysponować do wyjazdu - odpowiada Krzysztof Napieralski.
     Komendant JRM zwrócił też uwagę na fakt, że jednostką wspierającą Państwowe Ratownictwo Medyczne w tym wypadku była OSP Sipiory jako jednostka będąca w KSRG.
     Komendant zapewnił, że pozyskane mienie jest przekazane na działalność statutową jednostki oraz nieodpłatnie przekazane podmiotom prawnym współpracującym z jednostką na mocy darowizny. - Jednostka dysponuje kilkoma pojazdami ratowniczymi, natomiast chcielibyśmy, by w planie (czyli ubezpieczany przez burmistrza) był ujęty chociażby jeden pojazd - ambulans, by nie obciążać zbytnio budżetu gminy. Jednostka utrzymuje się z darowizn, składek, dotacji oraz dzięki uprzejmości sponsorów. Otrzymane nieodpłatnie pojazdy wycofane z eksploatacji, jakie otrzymaliśmy w formie darowizny, zostały również przekazane innym jednostkom OSP, a także do placówek podległych gminie Kcynia. Niektóre pojazdy zostały wykorzystane do ćwiczeń z użyciem narzędzi hydraulicznych przy ćwiczeniach związanych z wyciąganiem poszkodowanych uwięzionych w pojazdach. Pragnę też poinformować opinię publiczną, że sprawę tę po licznych donosach i zawiadomieniach badały stosowne organy skarbowe , które nie stwierdziły żadnych nieprawidłowości - mówi Krzysztof Napieralski.
     Dodał, że ponieważ został zapytany przez przedstawiciela OSP Sipiory, to w chciałby w odpowiedzi spytać o finanse OSP Sipiory. Chciałby wiedzieć, jakim jednostka operuje budżetem, na co wydawane są tam pieniądze i czy słusznie. Podobnie, jak chciałby wiedzieć, co dzieje się z majątkiem innych jednostek OSP w powiecie, które sprzęt pozyskują za sprawą PSP, czy też dotowane są z budżetów gminy.
     Stwierdził, że dziwi go taki sposób uprawiania demokracji, gdzie poświęca się tak znaczną część sesji jednostce, którą reprezentuje, mówiąc o niej bez jej przedstawicieli, zadając pytania za pośrednictwem prasy, zamiast zaprosić przedstawiciela na sesję. - Komendant Grzegorz Hemmerling wprowadził opinię publiczną w błąd w wielu przypadkach. I albo nie potrafi czytać ze zrozumieniem, albo celowo twierdzi, że nie jesteśmy OSP, a przecież w paragrafie pierwszym mamy zapis, że jesteśmy jednostką Ochotniczej Straży Pożarnej i na takiej zasadzie zostaliśmy zarejestrowani przez sąd! To nie jest pierwsza próba dyskryminowania nas w oczach społeczeństwa przez Grzegorza Hemmerlinga. Zastanawiającym jest jednak fakt, że jako komendant gminny na terenie którego od kilku lat funkcjonuje taka jednostka nie potrafi lub nie chce zapoznać się ze strukturą i charakterem jej działania. Dyskwalifikuje nas w opinii publicznej i środowisku strażackim i odnosimy wrażenie, że wykorzystuje do tego celu pozycje społeczną jako komendant gminny ZOSP oraz stanowisko funkcjonariusza publicznego jako funkcjonariusza JRG w PSP w Szubinie - mówi Krzysztof Napieralski.
     CIĄG DALSZY NASTĄPI
     Otrzymaliśmy zapewnienie od komendanta powiatowego PSP w Nakle Romana Kłosa, że jest on w trakcie przygotowywania odpowiedzi na zadane przez nas tydzień temu pytania.Pytaliśmy go między innymi, jakich warunków nie spełnia JRM żeby działać jako OSP; dlaczego zapis w statucie JRM o działaniu na terenie całego kraju dyskwalifikuje jednostkę jako OSP, jeśli w statucie związku OSP RP też jest zapis o działaniu na terenie całego kraju; czy może powodem do braku akceptacji jest fakt pozostawania ich poza strukturami Związku OSP i czy podziela zdanie mieszkańców sołectw położonych na krańcu gminy Kcynia, w okolicy Kowalewka, że uznanie jednostki i funkcjonowanie jej jako OSP poprawiłoby bezpieczeństwo lokalnych mieszkańców, czy nie.

Reklama

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1103 (14/2013)

 

 

Komentarz

     Refleksje po piątym punkcie sesji w Kcyni

     Już sam widok trzech panów w mundurach strażackich przed sesją upewnił mnie, że mój artykuł napisany po interwencji mieszkańców Kowalewka w związku z wypadkiem, do jakiego tam doszło, będzie tematem obrad. Nie przypuszczałam jednak, że czeka mnie blisko godzina dyskusji, i to ostrej, na ten temat. To jest dziesięć razy, a nawet i więcej niż poświęca się go niektórym podejmowanym uchwałom.
     Żadnego z zarzutów Juranda Świerca pod moim adresem nie przyjmuję. Uważam się za osobę szczęśliwą, żyjącą w zgodzie z otaczającym mnie światem, Bogiem, realizującą się na wielu płaszczyznach. Postawiony mi zarzut korupcji - przyznaję - bardzo mnie dotknął. W sprawie dawnej sprawy budowy placu zabaw, zapewniam wszystkich: żadna modyfikacja filmu zamieszczonego na www.palukitv.pl z budowy placu zabaw w Górkach Zagajnych potrzebna nie była.
     Uważam z przykrością, że to całe przedstawienie panów mundurowych oraz innych osób zabierających głos w tej sprawie nie było reklamą kcyńskiej demokracji. Było niczym innym, jak próbą zamachu na wolność słowa, na możliwość wyrażenia swej opinii na łamach prasy. Bo największe pretensje były o to, co mówili mieszkańcy Kowalewka, których opinie przytaczałam. Nikt na sesji jednak nie pamiętał, a raczej nie chciał pamiętać, że temat ten właśnie powstał po uwagach mieszkańców, zdenerwowanych stanem dróg w okolicy i faktem, że polityczne rozgrywki mają wpływ na to, że ratownicy mający siedzibę w ich wsi nie są uznawani za potrzebnych. Gdyby nie sygnał z Kowalewka, o wypadku bym nawet nie wiedziała, bo nie był on akurat ujęty w policyjnej kronice zdarzeń. Takie opinie słyszałam, takie zapisałam, bo każdy w Polsce ma prawo do tego, by jego opinia o sprawach publicznych zaistniała w mediach. Ale burmistrz nie sądzi, że znajdzie osobę, która odczucia swego bezpieczeństwa wiąże z brakiem ujęcia JRM w systemie ratownictwa.Cóż na to powiedzieć? By taką osobę znaleźć wielkiej wytrwałości nie trzeba. Ale na szczęście już zaczął - jeszcze tego samego dnia pytał jedną z pań sołtys, czy ze mną rozmawiała na ten temat.
     Ta cała akcja miała mnie przestraszyć, przekonać, że ten temat trzeba wyciszyć, że JRM jest be i temat tabu. Nie pracuję jednak w prasie kontrolowanej przez samorząd. Cenię głos mieszkańców i fakt, że zwracają się do nas z problemami. W Kcyni już wielokrotnie usłyszałam, że jeśli jakaś prasa temat podejmie, to tylko Pałuki, bo nie są uzależnione. Czym jest zarzucana mi stronniczość? To uznanie przeze mnie decyzji sądu rejestrującego JRM jako jednostkę OSP. Czym jest niestronniczość strażaków z OSP? To przekonanie lokalnego związku OSP, że JRM ową jednostką nie jest, bo nie nazywa się OSP. Ale przecież już też wszystkim nam wiadomo, że nawet gdyby zmienili nazwę na OSP, to im przecież jasno powiedziano, że tak czy tak nie są potrzebni, że siatka OSP jest wystarczająca.
     Z pewnością o powadze i randze sesji Rady Miejskiej nie świadczy mieszkaniec przekrzykujący się z przewodniczącą rady, czy też publicznie pokazujący obraźliwy gest fuck you w czasie obrad bądź też starający się zastraszyć reportera uderzając butelką trzymaną za szyjkę w otwartą dłoń i patrząc mu prosto w oczy.
     Uważam, że brakiem elegancji jest krytykowanie i komentowanie kogoś za jego plecami. Skoro zaplanowano nalot na tę jednostkę wraz z przygotowanym stanowiskiem zarządu gminnego związku OSP w ich sprawie, to powinno się ich też zaprosić, aby chociaż mogli wysłuchać, co mówi się w ich sprawie. Tak by wypadało.
     Jeszcze jedna refleksja. Czemu sprawozdanie z realizacji programu współpracy gminy Kcynia z organizacjami samorządowymi nie przedstawiał burmistrz tylko jego brat? Sprawozdanie ze współpracy OSP z gminą oczywiście może być przedstawione na zjeździe OSP przez szefa OSP. Ale wygłaszanie przez jeden z podmiotów, z którym gmina, współpracuje sprawozdania na ten temat (obejmujący wg programu sesji nie tylko OSP, ale i inne stowarzyszenia, instytucje, a nawet kościoły - nie tylko nawet chrześcijańskie) to pomylenie, kto za co odpowiada. Czy jeśli przygotowywana będzie informacja o współpracy gminy z mediami, to mnie burmistrz poprosi o jej przygotowanie?
     Wielu czytelników (redaktor naczelny zresztą też) po każdym kolejnym artykule o JRM w Kowalewku pytało mnie: o co tu tak naprawdę chodzi? Też długo myślałam nad odpowiedzią na to pytanie: dlaczego JRM zarejestrowana przez sąd jako OSP nie może się przebić, by zostać uznaną za OSP?
     Otóż jednostka ta powstała jak wszystkie inne jednostki OSP, ale nie została założona przez ludzi OSP i nie wstąpiła do związku OSP, czyli działać chce poza monopolem związku. Zezwala jej na to prawo, ale w ten sposób wyłamuje się ona z przyjętego i panującego układu. Jak widać - układy są w gminie Kcynia siłą silniejszą, niż wyrok polskiego sądu.
     I na koniec - jako dziennikarz niezależnego medium - dziękuję kołu AK (patrz strona 19) za modlitwę o wolne media. Wolne, czyli takie, które przedstawiają to, co się zdarzyło, a nie to, co dziennikarzom polecają pisać politycy, mający swój interes w obracaniu kota ogonem. Wolne, czyli takie, które przedstawiają różne opinie na podejmowane tematy - także i takie, z którymi się inni nie zgadzają.

Reklama

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1103 (14/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości