Reklama

O norkach, pieniądzach na administrację i klientach opieki społecznej

Kandydaci, wójt, burmistrz, pytania, wybory
     O norkach, pieniądzach na administrację i klientach opieki społecznej
     Kandydatów na wójtów i burmistrzów zapytaliśmy m.in. o ich klucz do polityki personalnej, stosunek do ferm norek i pomysły na zachęcenie tych klientów opieki społecznej, którzy nie chcą pracować, przesiadują na ławeczkach i piją, by zmienili swoje przyzwyczajenia.

     Czy uważa pan, że fermy norek to inwestycja taka sama, jak każda inna, czy też uważa pan, iż należy zrobić wszystko co możliwe, aby w gminie nie powstała?
     KANDYDACI ZE ŻNINA
     Robert Luchowski: Norkom amerykańskim mówię zdecydowanie STOP! Z ich fermami wiąże się mnóstwo zagrożeń, które są najbardziej dotkliwe dla okolicznych mieszkańców. Cierpią ludzie i środowisko naturalne. Raport Najwyższej Izby Kontroli z 2011 roku pokazuje, że w kontrolowanym województwie wielkopolskim aż 87% ferm zwierząt futerkowych nie przestrzegało wymagań ochrony środowiska. Inwestorzy bezkarnie wykorzystują luki w przepisach krajowych, w myśl których norka to zwykłe zwierzę hodowlane. Dlatego powstanie hodowli do 16 tysięcy sztuk norek bardzo trudno zablokować. Jednak dla mnie podstawową rolą burmistrza i radnych jest dbanie o interes społeczny mieszkańców gminy. Nie może być tak, jak to miało miejsce w Wenecji, że ludzie dowiadują się o planowanej hodowli norek po roku od wpłynięcia wniosku do urzędu. Wprowadzę procedury, by o tego typu sprawach społeczeństwo naszej gminy było informowane na bieżąco, a w przypadku protestów wykorzystam wszelkie metody administracyjne, by uniemożliwić taką inwestycję w naszej gminie. W takich sytuacjach będę stał po stronie protestujących, bo tylko razem możemy powstrzymać realizację takich szkodliwych pomysłów.
     Aleksandra Nowakowska: Uważam, że należy zrobić wszystko, aby taka ferma nie powstała w gminie Żnin. Inwestycja, która tak mocno ingeruje w środowisko i krajobraz, zdecydowanie nie pasuje do wizji dalszego rozwoju gminy. Powinniśmy stawiać na turystykę, na wykorzystanie walorów krajobrazowych, kulturowych i historycznych naszej gminy, a taka inwestycja zdecydowanie nie wpisuje się w tę wizję i nie przyciągnęłaby turystów. Co istotne, podobnie jak w przypadku elektrowni wiatrowych, należy wziąć pod uwagę także czynnik społeczny. Jestem przekonana, że taka ferma byłaby uciążliwa dla osób zamieszkujących w jej pobliżu. Chodzi tu przede wszystkim o hałas oraz nieprzyjemny zapach związany z jej funkcjonowaniem. Jak już wspomniałam przy okazji pytania dotyczącego elektrowni wiatrowych, takie inwestycje powinien rozstrzygać miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, który zabezpieczałby gminę przed podobnymi inwestycjami.
     Włodzimierz Nowicki: Od wielu lat zajmuję się praktycznie i naukowo kwestiami zrównoważonego rozwoju lokalnego i ochrony środowiska. Z tego też wynika moja wiedza o takich fermach. Uważam, że to inwestycje zdecydowanie uciążliwe dla środowiska, jak również - co ważniejsze - dla mieszkańców sąsiadujących z takimi inwestycjami. Oddziaływanie takich ferm przejawia się nie tylko uciążliwym odorem, który może być wyczuwalny nawet z kilku kilometrów, ale i możliwością emisji szkodliwych dla człowieka gazów. Równie ważny jest degradujący wpływ fermy na faunę naszych pól i lasów. Szczególnie ekosystemy wodne są tutaj narażone, gdyż stanowią one ostoje uciekających z hodowli zwierząt. Żadne ogrodzenie nie jest w 100% szczelne, zwłaszcza dla tak małych zwierząt. Norki są szczególnie niebezpieczne dla lęgów ptactwa wodnego i innych gatunków ptaków, jak również drobnych ssaków występujących na Pałukach. Dlatego też dbając o zdrowe środowisko naszej gminy władze samorządowe muszą robić wszystko co jest zgodne z prawem, by takie inwestycje nie powstały na naszym terenie.
     Jacek Pietraszko: Nasz region - Pałuki to rejon turystyczny i rolniczy. Hodowla norek nie jest standardem rolnictwa i nie spowoduje zatrudnienia wielu osób, dlatego uważam, że powinien zostać przygotowany kompletny plan zagospodarowania przestrzennego dla całej gminy, aby takie właśnie inwestycje były zlokalizowane z dala od miejsc rolniczych i rekreacyjnych.
     Robert Szafrański: Jeżeli myślimy o turystycznym rozwoju naszej gminy, to należy taką inwestycję blokować. Fermy norek mogą stanowić zagrożenie dla miejscowego ekosystemu. W tym konkretnym przypadku mówimy o Wenecji, w której osiedla się coraz więcej żninian. Miejsce to przestaje być powoli klasyczną wsią, nastawioną na hodowlę. Obserwując ten trend, możemy założyć, że w Wenecji nadal będzie rozwijać się budownictwo indywidualne i z tego powodu powstanie fermy norek należy blokować. Zauważmy, że tego typu inwestycje nie są realizowane na terenach Holandii, Niemiec i innych krajów tzw. Starej Unii. Dlaczego? Gdyż tam już dawno przepisy na to nie pozwalają. Natomiast w Polsce inwestorzy wykorzystują luki prawne i biedę, mając na uwadze przede wszystkim swoje zyski.
     Maciej Wysocki: Zdecydowanie są to inwestycje szkodliwe z punktu widzenia ekologicznego, gdyż norka jest zwierzęciem z innego ekosystemu i nie ma u nas naturalnych wrogów. Poza tym jest ekspansywna i zabija wszystko co spotyka na swojej drodze: norki europejskie, ptactwo wodne i drobną zwierzynę. Oprócz tego fermy norek są organizowane na prawach gospodarstw rolnych i płacą tylko podatek gruntowy, czyli do budżetu gminy dodatkowo nic nie wpływa. Uważam, że każda próba założenia takiej inwestycji powinna włączać czerwone światło u decydentów, ustawiać cały urząd pod kątem postawienia takich wymogów, które zniechęcą inwestorów. Przykłady ostatnich miesięcy pokazują, że jest to możliwe i to w kilku miejscach. Dodatkowym silnym wsparciem jest lokalna społeczność, która sprawnie mobilizuje się wokół zagrożenia. Jako mieszkaniec Wenecji uczestniczyłem w takiej akcji, która z bardzo zaawansowanego procesu inwestycyjnego, została powstrzymana. Niestety prawo sprzyja takim inwestycjom i trzeba lobbować przez różne instytucje, władze samorządowe i decydentów, by rozpocząć proces legislacyjny, który zakazywałby hodowli norki amerykańskiej w Polsce, tak jak zrobiły to kraje Europy Zachodniej.
     KANDYDACI Z ROGOWA
     Tomasz Michalczak: Budowa fermy norek nie jest taką samą inwestycją jak wszystkie inne. Spotyka się ze zdecydowanymi obawami i sprzeciwami społecznymi. Biorąc pod uwagę specyfikę naszej gminy, krajobraz, walory przyrodnicze, myślę, że przyniosłaby korzyści tylko i wyłącznie inwestorom. Trzeba brać pod uwagę możliwy spadek wartości działek w okolicach ferm. Podzielam również obawy co do ewentualnych skutków ucieczek zwierząt z takich ferm. Norka jest gatunkiem bardzo dobrze adaptującym się w naszym środowisku i w razie ucieczki zachodzi realne zagrożenie dla rodzimych gatunków. Do takich inwestycji należy więc podchodzić bardzo ostrożnie i uważam, że w naszej gminie taka inwestycja nie jest potrzebna.
     Tomasz Rogacz: Mój stosunek do ferm norek jest powszechnie znany. W mijającej kadencji zaangażowałem się mocno w walkę o blokadę ich budowy na terenie Mięcierzyna i Lubcza oraz pomocniczo w Wenecji. O szkodliwości lokowania dużej liczby ferm w naszym regionie przekonywałem również rajców sejmiku wojewódzkiego w Toruniu. Należę do szerokiego grona osób, które uważają, iż futerka norek, gronostai i lisów najlepiej wyglądają na zwierzętach. Gdybyśmy żyli na Syberii, to zdanie miałbym inne, ale w naszym klimacie futro ma walory tylko estetyczne. Odrzucając nawet humanizm, pozostają wątpliwości obiektywne, związane z uciążliwością zapachową ferm czy fatalnymi w skutkach dla ekosystemu ucieczkami zwierząt. Fermy ponadto nie zapewniają wielu miejsc pracy, a zyski z eksportu skórek do Chin i Rosji czerpie wąska grupa osób w Polsce. Pamiętać jednak należy, że hodowla zwierząt futerkowych nie jest zakazana, a przy wydawaniu decyzji w sprawie ferm wójt musi kierować się prawem. Inaczej narazi się na zarzuty inwestorów o utrudnianie postępowań administracyjnych, co w konsekwencji może się skończyć wypłatą odszkodowań.
     Józef Sosnowski: W związku z dużą uciążliwością tego typu inwestycji dla mieszkańców i środowiska oraz nieuniknionymi uzasadnionymi protestami społecznymi stoję na stanowisku, że należy zrobić wszystko, aby ani jedna taka ferma na terenie naszej gminy nigdy nie powstała.
     KANDYDACI Z JANOWCA
     Leszek Grzeczka: Sądzę, że fermy norek nie są inwestycją taką, jak inne oraz że przyniosłyby więcej szkód niż pożytków, więc gminie są niepotrzebne.
Maciej Sobczak: W  myśl obowiązujących przepisów fermy norek są zaliczane do produkcji rolniczej, a pozwolenia na ich budowę uzyskuje się tak samo jak na budowę chlewni, kurnika czy obory. Osobiście uważam, że fermy te powinny być traktowane jako działy specjalne, a lokalizacja powinna być starannie kontrolowana ze względu na szkody w środowisku, jakie mogą nastąpić po niekontrolowanym wydostaniu się zwierząt na zewnątrz. Podobnie jak z budową wiatraków, ze względu na wysoką gęstość zaludnienia naszej gminy, jestem przeciwny lokalizacji ferm norek na naszym terenie
     Jaki będzie pana klucz do polityki personalnej? Czy będzie pan zatrudniał ludzi tylko ze swojego środowiska?
     KANDYDACI Z SZUBINA
     Artur Krajewski: Kompetencja urzędnika to klucz do pracy na rzecz społeczności lokalnej. Nie jestem członkiem żadnej partii, w związku z tym w przeciwieństwie do innych kandydatów na burmistrza, nie mam jawnych bądź ukrytych zobowiązań wobec tego środowiska. Powtórzę więc, kompetencja, ta cecha winna być strategiczna przy doborze pracownika. Istniejące przepisy dot. pracowników samorządowych określają obowiązek ich oceny. Z tym, że ocena musi być obiektywna. W tym celu niezbędne jest zasięganie opinii obywateli związanych z oceną fachowości i uprzejmości pracowników. Przecież urzędnik jest dla obywatela, a nie odwrotnie. W korporacjach nieustannie prowadzone są badania na temat zadowolenia klientów. Naszym klientem jest mieszkaniec gminy i nie rozumiem, dlaczego dotychczas rządzący tego nie zauważali lub nie chcieli zauważyć. Przy ocenie urzędnika trzeba wykorzystać nowoczesne narzędzia. Musi istnieć sprzężenie zwrotne w układzie, zadowolenie obywatela - ocena pracownika. Jestem przekonany, że w znakomitej większości pracownicy samorządowi to fachowcy i są w stanie podołać wyzwaniom nowoczesnej administracji oraz skutecznie i z empatią rozwiązywać problemy interesantów.

     Artur Michalak: Startuję do tych wyborów z Komitetu Wyborczego Wyborców mającego w swoich szeregach ludzi o różnych poglądach politycznych. Nie reprezentuję jednego środowiska politycznego. Gdy wygram wybory, oprę się na urzędnikach już zatrudnionych w UM, na ludziach z kwalifikacjami i wymagał będę wytężonej pracy od siebie i od nich. Muszę zaufać już tam pracującym i budować jednocześnie pracowity i lojalny zespół.
     Mariusz Piotrkowski: Klucz polityki personalnej będzie prosty. Na każde stanowisko może zostać zatrudniona osoba w ramach:
     1) awansu zawodowego (jeżeli jest już pracownikiem UM);
     2) otwartego konkursu (najlepiej przygotowana merytorycznie).
     Decydować będzie tylko i wyłącznie wiedza i doświadczenie. „Środowisko” nie będzie miało znaczenia.
     Stanisław Wypych: W doborze kadry z pewnością będę opierał się na specjalistach w danej dziedzinie i kompetentnych osobach.
     KANDYDACI Z BARCINA
     Krzysztof Harenda: Moja polityka personalna opierać się będzie na dawaniu pracy osobom z gminy Barcin. Nie wywodzę się z żadnej partii ani innego ugrupowania. Nie jestem nikomu nic winien. Lojalny jestem wyłącznie wobec mieszkańców gminy Barcin. To są ludzie z mojego środowiska. To oni w pierwszej kolejności będą brani pod uwagę w przypadku tworzenia nowych miejsc pracy. Chciałbym sprowadzić nowe firmy, z którymi układ będzie prosty: Urząd Miejski zmniejsza przedsiębiorcy podatki, a przedsiębiorca zatrudnia mieszkańców gminy. Jeżeli chodzi o szeregowych pracowników Urzędu Miejskiego, to uważam ich za fachowców i nie zamierzam ingerować tutaj w politykę personalną, aby nie zepsuć sprawnie działającej „maszyny”. Zapewniam, że więcej będę wymagał od kierowników jednostek podległych. Pozytywna polityka kadrowa musi być prowadzona celowo i świadomie. Musi pozwolić pracownikom na samorealizację i dać im możliwość uczestnictwa w pracach projektowych. Będę stawiał na udoskonalanie umiejętności zatrudnionych pracowników poprzez ich szkolenia.
     Michał Pęziak: Burmistrz jest kierownikiem zakładu pracy, jakim jest Urząd Miejski. Pełniąc funkcję burmistrza od 8 lat zatrudniam najlepszych kandydatów na wolne stanowiska urzędnicze. Jedynym kluczem w polityce personalnej, jaki stosuję, są otwarte konkursy (nabory) oraz to, jak wypadają w konkursach kandydaci na wolne stanowiska w Urzędzie Miejskim. Egzaminy składają się z części pisemnej (test) oraz części ustnej (rozmowa), podczas której kandydacim, jeśli chcą, słuchają odpowiedzi konkurentów na te same pytania. Daje to możliwość porównania swojej wypowiedzi z wypowiedzią innych uczestników postępowania konkursowego. Ponadto gmina zatrudnia osoby bezrobotne do prac społecznie użytecznych (nabór prowadzi MGOPS) oraz robót publicznych. W ramach robót publicznych są zatrudniane osoby, które: są długotrwale bezrobotne, są odpowiednio sprofilowane przez PUP, spełniają kryteria PUP (np. wiek, samotna matka), mają trudną sytuację materialną oraz relatywnie krótki okres do przepracowania, aby otrzymać zasiłek.
     KANDYDACI Z KCYNI
     Anna Borkowska: Dla mnie najważniejsza jest kompetentna i profesjonalna kadra, a nie przynależność partyjna.
     Ryszard Hanioszyn: W sprawie polityki personalnej liczą się w moim uznaniu kwalifikacje, rzetelność oraz zaangażowanie w pracy.
     Piotr Hemmerling: W polityce personalnej kieruję się przede wszystkim kompetencjami kandydata na stanowisko urzędnicze. Ustawa o pracownikach samorządowych uniemożliwia subiektywne zatrudnianie pracownika urzędu, tylko wymaga stosowania procedur naboru w drodze konkursu. A ten z kolei przeprowadza komisja rekomendując mi kandydata, który osiągnął najwyższy wynik w postępowaniu. Nie zdarzyło się w mojej karierze zawodowej pracodawcy samorządowego, abym z takim werdyktem się nie zgodził i go nie aprobował.
     Józef Marosz: Będę zatrudniał ludzi kompetentnych z kwalifikacjami, rozumiejących służbę społeczeństwu, nie tak jak obecnie z klucza partyjnego. Znam i rozumiem doskonale problematykę i istotę samorządu.
     Marek Szaruga: Kluczem do polityki personalnej będą tylko i wyłącznie kompetencje, wykształcenie, wiedza i umiejętności, zaangażowanie. Przynależność do stowarzyszenia, partii politycznej mnie nie interesuje, ważne aby pracownik był pracowity, uczciwy i kompetentny na swoim stanowisku pracy.
     Tomasz Szczepaniak: Jak zawsze moimi jedynymi kryteriami będzie kompetencja i profesjonalizm.
     KANDYDACI Z GĄSAWY
     Błażej Łabędzki: Pierwszeństwo w zatrudnieniu będą miały osoby zamieszkujące gminę, pod warunkiem posiadanych, stosownych do stanowiska: kompetencji, umiejętności i wiedzy.
     Zdzisław Kuczma: Zatrudniając ludzi w Urzędzie Gminy w Gąsawie zawsze kierowałem się i kieruję tym, co dana osoba sobą prezentuje. Chodzi tutaj przede wszystkim o odpowiednie kwalifikacje, kompetencje i merytoryczne przygotowanie. Współczesna administracja to już inna specyfika pracy niż kilkanaście lat temu. Na potencjalnego pracownika patrzy się również pod kątem jego kreatywności i tego, co może dać administracji samorządowej, tak by działała sprawnie i skutecznie. Takie podejście w gminie Gąsawa się nie zmieni.
     Maria Warda: Aby zatrudniać nowych pracowników, trzeba by zwalniać dotychczasowych, a to jest po prostu niemożliwe. Niemożliwe dlatego, iż uważam, że pozbawianie ludzi pracy, po to aby na ich miejsce przyjąć innych, jest nikczemnością. Moje środowisko to po prostu 5.200 osób mieszkających na terenie gminy Gąsawa, których nie mam zamiaru krzywdzić. Uważam jednak, że obecnym pracownikom należy stworzyć dobre warunki do ich samorozwoju, a co za tym idzie - pozwolić im na podejmowanie samodzielnych lub w razie potrzeby zbiorowych, twórczych decyzji. Będę ceniła szczególnie tych, którzy w naturalny sposób tworzą dobrą atmosferę w pracy i z życzliwością przyjmują petentów.
     Czy struktura organizacyjna Urzędu Miasta i podległych mu instytucji powinna być zmieniona? Gdzie i jak? Czy na administrację powinno pójść więcej pieniędzy, czy mniej?
     KANDYDACI ZE ŻNINA
Robert Luchowski: Pierwsze co zrobię natychmiast, to rozładuje kolejki do burmistrza. Wprowadzę usprawnienia w sekretariacie i tak, jak to było za burmistrza Rosiaka, we wtorki przyjmę mieszkańców również poza godzinami urzędowej pracy - po południu, tak aby osoby pracujące dłużej również mogły się ze mną spotkać. Konkurencja mówi: „Jak przyjdzie Luchowski, to was wyrzuci”, a ja mówię: jest wielu dobrych, fachowych pracowników w urzędach i instytucjach gminy, często niedocenianych finansowo, ale jest też grupa, która zarabia nieproporcjonalnie dużo w porównaniu z innymi. Zlikwiduję kominy płacowe, w zamian wprowadzę motywujący do pracy system wynagradzania - dobra płaca za dobrą pracę. Poprawię wykorzystanie funduszy europejskich, do tego będę potrzebował doświadczonej kadry. Potrzebni będą fachowcy pozyskujący i rozliczający środki zewnętrzne, także dla jednostek gminy i organizacji pozarządowych. To będzie kadencja wytężonej pracy i każda para rąk będzie potrzebna. Poprawię jednak zarządzanie środkami finansowymi i zadbam o przejrzystość, co do podziału zadań. To ŻDK zorganizuje koncerty, a MOS imprezy sportowe - nie wydział promocji. Ten zajmie się rzeczywistą promocją gminy Żnin.
     Aleksandra Nowakowska: Uważam, że obecna struktura organizacyjna Urzędu Miejskiego w Żninie zapewnia odpowiednie warunki funkcjonowania tej instytucji. Poszczególne wydziały mają jasno sprecyzowane zadania, z których wykonywania są rozliczane. Często poszczególne wydziały współpracują ze sobą, co podnosi efektywność działania urzędu. Odpowiednia wydaje się mi także liczba pracowników zatrudnionych w urzędzie. Dzięki temu możliwe jest sprawne funkcjonowanie instytucji, nawet w okresie urlopowym, ponieważ jeden pracownik może bez problemu zastąpić drugiego. Dużym usprawnieniem funkcjonowania urzędu oraz udogodnieniem dla interesantów okazało się być uruchomienie Biura Obsługi Klienta, dzięki któremu mieszkańcy trafiają ze swoimi sprawami do tego urzędnika, który za nie odpowiada. Jeśli chodzi o funkcjonowanie jednostek podległych, to za ich funkcjonowanie odpowiedzialni są dyrektorzy tych placówek i to oni określają liczbę pracowników. Zadaniem gminy jest zabezpieczanie w budżecie środków na ich działalność, ale również monitorowanie, czy jednostki te realizują nałożone przez nią zadania statutowe i w jakim zakresie pozyskują dodatkowe środki na działalność.
     Włodzimierz Nowicki: Efektywność. To nie puste hasło, bo urzędnicy, w tym ja, o ile zostanę wybrany, pracować będziemy za pieniądze naszych mieszkańców i dla naszych mieszkańców. Ważne jest osiąganie celów i skuteczność, np. w uzyskaniu dla nas znacznie większej ilości europejskich pieniędzy, bo to ostatnia możliwość do 2020 roku. To wymaga fachowców i ciężkiej pracy. Nie będę kierować się prymitywnym hasłem, że dobry urzędnik to tani urzędnik, a nowa władza „ścina głowy starej”. Dobry to kompetentny i skuteczny. Dlatego zamierzam:
     - wprowadzić nowoczesny budżet zadaniowy, tzn., że pracownicy będą mieli większe możliwości, kompetencje i większą odpowiedzialność; pieniędzy podatników nie będziemy wydawać tylko po to, by wydać do końca roku, ale żeby osiągnąć cele, z których będziemy się rozliczać, bo każdy z nas będzie widział, ile płacimy za zadania gminy;
     - wprowadzić czytelne, jasne zasady oceny urzędników, doceniać skutecznych i pomagających ludziom urzędników;
     - znacznie zwiększyć funkcje urzędu w osiąganiu dla nas korzyści w pozyskiwaniu inwestorów, środków UE, współpracy z województwem i rządem.
     Jacek Pietraszko: Obecna struktura Urzędu Miasta i podległych mu instytucji funkcjonuje prawidłowo, to nie znaczy jednak, że nie można dokonać drobnych korekt usprawniających działanie tych struktur. Uważam, że dobrym rozwiązaniem byłby powrót do wyodrębnienia oświaty z osobą kierującą tą strukturą. Nie wzrosłyby koszty utrzymania, ponieważ byłaby to jedna osoba, a nie jak obecnie obowiązki są podzielone. Ułatwiłoby to przepływ informacji pomiędzy szkołami a urzędem gminy. Ta pula pieniędzy przeznaczona na administrację jest wystarczająca, powinna być podnoszona zgodnie ze wskaźnikiem inflacji. Nie można jednak likwidować etatów, gdy pracownik przechodzi na emeryturę, a jego obowiązki przejmują inni urzędnicy. Trzeba zatrudniać nowych, młodszych specjalistów, co przyczyni się do zahamowania wzrostu bezrobocia.
     Robert Szafrański: Z administracji lokalnej korzystałem na dwa sposoby: jako przeciętny obywatel oraz jako radny Rady Miejskiej. W obu przypadkach z obsługi Urzędu Miejskiego, jak i innych jednostek byłem zadowolony. Spotykałem zwykle pomocnych i kompetentnych urzędników. Warto pamiętać, że nasz urząd w latach 2008-2011 uzyskał certyfikat ISO. Potem ze względu na wysokie koszty o jego przedłużenie nie zabiegano, jednak dobre standardy pozostały. Słyszę czasami o niezadowoleniu mieszkańców z pracy urzędu. Z tego co zaobserwowałem, często zawodzi komunikacja między urzędnikiem a klientem. Mając to na względzie, podejmę kroki, aby mieszkańcy gminy z urzędu wychodzili zadowoleni. Jednym z rozwiązań jest unowocześnienie elektronicznego kontaktu z urzędami i podległymi jednostkami, jednak na takie zadanie potrzebne są pieniądze, które mam zamiar pozyskać z innych źródeł, aby nie obciążać dodatkowo budżetu gminy. Jeżeli chcemy mieć urząd na dobrym poziomie, to środków przeznaczonych na jego funkcjonowanie powinno być więcej niż obecnie.
     Maciej Wysocki: Obecna struktura organizacyjna jest przystosowana do obecnej filozofii funkcjonowania urzędu. Jest to charakter bardziej nastawiony na administrowanie i wykonywanie statutowych obowiązków, niż na rozwój, który zapewni nam zauważalną zmianę w postaci miejsc pracy, wyższe wynagrodzenia, szanse na rozwój. Moja wizja rozwoju gminy Żnin oparta jest na wzroście gospodarczym regionu, który należy stymulować właśnie z urzędu gminy. Musi powstać kompetentny wydział, zajmujący się tworzeniem warunków i monitorujący proces rozwoju gminy. Zacznę od zbudowania strategii rozwoju opartej na szerokich konsultacjach, poprzez plan przestrzenny, promocję przez przygotowanych do tego fachowców, poszukiwanie potencjalnych inwestorów, wsparcie ich na miejscu i monitorowanie do czasu pełnego uruchomienia inwestycji. Co do wzrostu czy zmniejszenia wydatków na administracje, to możliwy jest wzrost, ale musi być uzasadniony korzyściami dla gminy płynącymi z utworzenia wydziału odpowiedzialnego za rozwój gminy dający wymierne korzyści. Pozostałe zmiany warunkowane będą potrzebami bieżącymi, które przyniesie zmieniająca się rzeczywistość.
     KANDYDACI Z SZUBINA
     Artur Krajewski: Nie należy oczekiwać rewolucji. Biorąc pod uwagę najbliższą Perspektywę Finansową Unii Europejskiej na lata 2014-2020 z pewnością najważniejszą komórką organizacyjną Urzędu Miasta winien być wydział pozyskiwania środków zewnętrznych. Na jego czele musi stanąć ktoś, kto ma udokumentowane sukcesy w pozyskiwaniu środków zewnętrznych. Przy tym nieważne będzie, czy będzie on mieszkańcem Szubina czy Zakopanego. Przypomnę, że najbliższe lata będą ostatnimi, gdzie będzie można intensywnie rozwijać gminę przy tak wielkim wsparciu środków unijnych. Stąd wniosek, że jedną ze strategicznych komórek musi być ten dział z kompetentną osobą na jej czele. Środki na zatrudnienie takiej osoby mogą pochodzić np. z oszczędności wynikających z likwidacji stanowiska zastępcy burmistrza. Dalej uważam, że przy burmistrzu winna powstać społeczna rada doradcza. W radzie tej zasiądą eksperci z różnych dziedzin funkcjonowania samorządu. Nie sposób zrezygnować z ekspertów, którzy zdobytą wiedzą i doświadczeniem wspieraliby burmistrza. Pomimo różnic w głoszonych poglądach chętnie widziałbym w takiej radzie byłych burmistrzów oraz specjalistów z prywatnych firm.
     Artur Michalak: Co do struktury organizacyjnej urzędu, będę mógł się wypowiedzieć, jak obejmę stanowisko burmistrza i dokładnie poznam zakresy obowiązków. Utrzymanie urzędu kosztuje jednak za dużo i nie jest to problem wysokich płac. Wręcz przeciwnie, urzędnicy w Szubinie zarabiają mniej niż ich koledzy w Kcyni czy Białych Błotach na tym samym stanowisku. Ilość środków powinna pozostać na tym samym poziomie, ale efektywność struktury musi być wyższa!
     Mariusz Piotrkowski: Nie przewiduję zasadniczych zmian w strukturze organizacyjnej Urzędu Miejskiego w Szubinie oraz podległych instytucji, co nie wyklucza pewnych korekt. Na administrację powinno zostać przeznaczone tyle środków, aby zapewnić prawidłowe i sprawne jej funkcjonowanie. Jeśli zadań będzie przybywać jak np: ostatnio gospodarka odpadami, to koszty funkcjonowania będą się zwiększać. Jeżeli zadań będzie ubywać, to koszty zmniejszą się i pieniędzy na administrację przeznaczy się mniej. Uważam, że obecne wydatki gminy w tym zakresie są na właściwym, racjonalnym poziomie, o czym świadczy fakt, że Szubin zajął 14. miejsce w Polsce w rankingu miast powyżej 15 tys. mieszkańców, w kategorii najniższe wydatki bieżące na administrację w przeliczeniu na 1 mieszkańca, opublikowanym w ogólnopolskim dwutygodniku Wspólnota (nr 15/1151 z 26 lipca 2014).
     Stanisław Wypych: Struktura organizacyjna urzędu i podległych mu instytucji powinna funkcjonować w taki sposób, aby nie zakłócała właściwej obsługi wszystkich petentów. Jeżeli spełnia swoje zadania w tej formie, to należy ją utrzymać, a jeżeli nie, to należy rozważyć możliwość zmiany (z uwzględnieniem kosztów).
     KANDYDACI Z BARCINA
     Krzysztof Harenda: Nie chciałbym przeznaczać więcej pieniędzy na administrację. W miarę możliwości chciałbym je nawet zmniejszyć, lecz nie kosztem cięć kadrowych, a raczej dzięki rozsądnemu wydatkowaniu gminnego majątku. Praca w korporacji nauczyła mnie, jak zmniejszać koszty. Sama struktura organizacyjna UM, patrząc z zewnątrz, działa poprawnie. Tylko jako burmistrz będę mógł to potwierdzić. W naszej lokalnej administracji duży nacisk kładłbym w dokształcanie pracowników. Nasza gmina zasługuje na to, aby dbali o nią wyłącznie fachowcy w swoich dziedzinach. Ważne dla mnie jest też kształtowanie relacji (budowanie zespołów, kształtowanie powiązań z innymi komórkami organizacyjnymi) oraz sprawny proces delegacji zadań.
     Michał Pęziak: Mam nadzieję, że władze centralne nie narzucą nam dodatkowych zadań wymuszających dodatkowe zatrudnienie jak to miało miejsce w przypadku „rewolucji śmieciowej” czy asystentów rodziny. Przypominam, że urzędnicy gminni wydali w latach 2010-2013 24.926 decyzji w sprawach indywidualnych. Nie mamy wydzielonej odrębnej jednostki administracyjnej (jak w innych gminach), która obsługuje finansowo i merytorycznie oświatę. Corocznie urzędnicy realizują 60-70 inwestycji gminnych za kwoty od 8 do 12 mln zł. Również pracownicy UM obsługują zatrudnienie średnio 150 osób rocznie w ramach robót publicznych oraz prac społecznie użytecznych. Staraniem urzędu gmina pozyskała 18,96 mln zł środków pozabudżetowych w formie dotacji (w tym środki zakontraktowane, które wpłyną w 2015 roku), a na ocenę czekają jeszcze nasze trzy wnioski na kwotę 3,5 mln zł z dużymi szansami na pozytywne rozstrzygnięcie. 3,7 mln zł odzyskaliśmy do budżetu z VAT. Mamy czyste, zadbane miasto oraz sołectwa. Rewolucję śmieciową przeprowadziliśmy bezboleśnie, a stawki za wywóz i unieszkodliwianie odpadów mamy jedne z najniższych w rejonie.

Reklama

     Jak skłonić tych klientów opieki społecznej, którzy nie chcą pracować, siedzą i piją naprzeciwko Urzędu Miejskiego w Kcyni, aby zmienili swoje przyzwyczajenia?
     KANDYDACI Z KCYNI
     Anna Borkowska: W tym pytaniu sugeruje Pani, że powinnam uzdrowić tę część społeczeństwa. Ja nie mam wiedzy, czy oni po prostu nie chcą pracować, czy piją, bo są zdesperowani brakiem pracy. Dla mnie jest to naprawdę ważny problem. Jeżeli miałabym im pomóc, to w pierwszej kolejności oni sami powinni chcieć zmiany. Obecnie mają przecież dostęp do terapeutów, kursów i innych form pomocy.
     Ryszard Hanioszyn: Nie zauważyłem, aby ktoś naprzeciw urzędu siedział i pił. Wzrost aktywności zawodowej można osiągnąć poprzez zmniejszenie bezrobocia, wzrost dochodów z pracy w stosunku do środków z pomocy społecznej.
     Piotr Hemmerling: Rozpocząć należałoby od zmiany ustawy o pomocy społecznej, która nałożyłaby na osoby pobierające świadczenia obowiązek prac społecznych. Tak niestety nie jest, a żaden z burmistrzów nie może ograniczyć uprawnień ustawowych obywateli w związku z ich zachowaniem i sposobem życia.
     Józef Marosz: Należy zrobić wywiad środowiskowy, czy te osoby nadają się do pracy, bo mogą być to renciści i emeryci. Zarejestrowane osoby w Urzędzie Pracy nakłonić do pracy.
     Marek Szaruga: Jest to zjawisko, które jest zauważalne w Kcyni już od długiego czasu, przyznam się, że nie mam na to pomysłu, ale jeżeli będzie mi dane, to nad tym problemem się pochylę.
     Tomasz Szczepaniak: Aktualnie żyjemy w państwie demokratycznym i każdy obywatel tego państwa ma prawo wybrać sobie własny styl życia. Niemniej jednak trzeba stworzyć dla tych mieszkańców system zachęt do podjęcia większej aktywności zawodowej.
Jak skłonić tych klientów opieki społecznej, którzy nie chcą pracować, siedzą i piją na rynku w Łabiszynie, aby zmienili swoje przyzwyczajenia?
     KANDYDAT Z ŁABISZYNA
     Jacek Idzi Kaczmarek: Popijający na rynku, to nie jest standardowe oblicze mieszkańców naszej gminy. To ułamek procentowy, który był, jest i będzie i który nie jest odosobniony w pejzażu miast polskich. Na marginesie dodam, że są oni w minimalnym stopniu beneficjentami Opieki, gdyż większość wypłacanych tam środków to decyzje wynikające z ustaw, a nie z arbitralnej decyzji kierownika.
Jak skłonić tych klientów opieki społecznej, którzy nie chcą pracować, siedzą i piją na ławeczkach koło fontanny w Rogowie, aby zmienili swoje przyzwyczajenia?
     KANDYDACI Z ROGOWA
     Tomasz Michalczak: Prace użyteczne dla społeczeństwa, próba zaangażowania tych osób i ich aktywizacja, za to pomoc od państwa i samorządu. Trzeba pomagać osobom w trudnych sytuacjach życiowych, lecz musi to być pomoc celowa i zasadna. Nie da się ukryć, że zdarzają się osoby, które korzystają ze świadczeń socjalnych - tak się do tego przyzwyczaiły, że uważają to za obowiązek państwa i nie mają zamiaru zmieniać tych przyzwyczajeń. Jest to trudny problem, ale należy się nad nim pochylić i starać się znaleźć jakieś rozwiązanie, które zmobilizuje takie osoby i zachęci do podjęcia pracy i polepszenia sobie życia. Pomoc takim osobom jest gwarantowana przepisami prawa i mamy tutaj jako gmina ograniczone możliwości.
     Tomasz Rogacz: Na tak postawione pytanie właściwie nie powinienem odpowiadać, bo jest obraźliwe. Nikt nie może uzurpować sobie prawa do oceniania i wartościowania czyjegoś życia. Każdy z nas ma problemy różnego rodzaju, czasami wynikają z naszej winy, ale często od niezależnych okoliczności. Bardzo łatwo jest wydawać negatywne sądy i je rozpowszechniać. Warto jednak najpierw dotrzeć do źródła. Rolą nie tylko wójta, urzędników i pracowników opieki społecznej, ale przede wszystkim znajomych, przyjaciół i sąsiadów powinna być wzajemna pomoc. Czasami wystarczy czysto ludzki gest, by komuś przywrócić wiarę w siebie. Wracając do pytania o „ławeczkę”, to wszyscy mamy prawo do korzystania z przestrzeni publicznej. Przypomnę, że nad przestrzeganiem ładu i porządku czuwa policja i robi to dobrze. Ze wszystkich danych statystycznych i subiektywnych ocen mieszkańców wynika, że mamy bardzo duże poczucie bezpieczeństwa. Podkreślam zatem raz jeszcze, iż nie mam najmniejszego zamiaru skłaniać kogokolwiek do czegokolwiek. Składam natomiast przyrzeczenie, że nikogo nie zostawię w potrzebie, jeśli uzna, że mogę pomóc. Bez względu na to, czy mieszkańcy powierzą mi urząd wójta, czy zadecydują inaczej.
     Józef Sosnowski: Po pierwsze: nie wszystkie osoby siedzące na ławeczkach są klientami opieki społecznej.
     Po drugie: nie wszystkie te osoby piją alkohol.
     Po trzecie: problemy każdego człowieka należy rozpatrywać indywidualnie, z dużym wyczuciem i taktem.
     Jak skłonić tych klientów opieki społecznej, którzy nie chcą pracować, siedzą i piją przed sklepem spożywczym niedaleko Przedszkola w Gąsawie, aby zmienili swoje postępowanie?
     KANDYDACI Z GĄSAWY
     Zdzisław Kuczma: Choroba alkoholowa jest problemem ogólnospołecznym, dotykającym wszystkie grupy bez względu na ich status i pozycję. Niesie za sobą wiele negatywnych następstw nie tylko dla osób spożywających alkohol, ale także dla ich otoczenia. Odpowiadając na pytanie, należy podkreślić, że osoby pijące przed sklepem spożywczym nie są klientami pomocy społecznej, jak mi wiadomo - nie korzystają z żadnej formy wsparcia. Posiadają własne źródła dochodu, m.in. świadczenia rentowe, podejmują prace nie zawsze związane umową, ale każda forma zarobkowa także jest pracą i na jaki cel przeznaczają swoje uposażenie, nie można ingerować. Problem nadużywania alkoholu to problem o charakterze społecznym, którego rozwiązanie zostało uregulowane ustawą o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, a na terenie gminy Gąsawa również gminnym programem profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych, stanowiącym lokalną strategię w zakresie profilaktyki oraz minimalizowania szkód społecznych i indywidualnych wynikających z używania alkoholu. Swoją ofertę pomocy kierujemy do osób uzależnionych, jak i ich rodzin.
     Błażej Łabędzki: Czy są to w ogóle klienci opieki społecznej? Są to ludzie dorośli, świadomi swoich wyborów.
     Maria Warda: Komisja rewizyjna Rady Gminy w Gąsawie, której w minionej właśnie kadencji przewodniczyłam, badała temat. Dyrektorka przedszkola zapewniła, że teren placówki jest otoczony gęstym płotem, co sprawia, iż dzieci nie mają wizualnego kontaktu z osobami siedzącymi na terenie ogródka przy sklepie.
Nie mam wiedzy, czy osoby wspierające przemysł monopolowy są klientami opieki społecznej, czy nie. Myślę, że raczej są to osoby, które się wymieniają w miarę upływu godzin. Odkąd ten styl życia promuje znany serial, trudno będzie zmieniać obyczaje osób zasiadających na „gąsawskiej ławeczce filozofów”.
Jak skłonić tych klientów opieki społecznej, którzy nie chcą pracować, siedzą i piją przed pocztą w Janowcu i na ulicy 22 Stycznia, aby zmienili swoje przyzwyczajenia?
     KANDYDACI Z JANOWCA
     Leszek Grzeczka: Mamy podobno wolny kraj, więc należy uszanować ich wybór. Mają swoje rozumy, więc sami powinni dojść do wniosku, że taki sposób życia nie jest dobry. Skłanianie nic nie da. Szkoda tylko, że posłowie rozdają takim osobom pieniądze zabrane pracującym. Z tym należałoby skończyć, bo chyba to byłby najskuteczniejszy sposób, żeby te osoby same z siebie starały się coś zmienić.
     Maciej Sobczak: Dla osób, które z własnego wyboru lub z różnych innych powodów „pogubiły się”, a chciałyby coś zmienić w swoim życiu, są propozycje przygotowane przez Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. Między innymi: program Uwierz w siebie, zacznij od nowa, gdzie realizowane są różnego rodzaju kursy zawodowe dające możliwość uzyskania nowych umiejętności i kwalifikacji. Osoby te mogą korzystać z różnego rodzaju porad psychologa, terapii czy doradztwa zawodowego.

(am, kg, rk, mk, sw)
Pałuki nr 1186 (45/2014)


Reklama

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości