Andrzej Nowak administrujący kamienicą uważa, że pani P. zalegając z czynszem nie ma prawa wychodzić z roszczeniami. Z kolei pani P. zapewnia, że ma dokumenty na to, iż nie tylko nie zalega z czynszem, ale nawet ma nadpłatę.
fot. Karol Gapiński
Żnin, ul. Mickiewicza, lokatorka, kamienica, MOPS
On - że uciążliwa, ona - że ją nęka
Ona od blisko 50 lat mieszka w kamienicy na ul. Mickiewicza w Żninie. Przez większość tego czasu czuje się nękana przez zarządzających nieruchomością. Ci z kolei twierdzą, że to lokatorka jest uciążliwa. Kobieta szuka teraz ratunku w gminie, licząc na inny przydział mieszkaniowy.
W pierwszej dekadzie maja jedna z lokatorek w prywatnej kamienicy na ul. Mickiewicza w Żninie musiała opróżnić ze starych mebli piwnicę. Liczyła na to, że ktoś z podopiecznych Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Żninie znajdzie wśród tych mebli coś, co mu się przyda w jego mieszkaniu. Dlatego lokatorce z ulicy Mickiewicza zależało, aby te meble nie stały na podwórku, bo były narażone na deszcz. Jednak upoważniony do zarządzania nieruchomością należącą do Michała Nowaka jego ojciec Andrzej Nowak nakazał we wcześniej zapowiedzianym terminie wynieść te meble z piwnicy na dwór. Wynieśli je pracownicy wykonujący w kamienicy remont elewacji. Meble zostały pozostawione na podwórzu. Lokatorka, do której te meble należały - pani P. (prosiła, żeby podawać tylko inicjał jej nazwiska) zadzwoniła do naszej gazety bardzo rozżalona na postępowanie zarządcy. Liczyła na to, że ktoś z beneficjentów wskazanych przez MOPS szybko zjawi się na podwórku przy ul. Mickiewicza i zabierze dla siebie te meble.
MEBLE NA DESZCZU
Okazało się jednak, że na informację przekazaną za pośrednictwem pracowników socjalnych, że można za darmo pozyskać stare meble, odzew dał tylko jeden z podopiecznych MOPS. Najlepsza szafka została zabrana, a reszta starych mebli pozostała na podwórku. - Przecież pani P. mogłaby je zlecić do pocięcia i zabrać sobie na opał to drewno. Tylko że jak usłyszała, że stolarz życzy sobie za usługę 120 zł, to zrezygnowała - mówi Andrzej Nowak.
- Stolarz pociąłby to za drobną kwotę, ale trzeba było te meble wynieść, a ja jestem starszą osobą na rencie. Nie jestem w stanie nosić mebli, jak pewnie myśli sobie pan Andrzej Nowak. Ja odczuwam, że on mnie celowo nęka, by spowodować, że się wyniosę z domu. A ja nie mam gdzie się podziać, a w tym lokalu mieszkam od blisko 50 lat, jeszcze z nadania gminy z 23 grudnia 1964 r. To, jak wymusił wyniesienie tych mebli, to tylko jeden z przykładów - opowiada pani P. Andrzej Nowak z kolei wyjaśnia, że pozwalał przez dłuższy czas użytkować pani P. drugą piwnicę na potrzeby składowania tychże mebli i była to z jego strony uprzejmość, bo kobieta cały czas też ma możliwość użytkowania piwnicy przynależnej do lokalu. Teraz druga piwnica zarządcy była potrzebna, gdyż chciał ją przypisać do adaptowanego po dawnym sklepie kolejnego mieszkania, które zamierza w kamienicy wynająć.
W tym miejscu wyjaśnijmy, że w czasach PRL właściciele prywatnych kamienic mieli obowiązek ulokować w należących do nich lokalach osoby, które wcześniej dostały przydział mieszkaniowy z urzędu, i pobierać od nich czynsz nie taki, jak dyktowałby wolny rynek - bo takowego wówczas w Polsce nie było - tylko czynsz regulowany, ustalony odgórnie. Właściciel nie miał w tamtych czasach możliwości eksmitować lokatora nie znajdując mu w zamian innego mieszkania.
Maria Bursztyńska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Żninie odpowiedziała na informację pani P., iż z podwórza można zabrać sobie meble. Nie było jednak zainteresowanych, a MOPS - co podkreśla pani dyrektor - nie jest instytucją sprzątającą niepotrzebne rupiecie z gospodarstw domowych. Dlatego te meble przez kilka następnych tygodni stały (na początku bieżącego tygodnia nadal tam były) na podwórku kamienicy. Były narażone na negatywny wpływ zmieniających się warunków atmosferycznych.
Tymczasem do Andrzeja Nowaka dotarła informacja, iż lokatorka P. o interwencję w sprawie mebli poprosiła naszą gazetę. - Dlatego przychodzę do pana, bo chciałem złożyć swoje wyjaśnienia, jak wygląda sprawa z panią P. Ta lokatorka jest bardzo problemowa - tłumaczył Andrzej Nowak.
ZALEGŁOŚCI CZY NADPŁATA
Według Andrzeja Nowaka, który prowadzi dokumentację związaną z zarządzaniem budynkiem, pani P. zalega z zapłatą czynszu za sklep, który kiedyś prowadziła z rodziną w kamienicy. Zaległości według zarządcy istnieją od 2 września 2003 r. Z kwoty 2.277 zł pozostało do zapłaty 697 zł. Mimo zaległości właściciel podkreśla, że od strony podwórza wymienił dwa stare okna na okna PCW, a dwa od ulicy były wymienione wcześniej w mieszkaniu zajmowanym przez panią P.
- On tylko kupił te okna, a za ich obróbkę musiałam zapłacić 300 zł - za te od ulicy, na co mam paragony. Za obróbkę tych od podwórza paragonu wprawdzie nie mam, ale też musiałam zapłacić 250 zł. A to przecież właściciel mieszkania powinien dbać o stolarkę drzwiową i okienną. Co do kwoty 697 zł, którą jakoby zalegam za sklep, to według moich wyliczeń i potwierdzeń wpłat, nie tylko nie zalegam ani złotówki z tego tytułu, ale mam jeszcze nadpłatę 156,50 zł. Mam na to dokumenty - ripostuje pani P.
Dalej Andrzej Nowak podkreśla, że wszyscy lokatorzy, prócz pani P., mieli pojemniki na śmieci. Ponieważ P. nie miała, to zarządca sugeruje, że wyrzucała ona śmieci do koszy ulicznych lub kontenerów przy blokach. Pani P. odpowiada, że to bzdura. Jest ona osobą, która wymaga stałej obecności opiekuna, stąd w tamtym okresie przebywała poza granicami kraju u swoich dzieci. Nie było jej w Żninie ponad rok, stąd pojemnik na ten czas umieściła w piwnicy, by nie podrzucano jej śmieci. Kobieta podkreśla, że miała umowę z ZOM i pojemnik.
Andrzej Nowak wytyka też pani P., iż deklaruje ona ciągle, że chce mniejsze mieszkanie niż ma teraz. Ma bowiem duży metraż, za który trzeba płacić. Jednak propozycję mniejszego lokalu po sklepie odrzuciła, bo musiałaby go remontować. Jednocześnie zaproponowała, że odda pokój od ulicy, by zmniejszyć sobie czynsz o 100 zł. Andrzej Nowak podpisał wobec tego umowę przedwstępną z potencjalnym lokatorem na zwalniany pokój, a tymczasem pani P. wycofała się ze swojej deklaracji. W ten sposób miała narazić Andrzeja Nowaka na koszty wynikające z umowy przedwstępnej z potencjalnym lokatorem. Obecnie pani P. - osoba samotna - zajmuje 73,5 m2.
Kobieta tłumaczy, że w dawnym sklepie brak jest ogrzewania. Jedyna możliwość ogrzewania zaadaptowanego lokalu byłaby na prąd lub piecykiem gazowym. Na to jej nie stać. Poza tym świadoma doświadczeń z czasów, gdy prowadziła tam sklep, pani P. obawia się, że znajdująca się tam ubikacja będzie się zapychała i wtedy nieczystości wypłyną na mieszkanie. - Poza tym drzwi w sklepie były oszklone. I co, jak pan Nowak sobie to wyobraża? Że będę mieszkała za szkłem? Wymiana drzwi należy do właściciela. To on powinien przygotować lokal przed podpisaniem umowy najmu z lokatorem - tłumaczy P.
- Obecnie pani P. płaci czynsz w wysokości 4,70 zł za 1 m2. Obecnie przeprowadzam remont kapitalny kamienicy, co pochłonie niemałe koszty. Planuję podwyższenie czynszów od stycznia 2014 r. Znając reakcje i wcześniejsze postępowanie pani P., wystosowałem do zainteresowanej trzymiesięczne wypowiedzenie dotychczasowych warunków umowy najmu. W piśmie tym poinformowałem, że od 1 września 2013 r. nastąpi podwyżka czynszu do kwoty 590 zł za mieszkanie 73,5 m2. Dla przykładu cena wynajęcia pokoju około 25 m2 kształtuje się w wysokości 500 zł - mówi Andrzej Nowak.
LOKATORKA INNA NIŻ WSZYSCY
Kobieta podkreśla, że jest zasiedlona w oparciu o nadanie z gminy w 1964 r., dlatego - jej zdaniem - zamieszkuje na innych prawach niż pozostali lokatorzy, którzy mają umowy cywilnoprawne zawarte z właścicielem. - Ja teraz płacę 340 zł. Panu Nowakowi to może się wydawać mało, ale dla mnie to duży wydatek w domowym budżecie - mówi pani P.
Andrzej Nowak wytyka lokatorce, że w zajmowanej przez nią piwnicy panuje bałagan, składowane są w niej jakieś odpady i rupiecie, co przyczynia się do rozprzestrzeniania się robactwa i gryzoni i stwarza zagrożenie pożarowe. Ponadto, zdaniem zarządcy, od lat zalewana jest klatka schodowa i piwnica pod łazienką pani P., a lokatorka ciągle oświadcza, że ma sprawną instalację wodnokanalizacyjną.
- Żadnego robactwa i gryzoni nie ma, a ja mam w piwnicy naczynia z dawnej „Restauracji Piastowskiej”, gdzie pracowałam. Po likwidacji tej restauracji nie miałam co z tym zrobić, a są to talerze, półmiski, tace, wazy, termosy 25 i 50 litrów, nowiutkie kufle do piwa. Wszystko jest w dobrym stanie i nie chcę tego wyrzucać. Może znajdzie się ktoś chętny, by to kupić. Co do łazienki, to nie mam pojęcia, skąd się bierze pod nią woda. Ja się w swojej łazience nawet nie kąpię, tylko u syna w mieszkaniu w bloku - odpiera zarzuty pani P. Kobieta dodaje, że podłoga w kuchni jest spróchniała i według niej obowiązkiem właściciela jest jej naprawienie. - Podłoga być może przegniła, bo cieknie u niej w łazience. W 1983 pani P. podpisała zobowiązanie, że będzie wykonywała remonty, które wynikną z użytkowania łazienki, którą wówczas pozwoliliśmy jej wydzielić w mieszkaniu - tłumaczy Andrzej Nowak. - Pan Nowak chyba czegoś nie rozumie. Podłoga zarywa się w mojej kuchni, a nie w łazience - odpowiada P.
Zarządca wyrzuca kobiecie, że nie pokrywa ona solidarnie z innymi lokatorami różnic między odczytami z głównego licznika na wodę a sumą liczników indywidualnych. Ponieważ są ubytki, to kwartalnie lokatorzy dopłacają 5 zł, tylko P. się uchyla. - Jeżeli ja mam nowy licznik i wskazania są prawidłowe, a inni mają liczniki kilkunastoletnie, to one nie są miarodajne, a mój jest. Właściciel powinien zaopatrzyć wszystkich w miarodajne liczniki, a wtedy się okaże, czy rzeczywiście generujemy w kamienicy jakiekolwiek ubytki - odpiera zarzut pani P.
Zarządca nie uznaje jakichkolwiek tłumaczeń. Uważa panią P. za lokatorkę uciążliwą. 9 maja podpisał jej wniosek o mieszkanie komunalne, bo kobieta chce się o nie zwrócić do Urzędu Miejskiego w Żninie. Chciałaby mieszkanie mniejsze, ale musi mieć dwa pokoje, bo posiada orzeczenie lekarskie o tym, że wymaga stałej opieki. Dlatego odwiedza ją regularnie rodzina - dzieci lub rodzeństwo. W przyszłości może będzie musiał z panią P. zamieszkać ktoś na stałe, a wówczas ta osoba będzie potrzebowała osobnego pokoiku. Dlatego pani P. będzie ubiegać się o dużo mniejsze lokum niż ma teraz, ale także składające się z dwóch pokoi, kuchni i łazienki.
Pytanie, jak długo w gminie Żnin trwa oczekiwanie na przydział mieszkaniowy, i czy osoba, która nie jest w stanie ponosić ciężaru utrzymania dużego mieszkania może w ogóle dostać mniejszy lokal w najem od gminy, zadaliśmy Ryszardowi Ulatowskiemu, rzecznikowi burmistrza Leszka Jakubowskiego. Do zamknięcia dzisiejszego numeru gazety nie uzyskaliśmy odpowiedzi w tej sprawie.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1111 (22/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze