17 stycznia 2025 r. w żnińskiej Bibliotece Publicznej odbyło się spotkanie autorskie z dr. Emilianem Prałatem, który wygłosił prelekcję pt. „Ziemianin – patriota Mieczysław Chłapowski”,
Dyrektorka książnicy Beata Czaczyk witając uczestników spotkania powiedziała, że będzie to niezwykła uczta duchowa, którą zainicjował i bardzo się w całe przedsięwzięcie zaangażował Stanisław Goclik, prezes Żnińskiego Klubu Biegacza wspierany przez Koło Gospodyń Wiejskich w Sobiejuchach z jej przewodniczącą Renatą Hernet na czele. Wydarzenie odbywało się pod Honorowym Patronatem Burmistrza Żnina Łukasza Kwiatkowskiego, a towarzyszyła mu wystawa poświęcona rodzinie Chłapowskich oraz miejscowej szkole, której inicjatorem był Mieczysław Chłapowski, przygotowana przez pracowniczkę Czytelni Katarzynę Pańkowską-Potempę. W ten sposób uczczono w książnicy 150. rocznicę urodzin oraz 85. rocznicę śmierci Mieczysława Chłapowskiego, który był nie tylko ziemianinem i działaczem społecznym, ale przede wszystkim wspaniałym gospodarzem Sobiejuch, o którym mieszkańcy tej wsi wciąż pamiętają i wspomnienia o rodzinie Chłapowskich pielęgnują. - Uważam, że każde spotkanie jest okazją, aby wspominać ludzi, właściwie korzenie naszej polskości. Korzenie są bardzo ważne. Pokolenie naszych dziadów, pradziadów, a zwłaszcza tych, którzy tworzyli podwaliny naszego kraju po odzyskaniu niepodległości., co było bardzo ważne. O Mieczysławie Chłapowskim, o którym dzisiaj będziemy mówić i jego rodzinie zbierałem materiały od roku 1980. Mamy tego dużo. Myślę, że tutaj się podzielimy wiadomościami, które pewnie tutaj będą padały w czasie pogadanki. Tak jak powiedziałem, korzenie są bardzo ważne, dlatego że żadne drzewo, żaden nawet najładniejszy kwiat, jeżeli nie będzie miał korzeni, nie będzie mógł rozkwitać. Także pamiętajmy o korzeniach, o naszych przodkach. O tych przodkach, którzy tworzyli narodowe dobro – powiedział Stanisław Goclik.
Prelekcję o rodzinie Chłapowskich wygłosił dr Emilian Prałat - doktor nauk humanistycznych, historyk sztuki, muzealnik, filolog slawista i regionalista, który jest kustoszem, kierownikiem Muzeum Adama Mickiewicza w Śmiełowie. Prelegent podziękował za zaproszenie i jak zaznaczył: - Jest mi niezmiernie miło, tym bardziej, że o panu Gocliku już słyszałem wielokrotnie od potomków rodziny Chłapowskich. A drodzy państwo, Chłapowscy to oczywiście rodzina absolutnie ważna, istotna dla Wielkopolski w sposób szczególny. Ale z drugiej strony też rodzina, która troszeczkę, myślę, jest na marginesie takiej powszechnej wiedzy. A szkoda, bo jak zobaczymy za moment, w biografiach poszczególnych członków rodziny, w biografii samego Mieczysława, tych wątków absolutnie istotnych, znaczących będzie wyjątkowo dużo – powiedział dr Prałat, który całe życie mieszkał w Turwi, gnieździe rodowym rodziny Chłapowskich, zaś jego dziadkowie jeszcze ostatnich właścicieli majątku pamiętali. - Moja babcia, która chodziła do ochronki ufundowanej przez rodzinę Chłapowskich, wspominała jak dziedziczka i mówiła to słowo zawsze z sentymentem, wielkim szacunkiem i uznaniem, a więc jak dziedziczka dwa razy do roku odwiedzała ochronkę - na Boże Narodzenie i na Wielkanoc. Każde z dzieci otrzymywało jakiś słodki upominek. A kiedy dzieci z ochronki z Turwi szły do komunii, to dziedziczka każdemu dziecku w prezencie ofiarowywała medalik z wizerunkiem Matki Boskiej i chusteczkę I wtedy też, proszę państwa, była ta tradycja, że wraz z komunią od razu było bierzmowanie. W związku z czym dziedziczka Turwi była świadkiem przy bierzmowaniu każdego kolejnego dziecka. To jest pewien ewenement, bo niewiele było rodzin ziemiańskich, niewiele było majątków, gdzie ta bliskość między dworem a wsią, między wsią a dworem była tak bliska, serdeczna i oparta na w dużej mierze wzajemnej wdzięczności – powiedział prelegent i podzielił się jeszcze z uczestnikami spotkania jednym wspomnieniem. - Kiedy ostatnia z dziedziczek Turwi zmarła i kondukt żałobny z Kościana furmanką zmierzał do Rąbinia, do rodowej nekropoli, to na trasie tego konduktu żałobnego mieszkańcy spontanicznie się przyłączali, żeby pochować Teklę Chłapowską, bo o niej akurat mowa – usłyszano.
Mieczysław Chłapowski z kolei pochodził z linii rodowej wywodzącej się z Kopaszewa, które od Turwi oddalone jest o pięć kilometrów. - W biografii Mieczysława i Wandy spotykają się dwie wielkie rodziny, spokrewnione ze sobą – powiedział prelegent i dodał, że osobą, która je łączy jest ich syn Dezydery Chłapowski, autor kroniki rodzinnej i zarazem też kroniki rodu Potworowskich.- Na na chwilę obecną jest to jedno z najlepszych źródeł, jeżeli chodzi o biografię i dzieje rodziny Chłapowskich. Mamy tą kronikę rodzinną, która jest w dwutomowym maszynopisie. Natomiast mamy też, proszę państwa, jedno cudowne, wyjątkowe archiwum, do którego nie mamy dostępu. To jest archiwum o generale Chłapowskim, archiwum z Turwi, które w 1939 roku zostało ewakuowane do Warszawy. Tam przetrwało czas Powstania Warszawskiego i dzisiaj znajduje się w posiadaniu potomków, już nie rodziny Chłapowskich, a Morawskich i Mycielskich. Jednak ci potomkowie w chwili obecnej nie są zainteresowani udostępnieniem tego archiwum w jakimkolwiek stopniu. Ubolewamy nad tym, bo wiemy, że jest tam sporo informacji, do których Dezydery tutaj dostępu nie miał. Jest tam całe archiwum gospodarcze, a więc też to jedno z najciekawszych źródeł informacji do dziejów rodziny Chłapowskich – usłyszano.
Mieczysław Chłapowski, jak powiedział prelegent, wzorował się na swoim dziadku generale Dezyderym Chłapowskim. Uznaje się go za drugiego po generale najwybitniejszego rolnika oraz przedstawiciela rodu Chłapowskich z tej linii rodowej. - Linii Chłapowskich mamy zasadniczo trzy. One wszystkie, gdybyśmy szukali punktu zbieżnego, to wywodzą się od pradziada generała Chłapowskiego i jego braci, to jest dopiero ten punkt zborny, z którego potem te trzy główne linie będą nam się wywodzić – usłyszano.
Generał Dezydery Chłapowski to postać ciekawa. Bral udział w kampanii napoleońskiej, był osobistym adiutantem przybocznym Napoleona Bonapartego oraz ulubieńcem cesarzowej Józefiny, która pieszczotliwie mówiła o nim „Herubinek”. Generał Dezydery to kawaler Orderu Virtuti Militari i kawaler Legii Honorowej, który w uznaniu zasług otrzymał od Napoleona tytuł dziedziczny barona cesarstwa francuskiego. - W 1811 roku widząc, że Napoleon raczej za wiele dla Polski, dla Polaków nie zrobi, za namową Tadeusza Kościuszki, z którym spotkał się w Szwajcarii, decyduje się na porzucenie służby u boku Napoleona i wraca do rodzinnego majątku w Turwi – powiedział dr Emilian Prałat i dodał, że ten dwudziesto-paroletni młody człowiek przejął od swego ojca zadłużony majątek i zadeklarował, że ojca spłaci. Tajniki najnowocześniejszego rolnictwa przez dwa kolejne lata poznawał w Anglii i Szkocji, a kiedy wrócił do Turwi zbudował cukrownię, gorzelnię, mleczarnię i olejarnię. Ojca spłacił w przeciągu 10 lat, choć pierwotnie zakładał, że zajmie mu to 20 lat. - W ciągu 5 kolejnych lat uczynił z Turwi najbogatszy majątek ziemiański w Wielkopolsce – usłyszano. Kiedy wybuchło Powstanie Listopadowe Dezydery Chłapowski wziął w nim udział i stał się głównodowodzącym powstaniem na terytorium Litwy. - I gdyby nie opieszałość Langiewicza i Giełguda, to Dezydery prawdopodobnie zdołałby zdobyć Wilno i powstanie na Litwie potrwałoby zdecydowanie dłużej – powiedział prelegent. Wsparciem dla generała była jego małżonka, Antonina z Grudzińskich, uważana za jedną z najpiękniejszych kobiet swego czasu. To ona wspierała męża w jego działaniach. - Generał Dezydery, mając lat 82, wstawał o godzinie 3.30 w okresie letnim, a w okresie zimowym o 4.30, wypijał dwie filiżanki kawy, zjadał pół melona i objeżdżał konno wszystkie folwarki Turwi – powiedział dr Emilian Prałat i dodał: - To był najlepszy przykład gospodarza, który pierwszy wstawał i ostatni się kładł.
Ciekawostką jest, że do dnia dzisiejszego ta linia rodowa wywodząca się od generała Chłapowskiego zachowała kontynuację nazwiska. - Generał miał czterech synów, z których cała czwórka brała udział w Powstaniu Wielkopolskim, w wojnie polsko-bolszewickiej. Trzech zginęło na froncie, a mimo tego ta linia zdołała się rozrodzić i dzisiaj jest najsilniejsza.
Po śmierci w 1879 r. Dezyderego Chłapowskiego i w tymże roku jego syna Tadeusza, majątek w Turwi przejął 16-letni wówczas syn Tadeusza Chłapowskiego. Z kolei w Kopaszewie majątkiem zarządzał kolejny syn generała – Kazimierz, który był ojcem Mieczysława Chłapowskiego. - Kazimierz był jednym z najdłużej gospodarujących w majątku w Kopaszewie, ponad 30 lat, ale też był jednym z tych bardziej, bym powiedział, rozsądnych ojców, bo nie czekał, aż będzie w późnej swej starości, tylko odpowiednio wcześniej przekazał majątek do współzarządzania synowi Mieczysławowi – usłyszano.
Postacią tragiczną była córka generała Dezyderego Chłapowskiego – Zofia. Poślubiła Jana Koźmiana, twórcę pojęcia pracy organicznej, które stało się jednym z najważniejszych dla Wielkopolski haseł. Zamieszkali w Kopaszewie, które Zofia otrzymała w prezencie ślubnym. - W 1846 roku Zofia była w ciąży. Poroniła, będąc w ósmym miesiącu okazało się, że dziecko zmarło, a Zofia już nie mogła mieć w przyszłości dzieci. Depresja poporodowa, z drugiej strony mąż, którego generał angażował dosyć mocno w różne działania polityczne, a Zofia była sama w pałacu. W 1853 roku wracając z podróży z Krakowa miała wypadek kolejowy, pociąg się wykoleił. Doznała urazu głowy, a jej depresja się pogłębiła. W październiku 1853 roku popełniła samobójstwo. Na trasie konduktu żałobnego z Kopaszewa do Rąbinia ufundowano drogę krzyżową. Nie ma na świecie drugiej drogi krzyżowej, która by szła szlakiem konduktu żałobnego. W 1854 roku ta droga krzyżowa została zainicjowana, otrzymała przywileje odpustowe od papieża Piusa IX. Jan Koźmian natomiast wstąpił do stanu kapłańskiego, umarł w Wenecji w 1877 roku. Kopaszewo zostało bez gospodarzy i to jest moment, w którym przeszło ono w posiadanie rodziców Mieczysława, a więc Anny z Chłapowskich (linia rodowa z Czerwonej Wsi) i Kazimierza Chłapowskiego.
Aby rodzice Mieczysława Chłapowskiego mogli się pobrać, musieli uzyskać dyspensę papieską, gdyż byli kuzynami drugiego stopnia. Mieli trzynaścioro dzieci. - Kazimierz lubował się i miał duże doświadczenie w hodowli róż. Z kolei Anna uwielbiała te róże i kiedy Kazimierz wyjeżdżał i miał wrócić o określonej porze, Anna wychodziła do najbliższej szosy, wspólnie wracali pieszo przez park i obowiązkowo przed wejściem do pałacu ścinał Kazimierz dla żony bukiet róż. Zasłynął również z hodowli owiec rasy Negretti, które mają intensywnie taką węglową, w zasadzie czarną wełnę i bardzo kręconą. W majątku w Kopaszewie owiec hodowano trzy tysiące sztuk. To jest gigantyczna ilość, ale to też, proszę państwa, pokazuje jedno: dobre ziemie, dobre gospodarowanie, dobre rasy, gatunki, zwierząt, a przede wszystkim smykałka do wykorzystania też tej niszy, powiedzielibyśmy, gospodarczej, która wówczas się pojawiła – powiedział prelegent.
Mieczysław Chłapowski choć nie był synem pierworodnym, otrzymał majątek w Kopaszewie po swoich rodzicach . - Ze względu na to, że wykazywał się najlepszymi predyspozycjami, miał najlepszy kontakt z ojcem,. To zdecydowało, by właśnie jemu ten majątek ostatecznie powierzyć. Mieczysław kształcił się w zakresie rolnictwa i ekonomii, w najlepszych uczelniach pruskich, między innymi w Berlinie i w Heidelbergu – usłyszano. W 1911 roku poślubił Wandę z Potworowskich , a dwa lata później urodził się ich jedyny syn Dezydery. - To był świadomy oczywiście wybór nawiązania imieniem do generała. Mieczysław chciał bardzo wyraźnie tę linię i bliskość z Turwią utrzymać – powiedział dr Emilian Prałat i dodał, że Dezydery również wzorem ojca i dziadka ukończył szkołę rolniczą, był poliglotą, co przydało mu się w czasie powojennym. - Kiedy rodzina została wysiedlona, pracował najpierw w w Gdańsku jako tłumacz przede wszystkim, a później w latach 50. przeniósł się do Krakowa, z którym już się związał na stałe. Zmarł w 1997 roku i jest ostatnim przedstawicielem rodziny Chłapowskich, który jest pochowany na nekropolii rodowej w Rąbiniu, obok nomen omen Dezyderego Chłapowskiego a więc najstarszego syna generała i obok samego generała Chłapowskiego, który też jest tuż obok pochowany. Na przestrzeni 20 metrów mamy czterech generałów, którzy obok siebie spoczywają – powiedział dr Prałat i dodał, że ostatnim męskim przedstawicielem linii kopaszewskiej jest Piotr, syn Dezyderego i Teresy Chłapowskich.
Kopaszewo znane było także ludziom związanych z polską kulturą. W 1831 r. odwiedził je Adam Mickiewicz, a w późniejszym czasie Helena Modrzejewska. - W rękopisie „Pana Tadeusza”, który mamy w Ossolineum we Wrocławiu, a ten rękopis jest szerszy aniżeli to, co zostało wydane, mamy dwie karty zapisane, gdzie jest opis książki kucharskiej z Kopaszewa. Nazwa Kopaszewo się pojawia, pojawia się pani Skórzewska, która pokazała Mickiewiczowi no co najmniej książkę, bo nie może być coś więcej. Proszę Państwa, dodatkowo są nazwiska ziemian, którzy w tamtym czasie mieszkali w okolicach Kopaszewa. To jest więc też absolutnie cenne z perspektywy Wielkopolski. W późniejszym czasie do Kopaszewa przyjechała również Helena Modrzejewska, po mężu Chłapowska. I mamy Kazimierza Chłapowskiego i jego żonę Annę. Anna miała brata Karola, który był mężem Heleny Modrzejewskiej. Także to było też najbliższe rodzeństwo i najserdeczniejsza przyjaźń – usłyszano.
Mieczysław Chłapowski był ostatnim właścicielem majątku w Kopaszewie, którym gospodarował od 1898 roku, najpierw u boku swego ojca Kazimierza, a po latach samodzielnie. Było to ponad 30 lat wspaniałego zarządzania, gdyż wprowadzał nowe metody gospodarowania w zakresie uprawy roli, jak również inicjatorskie zasady organizacji prac polowych i podwórzowych.
Kiedy w 1909 roku Mieczysław Chłapowski zakupił majątek Sobiejuchy był on w bardzo złym stanie, a do tego zadłużony. Jednak dobry gospodarz przywrócił mu świetność, gruntownie wyremontował budynki gospodarcze i pobudował nowe. W latach 1910-1914 postawił też nowy dwór nad jeziorem. Sprzyjające warunki, a więc urodzajne ziemie, dobry rozkład pól, a przede wszystkim doskonałą komunikacje kolejową Mieczysław Chłapowski wykorzystał na tyle, że po kilku latach Sobiejuchy zaczęły przynosić prawie takie same dochody jak Kopaszewo. Od 1911 do 1923 r. rodzina Mieczysława Chłapowskiego miesiące letnie spędzała w Sobiejuchach. Byli bardzo dobrymi gospodarzami, zaangażowanymi społecznie. Działali w komitecie niesienia pomocy ludności, żołnierzom z Kopaszewa i Sobiejuch regularnie wysyłali paczki żywnościowe. Przed pierwszą wojną światową w Sobiejuchach wybudowali kaplicę, a w 1920 r. szkołę, w której opłacali nauczyciela. Dzięki Chłapowskim w Sobiejuchach prowadzona była też ochronka (przedszkole) dla dzieci robotników zatrudnionych w majątku. Z kolei podczas wakacji bezpłatnie gościli ubogich kleryków z seminariów z Gniezna i Poznania. Pomagali też osobom poleconym im przez Towarzystwo Św. Wincentego oraz organizowali kolonie dla ubogich dzieci, zaś harcerzom w majątku obozującym dostarczali żywność. Także w Sobiejuchach prowadzili Stowarzyszenie Młodych Polek, które spełniało rolę wychowawczą dla młodzieży. Przyjmowali tu także oficerów i młodych lotników, którzy szkolili się na wojskowym lotnisku w Obronie Leśnej, która była folwarkiem przynależnym do majątku .W Kopaszewie zaś Mieczysław Chłapowski gościł prezydentów Polski – Stanisława Wojciechowskiego i Ignacego Mościckiego. – Wydano z tej okazji wielkie, wspaniałe przyjęcie. Mamy opisy z tamtego czasu. Zaproszono wszystkich, ale zapomniano o miejscowym proboszczu. No wielkie faux-pas. Ale byli, powiedzielibyśmy, borowcy tamtego czasu i wysłano jeden z samochodów do Krzywinia, żeby proboszcza przywieziono. Proboszcz wystraszony, no ale ostatecznie dotarł, więc się udało niesnasków uniknąć – powiedział dr Emilian Prałat i dodał, że w dwudziestoleciu międzywojennym Wanda i Mieczysław Chłapowski byli uznawani za dwójkę najważniejszych w Wielkopolsce działaczy społecznych. Właściciel Kopaszewa i Sobiejuch przewodniczył albo brał udział w działaniach statutowych blisko sześćdziesięciu różnego rodzaju organizacji rolniczych, społecznych i ekonomicznych. Wszedł także do konsorcjum polsko-szwedzkiego, które zajmowało się produkcją i hodowlą nowoczesnych i plennych zbóż. – Firma „Danko”, która obecnie gospodarzy w Kopaszewie i Sobiejuchach, można powiedzieć, wpisuje się w tradycję, którą Mieczysław zainicjował – stwierdził prelegent.
Zachowała się korespondencja, którą Mieczysław i Wanda Chłapowscy między sobą prowadzili.- W tych listach informują siebie nawzajem o rzeczy trywialnych. Na przykład jaką tapetę ma kupić do Kopaszewa, bo sobie Wanda zażyczyła, przez informacje ważniejsze, z kim spotkania, z kim interesy wykonane, przez wydarzenia polityczne, refleksje na temat sytuacji w Polsce czy Europie. Mieczysław pisał dużo, bo praktycznie jeżeli wyjeżdżał, to codziennie pisali do siebie listy. To jest naprawdę spora korespondencja i w niej też widać, jak wiele spraw społecznych ich łączyło – powiedział prelegent.
Mieczysław Chłapowski dwa ostatnie lata przed wybuchem II wojny światowej spędził w majątku w Sobiejuchach, w Kopaszewie zaś gospodarował jego syn Dezydery. Zaangażowanie Mieczysława w sprawy społeczno-polityczne Polski sprawiły, że trafił on na listę proskrypcyjną, a więc uznano go za obywatela państwa polskiego bardzo niebezpiecznego dla Rzeszy. - Niemcy przyjeżdżają do Kopaszewa bardzo szybko. Obchodzą się jeszcze, powiedzmy, w miarę dobrze z mieszkańcami. Nie są aresztowani, ale zajmują majątek. Co nieco udało się jeszcze mieszkańcom uratować, schować. Natomiast w październiku Mieczysław został zaaresztowany z grupą co znaczniejszych mieszkańców powiatu kościańskiego i rozstrzelany w publicznej egzekucji na Rynku w Kościanie. Umierając, słaniając się, miał wykrzyczeć „ Niech żyje Polska!” – usłyszano. Pochowany wspólnie z innymi zamordowanymi w masowym grobie, ich ciała posypano wapnem, by je zniszczyć. Po wojnie, gdy ciała ekshumowano, Mieczysława rozpoznała żona Wanda po dwóch elementach. - Miał schowane w kieszeni to małe wydanie o „Naśladowaniu Chrystusa” i również rozpoznano go po oficerkach. Jedna z oficerek miała troszeczkę wyższy obcas. I po tych dwóch elementach Wanda rozpoznała swojego męża – powiedział dr Emilian Prałat. Mieczysław Chłapowski ostatecznie miejsce wiecznego spoczynku znalazł w podziemiach mauzoleum ofiar wojny w Kościanie, a jego żona Wanda pochowana została w Rąbnie obok swojego syna.
Wanda Chłapowska na mocy dekretu o reformie rolnej została z majątku wywłaszczona i zamieszkała w Gostyniu. Nie chciała być ciężarem dla swojego syna i nie chciała z nim zamieszkać. Wspierały ją różne zgromadzenia zakonne, bo renta wdowia nie starczała na życie. - Sytuacja po wojnie była bardzo ciężka do tego stopnia, że mieszkańcy dawnych majątków Kopaszewa wysyłali jej paczki żywnościowe, nawet paczki z ubraniami – usłyszano.
Dezydery Chłapowski anonimowo przyjechał do Kopaszewa pod koniec lat 50. XX wieku. - Znam taką anegdotę od jego córki Marii, że kiedy przyjechał bodajże w 1959 roku do Kopaszewa, anonimowo całkowicie, gdzieś postanowił za parkiem przejść się na leśną taką polankę. Był dom, pod którym jako dzieciak sobie zawsze siedział. No i przysiadł tam, przysnęło mu się. Jeden z mieszkańców akurat szedł z dwoma krowami i rozpoznał młodego Chłapowskiego. Wówczas ten pan był grubo po siedemdziesiątce, skłonił się i powiedział „Witam, jaśnie panicza”. Rozpoznał go, porozmawiali sporą chwilę i potem ten kontakt między nimi też się utrzymał – usłyszano od dr. Emiliana Prałata, który swoją prelekcję zakończył stwierdzeniem, że była to rodzina wyjątkowa, ważna z perspektywy historii, tradycji i życia gospodarczego Wielkopolski. - Wiele dobrych, uniwersalnych wzorców jest z nią związanych i przede wszystkim jak wiele aspektów wielkopolskiej historii, życia, tradycji rodzina Chłapowskich naznaczyła. Jest też świetnym elementem łączącym odległe zakątki, bo między Turwią, Kopaszewem, a Sobiejuchami mamy sporą odległość fizyczną, ale kulturowo, historycznie, emocjonalnie chyba jesteśmy bardzo blisko – powiedział prelegent.
Dr. Emilianowi Prałatowi za wspaniałą lekcję historii podziękowali organizatrzy spotkania, a więc Stanisław Goclik i dyrektorka biblioteki Beata Czaczyk, zaś w imieniu Burmistrza Żnina podziękowania złożył pracownik Wydziału Turystyki, Promocji i Rozwoju Gminy Żnin Aleksander Kranc.
W lutym dr Emilian Prałat wydaje 21 swoją książkę, tym razem poświęconą wielkopolskim kryptom i podziemiom. Będzie w niej też o rodzinie Chłapowskich. Jest zatem szansa, ze już niebawem znów w żnińskiej książnicy usłyszymy kolejną ciekawą prelekcję.
Stanisław Goclik dr Emilianowi Prałatowi oraz Beace Czaczyk – dyrektorce książnicy wręczył medal z wizerunkiem Mieczysława Chłapowskiego, a także podziękował za ciepłe przyjęcie w książnicy i umożliwienie zorganizowania wystawy z pamiątkami poświęconymi rodzinie Chłapowskich i Sobiejuchom. - Dzisiejsze wydarzenie to również wydarzenie budowy szkoły w Sobiejuchach, bo dokładnie około 100 lat temu Mieczysław Chłapowski buduje szkołę w Sobiejuchach. Nie otrzymawszy zgody władz oświatowych przez pięć lat płaci nauczycielowi. Utrzymuje tę szkołę, do której mogą dzieci chodzić – powiedział Stanisław Goclik, który zaprosił do oglądania wystawy. Prezes Żnińskiego Klubu Biegacza, a jednocześnie mieszkaniec Sobiejuch powiedział, że ma w planach zorganizowanie w przyszłości Izby Regionalnej „Chłapówka”, poświęconą rodzinie Chłapowskich, aby ocalić od zapomnienia kawałek historii i tradycji oraz pamięć o ludziach, którzy ją tworzyli.
Po spotkaniu, w którym wzięli udział także potomkowie Chłapowskich z linii wywodzącej się z Czerwonej Wsi, na uczestników czekał poczęstunek przygotowany przez KGW Sobiejuchy, które również zaangażowało się w organizację tego wyjątkowego dla lokalnej społeczności wydarzenia.
Barbara Filipiak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze