Uczestniczy w rekonstrukcjach Powstania Wielkopolskiego, z którym związana jest historia jego rodziny. Przez cały czas kolekcjonuje elementy umundurowania i uzbrojenia z tego okresu. Zachęca młodzież do nauki historii w żywy sposób. - W rekonstrukcjach część uczestników musi “zginąć”. Jednak zdarza się, że wszyscy wracają, choć pierwotnie scenariusz zakładał inaczej - mówi Łukasz Naliwajski, nauczyciel historii w I LO w Żninie, którego pasją są rekonstrukcje historyczne z okresu Powstania Wielkopolskiego.
Angelika Uścińska: - Dlaczego zainteresował się pan rekonstrukcjami?
Łukasz Naliwajski: - Nie przez przypadek skupiłem się na Powstaniu Wielkopolskim, ponieważ tradycje powstańcze są elementem historii mojej rodziny - mój dziadek brał udział w powstaniu. Nie ukrywam, że bardzo zainteresowały mnie rekonstrukcje, które dzieją się w Łabiszynie, ponieważ to ciekawy sposób przekazania historii i nie wymaga obszernej wiedzy podręcznikowej. Na samym początku wystarczy zarys wydarzenia i już można działać. Od jakiegoś czasu żnińskie grono rekonstruktorów ma kolejnego członka. Cieszę, że to mój uczeń - Radek Urbanowski dzielnie towarzyszy mi w różnych inicjatywach służących poznaniu Powstania Wielkopolskiego.
- Czego dotyczyła Pana pierwsza rekonstrukcja?
- Pamiętam, że zafascynowały mnie rekonstrukcje, które odbywały się cyklicznie w Kcyni. Wtedy pojawiła się myśl, że można byłoby coś takiego zrobić w Żninie. Zadanie graniczące z cudem, ale udało się. Naszą pierwszą żnińską rekonstrukcję zorganizowaliśmy jako Towarzystwo Pamięci Powstania Wielkopolskiego Koło Żnin przy współpracy z Muzeum Ziemi Pałuckiej w Żninie. Tematem pierwszego naszego przedsięwzięcia była bitwa o Magistrat z okazji 100. rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego. I tak się to zaczęło.
![]() |
| Rekonstruktorzy dokładają wszelkich starań, aby nie tylko wyglądać jak żołnierz Powstania Wielkopolskiego, ale także wczuwać się w jego rolę podczas odgrywania bitwy fot.Angelika Uścińska |
- Jakie trudności pojawiają się w trakcie tworzenia rekonstrukcji?
- Głównie są to kwestie finansowe. Nie jest łatwo zorganizować przedsięwzięcie, gdy brakuje funduszy. Kolejną trudnością może być gra aktorska na polu bitwy. Gdy przypominam sobie moje pierwsze doświadczenia, to rzeczywiście był z tym problem, żeby oddać nastrój w trakcie walk. Rada jest jedna: trzeba się nauczyć kontrolować swoją mimikę i trzymać się w jakiś sposób scenariusza.
- Jakie są pozytywne strony uczestnictwa w rekonstrukcjach?
- To doskonały sposób popularyzacji historii. Słowo “popularyzacja” jest tutaj kluczowe w aspekcie Powstania Wielkopolskiego, które jest niedoceniane i traktowane jako zryw regionalny, dlatego staramy się tam, gdzie to możliwe, pokazywać fenomen jednego z nielicznych powstań, które zakończyły się zwycięstwem.
- Z czego składa się pana wyposażenie wojskowe?
- Niestety, ten rodzaj pasji wymaga sporych nakładów finansowych. Zakup wszystkich elementów nie jest tani, ponieważ pełne umundurowanie może kosztować ok. 7-8 tys. zł. Oprócz elementów ubioru spory wydatek wiąże się z zakupem wyposażenia. Ja posiadam dwa rodzaje replik broni – pistolet Mauser model C96 oraz karabin Mauser 98 (wersja kawaleryjska). Dodatkowo mam różne nakrycia głowy - toczki, które były wykorzystywane przez piechotę (np. na podstawie dolnego guzika na toczku, możemy dowiedzieć się, skąd powstaniec pochodził, gdzie była jego macierzyńska jednostka), a także hełmy wzór 1916. Dodam jeszcze, że dopiero przed samą rekonstrukcją dowiadujemy się, po której stronie walczymy: polskiej czy niemieckiej. Oczywiście, każdy z nas chciałby być powstańcem. Niewielu z widzów zdaje sobie sprawę, że niezależnie po której stronie jesteś dysponujesz tym samym umundurowaniem. Oddziały powstańcze używały umundurowania armii cesarskiej. Przepisy ubiorcze, które weszły w życie, pochodzą z drugiej połowy stycznia 1919 roku. Od tego momentu wchodzimy w jakby nowy aspekt powstania, w którym zaczyna się tworzyć armia wielkopolska. I to właśnie jest specyfika Powstania Wielkopolskiego.
![]() |
| Hełm oraz toczek powstańca wielkopolskiego fot. Angelika Uścińska |
- W jaki sposób zbiera się informacje na temat bitwy, aby jej rekonstrukcja była wiarygodna?
- Zazwyczaj pisany jest scenariusz, z którym uczestnicy zapoznają się wcześniej. Informacje czerpiemy z różnych publikacji. Jednym z cenniejszych źródeł informacji są nasze spotkania w ramach Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego Koło Żnin, na których omawiamy zarys (pewien pomysł), a później zaczynamy analizować materiały źródłowe, publikacje i nadajemy temu ostateczny kształt. Należy również podkreślić, że rekonstrukcja to swobodny sposób przedstawienia aspektu historycznego i mogą się w nim pojawić różne wątki, które mają często charakter symboliczny, np. gdy organizowaliśmy rekonstrukcję bitwy pod Magistratem, to pojawił się w oknie Paderewski, mimo że w żnińskim aspekcie Powstania, postać ta nie brała udziału. W naszej rekonstrukcji był po prostu symbolem.
- Jak krok po kroku tworzy się rekonstrukcję?
- Opowiem to na mechanizmie rekonstrukcji, która wkrótce się odbędzie. Drodzy mieszkańcy Żnina i okolic już 6 listopada br. na terenie żnińskiej Cukrowni odbędzie się III edycja Żnińskich Spotkań z Powstaniem Wielkopolskim, na które chciałbym serdecznie zaprosić. Ale jak to wygląda od “kuchni”? Na początku jest plan, z którego powstaje zarys. Dodam jeszcze, że Żnin posiada bogate tradycje związane z działaniami powstańczymi, dlatego warto wybrać taki wątek, który będzie w jak największym stopniu związany z miastem, mieszkańcami. W układaniu tego planu pomaga mi mój serdeczny przyjaciel Mirosław Pilarski – historyk, pasjonat. Rozmawiam z nim o mojej wizji wydarzenia, następnie on mówi o swoich propozycjach. Dzięki temu rodzi się plan i to jest moment, w którym można podjąć już konkretne działania, np. wybór odpowiedniego miejsca i co niezmiernie istotne, sporządzenie kosztorysu.
- Jakie sytuacje z rekonstrukcji zapadły panu szczególnie w pamięci?
- W czerwcowej rekonstrukcji bitwy pod Sommą nie wszystko poszło tak, jak chcieliśmy. Widziałem to po minie mojego przyjaciela. Jednak zawsze można niektóre sprawy skorygować lub naprawić.
- Jak tworzy się efekty specjalne do rekonstrukcji?
- Oczywiście, trzeba mieć odpowiednie zezwolenia na broń, która jest dostosowana do tego, aby strzelać nabojami hukowymi. Jeżeli chodzi o imitacje krwi, to mamy specjalne barwniki. Tym zajmują się sanitariuszki, opatrujące rannych na polu bitwy. Nad całą rekonstrukcją pracuje sztab ludzi, którzy robią wszystko, aby całość wyszła jak najbardziej realnie. Element finalny, czyli widowisko, jest zwieńczeniem kilkutygodniowej pracy ogromnej liczby osób.
![]() |
| Łukasz Naliwajski i Radek Urbanowski fot. Angelika Uścińska |
- Jakie zabawne sytuacje zdarzają się na rekonstrukcjach?
- Czasem jakieś się zdarzą, np. ktoś zostanie trafiony i w pewnym momencie sam schodzi z pola bitwy. Niektórzy źle powiedzą słowo po niemiecku. Gdy jakaś osoba zostanie wybrana, aby pomóc rannemu na polu bitwy, to nie jest w stanie go udźwignąć. Wtedy ten ranny żołnierz musi pomagać. Bywają osoby, które zapomną zdjąć nowoczesny zegarek albo gdzieś im wystaje markowa koszula.
- Jakie plany ma pan na przyszłość?
- Naszym kolejnym projektem, jak wspomniałem wcześniej, jest w ramach III edycji Żnińskich Spotkań z Powstaniem Wielkopolskim przybliżyć mieszkańcom miasta wątek, który miał miejsce podczas bitwy o Żnin 11 stycznia 1919 roku i dotyczył walk w okolicach żnińskiej Cukrowni. Jednak w tym roku, oprócz tej części widowiskowej, odbędą się także warsztaty dla dzieci i młodzieży. Pojawi się m.in. punkt werbunkowy do oddziałów powstańczych, stoisko, gdzie każdy będzie mógł dowiedzieć się o uzbrojeniu żołnierzy, a także zapoznać się z faktami o powstaniu. Myślę, że to będzie ciekawe widowisko! Poza tym chcemy (mam na myśli Towarzystwo Pamięci Powstania Wielkopolskiego Koło Żnin) stworzyć jednostkę z czasów Powstania Wielkopolskiego. Ostatnio uzyskaliśmy wsparcie finansowe ze strony Starostwa Powiatowego w Żninie i już poczyniliśmy pewne zakupy umundurowania.
- Czy zechciałby pan coś dodać?
- Tak! Bardzo chciałbym podziękować wszystkim, którzy nas wspierają i pomagają. Mam na myśli tutaj Pana Starostę Zbigniewa Jaszczuka, Wydział Promocji I Rozwoju Lokalnego Starostwa Powiatowego w Żninie, zwłaszcza pana Łukasza Kwiatkowskiego, a także Dyrektora Muzeum Ziemi Pałuckiej w Żninie - pana Jędrzeja Małeckiego. Chcę również podziękować dyrektorowi I Liceum Ogólnokształcącego w Żninie - panu Andrzejowi Kurkowi za wsparcie w realizacji moich powstańczych, niełatwych projektów.
- Dziękuję za rozmowę.
Angelika Uścińska, 29 X 2021
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze