Żnin, zarząd, WiK, absolutorium
Powiedziała o karze, o jej anulowaniu już nie
Dawny zarząd WiK nie uzyskał absolutorium. Główna przyczyna to nieuwzględnienie w bilansie wymierzonej przez WIOŚ kary ponad 1.800.000 zł.
Burmistrz Żnina Robert Luchowski poinformował przedwczoraj, że 10 czerwca Rada Nadzorcza spółki komunalnej Zakład Wodociągów i Kanalizacji po zapoznaniu się ze sprawozdaniem finansowym za działalność zarządu w 2014 r. postanowiła nie dać rekomendacji zgromadzeniu wspólników (jedynym wspólnikiem jest burmistrz jako reprezentant gminy) do udzielenia absolutorium byłemu prezesowi Eugeniuszowi Dobaczewskiemu i byłemu wiceprezesowi Januszowi Biegańskiemu. Obecnie ten zarząd i tak już nie działa w spółce, bo został odwołany 31 marca. Prezesem spółki jest od tamtej pory Małgorzata Stawicka. Zresztą i Rada Nadzorcza spółki też została z końcem pierwszego kwartału br. zmieniona. Co więcej, burmistrz przekazał we wtorek, że absolutorium nie udzielono również poprzedniej Radzie Nadzorczej spółki. Decyzja o nieudzieleniu absolutorium zapadła w ostatni poniedziałek.
Ażeby przybliżyć sytuację w WiK, burmistrz zaprosił na wtorkową konferencje prasową prezes spółki Małgorzatę Stawicką. Poinformowała ona, że na negatywnej ocenie działań poprzedniego zarządu zaważyła kara, którą nałożono na spółkę w grudniu 2013 r. i marcu 2014 r. na kwotę ponad 1.843.000 zł. Oprócz tej kary, jak wynikało z informacji przedstawionych przez Małgorzatę Stawicką, spółka ma też zwrócić część pożyczki, która wcześniej miała być umorzona.
Konkretnym zarzutem było nieuwzględnienie tej kary w bilansie finansowym spółki. Małgorzata Stawicka zaznacza, że na początku jej pracy w WiK nie poinformowano jej o tym balaście ciążącym na spółce i dopiero analiza dokumentów pozwoliła jej ten fakt samej stwierdzić, gdyż - jak mówi - w żadnych wcześniejszych sprawozdaniach nie było o tym w spółce informacji.
Kara została naliczona za okres, kiedy na terenie oczyszczalni w Jaroszewie przeprowadzano inwestycje. Były one wykonane nie do końca zgodnie ze sztuką i dlatego skutkowały brakiem warunków nowego pozwolenia wodno-prawnego.
W ten sposób zrodziły się problemy, bo brak pozwolenia wodno-prawnego skutkował odmową umorzenia wcześniejszej pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Toruniu, którą pobrano na inwestycję w oczyszczalni. Umowa z funduszem gwarantowała umorzenie kredytu w wysokości 30%, czyli 562.000 zł (kredyt był na 1.800.000 zł). WFOŚiGW stwierdził brak efektu ekologicznego. Dlatego nie umorzył zapowiadanej kwoty. Małgorzata Stawicka zapewniła, że firma stara się teraz i będzie starać, ażeby spełnić wymagania stawiane przez fundusz i jeśli się to uda, to może nie trzeba będzie zwracać wcześniej pobranych 562.000 zł.
Prezes spółki przekazała również, że nie jest to jedyny problem, z którym musi się zmierzyć. Chodzi jeszcze o planowanie pracy w firmie. Otóż przyjęty wcześniej plan działań rozmijał się z rzeczywistymi działaniami. W tych działaniach, w opinii Małgorzaty Stawickiej, nie było spójności, pracownicy nie otrzymywali konkretnych zadań, które byłyby spójne z pozostałymi działaniami w zakładzie. Poza tym pracownicy nie mają przeszkoleń i uprawnień energetycznych i trzeba będzie organizować dla nich szkolenia.
Janusz Biegański jest oburzony sposobem przekazania informacji przez panią prezes. Uważa je za wybiórcze i źle interpretowane.
- Nie do końca jest tak, jak to pani prezes przedstawiła na tej konferencji, co mogłem zobaczyć w Internecie. Kara nałożona przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Bydgoszczy to jedno, a kwestia umorzenia części pożyczki to drugie. Jeśli chodzi o pierwszą sprawę, to odwołaliśmy się do Głównego Inspektora Ochrony Środowiska w Warszawie. W odwołaniu nie kwestionowaliśmy kary, tylko sposób jej naliczenia i tym samym wysokość - mówi Janusz Biegański. - Decyzja ta była pozytywna dla WiK, o czym nie poinformowała na konferencji Małgorzata Stawicka.
Decyzja GIOŚ nr DIiO-420/30/2014/rg z 18 maja br brzmi: (...) uchylam zaskarżoną decyzję w całości i umarzam postępowanie organu pierwszej instancji w tym zakresie (...).
- Jest to uchylenie kary z grudnia 2013 r. za naruszenie warunków odprowadzania ścieków do wód lub do ziemi w 2010 r. Jest to większa część całej kary, bo 1.785.947 zł z 1.843.000 zł. Ja nie jestem księgowym, ale netto zainwestowaliśmy w 2010 r. 2,5 miliona złotych i naliczoną wcześniej karę mamy ustawowe prawo, jako inwestor, uwzględnić w kosztach inwestycji. Dlatego nie ma tego w bilansie, bo być nie mogło. Dodam, że póki się toczy postępowanie, to nie ma jeszcze kary - tłumaczy Janusz Biegański
Były wiceprezes WiK dodał, że co do drugiego wątku, czyli braku umorzenia części kredytu przez WFOŚiGW, to było to uwzględnione w bilansie. - Zaznaczam, że umorzenie to decyzja uznaniowa Funduszu, a nie warunek umowny pożyczki. Dlatego od początku liczyliśmy się z tym, że umorzenie może stać się naszym udziałem, ale nie musi. A jeśli ono będzie, to też nie wiedzieliśmy, czy w wysokości 5%, 10%, 15%, czy na innym pułapie. Jestem oburzony interpretacją i wybiórczym traktowaniem faktów w wypowiedzi pani prezes. Jeśli poinformowała o karze, to powinna też powiedzieć o najnowszej decyzji o uchyleniu tej kary i powiedzieć wyraźnie, że to zasługa tylko i wyłącznie działań poprzedniego zarządu, a nie jego wina - podsumował Janusz Biegański.
Były wiceprezes odniósł się również do wątku dotyczącego braku spójności działań i konieczności przeprowadzania szkoleń dla pracowników WiK, bo poprzedni zarząd o to miał nie dbać. - Przeszkoleni w zakresie bezpieczeństwa byliśmy wszyscy. Instrukcje stanowiskowe i BHP mieli wszystkie. Uprawnienia do nadzoru energetycznego ma elektryk i uważam, że to wystarczy. Ja miałem uprawnienia eksploatacyjne i ma je Andrzej Tokarz. To uprawnienia do pełnienia nadzoru nad budową. Uważam, że 2 osoby z takimi uprawnieniami w firmie, w której jest 20 pracowników technicznych, to wystarczająca ilość - twierdzi Janusz Biegański.
O opinię w sprawie zasad bilansowania finansów spółki, jeśli chodzi o ewentualne kary, poprosiliśmy eksperta doradztwa podatkowego Mariusza Gotowicza z Bydgoszczy. Czy trzeba było wpisywać w bilans spółki karę, co do której było zagrożenie, ale postępowanie odwoławcze było jeszcze w toku?
- Jeżeli jest zagrożenie karą, to zarząd powinien ustalić pewną rezerwę. Ustawa o rachunkowości przewiduje obowiązek utworzenia rezerwy na przyszłe zobowiązania, kary itp. niespodzianki. Sprawozdanie finansowe powinno oddawać rzeczywistą sytuację ekonomiczną i powinno pokazywać istotne zmiany w przeszłości, które w danym roku się pojawiły. Powinno też prezentować zagrożenia, które mogą wystąpić w przyszłości, a są znane zarządowi. Obowiązuje również zasada istotności, a w moim mniemaniu zagrożenie karą ponad 1.800.000 zł to istotna informacja, która powinna być uwzględniona w sprawozdaniu. Coś się kiedyś wydarzyło, po 3 latach się odkręciło lub zmniejszyła się skala. W tamtym czasie jednostka powinna zrobić sobie rezerwę, a jak sytuacja się zmienia, to pokazuje się te zmiany w roku, w którym nastąpiły. I to się w podsumowaniu sprawozdania pisze. Natomiast pierwszy raz słyszę, że ktoś sobie dolicza kary do procesu inwestycyjnego. Według mojej wiedzy, nie ma takiej możliwości. To tak, jakby pan sobie kupił samochód i wiózł go na lawecie, a po drodze dostał mandat za brak świateł na tej przyczepie. Tej kary nie wliczy pan sobie w koszty auta - powiedział Mariusz Gotowicz.
Doradca podatkowy przyznał przy tym, że niekoniecznie członek zarządu musi wiedzieć o szczegółach i zasadach konstruowania bilansu. Jest od tego główny księgowy w jednostce (księgową WiK w 2014 r. była obecna skarbnik gminy Żnin Aleksandra Szpek).
W czwartek 25 czerwca o 17.00 w żnińskim ratuszu odbyła konferencja poświęcona sytuacji w WiK i perspektywom dla gospodarki wodno--ściekowej w gminie (szerzej na ten temat w Pałukach nr 26/2015).
Film w zakładce Filmy
Karol Gapiński
Pałuki nr 1219 (25/2015)
Inne teksty na ten temat:
WiK na trzy z plusem, zarząd na jedynkę
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze