Firma Dudek Paragliders oferuje miejsca pracy, ale nie może znaleźć pracowników. Osoby, które się zgłaszają, mają kwalifikacje, ale nie chcą podjąć pracy.
W Kowalewie funkcjonuje firma Dudek Paragliders Iwony i Piotra Dudków, która znana jest przede wszystkim z produkcji skrzydeł do latania z napędem (PPG). Ich produkty trafiają w najbardziej odległe miejsca na ziemi. Skrzydła wytwarzane są w firmie, która zatrudnia 60 osób. Większość zatrudniona jest na umowy na czas nieokreślony. Część na czas określony. W tym roku, w związku z większą ilością zamówień, konieczne jest zwiększenia produkcji i tym samym, zatrudnienie dodatkowej ilości pracowników. Firma przygotowała miejsca pracy i wystosowała w Powiatowym Urzędzie Pracy w Nakle Filia w Szubinie oferty dla 10 szwaczek. Na ofertę nikt nie odpowiedział. Urząd oznajmił, że nie ma aktywnych zawodowo szwaczek.
Przedsiębiorcy już w ubiegłym roku poszukiwali chętnych pań do pracy w charakterze szwaczek, ale osoby, które się zgłosiły, przedstawiały argumenty za tym, aby pracy nie podjąć. Z szóstki, została jedna osoba. Firma Dudek Paragliders na początku zatrudnia pracownika na 3 miesiące na okres próbny. Pracodawcy wymagają wykazaniem się umiejętnością szycia na maszynie. I w zasadzie to wszystko.
- W tej chwili klienci czekają na nasze produkty do połowy lipca. Zamówienia rosną, sezon już się zaczął. Każdy chciałby dostać skrzydło jak najszybciej, aby polatać w sezonie - mówi Iwona Dudek.
W związku z tym, że ubiegłoroczna i tegoroczna próba zwiększenia naboru nie przyniosła rezultatu, pracodawcy chcieli rozszerzyć nabór poza teren nie tylko gminy Szubin, ale całego powiatu nakielskiego. - Skontaktowałam się urzędem pracy w Szubinie i dowiedziałam się, że nie mogę złożyć ofert pracy w PUP w Żninie, ponieważ można zrobić to tylko w jednym urzędzie - wyjaśnia Iwona Dudek.- Teraz będę musiała wycofać ofertę z Szubina i złożyć ją w Żninie.
Firma zamieściła ogłoszenie w naszym tygodniku i telewizji kablowej w Szubinie. Dopiero po tym fakcie zaczęli zgłaszać się ludzie do pracy. Dwie osoby z ogłoszenia w prasie i jedna z ogłoszenia w tzw. kablówce.
- Po co nam taki urząd pracy, który nie spełnia swojej roli? - pyta Iwona Dudek. - To nie jest tak, że my nie jesteśmy zadowoleni ze współpracy. Panie są miłe i starają się pomóc, ale przepisy są chore. Pracujemy między powiatami i zależy nam na jak najszerszym naborze.
Dyrektor PUP w Nakle, Przemysław Ulatowski przyznał, że choć szwaczki są, to pracy podejmować nie chcą. Dodał, że wyjaśniały to tym, że praca jest ciężka, na akord, a oferowane na starcie wynagrodzenie - niskie i rezygnowały z jej podjęcia, mimo świadomości utraty statusu osoby bezrobotnej.
Iwona Dudek twierdzi, że to nie jest tak z tymi ciężkimi warunkami. Przez trzy pierwsze miesiące jest to najniższe wynagrodzenie. Później możliwości są dwie: albo na akord, albo z premią w wysokości od 100 do 1.000 zł. Sam akord również nie jest narzucany z góry. Ustalają go same szwaczki miesiąc wcześniej w zależności od tego jak się wyrabiają. Służy do tego specjalny arkusz kalkulacyjny. Akord nie jest zbyt duży, ani zbyt mały.
- To nie jest problem tylko firmy Dudek, ale wszystkich zakładów krawieckich. Trudno to zrozumieć, ale wydaje się, że brak kontaktu z zawodem, u niektórych osób kilkuletni, powoduje tego rodzaju postawę - powiedział dyrektor nakielskiego PUP.
Przemysław Ulatowski dodał, że ustawa mówi o tym, że firmy oferty pracy mogą składać w jednym powiecie. Jeśli nabór się nie uda, to dopiero wtedy PUP może oprzeć się o urzędy w sąsiednich powiatach. Zapewnił, że w tym wypadku będzie tak samo, a Iwona Dudek nie musi wycofywać ofert z filii w Szubinie. - Załatwimy to inaczej, szybciej. Wszystko będzie zgodnie z przepisami - deklaruje dyrektor.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1054 (18/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze