Strażacy z Barcina i pszczelarze ze Szczepanowa uratowali zbiegły z jakiejś pasieki rój pszczół, które zagrażały bezpieczeństwu klientów odwiedzających barciński basen. Rój został przechwycony na szczycie hali widowiskowo-sportowej i odwieziony do pasieki w Szczepanowie, gdzie będzie adoptowany.
Około 15.00 w poniedziałek 11 maja wpłynęło do dyżurnego na stanowisku kierowania w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej zgłoszenie o pszczołach, których duża ilość zaczęła się roić w pobliżu wejścia na krytą pływalnię w Barcinie. To mogło grozić niebezpieczeństwem dla użytkowników basenu.
Na miejsce pojechał zastęp OSP w Barcinie. Strażacy stwierdzili, że pszczoły nie latają już w tym momencie bezpośrednio przy drzwiach na basen. Rój zaczął się gromadzić i osiadać na szczycie ściany hali widowiskowo - sportowej, bezpośrednio sąsiadującej z obiektem pływalni.
Pszczoły są pod ochroną, dlatego strażacy zanim przystąpili do akcji, zaczęli przez kilkadziesiąt minut dzwonić, korzystając z różnych kontaktów do pszczelarzy w okolicy. Potrzebna była skrzynka, do której pszczelarz w asyście strażaka mógłby zebrać rój wraz z matką, a następnie poczekać dalsze kilkanaście minut, by wszystkie pszczoły pozostające jeszcze w powietrzu poleciały do tej skrzyneczki, wiedzione zapachem pszczoły - matki. Wówczas taki rój można by dopiero zabrać do pasieki pszczelarza i tam zaadaptować. Gdyby się pszczelarz chętny do adopcji nie znalazł, pszczoły pewnie zostałyby wywiezione do lasu i puszczone tam do dalszego życia.
Na szczęście po kilku bezskutecznych próbach (pszczelarzy nie było w domach, albo nie byli zainteresowani przechwyceniem roju) udało się skontaktować z Martą Puzio, która wraz z mężem Marcinem prowadzi pasiekę Poziomka w Szczepanowie. To oni przyjechali do Barcina zaopatrzeni w pudełko do przechwytywania roju. W międzyczasie na miejsce przyjechał też drugi zastęp OSP Barcin w samochodzie z wysięgnikiem.
Marcin Puzio - doświadczony pszczelarz, który tą dziedziną zajmował się już w dzieciństwie pod opieką rodziców i wrócił do niej po latach, gdy sam był dorosły i przeprowadził się do Szczepanowa - sprawnie zebrał rój z królową. Później rzeczywiście trzeba było odczekać kilkanaście minut, by jak najwięcej pszczół pozostających w powietrzu, poleciało do skrzyneczki za matką. W trakcie całej akcji wejście na basen od strony północnej było zamknięte, ale pływalnia działała bez przeszkód - jej klienci byli kierowani wejściem południowym, od strony szkoły.
Przechwycony rój (najprawdopodobniej uciekł on jakiemuś pszczelarzowi) został zabrany do Szczepanowa i tam zostanie zaadoptowany.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze