Roman Wojda mówi, że utrzymanie działalności i wydajności pompy wody to praca społeczna przez kilka godzin dziennie
fot. Remigiusz Konieczka
Szubin, ROD, Pelikan, woda, działka, działkowiec
Reglamentacja wody na działkach
Od ubiegłego poniedziałku ((29 lipca 2013 r.) działkowcy w jednym z ogrodów w Szubinie mają wodę od 16.00 do 20.00. Woda służy im do podlewania warzyw, kwiatów, do mycia naczyń i spłukiwania ubikacji. - To ja mam teraz wstrzymywać tak długo, aż będzie woda w ubikacji? - żalą się działkowcy.
31 lipca, godzina 14.00. Wody w kranie na działce Kazimierza Krzywdzińskiego brak. „Jak się weszło między wrony, trzeba krakać jak one. Niech zarząd będzie dla ludzi, a nie odwrotnie” - twierdzi działkowiec. fot. Remigiusz Konieczka Rodzinny Ogród Działkowy Pelikan w Szubinie liczy około 480 ogrodów. Każdy ogród ma co najmniej jedno ujęcie wody. Co najmniej, bo część działkowców doprowadziła sobie ujęcie do altan organizując sobie małe kuchnie, ubikacje oraz łazienki. Dzięki temu mogą pozmywać naczynia, umyć się czy załatwić potrzeby fizjologiczne w warunkach w miarę komfortowych (a nie do wiadra ani pod wisienką). Woda ta nie nadaje się do picia. Pochodzi ze studni działkowej. Natomiast woda pitna pochodzi z sieci Komunalnego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Ale jest tylko jeden kran na cały ogród. Działkowcy mogą przyjść z baniakami, butelkami, garnkami lub czajnikami i nalać do tych naczyń wodę służącą do spożycia.
NIE MA CZYM SPŁUKAĆ
W ubiegły poniedziałek dostarczanie wody przemysłowej, pochodzącej ze studni działkowej, zostało ograniczone. Kurek z wodą na zaworze głównym odkręcany jest o 16.00, a zakręcany o 20.00. Woda jest przez cztery godziny na dobę. Dwadzieścia godzin działkowcy są bez wody. Zgłosili nam ten temat w środę. Wtedy też rozmawialiśmy z działkowcami.
- Wcześniej woda puszczana była normalnie, ale słabe ciśnienie miała. W tym tygodniu zamknęli. Rano, po południu i całą noc nie ma wody. A na działkach są ludzi, którzy nocują, przebywają na urlopach, spędzają tu cały czas. Co oni mają zrobić? Skąd wziąć wodę do mycia? - pyta Kazimierz Krzywdziński, jeden z działkowców. - Nie dość, że muszą wozić wodę do picia i potem nosić, to jeszcze zamyka się tę, co jest w kranach.
Woda przemysłowa jest używana w dużej części do spłukiwania ubikacji. Działkowcy mówią, że w taki upał nieprzyjemnie jest wchodzić do altany, w której nie można spłukać tego, co jest w muszli klozetowej. - Dochodzi do tego, że muszę wstrzymywać do czasu aż odkręcą wodę - przyznaje jedna z pań.
- Jak o 16.00 odkręcą wodę, to i tak zużycie jest duże, bo ludzie zaczną podlewać. I gdzie tu sens? Zamyka się wodę, a jak się odkręci, to i tak ciśnienie siada. Skoro pompa nie daje rady, to raz ją zrobić i się koszt szybko zwróci - twierdzi Kazimierz Krzywdziński.
- Są tutaj na urlopach ludzie z Bydgoszczy i jak my ich przyjmujemy - argumentują nasi rozmówcy.
- Do Białej Strugi mamy chodzić po wodę? - pyta Teresa Sobierańska - Przyszłam w poniedziałek i nie było wody, a po południu pracuję i nie mogę być w tym czasie, jak oni wodę włączają. To jest urągające. Żeby chociaż w nocy była. Czujemy się jak na pustyni. Takiego problemu jak brak wody w sezonie letnim w ogóle nie powinno być. A jeśli jest, to niech chociaż ustalą inne godziny włączania wody, a nie tylko od 16.00 do 20.00.
Tak wygląda studnia i zawór. Co prawda w studni wody nie ma, ale zgodnie z tym, co jest napisane w pozwoleniu wodno-prawnym, znajduje się 30 metrów poniżej. fot. Remigiusz Konieczka Trudne życie mają ci działkowcy, którzy przyjechali na urlop z Bydgoszczy. W Szubinie siedzą kilka dni i nie mogą, tak jak miejscowi, wyskoczyć do domu się umyć, załatwić, najeść.
- Mam matkę na wózku inwalidzkim i musi się myć wodą z beczki - mówi Andrzej Molenda.
- Trójkę wnuków na działce miałam i jak tutaj wyprać coś, myć się, sprawy fizjologiczne załatwić - dodaje Irena Stolpmann.
- Ja również spędzam tutaj urlop - mówi kolejna działkowiczka. - Mam nadzieję, że to chwilowa sytuacja. Te godziny są nie do przyjęcia, a nas się nikt o nic nie pytał i z naszym zdaniem się nie liczy. Wywieszona została kartka i już.
Zastrzeżenia działkowców do zarządu są takie, że nie dość skutecznie poinformował ludzi o tym, że nie będzie wody, albo raczej, że będzie w określonych godzinach. Skutkowało to tym, że w poniedziałek ludzie chodzili po działkach i pytali jeden drugiego, co się stało. - Poza tym nie ma żadnego numeru telefonu. Działkowcy to emeryci i nie znają się na Internecie i nie wyślą wiadomości przez Internet - argumentuje Kazimierz Krzywdziński.
Zarówno działkowcy, jak i członkowie zarządu ujawniają takie praktyki niektórych działkowców, jak puszczanie wody przez całą noc. - Przychodzi taka osoba na działkę wieczorem. Odkręca kran i podlewa wiatraczkiem trawnik. Potem przychodzi rano i kran zamyka, a woda całą noc leciała - uważa zarząd ROD.
- A od czego jest zarząd? Powinni jeździć i patrzeć kto tak robi, a jeśli pobierana jest za duża ilość wody, to niech założą wodomierze. Problem zniknie - mówi Kazimierz Krzywdziński. - Ten zarząd zrobił dużo. Jest pojemnik na śmieci, na szkło, na PCW. To jest plus. Ale nie wszystko mu wychodzi.
POMPUJE SZLAM
Członkowie zarządu ROD Pelikan w Szubinie mówią, że działkowcy wody nie oszczędzają. Nie tylko puszczają przez całą noc, ale napełniają baseny dla dzieci, wpuszczają do nor kretów, używają bez zahamowań, aż w końcu wody zabrakło. Zabrakło jej w ujęciu. Ujęcie ogrody mają swoje - odwiert na 30 metrów w głąb ziemi na potrzeby nawodnień upraw ogrodów działkowych. Starosta nakielski wydał pozwolenie wodno-prawne na korzystanie z ujęcia w 2004 roku. Ważne jest przez 10 lat, czyli do przyszłego roku.
- Studnia wyschła, a pompa zamiast wody zaczęła ciągnąć szlam i się zaczęła zapychać - tłumaczy prezes ROD Katarzyna Witkowska. - Pompa zaczęła się psuć, a członkowie zarządu musieli własnymi siłami co chwilę ją czyścić. Dlatego podjęliśmy decyzję o ograniczeniu dostaw wody.
Prezes powiedziała, że we wcześniejszych latach woda również była ograniczana i nikt z tego sensacji nie robił. Poza tym ogródki działkowe są ogródkami pracowniczymi, a nie rekreacyjnymi. Woda ma służyć głównie do podlewania, a nie do mycia. Zarząd twierdzi, że godziny udostępnienia wody są optymalne, ponieważ przy tak wysokich temperaturach nikt rano nie podlewa, tylko wieczorem. Ogłoszenie o ograniczeniu wody było wywieszone nie tylko w gablotach, ale na bramach, ponieważ mają świadomość, że ludzie ogłoszeń w gablotach nie czytają.
- Jeśli ktoś chce należeć do wspólnoty, to powinien znać regulamin. Każdy kto tutaj kupuje działkę jest świadomy tego, że to ogród pracowniczy. Działkowcy powinni się liczyć z ograniczeniami i być na to przygotowani - mówi Katarzyna Witkowska.
Członek zarządu Roman Wojda powiedział, że też jest z Bydgoszczy i jego również dotykają niedogodności, ale rozumie, że gdyby nie ograniczenia, to wody mogłoby nie być w ogóle.
- Pracujemy po siedem godzin, żeby to wszystko działało - twierdzi Roman Wojda. - Gdybyśmy nie ograniczali wody, to pompy już dawno wysiadłyby. Wody jest tak mało, że ciągną szlam i codziennie trzeba je czyścić.
Do hydroforni została kupiona nowa sprężarka za 2.000 zł. Jeśli pompa przestanie działać, to dodatkowo trzeba będzie wydać 9.000 zł na nową. Ponadto zarząd kupił pompę do wypompowywania wody z alejek, wiertarkę, szlifierkę kątową, bo po poprzednim zarządzie nic nie zostało. Również poprzedni zarząd nie dbał o to, by odczytywać regularnie stan licznika i tak naprawdę nie wiadomo, ile tej wody jest zużywane.
Skarbnik ROD Pelikan Katarzyna Mądrowska-Janasińska powiedziała, że te cztery godziny, to jest maksymalny czas, w jakim może być na działkach woda. - To kiedy będzie woda cały czas, to od nas nie zależy. Musimy wynająć firmę, która wyczyści studnię i obejrzy wszystkie urządzenia. Jak będzie czyścic, to przez tydzień wody nie będzie wcale. Jeśli okaże się, że czyszczenie nie wystarczy, to być może będziemy zmuszeni w przyszłym roku do kopania nowej studni. A żeby wykopać nową studnię i zapewnić wodę działkowcom z nowego ujęcia, to koszt około 50.000 zł. Dlatego tak dbamy o stan tych urządzeń, które są - twierdzi skarbnik ROD.
- To nie jest kwestia niskiego stanu wody, tylko powietrza. Jak nie ma go w pompie, to ta wariuje. Wtedy powinno się sprawdzać wysokość lustra wody. Tutaj nigdy wody nie brakowało. Poza tym Gąsawka daje wodę. Jak była zamykana, to tylko dlatego, że były awarie - uważa działkowiec z Bydgoszczy Jerzy Snopkowski.
WODA NA RAZIE JEST
Zarząd twierdzi, że sami działkowcy też nie są bez winy, bo przyłączyli altany do wodociągu, a szamba, które są na działkach, nie są regularnie opróżniane, jeśli w ogóle są. Niektórzy działkowcy nielegalnie pobierają prąd. Nie wpuszczają członków zarządu, by mogli odczytać liczniki. Za działki zapłaciło 40% działkowców, a powinni zapłacić wszyscy. Pierwszy termin minął z końcem maja, a drugi z końcem lipca. Zarząd narzeka, że nie jest w stanie wyegzekwować od zadłużonych działkowców należnej sumy.
- My jako zarząd płacimy wodociągom za ujęcie wody pitnej. Nikt z działkowców nie pyta, czy są pieniądze, tylko leje, ile chce. Biorą ją za darmo. Trudno nam namówić kogokolwiek do pomocy. Szukamy gospodarza działek. Może ktoś się zgłosi - mówią członkowie zarządu ROD. - Najlepiej dla części działkowców byłoby, aby nie obowiązywały żadne zasady. Muszą zrozumieć, że powinni dbać o dobro wspólne. Nie chcemy nic innego, tylko zrozumienia.
W tym tygodniu, pomimo tego, że woda miała być tylko przez cztery godziny, jest cały czas. Prezes zarządu Katarzyna Witkowska wyjaśnia, że woda została puszczona na próbę. Ograniczenie w dalszym ciągu obowiązuje i jeśli pompa zacznie pompować szlam, to znów dostawy wody zostaną ograniczone.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1121 (32/2013)
Komentarze
Woda na kartki
Przez ostatnią dekadę diametralnie zmienił się obraz i sposób użytkowania ogródków działkowych. Kiedyś było to zaplecze zaopatrzeniowe rodzin w dobie kryzysu. Siano zatem marchewkę, buraczki, pietruszkę, groch. Sadzono drzewka owocowe, z których zbierane były jabłka, śliwki. Niekiedy pół działki zajmowała uprawa ziemniaków. Pielęgnowano rosnące zagonki ogórków, truskawek. Zdarzały się przypadki, że za altanami były klatki z kurami nioskami. A jak jest teraz? Grządki i poletka zniknęły. Działki porastają równo przystrzyżone trawniki. Mało kto bawi się w uprawę warzywek. gdzieniegdzie są truskawki, a zamiast grusz i śliw rosną tuje. Można za to podziwiać oczka wodne i eleganckie, odremontowane altany, a w powietrzu unosi się zapach grillowanej kiełbasy. Działkowcy wolą na działkach relaksować się niż traktować je jako drugi etat. Nikt już w kolejkach przed sklepami stać nie musi, a jedzenie dawno nie jest sprzedawane na kartki.
Reglamentowanie towaru to signum temporis PRL-u, ale okazuje się, że reglamentacje wody trzeba było wprowadzić w szubińskim ogrodzie działkowym Pelikan. Źródełko wyschło, a działkowcy mogli zacząć śpiewać nieśmiertelny przebój lat osiemdziesiątych Nie ma wody na pustyni. Trudno się dziwić ich frustracji. Pogodę mamy taką, jaką mamy. W temperaturze powyżej trzydziestu stopni trudno wytrzymać nawet w cieniu jabłoni. Jeśli ktoś własnym sumptem zorganizował w altanie prysznic, to chciałby się umyć. Bardzo dużo osób spoza Szubina spędza urlopy na działkach, z dala od dusznej Bydgoszczy. Nie wszystkich stać na wyjazd. Te osoby też chcą utrzymać czystość i higienę na działce. A tutaj wody zabrakło. Argumenty działkowców są słuszne.
Posiadanie działki to trochę jak mieszkanie w blokach. Trzeba zaakceptować to, że słychać, gdy sąsiedzi oglądają głośno telewizor, i czuć, gdy przypalą kotleta. Tutaj też jeden powinien myśleć czasem za drugiego. Skoro działkowicz Śliwka odkręca kran i podlewa trawnik całą noc, to działkowicz Ogórek powinien mu zwrócić uwagę, że wodę marnuje. Jeśli nie ma takiej relacji, to jako działkowa policja wkracza zarząd i dochodzi do sytuacji takiej, jak w Szubinie. Do zakręcenia zaworu. Trudno też się dziwić zarządowi, że oszczędza wodę i pompę.
Upały niedługo się skończoną. Przyjdzie jesień i działkowcy zapomną o lecie. Jednak problem studni głębinowej zostanie, a w perspektywie kolejne upalne lata. Ja mam dla działkowców propozycję. Nie, nie jest to wprowadzenie wody na karki. To nie te czasy. Są jednak takie ogrody, które wprowadziły na działkach liczniki za wodę. Może dobrym posunięciem byłoby wprowadzenie opomiarowania zużycia wody na całym ROD Pelikan pod hasłem: Racjonalizacja zużycia wody cechą nowoczesnego działkowca. Kiedy na każdym kranie pojawi się licznik, problem zbyt dużego zużycia może zniknie. Każdy zapłaci za wodę, którą zużyje sam, a nie za sąsiada. A jeśli ten nadal będzie chciał podlewać trawnik przez całą noc, to za to zapłaci i zamiast wyschniętego źródła wody, wyschnie źródło gotówki.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1121 (32/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze